09 stycznia 2019

Nieznośna lekkość zaniku — S. King, „Uniesienie”

0 komentarze
Czytanie nowego Kinga jest dla czytelnika aktem szkodliwym, bo wywołującym uporczywe, niepozbyte poczucie niewystarczalności i niebytu. To, co pisarz prezentuje nam w Uniesieniu, to zaledwie słaby konspekt jednej z kolejnych monumentalnych, typowych dla Kinga powieści, na którą brakło albo pomysłu, albo zapału. W zasadzie patrząc do tyłu na całokształt twórczości amerykańskiego pisarza, Uniesienie wydaje się być nieśmiesznym żartem, który został wypuszczony na rynek wydawniczy. Tę powieść trudno jest nawet nazwać opowiadaniem. King przyzwyczaił nas do swojego gawędziarstwa, nużących, bardzo długich wprowadzeń do fabuły właściwej — które mimo wszystko wszyscy lubimy, a które występują nie tylko w pełnowymiarowych powieściach, ale i w opowiadaniach przedrukowywanych w zbiorach. W Uniesieniu, które krótsze jest niż niejedna wprowadzająca gawęda, King od razu, bez zbędnych wstępów, przechodzi do rzeczy. I to nie tak, że zmiany, które autor prezentuje w swojej najnowszej książce, są mi obce, przez co wywołują mój dyskomfort, i dlatego też uznaję za negatywne zjawisko. Dziwią mnie po prostu dwie rzeczy: zadziwiająco niski poziom tego tekstu, jak i fakt wypuszczenia tej krótkiej formy na rynek w formie osobnego, niezależnego bytu. Uniesienie mogłoby stanowić dodatek do pełnowymiarowej powieści, jako kontekst, dopowiedzenie, niespodzianka; lub zostać przedrukowane, bardziej jako ciekawostka niż pełnowartościowe opowiadanie, w kolejnej kompilacji opowiadań. Umyślnie piszę „ciekawostka”, bowiem dla miłośników twórczości Kinga Uniesienie będzie rozczarowującą, ale jednak, nowością. Jestem zdumiona, jak bardzo bezsensowna jest to historia. Powiedzieć, że jest to książka o niczym, to nic nie powiedzieć — to tekst, który wstyd odłożyć do szuflady. Zwłaszcza dla kogoś takiego, jak King.

19 listopada 2018

„Literatura daje nam drugą szansę” — rozmowa z Davidem Vannem

0 komentarze

„W moim pisaniu nie mam planu, staram się odkryć, co stanie się w danej scenie, na danej stronie. Wierzę, że fikcja jest prawdziwa, że transformacje zachodzące na kolejnych stronach pochodzą z podświadomości, próbując uczynić autora kompletnym. Wierzę, że literatura daje nam drugą szansę”. Z Davidem Vannem, autorem Legendy o samobójstwie, wydanej w styczniu bieżącego roku nakładem Wydawnictwa Pauza, rozmawialiśmy w poniedziałek, 29 października, podczas jego pobytu w Krakowie.

17 listopada 2018

Last minute w zaświatach — G. Saunders, „Lincoln w Bardo”

0 komentarze
Rozważania nad Lincolnem w Bardo, a raczej nad polskim przekładem powieści-dramatu autorstwa George Saundersa, za którą (który?) autor otrzymał w ubiegłym roku Bookera, pragnę rozpocząć właśnie od rzeczonego tłumaczenia, którego podjął się Michał Kłobukowski. Powiedzieć, że jest to przekład doskonały, to, używając słynnego powiedzenia jednego z naszych rodzimych pisarzy, nic nie powiedzieć. Lincoln w Bardo, ze względu na swoją strukturę, łączącą w sobie klasyczny dramat i elementy powieści, jest tekstem wymagającym: pełnym gier słownych, odwołań do amerykańskich tradycji i charyzmatycznych monologów postaci, za pomocą których budowany jest ich wizerunek, czy to przez autoprezentację, czy opowieści o współtowarzyszach. To właśnie z wypowiedzi bohaterów czerpiemy informacje o świecie przedstawionym Lincolna w Bardo, co jest charakterystyczne dla formy dramatu. Ponadto, Saunders część historii opowiada przy pomocy krótkich informacji prasowych, wypowiedzi osób trzecich czy fragmentów tekstów naukowych — oczywiście fikcyjnych — co ma na celu poszerzyć nasze postrzeganie tej opowieści, jesteśmy w stanie się zdystansować i spojrzeć na nią oczami postronnego obserwatora. Zabieg ten również ukazuje skalę osobistego dramatu prezydenta Lincolna, który urósł do dramatu narodowego. O skomplikowanej formie powieści wspominam już na samym początku, by nakreślić, jak wielkiej rzeczy dokonał Kłobukowski, który starannie oddał ducha dzieła Saundersa (duch jest tu słowem kluczowym), które nie jest tekstem prostym i łatwym w odczycie. Kłobukowski stworzył z Lincolna w Bardo zjawisko warte przeczytania chociażby dla doskonałej warstwy językowej. Piękną polszczyzną jest ta książka tłumaczona.

older post