06 maja 2012

Anne Brontë - Lokatorka Wildfell Hall

Za klasyką nie przepadałam nigdy. Albo inaczej. Broniłam się przed nią rękami i nogami, byleby tylko tego typu literatura nie zagościła na stałe w moim życiu. Dlaczego? Sama nie wiem. Stereotypy twierdzące, iż klasyka to gatunek nudny i trudny w odbiorze, zrobiły swoje. Postanowiłam się jednak przełamać, chciałam dowiedzieć się, 'z czym to się je'. Jakiś czas temu dane mi było zapoznać się z powieścią Charlotte Brontë - 'Shirley'. Książka ta wywarła na mnie dosyć duże wrażenie i udowodniła mi, że klasyka wcale nie musi być nudna. A wręcz przeciwnie. Czytanie o dawnych zwyczajach, poznawanie mentalności ówczesnych ludzi i zwyczajne poznawanie losów bohaterów stanowiło dla mnie niewypowiedzianą przyjemność. Skuszona tak dobrymi wrażeniami po lekturze, postanowiłam kontynuować swą przygodę z klasyką, a ściślej rzecz biorąc, z twórczością sióstr Brontë. Kiedy tylko 'Lokatorka Wildfell Hall', autorstwa najmłodszej z sióstr Brontë wpadła mi w ręce, wygodnie rozsiadłam się w fotelu i rozpoczęłam fascynującą przygodę.

Na dworze Wildfell Hall pojawia się piękna i tajemnicza wdowa wraz ze swoim kilkuletnim synkiem. Jej przybycie jest na językach wszystkich mieszkańców niewielkiego miasteczka. Helen Graham, bo to o niej mowa, stroni od sąsiadów i nie jest chętna do zawierania nowych znajomości, co dodatkowo podsyca żar wokół jej osoby. Jedynym człowiekiem, któremu kobieta postanawia zaufać jest Gilbert Markham, młody człowiek, który również przezywa fascynację nową sąsiadką. Kiedy ta daje mu do przeczytania swój dziennik, który zawiera jej najskrytsze myśli, wszystkie sprawy stają się jasne. Na jaw wychodzą wstrząsające szczegóły z nieszczęśliwego małżeństwa Helen, a także powód, dla którego ta opuściła swego męża. Bolesna przeszłość powróci na nowo.

'Lokatorka Wildfell Hall' jest prawdziwą czytelniczą ucztą. Napisana lekkim i spójnym językiem, z niesamowitym stylem i gracją, jest książka wprost wyborną! Autorka zgrabnie prowadzi akcję i chociaż niczym nadzwyczajnym nas nie zaskakuje, nie ma tu mowy o chwili nudy. 'Lokatorka Wildfell Hall' to powieść bogata zarówno w nieskomplikowaną, ale ciekawą fabułę, jak i w niezwykle treściwe dialogi. Każdy z nich jest mocno przemyślany i nie jest o niczym - pogoda, samopoczucie i inne błahostki to zbyt niski poziom, jeśli chodzi o naszych bohaterów! Damy żyją ploteczkami i nieoczekiwanymi zdarzeniami, zaś panowie konwersują na zacne tematy - i nie o polityce i sprawach majątkowych tutaj mówię! Anne Brontë za pomocą dialogów, doskonale ukazała ludzką naturę, jej wszelakie wady i zalety. A to nie koniec. Rozmowy pomiędzy postaciami mają swoją wartość, ukazują dziewiętnastowieczną ludzką mentalność. Jest to zabieg doprawdy niezwykły, dlatego też jestem szalenie nim zauroczona. Ogółem rzecz biorąc, najmłodsza siostra Brontë w swojej książce nie tylko opowiedziała fascynującą historię, ale także ukazała czytelnikowi obraz człowieka.

Z ogromnym bólem muszę się przyznać, iż w trakcie czytania 'Lokatorki Wildfell Hall' non stop porównywałam styl pisania Anne z jej starszą siostrą, Charlotte. Nie robiłam tego specjalnie, czynność ta przychodziła automatycznie. I wcale nie zamierzam tutaj rozpisywać się o różnicach pomiędzy stylem jednej a drugiej, rzeknę zaś tyle, że obie miały talent. Cholernie nieziemski talent, który został słabo wykorzystany. Nie chodzi tu o jakość książek, bo ta jest fenomenalna, ale o ich ilość. Szkoda, że siostry Brontë pozostawiły po sobie tak marny dorobek literacki. A zwłaszcza Anne. Zaledwie dwie powieści. Toż to skandal przecież! Wracając jednak do 'Lokatorki z Wildfell Hall' - powieść tę czyta się, nie, przepraszam - pożera w tempie zastraszającym. Już od pierwszej strony wpadłam po uszy i nie mogłam się od niej oderwać. I chociaż próbowałam dawkować sobie lekturę, coby móc delektować nią się troszkę dłużej, wystarczyło mi jej na zaledwie trzy dni. Wracając do pięknego Krakowa z cudnego weekendu majowego, skończyłam swą przygodę z bohaterami 'Lokatorki...'. Niezmiernie żałuję, jednak jestem pewna, że kiedyś do tej powieści jeszcze wrócę. Bo tak magiczna książka zdarza się naprawdę rzadko.

Niewątpliwym atutem powieści Anne Brontë jest tryb narracji. Książka podzielona jest jakby na dwie części - początek i zakończenie napisane jest z punktu widzenia Gilberta Markhama, który to snuje opowieść w formie listów do przyjaciela. Środkowa część zaś przedstawiona jest jako dziennik Heleny Graham. Zabieg zaskakujący, wnoszący powiew świeżości i niebanalny. Urzekł mnie niesamowicie. Dzięki niemu czytelnik ma możliwość poznania sytuacji z różnych punktów widzenia, przez co jest ciekawiej i oryginalniej. 'Lokatorka Wildfell Hall' jest pozycją dosyć kontrowersyjną jak na dziewiętnastowieczne czasy, gdyż w jawny sposób ukazuje kobiecy feminizm. Helen, główna bohaterka, to kobieta twarda niczym skała, mocno stąpająca po ziemi, zdecydowana, a zarazem niebywale wrażliwa. Jej sylwetka pokazuje, że już w tamtych czasach, kiedy to głównym przeznaczeniem kobiety było urodzenie mężowi dzieci i zajmowanie się dobytkiem, płeć żeńska umiała zawalczyć o swoje. Świetna, mocna, charyzmatyczna postać, którą bardzo polubiłam. Postać drugiego głównego bohatera, Gilberta Markhama, została zarysowana nieco słabiej, gdyż autorka skupiła się głównie na pani Graham. Po przeczytaniu 'Lokatorki...' można jednak zapamiętać tego mężczyznę jako człowieka zdecydowanego, sympatycznego, umiejącego postawić na swoim. Jaki z tego wniosek? Anne Brontë stworzyła nie tylko poruszającą opowieść traktującą o dziewiętnastowiecznej społeczności, ale także potrafiła nakreślić całkiem niezłe postaci. Coś niesamowitego.

Z klasyką się nie lubiłyśmy, za to teraz się kochamy! 'Lokatorka Wildfell Hall' to piękna, subtelna opowieść o pewnej kobiecie, która walczy o swoje miejsce na świecie. Napisana lekkim i miłym w odbiorze językiem, wyzbyta wszelakich archaizmów, okraszona mądrymi, wartościowymi dialogami opowieść, niekiedy zmuszająca do refleksji. Moje drugie, ale jakże udane spotkanie z literaturą klasyczną. Jestem zachwycona i chcę więcej!

Ocena: 9/10




Powoli wracamy do świata żywych. Testy poszły okej, wypoczęłam tydzień w Rabce, a teraz wracam z nową energią i nowymi recenzjami :). Całuję!

14 komentarze:

pisanyinaczej.blogspot.com pisze...

Ja byłem przekonany, że ta książka jest w zapowiedziach MG. Po takiej recenzji czym prędzej będę próbował ją zdobyć.

Julie Stranger pisze...

Też nie przepadam za klasyką, ale może się skuszę.8D

Kala pisze...

Mam niestety podobny stosunek do klasyki jak ty wcześniej. Unikam jej jak ognia, z małym wyjątkiem dla pani Austen. Chyba muszę jednak zmienić moje spojrzenie. Coś czuję, że powieść pani Bronte będzie na to idealną szansą ;)

Klaudia Karolina Klara pisze...

Ja lubię klasykę, szczególnie 'Dumę i uprzedzenie', ale tę Ci już polecałam ;]

binola pisze...

Lubię klasykę, raz na jakiś czas z chęcią po nią sięgam. Tę książkę mam w planach, uwielbiam siostry Bronte. Pozdrawiam :)

cyrysia pisze...

Też nie lubię klasyki, ale skoro powyższa książka tak cię zauroczyła, to może i ja przełamię swój opór i zobaczę, co tam takiego dobrego kryje ona w sobie.

April pisze...

Już od jakiegoś czasu zastanawiam się nad przeczytaniem tej powieści. Może niedługo się skuszę. :)

Karolka pisze...

Świetna recenzja! Książkę muszę koniecznie zdobyć i jak najszybciej przeczytać ;)

miqaisonfire pisze...

Mam ją na liście "Chcę przeczytać" więc Twoja recenzja tylko upewniła mnie w tym, że dobrą decyzją jest poszukiwanie jej w promocyjnej cenie ;)

Gabrielle_ pisze...

Książkę wręcz muszę przeczytać. Od dawna jest na mojej liście must have, teraz pozostaje tylko udać się po nią do empiku ;)

Miłośniczka Książek pisze...

czuję się zachęcona do lektury :)
pozdrawiam serdecznie!
[i dziękuję za odwiedziny mojego bloga :) ]

Abigail pisze...

Właśnie padłaś ofiarą oTAGowania! Szczegółów dowiesz się na moim blogu. ;)

Kala pisze...

Z przyjemnością informuję Cię, że zostałaś oTAGowana na moim blogu (http://zlodziejkaksiazek.blogspot.com/2012/05/blogowa-zabawa-otagowani.html). Zapraszam do zabawy!

Mery pisze...

Byłam pewna, że jak spodobała Ci się "Shirley" to i ta książka powinna Ci przypaść do gustu. Teraz do moich ukochanych "Dziwnych losów Jane Eyre" chyba nie muszę zachęcać?
To i trudno nie zgodzić się: one obydwie miały cholerny talent.

Prześlij komentarz