15 września 2011

Marianne Curley - Strażnicy Veridianu: Straż

Od kiedy tylko na stronie wydawnictwa Jaguar ujrzałam zapowiedź 'Strażników Veridianu', autorstwa australijskiej pisarki, Marianne Curley, wiedziałam, że to książka idealna dla mnie. Fantastyka to mój ulubiony typ literatury, a motyw podróży w czasie ogromnie mnie zainteresował. Poza tym wiem z doświadczenia, że australijscy pisarze naprawdę mają potencjał i piszą znakomite książki. Gdy w końcu 'Strażnicy Veridianu', trafili w moje łapki, z wypiekami na twarzy zasiadłam w głębokim fotelu z kubkiem gorącej herbaty pod ręką i zaczęłam czytać.

Ethan był małym dzieckiem, kiedy została zamordowana jego siostra, Sera. Teraz, po dwunastu latach od tragedii, której był świadkiem, prowadzi podwójne życie. Za dnia jest normalnym, szesnastoletnim chłopakiem mieszkającym w Angel Falls, natomiast gdy tylko wkracza w krainę snu, staje się agentem Straży - organizacji mającej na celu zachowanie właściwego biegu historii. Prócz trudów normalnego i tajnego życia, czeka go jeszcze jedno zadanie - zostaje powierzona mu Uczennica, którą musi porządnie wyszkolić, by zdatna była bronić Straż. Sprawy komplikują się w momencie, gdy okazuje się, że jego Uczennicą ma być niegdyś zakochana w nim siostra jego byłego najlepszego przyjaciela.

W momencie, gdy rynek opanowały historie o wampirach, wilkołakach, upadłych aniołach i innych paranormalnych stworach, ciężko jest dostać w księgarni ciekawą, wartą przeczytania powieść fantastyczną. Niezwykle cierpię z tego powodu, bo i owszem, kocham wampirki i ich nową, 'modną' zasadę: niepijękrwibojestemzwiązanyzczłowiekiem, ale momentami brakuje mi elementów czysto fantastycznych. Na szczęście są jeszcze na tym świecie mądrzy ludzie, którzy nie ulegają szałowi na dzieci nocy. Spisują na puste kartki po prostu to, co siedzi im w głowie. Takim mądrym człowiekiem jest właśnie Marianne Curley.

'Straż', jest pisana z punktu widzenia dwóch osób - Ethana i Isabel. Ta druga postać, to Uczennica naszego Strażnika Czasu, o której już wcześniej wspominałam. Bardzo cenię tego typu zabiegi w różnych powieściach (chociaż nie zawsze!), ponieważ pozwalają nam one poznać świat książki i ocenić różne sytuacje oczami nie jednego bohatera. Pierwszy tom 'Strażników Veridianu' jest napisany miłym i przystępnym językiem, choć momentami nieco zbyt banalnym. Powieść obfituje w różne niesamowite historie, a akcja cały czas trzyma nas w napięciu. Niezwykle podoba mi się fakt, iż pomimo tego, że w książce występuje wątek miłosny, jest on bardzo delikatny i zepchnięty na drugi plan. Nie ma tutaj afiszowania się z uczuciami, zalotnych spojrzeń i nieszczęśliwej miłości. Co prawda, niekiedy emocje są nam wyłożone po prostu na tacy, autorka nie daje możliwości rozkoszowania się nutą tajemnicy. Lecz jest to jedyny mankament tej książki.

Owacje na stojąco należą się Curley za wspaniałych, charyzmatycznych i nieprzerysowanych bohaterów. Nie są oni sztuczni, nieprawdziwi i po prostu (przepraszam za wyrażenie) - idiotyczni. Jest to typ postaci, z którym od razu łatwo się zaprzyjaźnić i związać się emocjonalnie. Wyznam Wam, że na mnie zrobiła duże wrażenie postać Arkariana - Nauczyciela Ethana, sześćsetletniego mężczyzny, mającego niestarzejącego się ciało osiemnastolatka o szafirowych włosach i fiołkowych oczach. Jestem nim po prostu oczarowana. Do tego stopnia, że śnił mi się ostatniej nocy. Obsesja? Nie, to tylko moja bujna wyobraźnia.

Chciałabym jeszcze 'zahaczyć' o temat tytułu książki. W oryginale brzmi on 'The Guardians of Time', czyli "Strażnicy Czasu'. Jednak wydawnictwo Jaguar postanowiło nadać trylogii tytuł 'Strażnicy Veridianu'. Moja opinia jest taka, że gdyby zachowano oryginalny tytuł, książka przyciągnęłaby większą ilość czytelników. Dla niektórych tajemnicze nazwy mogą być już po prostu do znudzenia nudne. Okej, wtrąciłam już swoje trzy grosze. To by było na tyle z mojej strony.

Fanom fantastyki, ale i całej reszcie czytelników, chciałabym gorąco polecić powieści, które wyszły z pod pióra australijskiej autorki, Marianne Curley. Serdecznie zapraszam do zapoznania się z całą trylogią 'Strażnicy Veridianu'. Prawdziwa, fantastyczna opowieść o magicznym świecie. Książka aż ocieka niezwykłością. Polecam.

Ocena: 10/10

Strażnicy Veridianu
Straż | Mrok | Klucz

12 komentarze:

MirandaKorner pisze...

Również ogromnie spodobała mi się ta książka. :) Mam nadzieję, że kontynuacja pojawi się jak najszybciej, bo czekam na nią z utęsknieniem! ;)

Dusia pisze...

Jeszcze nie czytałam, ale mnie także ciekawi coś, co nie jest ani wampirzym/wilkołaczym/tym podobnym paranormalem ani kolejną (nawet bardzo ciekawą) antyutopią ;)

cyrysia pisze...

Bardzo wysoka nota, więc myślę, że rzeczywiście książka jest aż taka rewelacyjna skoro ciebie urzekła. Rzadko sięgam po fantastykę, lecz dla tej pozycji zaryzykuje.

Bujaczek pisze...

Wysoka ocena, kusząca recenzja. Zapamiętam ją ;)

KamCia pisze...

Mnie nie trzeba długo przekonywać, książka od dawna jest na mojej liście, bo jakaś nieznana siła strasznie mnie do niej przyciąga ;) Pozdrawiam :)

giffin pisze...

O rany, wysoka ocena! :) Ale wcale się nie dziwię, czytałam o tej książce już dużo dobrego. Przeczytam, przeczytam, to z pewnością. Kocham motyw podróży w czasie ;)

Przepowiednia pisze...

Mam tę książkę na oku i mam nadzieję, uda mi się ją przeczytać, bowiem fantastyka to także to, co ja lubię.

Paula pisze...

Czytałam dość niedawno i bardzo mi się ta ksiązka podobała :) A niecierpliwością czekam na następną część :D

Tristezza pisze...

Zgadzam się :D Ksiazka jest świetna i strasznie mi się podobała :D

Klaudia pisze...

Mam dość książek o wampirach i wilkołakach, a więc taka książka jest jak najbardziej dla mnie

Klaudia pisze...

Mam dość książek o wampirach i wilkołakach, a więc taka książka jest jak najbardziej dla mnie

Klaudia pisze...

Przepraszam, że tyle komentarzy napisałam, ale coś mi się zacieło

Prześlij komentarz