08 lutego 2011

A. A. Milne - Chatka Puchatka

Kubuś Puchatek to idol mych dziecięcych lat. Tysiąc razy oglądałam bajki z jego udziałem, na półkach stały figurki, na łóżku maskotki. Lecz wtedy nie miałam pojęcia, że te wszystkie kolorowe postacie powstały w głowie A.A. Milne, że zostały one stworzone na potrzebę książki. Jednak na ósme bodajże urodziny dostałam od koleżanki tę książkę - Chatkę Puchatka w wydaniu dwujęzycznym (już wtedy pałałam miłością do języka angielskiego). Książkę przeczytałam, bardzo mi się spodobała. Odstawiłam na półkę, a po kilku ładnych latach postanowiłam do niej wrócić. Naszła mnie ochota powrócenia chociaż na chwilę to tego beztroskiego, pełnego miłości i przyjaźni, bezpiecznego świata Krzysia, Puchatka i ich przyjaciół. Odszukałam książkę wzrokiem na półce, rozsiadłam się wygodnie w fotelu i zaczęłam czytać.

Głównym bohaterem książki jest Kubuś Puchatek - miś o Bardzo Małym Rozumku i jego przyjaciele. Chłopczyk Krzyś, strachliwy Prosiaczek, wiecznie niezadowolony z życia Kłapouchy, 'mądra' Sowa, rozbrykany Tygrys, Kangurzyca z Maleństwem i Królik. Od zawsze moim ulubionym i ukochanym bohaterem był Kłapouchy - kochałam go za jego ponurość, wieczną ironię i dystans do siebie. Milne stworzył tych bohaterów, wzorując się na maskotkach swojego synka - Christopera - dla którego zresztą wymyślił historię o Stumilowym Lesie i jego mieszkańcach.

Mimo tego, że książka napisana została głównie dla dzieci - na całym świecie ma swoich fanów wśród dorosłych. Według mnie, powieść ta ma w sobie pewne przesłanie - opowiada o wielkiej przyjaźni i miłości. Jest bajką i opowieścią filozoficzną o życiu w jednym. Ma w sobie też nutkę humoru. Czytając niektóre fragmenty, automatycznie podnosiły mi się do góry kąciki ust, nie raz też śmiałam się do rozpuku. Towarzyszyło mi również wzruszenie, a na końcu - ryczałam jak bóbr. Okropnie żal było mi się kolejny raz żegnać z bohaterami Stumilowego Lasu.

Milne pisząc 'Chatkę Puchatka' użył języka prostego, tak by dzieci go zrozumiały, jednak jego styl pisania jest tak wciągający, że nie mogłam oderwać się od lektury, pomimo, iż praktycznie całą historię znałam już na pamięć. Jest to jedna z tych bajek, która szybko nie przeminie, kolejne pokolenia będą dorastały razem z Kubusiem i resztą.

Wydanie dwujęzyczne ma swoje plusy - mogłam w oryginale przeczytać 'Chatkę Puchatka' i dowiedzieć się, ze tłumaczka naprawdę nie miała łatwego zadania tłumacząc wszystkie mruczanki wymyślone przez Puchatka. Do tego książka zawiera piękne rysunki, które są zupełną odskocznią od wyglądu bohaterów, których znamy z bajek animowanych. Podsumowując: książka dla dzieci i dla dorosłych, bardzo miła i zapadająca w pamięć. Ja wiem jedno: na zawsze pozostanę wierną fanką Kubusia Puchatka. I na pewno w przyszłości będę ją czytała moim dzieciom. Nie pozwolę, by idea Misia o Bardzo Małym Rozumku kiedyś przeminęła.

Ocena: 10/10

12 komentarze:

Wendy pisze...

Ohh, jak ja bym chciała być taka mała, żeby nie mieć żadnych problemów i zmartwień, taaak. Żeby śmiać się z kolegami ze Stumilowego lasu, płakać z nimi i mieć przygody...Jakbym chciała...

Lena173 pisze...

Wstyd się przyznać ale niestety chyba nie czytałam ksiązek o Kubusiu Puchatku, a jeśli to zrobiłam to jedynie pierwszą czesc :)

Meme pisze...

No kochani kto nie uwielbia naszego Puchatka ? ;D Ja tam czytałam tę książeczkę kilka razy i z pewnością pokażę ją moim dzieciom za te 10 lat jak będę je mieć ;P

kasandra_85 pisze...

Wracają wspomnienia:)). Z Kubusia Puchatka chyba nigdy nie wyrosnę. Jest ponadczasowy!
Pozdrawiam:)

Caroline Ratliff (karus96) pisze...

Wendy - co ja bym dała, by znów być małą dziewczynką bez problemów...

Lena - A to bardzo nieładnie! :D Marsz czytać o przygodach Puchatka, raz, dwa! :)

Meme - Puchatka znają i uwielbiają chyba wszyscy ;). Nie znam osoby, która go nie lubi.

Magia słowa pisanego pisze...

Ja również jak Lena nie czytałam książek o Puchatku, prosiaczku i im podobnym, miałam jednak trochę inne dzieciństwo i bajki Andersena oraz Bajki Babci Gąski to był mój numero uno. Może kiedyś jak będę miała dzieci, to przeczytam im o przygodach Kubusia Puchatka.

Floo pisze...

Nie czytałam żadnej książki o Puchatku, ale w dzieciństwie lubiłam oglądać z nim bajki:) Pozdrawiam

Samash pisze...

Boska ;)

Deline pisze...

Ja również kojarzę Kubusia Puchatka z moim dzieciństwem i cieszę się, że miałam przyjemność poznać jego przygody. To trochę smutne, że w dzisiejszych czasach dzieci wolą siedzieć przed komputerem niż przeczytać (bądź obejrzeć) bajki Disney'a (mam na myśli Kaczora Donalda, Myszkę Miki itd., w żadnym razie nie Montanę) czy też inne, stworzone dla nich. Jeśli chodzi o Chatkę Puchatka, to przyznam szczerze, że nigdy nie skończyłam tej książki. Nie wiem, co miało na to wpływ. Może kiedyś postąpię jak Ty i przeczytam to dzieło od deski do deski.

Pozdrawiam serdecznie!

Caroline Ratliff (karus96) pisze...

Kasandra - dokładnie. Ja osobiście z Kubusia nie potrafię wyrosnąć :).
Magia słowa pisanego - również czytano mi bajki Andersena etc., jednak nie bardzo je lubiłam ;).
Floo - może czas to zmienić? :)
Samash - zgadzam się.
Deline - zgadzam się w stu procentach - w dzisiejszych czasach dzieciństwo opiera się na internecie i oglądaniu Hanny Montany czy czegoś jeszcze. A gdzie ta magia? bajki Disneya - typu właśnie Kaczor Donald, Myszka Miki, czy nawet taki Król Lew - czasy się zmieniły i dziś rodzice nie dbają za bardzo w rozwój intelektualny własnych dzieci... Niestety.

Deline pisze...

Nie dbają, bo jest im to na rękę, gdy dziecko nie zawraca głowy, tylko czymś się zajmuje - nieważne, że tą jedyną czynnością jest granie na komputerze. Czasem się zastanawiam, czy rzeczywiście tak trudno jest obejrzeć "Króla Lwa" z dzieckiem lub przeczytać mu fragment "Chatki Puchatka". Może rodzice nie są do końca świadomi, jak bardzo owe bajki czy książki pomagają w wychowaniu dziecka? Cóż, mam nadzieję, że w przyszłości będę dobrą matką :)

Caroline Ratliff (karus96) pisze...

Dla dorosłych teraz najważniejsza jest praca i praca - dopiero potem wychowanie dziecka. Przychodzi zmęczona matka czy ojciec z pracy, dziecko szczęśliwe, że nareszcie rodzice w domu - a ci mówią: idź sobie dziecko pograj czy pooglądaj telewizję, bo my zmęczeni jesteśmy po pracy. Najważniejszy jest odpoczynek po pracy, dziecko moze robić co mu się żywnie podoba! Nieważne, co robi, ważne, że oni mają spokój. tak samo jak myślą, zę pieniądze zastąpią rodziców: masz dziecko najnowszy komputer, telewizor, ciuchy, wszystko! A dziecko myśli: tak, ale nie mam kontaktu z własnymi rodzicami... Dla mnie to jest chore. Dla rodziców dziecko powinno być najważniejsze. Ale jak widać, tak nie jest. Jednego jestem pewna: nigdy nie będę przekładać pracy i obowiązków nad moje dziecko. Ono będzie najważniejsze.

Prześlij komentarz