13 marca 2020

Tango pod grzybkiem — B. Klicka, „Zdrój”

1 komentarze
Po pierwszej lekturze Zdroju byłam rozczarowana. To, co Klicka oferuje nam w swoim prozatorskim debiucie, wydawało mi się niewystarczające w porównaniu z jej niesamowitymi zdolnościami narracyjnymi, które prezentuje na spotkaniach autorskich. Nie wspieram bynajmniej dyskusji, jaka przetoczyła się po środowisku literackim po premierze Zdroju, oscylującej wokół zarzutu, jakoby powieść Klickiej była zbyt krótka — jeszcze do niedawna nie tylko nasze rodzime autorki i autorzy udowadniali nam, że w krótkiej formie można zmieścić czasami dużo więcej niż w opasłym tomie (mam na myśli chociażby Zytę Rudzką z jej Krótką wymianą ognia, czy Michała Cichego i jego Zawsze jest dzisiaj). Do niedawna, bo coraz częściej mówi się o zwrocie w stronę tychże, liczących sobie co najmniej ponad trzysta stron powieści, zwłaszcza od kiedy na rynek wydawniczy w październiku ubiegłego roku powróciła Dominika Słowik z drugą, po bestsellerowym Atlasie: Doppelganger, powieścią — Zimowlą. 

05 marca 2020

Matka Ziemia składa dymisję — D. Vann, „Brud”

0 komentarze
W spalonym słońcem ogrodzie, na zżółkniętej trawie, wśród drzew, o których zapomniał deszcz, David Vann umiejscawia akcję Brudu, powieści diametralnie różnej od znanej już polskiemu czytelnikowi Legendy o samobójstwie. Podczas gdy Legenda operuje sporadycznie uderzającymi, ale najsilniejszymi emocjami, w Brudzie Vann co chwilę wyprowadza odbiorcę z jego strefy komfortu, czyni to jednak sukcesywnie, przez co — mniej inwazyjnie. Nie oznacza to jednak, że Brud jest łagodniejszy od Legendy, ponieważ ten stale utrzymujący się niepokój potrafi działać intensywniej i dużo bardziej skutecznie, niż takie pojedyncze ciosy. Pierwsza wydana w Polsce proza Vanna spotkała się z fenomenalnym odbiorem; autobiograficzna opowieść o traumatycznej relacji na linii ojciec-syn, w której autor po prostu rozlicza się, w wyjątkowy sposób, ze swoją przeszłością, zebrała bardzo dobre recenzje i była szeroko komentowana. Mimo że byłam, i w zasadzie wciąż jestem jedną z tych osób, na której Legenda zrobiła olbrzymie wrażenie, po przeczytaniu Brudu uważam, że to właśnie on jest tą powieścią Vanna, na którą czekaliśmy.

02 grudnia 2019

Proza bezczelnie autobiograficzna — J. Pilch, „Żółte światło”

0 komentarze
Wydaną w 2015 roku Zuzą albo czasem oddalenia rozpoczął się mętny okres w twórczości prozatorskiej Jerzego Pilcha (żeby nie powiedzieć: mętnej twórczości). Po monumentalnych, będących dowodem wybitnego kunsztu pisarskiego, doskonałych Wielu demonach, nastał czas drobnych powieści, powieści fragmentarycznych, balansujących na granicy prozy i osobliwego pamiętnikarstwa — nigdy dotychczas literatura Pilcha nie była tak bezczelnie autobiograficzna. Zuza, Portret młodej wenecjanki i Żywego ducha to eksperymenty przekraczające granice literatury dokumentu osobistego, ale i ukłon w stronę doświadczonego czytelnika, czytelnika długodystansowego, który najnowsze dzieła Pilcha będzie czytał na zupełnie innym poziomie, niż ten, który nigdy wcześniej nie miał do czynienia z twórczością i tradycją literacką pisarza. Z tym pierwszym Pilch gra, podsuwa w tekście tropy, puszcza oko, i zdaje się mówić: my wiemy o co chodzi. Tworzy się tutaj pewnego rodzaju nić porozumienia między autorem a czytelnikiem, pakt będący efektem wieloletniej literackiej znajomości, bowiem całą twórczość pisarza, i to nie tylko prozatorską, lecz również publicystyczną, traktujemy jako pewien projekt autobiograficzny (same felietony odczytywać możemy jako osobny rozdział tej autobiografii, misternie dopełniony w późniejszych latach przez dzienniki, a później jeszcze przez wywiady-rzeki). Pisarz uczynił ze swojego życia literaturę, wykazując się przy tym umiejętnością nie odtwarzania, ale przetwarzania rzeczywistości. W ostatnich latach Pilch tworzy literaturę ekskluzywną, bo zrozumiałą w pełni przez nielicznych. Śmiem twierdzić, że dla tego drugiego czytelnika, który postanowił przeczytać Pilcha późnego, bez wcześniejszej znajomości „starego Pilcha” (przez co rozumiem okres od debiutu do okolic Pod mocnym aniołem), Zuza i wszystko, co późniejsze, będzie ładnie napisanym, niezrozumiałym bełkotem. Zaznaczam, że piszę tutaj wyłącznie o prozie, bo wydawane w ostatnich latach dzienniki i wywiady-rzeki stanowią osobną lekturę, klarowną dla wszystkich, bez względu na doświadczenie (i doświadczanie). 


older post