18 grudnia 2011

Marianne Curley - Strażnicy Veridianu: Mrok

Dawno żadnej książki nie wyczekiwałam z takim utęsknieniem, jak właśnie 'Mroku' - drugiej części trylogii autorstwa Marianne Curley, noszącej tytuł 'Strażnicy Veridianu'. Z pierwszą częścią zapoznałam się co prawda na krótko przed premierą drugiego tomu, ale to jeszcze bardziej zwiększyło moje zniecierpliwienie. Ale zaraz, zaraz. Zapytacie pewnie, czego ja aż tak bardzo się nie mogłam doczekać. Już mówię. Wspaniałej przygody, niesamowitych bohaterów, szczypty napięcia i... mojego cudownego Arkariana.

Isabel i Ethan, do których dołączył teraz wciąż sceptyczny wobec zadań Straży Matt, muszą udać się w podróż inną niż wszystkie. Arkarian, ich przewodnik, a także nauczyciel Ethana, został porwany do świata podziemi. Pomimo zakazu Trybunału, który nie zgodził się na misję ratunkową, Isabel, coraz silniej związana z Arkarianem, postanawia go uratować. Cała trójka stawia wszystko na jedną kartę i rusza uratować jedną z najważniejszych osób w Straży.

Pierwsza część, czyli 'Straż', podobała mi się ogromnie. Typowa powieść fantastyczna, z motywem podróży w czasie, napisana lekkim i przejrzystym językiem. W przypadku 'Mroku' sytuacja wygląda niemalże identycznie. Po raz kolejny autorka daje nam możliwość zatracenia się w cudownej opowieści o strażnikach czasu. Fabuła jest ciekawie skonstruowana, nie znajdziemy tu wątku, który byłby wepchnięty na siłę, byleby tylko urozmaicić i przedłużyć powieść. Akcja cały czas trzyma w napięciu, a Marianne Curley zaskakuje czytelnika świeżymi, oryginalnymi pomysłami. Autorka również zaskakująco dobrze opisuje zarówno nasz świat, jak i świat podziemi - a także wszystkie inne miejsca, w których usytuowani są nasi bohaterowie. A co jest w tym wszystkim najlepsze? Możliwość poznania historii. Australijka łączy przyjemne z pożytecznym i zabiera czytelnika w odległe czasy, umilając mu czas niesamowitymi zwrotami akcji. Zabieg genialny, zwłaszcza dla takich historycznych tumanów jak ja.

Jedyne, co różni 'Mrok' od 'Straży' to sposób narracji. Owszem, dalej jest pierwszoosobowy, lecz tym razem nie poznajemy historii z punktu widzenia Isabel i Ethana, ale Isabel i Arkariana. Jakaż była moja wielka ekscytacja, gdy dowiedziałam się, że będę mogła poznać myśli mojego (wiem, przywłaszczyłam go sobie) Pana z Szafirowymi Włosami! Ekstaza po prostu. Ale o Arkarianie potem. Wracając do narracji: tak jak i w przypadku pierwszego tomu, uważam, że narracja prowadzona przez dwie osoby jest niesamowicie ciekawym zabiegiem, gdyż czytelnik ma możliwość spojrzeć na daną sytuację oczami dwojga bohaterów. Pomaga to nie tylko w analizowaniu, ale i poznawaniu emocji bohaterów.

Jestem masochistką, ale wpierw omówię pozostałych bohaterów, a Arkariana zostawię sobie na deser. Pyszny deser. Przejdźmy jednak do rzeczy. Isabel to postać, która na przestrzeni dwóch tomów z niewinnej i potencjalnie słodkiej dziewczyny stała się odważną, hardą Strażniczką. Czytelnik może zaobserwować u niej dużą przemianę. Moje odczucia co do niej są neutralne - nie zapadła mi jakoś szczególnie w pamięć, nie zaczarowała, ale także nie irytowała. Matt, brat Isabel, to postać zupełnie mi obojętna - mogłoby go w ogóle nie być, a ja bym nie zauważyła różnicy. Autorka trochę za bardzo przekombinowała i na siłę ukryła jego moce, ale zapewne coś głębszego z tego wyniknie. Na ten moment, Matt to dla mnie bohater bezosobowy, źle zarysowany i nie pasujący do tej fabuły. Może w trzecim tomie moje zdanie o nim się zmieni. W 'Straży' Ethana było dużo, zaś w drugim tomie Strażników Veridianu, jego postać została słabo rozwinięta i jakby zsunięta na dalszy plan. Owszem, dalej gra w tej opowieści istotną rolę, jednak w 'Mroku' cała akcja toczy się głównie w okół Isabel i Arkariana. No właśnie, Arkarian. Cudny, tajemniczy, uwięziony w ciele osiemnastolatka sześćsetletni mężczyzna, który nic, tylko czaruje swymi fiołkowymi oczami i szafirowymi włosami. Postać jak dla mnie absolutnie fantastyczna, magiczna i ogromnie charyzmatyczna. Jestem zachwycona faktem iż 'Mrok' w tak dużym stopniu jest mu poświęcony. Podczas czytania pierwszej części, 'Straży', czułam lekki niedosyt związany z jego postacią. Teraz Curley wynagrodziła mi moje katusze i rozwinęła jego postać. Jeżeli można się zakochać w postaci z książki, śmiało mogę rzec, że jestem na zabój zakochana w Arkarianie. I już.

Na temat Arkariana się tyle nagadałam, że teraz pewnie nie jesteście w stanie czytać dłużej tej mojej ckliwej recenzji. Nie dziwię się. Ale chciałabym jeszcze poruszyć temat wątku miłosnego, który w 'Mroku' wystąpił. Podczas czytania ostatnich dziesięciu stron, wstrząsały mną spazmy i miałam ochotę drzeć się wniebogłosy: 'To się nie może tak skończyć! Nie róbcie mi tego! Oni muszą być razem!'. Chodziło mi oczywiście o Isabel i Arkariana. Nie zdradzę Wam, jak to wszystko się skończyło, ale rzeknę, iż jestem usatysfakcjonowana. Curley stworzyła ten wątek, by postacie nabrały ludzkich charakterów - no bo co ludzi łączy i sprawia, że pozostają istotami ludzkimi, jak nie miłość? Jednak co mnie zaskoczyło, bardzo pozytywnie, to fakt, iż wątek miłosny był bardzo delikatny, nieśmiały, eteryczny wręcz. No i namiętny, bo temu zaprzeczyć się nie da. Nie ma tu miejsca na obleśne dialogi czy sceny, opisy pożądania czy inne 'ostre i egzotyczne' oznaki miłości (niekoniecznie tylko duchowej). Tu było słodko i romantycznie.

Tak słodzę, że cukrzycy idzie dostać. Ale teraz chwilę ponarzekam. Jeśli chodzi o książkę ze strony czysto technicznej, delikatnie się załamałam i niedelikatnie zbulwersowałam. Okładka! Nie tak Arkarian wygląda! Przecież jego opis dokładnie mówi, że jest on zamknięty w ciele osiemnastolatka i ma cudne, szafirowe włosy. Koleś na okładce żadnego z powyższych wytycznych nie spełnia. Wygląda na co najmniej trzydzieści lat, a jego włosy są takie jakieś... dziwne. Bo szafir to to na pewno nie jest. Ale ja się nie poddałam i wciąż widzę w swym umyśle Arkariana takiego, jakim chcę go zobaczyć. Czyjaś durna wizja nie popsuje mi balansowania na krawędzi rozpaczy, spowodowanej nieobecnością takich facetów na tym świecie. No ale cóż. Jeżeli idzie o okładkę, to tyle moich uwag. Poza tym, książka wydana jest starannie i ładnie. Cieszy oko.

'Mrok' to drugi tom trylogii 'Strażnicy Veridianu' autorstwa australijskiej pisarki, Marianne Curley. Jeżeli macie ochotę na wspaniałą przygodę, pełną zwrotów akcji, trzymającą w napięciu, polecam serdecznie dzieła tejże Australijki. Jako gratis otrzymacie możliwość wzdychania do cudnego Arkariana. Polecam!

"- Poświęciłbyś dla tej dziewczyny rzecz najbliższą nieśmiertelności?
- Tak. Żeby móc z nią być. - odparłem natychmiast."

Ocena: 10/10

Strażnicy Veridianu
Straż | Mrok | Klucz

16 komentarze:

Gabrielle_ pisze...

Ta książka (jak cała seria z resztą) w ostatnim czasie mnie prześladuje. Jak na razie nie jestem do końca przekonana, także jeszcze się wstrzymam ;)

miqaisonfire pisze...

Nie słyszałam o tej książce, ani o trylogii Marianne Curley, ale widzę, że zdecydowanie jest warta przeczytania. Chyba się skuszę :)

cyrysia pisze...

Twój zapał i zachwyt nad tą książką udzielił się również i mnie i koniecznie chce poznać ,,Mrok'', ale najpierw muszę przeczytać jeszcze ,,Straż''.

Leanne. pisze...

Osz kurde, dawno się nie spotkałam z tak pozytywną recenzją tego cyklu. I pomyśleć, że nie miałam najmniejszego zamiaru się z nim zapoznać... Kochana, coś czuję, że wydam na tego Arkariana ostatnie pieniądze, a potem umrę z głodu. Będziesz mnie żywić ! A jeśli mi się nie spodoba, dopadnę Cię ! :D ;**

giffin pisze...

Nie słyszałam jeszcze o tej części. Rzadko się zdarza, żeby kolejne tomy były świetne, zwykle z każdym kolejnym jest coraz gorzej... Rozejrzę się za pierwszą częścią trylogii :)

kayu manis pisze...

Planuję zakupić pierwszą część , bo z tego co widzę wiele stracę jeżeli jej nie przeczytam.

Fonin pisze...

Nie podzielam twoich zachwytów nad Arkarianem. Zdecydowanie bardziej wole Ethana i szkoda, że w tym tomie było go tak mało. Widzę, że jego wątek idzie w zdecydowanie złym kierunku i aż się boję co na mnie czeka w trzecim tomie.

Kobra pisze...

Jesteś fanką Adasia Lamberta?! I Johnnego Deppa?! Whaaa!! Wreszcie znalazłam bratnią duszę!!

Cassin pisze...

Utknęłam tak w połowie tomu pierwszego i muszę się wreszcie zabrać aby go dokończyć. Może jeszcze zmienię zdanie co do tej serii ?
Pozdrawiam!

Luna pisze...

Po tak pozytywnej recenzji trudno odmówić! Chociaż wybierając po okładkach, raczej bym się nie skusiła. Oby kolejne wydarzenie na miarę "Darów Anioła" Clare- tyle, że tu więcej fantastyki a mniej paranormalnego romansu :).

Pozdrawiam ;)

kasandra_85 pisze...

Piszesz bardzo kuszące recenzje. I jak tu się im oprzeć?
Pozdrawiam:))

Dusia pisze...

Czuję, że muszę przeczytać tę serię :D Zbytnio kusisz tym swoim sześćsetletnim osiemnastolatkiem

Jane pisze...

Książka jest cudowna, ale uważam, że postać Arkariana straciła magię, co mnie trochę zasmuciło. Co do okładki to inaczej wyobrażałam sobie naszego narratora, ale trzeba przyznać, że oprawa trzeciej części jest prześliczna.;)

Kobra pisze...

Głupie pytanie: Ja kocham wszystkie jego piosenki :P Chociaż przyznam, że jak ją pierwszy raz słyszałam, to jakoś nie wpadła mi w ucho. Ale czym częściej ją słyszę, tym bardziej noga podskakuje :)

Samash pisze...

Nie czytałam ani nie słyszałam o tej książce. Zaciekawiłaś mnie, więc może się skuszę :)

Larysa pisze...

Książka nie dla mnie, raczej nie gustuję w tego typu powieściach. Aczkolwiek wiem komu mogłabym polecić :)

Prześlij komentarz