16 grudnia 2011

Michael J. Sullivan - Królewska krew. Wieża elfów

O dobrą fantastykę w dzisiejszych czasach jest naprawdę trudno. Wszędzie dookoła nas tylko wampiry i wilkołaki, nic poza tym. A czasami człowiek ma ogromną chęć sięgnąć po coś iście 'Tolkienowskiego' - czystą i dobrą fantastykę opowiadającą o magii, tajemniczych wyprawach, czarnoksiężnikach i smokach. Przykładem tego typu książek jest dzieło autorstwa Michaela J. Sullivana - 'Królewska krew. Wieża elfów'. Są to dwa tomy wydane w postaci jednego woluminu. Zaplanowanych części jest sześć. Jeśli to prawda, to ja już skaczę z radości, gdyż opowieść o dwóch złodziejach w świecie magii naprawdę mi się spodobała.

Hadrian Blackwater i Royce Melborne to dwóch złodziei. Ten pierwszy to niezrównany szermierz, drugi natomiast potrafi otworzyć dosłownie każdy zamek. Gdy król zostaje zamordowany, zostają oskarżeni o jego śmierć i wysłani na męczeńskie i śmiertelne tortury. Dzięki swemu sprytowi udaje im się umknąć z niewygodnej sytuacji, lecz pakują się w nowe kłopoty - mają za zadanie dostarczyć następcę tronu na spotkanie z pewnym mnichem. Jak przeminie im podróż? Czy dadzą radę uporać się ze wszystkimi przeciwieństwami losu?

Na początku bardzo sceptycznie podchodziłam do tej książki. Mimo, że fantastykę wielbię ponad wszystko, odkładałam jej czytanie jak tylko mogłam. Unikałam powieści Sullivana jak ognia, a ona bezczelnie śmiała się do mnie z półki. W końcu nastał ten moment, i przemogłam się. Jakież było moje wielkie zdziwienie, gdy okazało się, że książka wciąga w swój wir już od pierwszej strony. Pierwsza część, 'Królewska krew' to doskonały przykład dobrej powieści łotrzykowskiej okraszonej nutą dobrego, ironicznego humoru. Zaś druga część to czysta i niemalże doskonała fantastyka. Autor lekkością pióra czaruje czytelnika, a ten pragnie więcej i więcej. Niestety w pewnych momentach fabuła jest dość mocno przewidywalna, jednak tę wadę rekompensują nam zawrotne zwroty akcji i świetni bohaterowie.

Nie oszukujmy się, książka ta nie jest oryginalna. Jednak ma w sobie coś takiego, że przyciąga uwagę. Co prawda, nie jest to sprawka okładki, która mogłaby być o niebo lepsza, no ale cóż. Sullivan w swej powieści (lub powieściach, jak wolicie), zachował typowe wyznaczniki cechujące literaturę fantastyczną: mamy tutaj napiętą akcję, ciekawych bohaterów, magię, czarnoksiężnika, a nawet coś w rodzaju smoka. Jak wcześniej napisałam, autor nie sili się na oryginalność, ale dzięki temu, że ciekawie buduje fabułę, książka staje się naprawdę wyjątkowa. Nie wszystko jest jednak tak idealne, na jakie wygląda. Bohaterowie, pomimo, że są ciekawi, zlewają się w jedno. Podczas czytania "Królewskiej krwi. Wieży elfów' często łapałam się na tym, że nie rozróżniałam dwóch głównych postaci - Hadriana i Royce'a. Mimo, iż ta dwójka stanowiła duet, autor na piedestale postawił Hadriana, natomiast 'Pan Zręczna Rączka', czyli Royce, stał w jego cieniu. W powieści mamy niewiele informacji na temat ich życia, przez co ci dwaj panowie stali się postaciami płytkimi, a wręcz bezosobowymi. Jedno tylko muszę przyznać - ich złodziejski humor jest naprawdę doskonały! Jeśli zaś chodzi o pozostałe postacie, bo było ich naprawdę od groma - moją sympatię zyskała księżniczka Arista. Charyzmatyczna, umiejąca zawalczyć o swoje racje dziewczyna, a do tego niesamowicie odważna. Na przestrzeni tych dwóch części mamy przyjemność być świadkami przemiany kolejnej interesującej postaci - następcy tronu, Alric'a. Na początku słaby psychicznie, oddany jedynie przyjemnościom głupiec, przemienił się w szlachetnego i honorowego władcę. Magia? Nie. Doskonały plan autora.

Po przeczytaniu 'Królewskiej krwi. Wieży elfów', zadałam sobie pytanie, na temat tego, która część bardziej mi się podobała. I niestety, nie umiałam na nie odpowiedzieć. 'Królewska krew' to genialna opowieść łotrzykowska, zaś 'Wieża elfów' cechuje się samymi cechami literatury czysto fantastycznej. Mimo kilku zgrzytów w obu tomach, w końcu zlały mi się one w jedno i doskonale się uzupełniły. Coś, czego brakło w pierwszej części, występuje w drugiej. I na odwrót. Ale porozmawiajmy może o czymś, czego nie lubię - opisy walk. I choć u Bernarda Cornwella mi one nie przeszkadzają, gdyż są starannie dopracowane, w przypadku Sullivana było troszeczkę gorzej. Autor w swych opisach zmagań, nie ujmuje wszystkich emocji, nie próbuje wprowadzić czytelnika w stan ducha obecnie walczącego, co jest bardzo ważne. Odruchowo miałam ochotę pomijać tęeczęści powieści, jednak się powstrzymałam. Nie wiem, czy dobrze zrobiłam, ale przynajmniej nie mam wyrzutów sumienia.

Co trzeba na plus przyznać panu Michaelowi? To, że nie wprowadza niepotrzebnych wątków, by na siłę zapchać fabułę. Nie znajdziemy tu także zbędnych opisów. Autor robi wszystko, by zainteresować czytelnika (co z tego, że czasami nie wychodzi - liczą się chęci!), nie próbuje zmuszać takowego do czytania czegoś, co jest zupełnie zbędne. Brawo za odwagę. Ale, ale! Mam natomiast kilka uwag co do książki ze strony czysto technicznej, to jeszcze nie koniec moich wywodów. Prawdopodobnie przy korekcie namieszał jakiś złośliwy chochlik, gdyż w książce znajdują się błędy zarówno fleksyjne, jak i stylistyczne, a nawet interpunkcyjne. Prószyński i S - ka to naprawdę dobre wydawnictwo, dlatego nie mogłam się otrząsnąć ze zdziwienia. Ale jak to się mówi: nawet najlepszym się zdarza. O. No i oczywiście, jak wiele osób wie - nie cierpię książek wydawanych w postaci dwa w jednym. Rozumiem, że to oszczędność, no ale moi drodzy państwo! Tak się nie robi, i już.

Cóż więcej mogę rzec o 'Królewskiej krwi. Wieży elfów'? Chyba tylko tyle, że jeśli po nią sięgniecie, czeka Was niesamowita przygoda na łamach ponad siedmiuset stron. Ciekawi bohaterowie, magia, coś smokopodobnego - czysta fantastyka pomieszana z elementami powieści łotrzykowskiej, a na dodatek okraszona nutą humoru. I choć okładka i korekta mogłyby być naprawdę dużo lepsze, polecam serdecznie. Nie tylko miłośnikom fantastyki.

„Magia przypomina trochę grę na skrzypcach. Piekielnie trudno obyć się bez rąk.”

Ocena: 8/10

19 komentarze:

Dosiak pisze...

Z fantastyką u mnie tak średnio, ale kiedy zapragnę przeczytać coś w tym guście, to będę pamiętać o tych książkach. Nawiasem mówiąc też nie lubię kiedy dwa tomy znajdują się w jednym. Pozdrawiam :)

kasandra_85 pisze...

I kolejna pozycja dla znajomych na prezent. Wcześniej proponowane przez Ciebie książki już czekają ładnie zapakowane dla przyjaciół a teraz kolejna mnie kusi:D. Oj, te Święta pozostawią mój portfel w opłakanym stanie;)
Pozdrawiam!!

cyrysia pisze...

Trochę mnie przeraża ta gigantyczna ilość stron, ale myślę, że jak się wciągnę w fabułę, to przebrnę w ekspresowym tempie.

Anonimowy pisze...

Karo ... wiem że Ci pomagam w chemii i w fizyce i strasznie trudno jest Ci wbić do głowy kilka prostych wzorów natomiast ty krótką recenzją sprawiłaś że chyba przeczytam tą książkę :)
Świetna recenzja - boy tak dalej

KaraQ pisze...

Fajnie mieć czasem trochę szczęścia :) Tylko nie do końca jeszcze ogarniam pisanie bloga tutaj ;p

Dwojra pisze...

Ojej, ojej! Ja chcę tę książkę *kradnie jej*. ^^ Kusicielka z Ciebie!

Gabrielle_ pisze...

Też uważam, że chemia to zuo, ale bycie na biol-chemie do czegoś zobowiązuje (co robię na tym profilu- nie mam pojęcia. Nie cierpię ani chemii ani biologii ;P). Co do książki to nie do końca przemawiają do mnie te klimaty więc chwilowo się wstrzymam :)

Dwojra pisze...

Nie oddam! *wprawiła się dzięki złodziejom z książki*. Ewentualnie rozważę taką możliwość jak przeczytam :D

KaraQ pisze...

Dzięki ;* Póki co kombinuję co tu można zrobić ;)

Dwojra pisze...

*niewiniątko siedzi schowane w szafie z latarką w ręku i czyta*

Klaudia Karolina Klara pisze...

Już wiem, za co chwycę, kiedy będę miała trochę czasu. Lubię fantastykę, magię, smoki itd... :}
Skoro Ty również lubisz powieści fantasy to może chwycisz do rąk coś Canavan?
Pozdrawiam.

Miravelle pisze...

Muszę przyznać,że z początku byłam negatywnie nastawiona,ale w takim razie jednak myślę,że warto by było ją przeczytać;) Jak będę miała taką okazję,to na pewno to zrobię;)

Klaudia Karolina Klara pisze...

Ja poluję tylko na Trylogię Era Pięciorga ;]

Leanne. pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Mery pisze...

Muszę dac mu szansę. Zapowiada się na prawdę ciekawie.

Leanne. pisze...

Mnie ta książka podobała się troszkę mniej, aczkolwiek nie przeczę, że jest prawdziwą kwintesencją fantasy, pod tym względem Autor spisał się dobrze.Zgodzę się również co do postaci, dodam jeszcze, że mnie ich bezosobowość, papierowość koszmarnie męczyły i może dlatego tak trudno było mi przebrnąć przez dzieło Sullivana. ;<

Lenalee pisze...

Przypuszczam, że z własnej woli raczej nie sięgnęłabym po tę książkę, dlatego cieszę się, że wpadłam na Twoją recenzję. ;) Będę poszukiwać tej lektury, bo przechodzę właśnie taki okres, gdzie pilnie potrzebuję jakiejkolwiek dawki dobrej, czystej fantastyki.

Dusia pisze...

Na pewno przeczytam tę książkę. A forma łączenia dwóch tomów w jeden jak najbardziej mi odpowiada - ze względów ekonomiczno-oszczędnościowych właśnie :P

Tristezza pisze...

Jeszcze przede mną , ale a z chęcia przeczytam, szczególnie po przeczytaniu Twojej recenzji :D

Prześlij komentarz