18 lutego 2012

Małgorzata Warda - Dziewczynka, która widziała zbyt wiele

To, co dla dorosłych jest szokiem, dla dzieci nieraz jest końcem świata. Chociaż nie zawsze. Zdarza się, że dziecko silnie coś przeżyje, ale nie załamie się nerwowo tak, jakby zrobił to dorosły. Molestowanie seksualne, przemoc w domu - oto tematy coraz częściej poruszane w prasie, mediach, na co dzień. Tak dobrze znane, wstrząsające słowa. Tak silne i straszne emocje je obrazujące. Aby napisać powieść na jeden z takich trudnych, ale życiowych tematów, trzeba mieć nie lada talent. Małgorzata Warda w swej najnowszej książce noszącej tytuł 'Dziewczynka, która widziała zbyt wiele', udowodniła, że taki talent ma. Kobieta w jasny i prosty sposób zobrazowała czytelnikowi dziecięcą tragedię. Podziwiam, bo do tej pory jedyną mistrzynią w pisaniu powieści na tematy trudne i skomplikowane, była Jodi Picoult. Jak widać, amerykańska pisarka znalazła sobie konkurentkę.

Ania i Aaron są dla siebie całym światem. Gdy ich matka zaczyna ciężko chorować, trafiają pod opiekę ciotki. W jej domu, w miejscu, które kojarzy się rodzeństwu z pięknem i sztuką, dochodzi do przemocy. Ani Ania ani Aaron nie spodziewają się tego nagłego obrotu spraw, jakże negatywnego dla ich psychiki. Dokąd sięgają granice, do jakiego stopnia mogą zostać one przekroczone? Czy dwójka młodych ludzi poradzi sobie z tragedią?

Zacznijmy może od tego, że nie mam zaufania do polskich pisarzy. Już nieraz zawiedli oni moje zaufanie i po prostu nie przepadam za naszą ojczystą literaturą. Dlatego właśnie byłam aż tak ciekawa tej powieści. Uwielbiam, gdy w książkach poruszane są trudne tematy i byłam ciekawa, jak Polka poradzi sobie z problemem gwałtu czy przemocy domowej. Obawiałam się, że Warda nieumiejętnie poruszy wybraną kwestię, że zwyczajnie spartaczy robotę. Jak się okazało - nic bardziej mylnego. Autorka doskonale się obroniła i stworzyła poruszającą, ale mądrą opowieść o trudach ludzkiego żywota.

'Dziewczynka, która widziała zbyt wiele' to powieść napisana plastycznym, łatwym do przyswojenia i bogatym językiem. Fabuła zaskakuje, gdyż nie jest to jedna historia opowiedziana od początku do końca, a jedynie (lub aż) zlepka wspomnień i wydarzeń dziejących się na bieżąco. Początkowo styl pani Wardy może wydawać się chaotyczny i niezrozumiały, gdyż przeskakiwanie między okresami czasu i ciągłe zmiany trybu narracji są faktycznie dziwnym zabiegiem, jednak w trakcie czytania sytuacja się klaruje i bez problemu można się zorientować co i jak. Autorka zadbała, by czytelnik zmusił się do refleksji - nie tylko nad książkową sytuacją, ale i nad własnym życiem. Bo co by było, gdybyśmy to właśnie my, znaleźli się na miejscu rodzeństwa? Jak my byśmy się zachowali? Warto jest się nad tym chwilę zastanowić i przemyśleć pewne scenariusze.

Małgorzata Warda podejmując się wyzwania napisania powieści na temat molestowania seksualnego i przemocy w rodzinie, skoczyła na głęboką wodę. Jest to temat dosyć już oklepany, na rynku wydawniczym znajdziemy wiele powieści przedstawiających ów problem. Zdaje się, że wszystko zostało już napisane, a jednak nie. Żeby się wybić, książka potrzebowała powiewu świeżości, czegoś, co jeszcze żadna z podobnych powieści nie ma. Pomysłowość autorki świetnie się sprawdziła i pani Małgorzata zaskoczyła czytelnika przede wszystkim magiczną relacją na torach brat - siostra. To jest właśnie element, który najbardziej cenię sobie w 'Dziewczynce, która widziała zbyt wiele'. Prócz poruszenia tematu oczywistego, Warda przedstawiła czytelnikowi pełen emocji związek pomiędzy rodzeństwem. A zrobiła to tak umiejętnie, tak doskonale, że aż serducho ściskało mi się z czułości. Ich wzajemna troska o siebie, to, jak byli ze sobą zżyci; dialogi prowadzone przez tę dwójkę - coś pięknego, krótko mówiąc! Autorka popisała się i sądzę, że należą jej się gratulacje.

Ogromną zaletą 'Dziewczynki, która widziała zbyt wiele' są bohaterowie. Autorka przedstawiła nie tylko problemy rodzinne Aarona i Ani, ale również sytuacje w szkole i w kontaktach z rówieśnikami. Ania, spokojna i cicha dziewczynka, często poniżana w szkole, nielubiana przez znajomych ze szkoły, ufa tylko i wyłącznie starszemu o trzy i pół roku bratu, Aaronowi. Jest jej największym skarbem, ostoją w życiu i swoistego rodzaju drogowskazem. Jemu może się zwierzyć, u niego może szukać pocieszenia, wie, że on zawsze użyczy jej ramienia do wypłakania się. Razem pokonają wszystkie smutki, są niczym dwie połówki tego samego jabłka. On, bardziej doświadczony niż młodsza siostra, uparty i twardo stąpający po ziemi chłopak, źle się czuje w nowym otoczeniu, gdy matka oddaje jego i Anię 'na przechowanie' do ciotki. Dla młodszej siostrzyczki gotowy jest poruszyć niebo i ziemię, jest w stanie poświęcić dla niej własne życie. Jak już wcześniej wspomniałam - więź pomiędzy tą dwójką jest naprawdę niezwykła i doceniam trud autorki, który włożyła, by nadać tej miłości emocji. Zarówno Ania jak i Aaron (którego żydowskie imię było pomysłem ojca) to postacie niesamowicie realne, pełne życia i prawdy. Z obojgiem naprawdę mocno się związałam. Razem z nimi płakałam, śmiałam się, cierpiałam... Na czas czytania powieści stali się moimi przyjaciółmi. Tego typu odczucia co do postaci bardzo sobie cenię. Zapadli mi głęboko w pamięć i jestem pewna, że jeszcze przez dłuższy czas nie opuszczą mej głowy. Może to i dobrze?

Książka Małgorzaty Wardy wydana jest niezwykle starannie i estetycznie - jak zresztą na wydawnictwo Prószyński i S-ka przystało. Okładka czaruje swą prostotą, zdecydowanie cieszy oko. Słowem: pięknie prezentuje się nie tylko w głowie, ale i na półce ;).

'Dziewczynka, która widziała zbyt wiele' to trudna opowieść o dwójce rodzeństwa, które na czas choroby matki znajduje się pod opieką ciotki. W domu krewnej dochodzi do przemocy i gwałtu, co na zawsze zapisuje się w psychice tej dwójki. Powieść napisana jest lekkim, ale bogatym językiem. Fabuła jest nieco chaotyczna, co jednak nie utrudnia przyswajania informacji. Największą zaletą dzieła Małgorzaty Wardy są zdecydowanie bohaterowie - Ania i Aaron. Ich wzajemne relacje nadały książce magii. Jest to lektura wartościowa, która daje do myślenia. Serdecznie polecam. Bo warto.

Ocena: 9/10

11 komentarze:

pisanyinaczej.blogspot.com pisze...

Bardzo wysoka nota, Jestem po lekturze i wiem, że w pełni zasłużona. Autorka zgodziła się ze mną porozmawiać na łamach bloga w najbliższy piątek, co jest dla mnie wielkim zaszczytem.

Gabrielle_ pisze...

Jestem niezwykle ciekawa tej książki. Muszę ją koniecznie nabyć w najbliższym czasie :)

Cassin pisze...

A mogłam ją wybrać do recenzji! XD Teraz będę musiała szukać w biblio.

tetiisheri pisze...

Lada dzień zamierzam zabrać się za lekturę "Dziewczynki". Już mnie korci, żeby po nią sięgnąć, ale najpierw dokończę rozpoczęte książki.

cyrysia pisze...

Wybacz, że recenzji nie czytam, ale właśnie jestem na etapie poznawania tej książki i nie chce sugerować się twoją opinia. Potem zajrzę, by porównać nasze wspólne wrażenia.

Querida (Sammie) pisze...

Ogromnie spodobała mi się ta książka i chętnie sięgnę po pozostałe powieści spod pióra tej autorki. :)

Kala pisze...

Tematyka rodem z powieści Picoult zadziałała na mój umysł jednak polskie nazwisko autorki pierwotnie mnie zniechęciło. Skoro jedak polecasz, postaram się poszukac tego tytułu :)

Bujaczek pisze...

Zgadzam się ze wszystkim co tu napisałaś...

Samash pisze...

Koniecznie muszę sięgnąć po tą powieść, gdyż lubię książki, które poruszają trudne tematy.

miqaisonfire pisze...

Brzmi naprawdę ciekawie. Z chęcią przeczytałabym tę książkę! :)

Dusia pisze...

To niespecjalnie moje klimaty, ale czuję, że może być hm...fajnie. Dlatego dodaję do planów czytelniczych

Prześlij komentarz