15 maja 2019

Emerytura felietonisty — J. Pilch, „Trzeci dziennik”

0 komentarze
W pierwszym odruchu chciałam na wstępie zacytować zdanie otwierające Trzeci dziennik, brzmiące następująco: „Nigdy nie byłem tak stary, nigdy nie byłem tak chory, nigdy nie zabierałem się do pisania z tak ściśniętym sercem i nigdy moje serce nie było tak wezbrane nadzieją.”, i zastanowić się nad wyzwaniem rzucanym przez Pilcha już na samym początku wściekle wyczekiwanych notatek mających składać się na trzeci dziennik: wyzwaniem polegającym na próbie rozpoznania, czy też stanowi on faktyczny dziennik rozpaczy, czy pełną czarnego humoru grę z czytelnikiem. Odeszłam jednak od pomysłu analiz i interpretacji tak mocnego pierwszego zdania, które z założenia takim miało być, jak na Pilcha przystało, bo przecież wiemy, że u niego wszystko od pierwszego zdania się zaczyna. Nie twierdzę jednakże, że odczytuję je jako ironiczną zagrywkę Pilcha, bo musiałabym skłamać; odchodzę jednak od czytania Pilcha poprzez jego chorobę, co też czynią jeśli nie wszyscy, to prawie. Oczywiście, choroba jest istotnym kontekstem, o którym zapomnieć nie można, bo stanowi obecnie integralną część życia pisarza — co jest szczególnie istotne w przypadku twórcy tak silnie korzystającego z autobiograficzności; sam on przecież ustanowił nią główny temat poprzedniego, Drugiego dziennika. Wydaje mi się jednak, że w całej tej autobiograficznej zapaści Pilch, a razem z nim my, być może wystawieni przezeń na próbę, zapomnieliśmy, że nie jest on tylko alkoholikiem w stanie spoczynku, a przede wszystkim, na tę chwilę, parkinsonikiem, ale przecież — doskonałym komentatorem współczesności — kultury, polityki, literatury. Felietonistą w stanie spoczynku.

04 maja 2019

„Ciężko jest być bezsilnością innych ludzi.” — F. Zawada, „Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek”

0 komentarze
„Czasami można by tymi twoimi przemyśleniami szwadron wojska obdzielić.” — słyszy Franciszek takie stwierdzenie od tych, którzy go znają. I faktycznie, sam przyznaje, że w głowie mógłby godzinami ze sobą rozmawiać. I wydawać wyroki na rzeczywistość. Rzeczywistość widzianą oczyma dziecka. Franciszek jest bohaterem dziecięcym, jednak raczej niestandardowym, bo jest nie tylko mieszkańcem prowadzonego przez siostry zakonne domu dziecka, lecz również bękartem, jak o sobie i innych dzieciach dzielących z nim przestrzeń życiową i los, lubi mówić.  Bycie bękartem to nie wygrana na loterii, ale po cóż płakać nad rozlanym mlekiem. Franciszek jest dla siebie bezlitosny, doskonale wie, jak pokrzywdziło go bezczelne życie, przez które jednak idzie z podniesioną głową, akceptując swoje obecne położenie. Sceptycznie spogląda w przyszłość, ale tylko czasami, bo ważne jest dla niego, to co tu i teraz; i chociaż z pokorą czerpie z życia takiego, jakie mu podarowano, nie jest zobrazowaniem tego słynnego hasła, że podobno „jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma.”. No jakby… nie. Franciszek nie lubi tych ciągłych nakazów i zakazów wydawanych przez zakonnice. Ale je same trochę lubi, bo czasami go chwalą i pozwalają na zjedzenie jeszcze jednego, dodatkowego, lizaka.

16 kwietnia 2019

i wtedy się obudziła — E. Kącka, „po drugiej stronie siebie”

0 komentarze

Marzenia senne to takie nasze czasami wstydliwe, a-czasami-nie sekrety, z których nie pragniemy zwierzać się całemu światu, ale jednak są to sekrety, a sekrety istnieją po to, żeby je zdradzać, dlatego coś nas jednak korci, żeby ogłaszać je regularnie, z hukiem wyrzucając za drzwi sypialni. Sny to zemsta naszej podświadomości. Autoszantaż. Najskrytsze, nieuświadomione, złośliwe pożądania i wypadkowa głupotek, zbłądzonych w drodze od jednego ucha, którym wleciały, do drugiego, którym wylecieć miały, ale po drodze zakręciły się i zostały. To druga strona lustra, wisząca po drugiej stronie nas.

Eliza Kącka ustanawia siebie w roli wyznawczyni, tworząc z po drugiej stronie siebie wyjątkowy dziennik intymny. Wyjątkowy, bo jest to dziennik zapisany tą drugą rzeczywistością, do której Kącka ma dostęp jedynie podczas krótkich drzemek na klawiaturze laptopa czy nocnego odpoczynku; składający się ze spisywanych przez autorkę snów będących odzwierciedleniem jej życia na jawie. Senna autobiografia — jak głosi tekst promocyjny. Kącka w sferę jawy przekrada senne marzenia i tworzy z nich literaturę, podobnie jak z elementów świata rzeczywistego lepi świat przedstawiony snu. W przestrzeni snu żyje, ale żyje inaczej; to życie toczy się bez jej udziału, ono jest nią. Kącka nie wyraziła na nie zgody, ale nie może zrezygnować ze śnienia. Postanawia tworzyć zapiski upamiętniające zdarzenia z tamtego istnienia. Nie poddaje ich jednak interpretacji, pozostaje jedynie w roli notującej, opowiadającej, odtwarzającej.
older post