07 grudnia 2011

Leigh Fallon - Córka żywiołu

Znaleźć powieść paranormal romance bez dodatku wampirów i wilkołaków, graniczy niemalże z cudem. A jednak zdarzają się takie cudowne wyjątki (nie żebym miała coś przeciwko wilczkom i krwiopijcom, co to to nie). 'Córka żywiołu' wpadła w moje ręce zupełnie niespodziewanie. Owszem, słyszałam o niej, jednak nie planowałam jej przeczytania. Myślałam, że to kolejny nudny paranormal, powielający wszystko, co już w paranormalach było. Cóż, zaskoczyłam się, może nie do końca pozytywnie, ale jednak.

Megan Rosenberg, po śmierci matki, bardzo często wraz z ojcem się przeprowadza. Mieszkała już w wielu miejscach, z niejednego pieca chleb jadła. Nigdzie nie mogła nawiązać trwałych przyjaźni ani miłości, gdyż zmieniała miejsce zamieszkania przynajmniej raz w roku. Jednak gdy przybywa do Irlandii, czuje że to jej miejsce na ziemi. Nagle wszystko zaczyna nabierać sensu. Poznaje nowych przyjaciół i zakochuje się w tajemniczym Adamie DeRisie. Wkrótce jednak staje się jasne, że ich uczucie jest naznaczone przez odwieczną moc, która ich przyciąga do siebie, ale może też doprowadzić do ostatecznej zagłady.

'Córka żywiołu' to pierwsza część trylogii autorstwa Leigh Fallon. Jest to debiut literacki pisarki, która urodziła się w Afryce, teraz jednak podróżuje między Irlandią a USA. Jak już wcześniej wspomniałam, sięgając po tę książkę, miałam lekkie obawy, iż autorka powtórzy schematy typowe dla książek paranormal romance, a także zanudzi czytelnika na śmierć. Okazało się, że nie do końca miałam rację, lecz pewne moje obawy potwierdziły się. Fabuła jest płynna i spójna, jednak czytelnika niezmiernie razi powolny rozwój akcji. Czyta się miło, nie powiem. Bo powieść ta napisana jest lekkim i łatwym do przyswojenia językiem. Autorka miała genialny pomysł na fabułę, ale nie udało jej się go zrealizować tak, jakby chciał czytelnik (i przypuszczam, że ona sama). W pewnym momencie wydarzenia i dialogi stają się banalne, wręcz prymitywne, i tak, przykro mi to mówić - głupie. Na samym początku powieść wciąga i to bardzo, jednak z każdą przewróconą kartką jest coraz gorzej. Fallon zaplanowała sobie wielkie 'bum' na sam koniec książki, które na mnie nie zrobiło absolutnie żadnego wrażenia. Czytając 'Córkę żywiołu' bawiłam się nieźle, lecz miałam świadomość, że czytam książkę pustą, mało ambitną i niespecjalnie udaną.

Akcja wlecze się wolno, fabuła choć ciekawa i spójna, wręcz przelatuje między palcami. Nie byłam w stanie wczuć się w rolę głównej bohaterki, jej świat w ogóle mnie nie porwał. Niesamowicie irytował mnie fakt, iż Megan ze stoickim spokojem przyjęła do wiadomości, że potrafi panować nad żywiołem powietrza. Ja bym wrzeszczała i skakała (jeszcze nie wiem czy ze strachu czy z radości. A może z podekscytowania?). To wszystko było takie... sztuczne, naiwne, prymitywne do bólu. Nie rozumiem jedynie faktu, dlaczego, pomimo tylu minusów, wad i niedociągnięć, książkę tę czytało mi się tak miło? Może to moje czytelnicze horyzonty zmierzają w inną stronę, a może to przez to, że czytałam 'Córkę żywiołu' będąc chorą? Czy gorączka mogła wprowadzić mnie w stan upojenia beznadziejną książką? Ratunku!

Cóż mogę rzec o bohaterach? Megan to zupełnie przeciętna postać, która w ogóle nie zapadła mi w pamięć. Mimo tego, że była główną bohaterką, wydawała mi się nijaka, szablonowa i pusta. Po prostu zwykła postać, ot co. Adam - tajemniczy, mroczny i seksowny (a jakże!) to kolejny koleś, który ma sprawić, że czytelnikowi (a raczej osobom płci żeńskiej) mocniej zabije serce. W moim przypadku tak nie było. Do bólu szablonowy (Boże, ja się już powtarzam...) miły, mroczny chłoptaś. Nie wzbudził we mnie żadnych emocji. Żadnych. Nic, null, nada. Zero. Po prostu totalny niewypał - zresztą, jak pozostali bohaterowie. Z wyjątkiem jednej - Aine, siostry Adama. Jedyna charyzmatyczna bohaterka w tej książce. Do czasu. Pokochałam ją, gdy odgrywała rolę niedostępnej i tajemniczej. Przy końcu tomu stała się nudna jak ciepłe kluchy. Boże, dlaczego? Zaś w przypadku przyjaciółki Megan, Caitlin, dojrzałam malutkie światełko w tunelu. Niestety, w połowie książki światełko znikło. Puf!

'Córka żywiołu' to, jak przystało na Galerię Książki, pięknie wydana powieść. Mimo że liczy sobie niewiele ponad trzysta stron, od razu rzuca się w oczy. Zdumiały mnie literówki występujące na kartach książki, szczególnie, że wydawnictwo to zawsze dba zarówno o oprawę graficzną, jak i o treść. No cóż, wypadek przy pracy, każdemu się zdarza. Okładka 'Córki żywiołu' jest hipnotyzująca, jednak niebieskie maziaje (no bo co to jest?) przypominają raczej wodę, którą władał Adam, a nie powietrze, którego władczynią była Meg. Ale kto by tam zwracał uwagę na takie szczegóły, nie? Żartuję. Ja zwracam.

Jeżeli macie ochotę na kolejny typowy a zarazem nietypowy przykład literatury paranormal romance, serdecznie zachęcam do sięgnięcia po 'Córkę żywiołu' autorstwa Leigh Fallon. Okropni bohaterowie, wlokąca się akcja, stereotypy - nawet te wady nie przeszkadzają, kiedy czytelnik wciągnie się w banalną historię Megan. Powieść jest słaba i prymitywna, jednak zapewnia czytelnikowi rozrywkę. Ale w jaki sposób? Nie wiem. Magia.

Ocena: 6/10

14 komentarze:

giffin pisze...

Przeczytałam początek opisu i pomyślałam: "No nie, znowu dziewczyna, która ciągle się przeprowadza i - a to nowość! - zakochuje się w tajemniczym chłopaku", haha ;) Książka rzeczywiście nie do końca powiela cechy typowych paranormali, ale chyba nie mam ochoty jej przeczytać... no chyba że tajemnicze moce sprawią, że znajdzie się u mnie na półce :)

kasandra_85 pisze...

Książkę mam w planach i cichutko liczę, że mi się spodoba:)). Poza tym... Świetna okładka!!
Pozdrawiam:)

pisanyinaczej.blogspot.com pisze...

Zupełnie poza moimi zainteresowaniami książkowymi.

A pisze...

Heh, to nieźle:P Po przeczytaniu Twojej recenzji cieszę się, że wybrałam jednak "Córkę medium" zamiast "Córki żywiołu":) Może przeczytam w ebooku, ale raczej nie kupię...

She pisze...

Chyba brak mi odwagi by zaryzykować z tym gatunkiem. Zupełnie oderwe sie juz od ziemi :)

Jane pisze...

Gdy tylko przeczytałam opis od razu wiedziałam, że to kolejny przeciętny paranormal. Niestety, teraz trudno odnaleźć takie perełki, jak na przykład "Nevermore", czy "Błękit szafiru". Czasami, jednak, jakaś tandeta ma w sobie "magię" i mimo wszystko recenzent nie skreśla całkowicie utworu. Przypomina mi się moja recenzja "Enklawy", gdzie krytykowałam bohaterów, akcję, itd.,a mimo wszystko dałam dość wysoką ocenę. Może po prostu człowiek ma nadzieję, że kontynuacja będzie lepsza.

Miravelle pisze...

Nie wydaje się zbyt ciekawa,bardziej oklepana. Więc sobie ją odpuszczę;)

miqaisonfire pisze...

No proszę, podzielam Twoją wcześniejszą opinię - też myślałabym, że to kolejny nudny, powielony paranormal :) A jednak.. chyba się skuszę!

Bujaczek pisze...

A ja bym ją chętnie przeczytała ;)

Dusia pisze...

Kolejny typowy paranormal? Jak coś mnie najdzie, przeczytam. Ale na razie nie mam ochoty

Tristezza pisze...

Nie ciągnęło mnie do tej ksiażki i teraz gdy wypisałas jej wady jestem wręcz przerażona. Za niedługo muszę się za nią zabrać i nie wiem czy mnie wciągnie, bo mam dość tego typu banalnych lektur :(

Anonimowy pisze...

Heh coraz lepsze te twoje recenzje :)
Może kiedyś dzięki tobie przeczytam jakąś książkę :P
P.s pamiętaj o pomniku :)

~Demismo pisze...

Kiedyś napewno :)

Anonimowy pisze...

Interesująca recenzja, fajna okładka. Myślę, że skuszę się przy najbliższej okazji. Pozdrawiam.

Prześlij komentarz