01 listopada 2016

{Esej} Miłość w „Innych rozkoszach” Jerzego Pilcha

0 komentarze
W życiu mężczyzny ważne są trzy rzeczy: święty spokój, dobry trunek, i kobieta, która nie będzie przeszkodą dla pierwszych dwóch. Jeśli uda jej się być ich doskonałym uzupełnieniem, jednocześnie tłem, a zarazem i spoiwem, fantastycznie. Jeżeli nie, niech po prostu sobie będzie, ale niech nie zakłóca chwili spoczynku przy ledwie widocznej na dnie szklanki szkockiej. Wielu będzie zaprzeczać, pretensjonalnym tonem rzucać, że kobiety mężczyznom potrzebne są jak pantofle bezdomnemu; wszakże lepiej żyje się bez nich, temat się wyczerpuje, nie ma co więcej słów marnować, bo i słów szkoda, i języka. I jeśli by się choć chwilę nad tym zastanowić, jak to się dzieje, że nagle mężczyźni stali się takimi chłodnymi, samowystarczalnymi samcami alfa własnego, jednoosobowego stada, odpowiedzi na myśl przychodzi wiele, a jedną z nich jest ta słynna samotność, z którą borykamy się wszyscy, a do której nikt przyznać się nie chce, bo i ujma to, i wstyd; im dłużej w niej tkwimy, tym bardziej ją sobie oswajamy, im bliższa się nam ona staje, tym chętniej w niej jesteśmy, wzbraniając się rękami i nogami przed nowymi doznaniami, żyjąc w ciągłym przestrachu przed nowymi osobami, które mogłyby okazać się reinkarnacją kogoś, kto uchylił przed nami drzwi tej naszej samotności, którą wbrew sobie, tak bardzo polubiliśmy. A przynajmniej tak nam wszystkim się wydaje. I tkwimy, sami ze sobą, wzdychając i łzy roniąc (tak, tak, nawet mężczyźni)

15 października 2016

Napisz brzydkiego maila, ktoś się w Tobie zakocha - „Załącznik”, R. Rowell

0 komentarze
Przeszywający moment, kiedy idziesz ulicą wymachując parasolem, pojedyncze krople kapią ci na nos, kaptur się zsunął, a Ty uśmiechasz się wściekle, wszystko wokół jest tak piękne; i nagle przestajesz, bo nawiedziła umysł Twój jedna myśl, że wcale nie jest, jak być powinno. Głęboki wdech nie zapewnia wystarczającej ilości powietrza, ręce zaczynają drżeć, przygryziona warga nabiega krwią, następuje rozbicie, świat się zatrzymał, to, co było, już nie jest, rozlatuje się na wszystkie strony świata, tracisz siebie, i stoisz, tkwisz bez ruchu, znowu ty. Było dobrze, zapewniasz się. Co znaczy dobrze. Nie, nie było. Było oszustwo, perfekcyjna mistyfikacja pozoru szczęścia. Nabierałeś sam siebie, jak każdego szarego poranka, kiedy pierwszy łyk kawy przepływa przez gardło, a Ty stoisz przy oknie, i patrzysz w dół, na tych ludzi, którzy pewnie mają lepiej od Ciebie, bo oni mają, a Ty nie masz. Ale czego?

07 września 2016

Lata smutnych uśmiechów - „Tak słodko...”, T. Webber

2 komentarze





Spokojny sen przerywa moment, w którym człowiek nagle, bez żadnego większego powodu, uświadamia sobie, że w tej grze, tej na którą wołają miłość, nigdy nie będzie wygranym. Oddech zanika, w jego miejsce pojawia się obezwładniające otępienie; podjęta zostaje szybka, prawdziwie męska decyzja, przesycona zwierzęcym strachem, że wszelkie wielkie działania, do tej pory prowadzone z tak olbrzymią precyzją, wywołujące milion miłych myśli, odejdą w zapomnienie. Decyzja całkiem wbrew sobie, ale przecież tak trzeba, należy sobie, zwyczajnie mówiąc, odpuścić, coby nie zabrnąć dalej; jak dobrze, że oprzytomnienie nadeszło w całkiem odpowiedniej chwili. Starania są dobre, wiadoma to oczywistość, ale cóż, jeśli nie przynoszą one trafnych rezultatów? Mawiają, że póki człowiek gra, dopóty wygrywa. Ileż wart są te słowa w obliczu kolejnych niespełnionych wizji, wygasłych emocji, niewypowiedzianych słów? Czy naprawdę
older post