09 maja 2012

Suzanne Collins - Kosogłos

Trylogia 'Igrzyska śmierci' autorstwa amerykańskiej autorki Suzanne Collins, to już swoistego rodzaju światowy fenomen. Kiedyś modny był Hogwart, potem ludzkość oszalała na punkcie tajemniczego i seksownego Edwarda. Teraz na każdym kroku możemy spotkać się z fascynacją Głodowymi Igrzyskami. Dookoła nas występuje tylko i wyłącznie motyw kosogłosa, w telewizji i internecie pojawiają się coraz to nowsze ploteczki na temat książek jak i ekranizacji, a w księgarniach cała trylogia wiedzie prym i złowieszczo uśmiecha się do nas z półki wdzięcznie podpisanej jako 'bestsellery'. Pozwolę sobie jednak rzec, iż moim zdaniem, gdyby nie film nakręcony na podstawie historii wymyślonej przez Collins, szumu wielkiego by nie było. Popatrzmy na to krytycznym okiem - pierwsza część powstała już w 2008 roku, w Polsce Media Rodzina wydała ją rok później. Do marca bieżącego roku książka czytelników wielu nie znalazła., choć owszem, znaleźli się farciarze, którzy mieli możliwość napawać się tymi dziełami bez medialnej otoczki. Kiedy jednak do kin wszedł film, każdy chciał zapoznać się z pierwowzorem, przez co wybuchła ogromna marketingowa bomba. I gdzie tu logika? No właśnie. Koniec jednak już mojego gawędzenia. Z ręką na sercu dumnie oświadczam, że trylogia 'Igrzyska śmierci' zyskała moje serce. Zarówno pierwsza jak i druga część były fenomenalne. Czas wziąć na ostrze noża część trzecią, a mianowicie - 'Kosogłosa'.

Katniss Everdeen wraz z matką i siostrą zamieszkała w legendarnej Trzynastce - dystrykcie, który według wielu ludzi od dawna powinien już nie istnieć. Po zniszczeniu Dwunastki ich życie stało się jeszcze bardziej nerwowe i chaotyczne. Katniss, wykończona przeżyciami na arenie, mimo wielu wątpliwości postanawia zostać Kosogłosem - symbolem oporu przeciw kapitolińskiemu tyranowi. Nastaje czas zamieszek, buntów. Wojny.

Trylogia 'Igrzyska śmierci' zaczarowała mnie, opętała i zawładnęła całym moim światem. Historia Katniss i Peety jest mi niesamowicie bliska, niemalże w równym stopniu, co wyżej wspomniany świat Harry'ego Pottera. Tak, moi drodzy państwo. Ośmielam się porównać dzieło Suzanne Collins do fenomenu, który wyszedł spod pióra J.K. Rowling. Czynię to, abyście w jasny sposób zrozumieli, że 'Igrzyska...' są uszyte tą samą nicią. Nicią magii, miłości, przyjaźni i honoru. Ta trylogia to już światowy bestseller, niedługo każdy człek będzie wiedział, co to są Głodowe Igrzyska. I to jest piękne. Niezmiernie się cieszę, że w końcu doceniono te powieści (mimo, że w dużym stopniu przyczyniła się do tego ekranizacja). Te książki zasługują na wielka uwagę ze strony czytelników, bo są to książki fascynujące, interesujące, zawierające morał i wiele prawd życiowych. I nie, ja tutaj wcale nie piszę listu pochwalnego tudzież ody o zacności owych powieści. Nie. Mam tylko na celu, aby jak najwięcej ludzi doceniło twórczość Collins. Bo te trzy, dosyć niepozornie wyglądające tomy, mają potencjał.

Po 'Kosogłosie', nie powiem, oczekiwałam wiele. Liczyłam na to, że część trzecia będzie równie świetna co i dwie poprzednie. Nieraz spotkałam się już z opiniami, jakoby właśnie ten tom był najgorszy z całej trójki. Myślałam, że to tylko czcze gadanie wybrednych czytelników, niemających innych zajęć prócz narzekania. Szkoda tylko, że moje nadzieje okazały się płonne. Z bolącym sercem ogłaszam wszem i wobec, że 'Kosogłos' jest faktycznie najgorszą częścią trylogii. Jest to moje własne zdanie, wcale nie oparte na opinii innych. Nikim się nie sugerowałam, bo jak już wspomniałam, do samego końca miałam nadzieję, że ten tom jest równie dobry jak poprzednie. Zawiodłam się, czuję niedosyt. Ufałam, że Collins z klasą zakończy historię Katniss i Peety, jednak tak się nie stało. Co więc mi się nie podobało? Dużo, dużo rzeczy. Przede wszystkim - naciągana do granic możliwości fabuła. Odniosłam wrażenie, że autorka nie miała juz pomysłu na siebie i postanowiła napisać 'Kosogłosa' po to, by jakoś zakończyć trylogię. Wiele wątków jest nieprzemyślanych, prymitywnych, pustych. To już nie ta sama Suzanne! Owszem, język dalej powala na kolana, bo czyta się miło i lekko. Ale w wielu momentach wieje nudą na kilometr. Myślałam, że trzeci tom nas zaskoczy czymś świeżym i nowym, że to będzie coś niesamowitego, liczyłam na jakieś wielkie bum!, chciałam emocji, łez i śmiechu - nic z tego nie otrzymałam. Było nudno, schematycznie, chwilami jedynie, w niewielkim stopniu, potrafiłam wciągnąć się w akcję. Ogółem zaś - jedna wielka klapa. Klapa, do której już zawsze będę miała sentyment.

Bohaterowie, bo i o nich wspomnieć trzeba. W tej części ogromnie brakowało mi Peety. Jego humoru, charakterystycznych zachowań, czułości wobec Katniss... Wszystkiego. Niezwykle cenię sobie jego postać, dlatego też odczuwałam ogromną pustkę podczas czytania 'Kosogłosa'. W pewien sposób Collins zepsuła mi w trzecim tomie wizję Peety, przez co wydawał mi się trochę bardziej obcy. A wszystko przez to wrogie nastawienie do Katniss! Więcej nic nie zdradzam, przekonacie się, o co mi chodzi podczas lektury. Co zaś tyczy się panny Everdeen - jej postać, tak niezwykle charyzmatyczna i wyjątkowa, utraciła swój blask i iskrę. Brakowało mi jej pozytywnego nastawienia do życia i pozytywnego toku myślenia. Chociaż nie powiem, zmiana jaka zaszła w bohaterce jest iście fascynująca, autorka genialnie pokazała nam przemianę ze zwykłej, odważnej dziewczyny w steraną życiem, ale mocno stąpającą po ziemi kobietę. Ogółem rzecz biorąc bohaterowie są fantastycznie wykreowani, kocham ich mocno, ale nie mogłam się pogodzić z niektórymi zmianami, które w nich zaszły. A może powinnam?

'Kosogłos' to niestety najsłabsza część fenomenalnej trylogii 'Igrzyska śmierci' autorstwa Suzanne Collins. Fabuła jest naciągana, przez co mam wrażenie, że autorce brakło pomysłów. Spodziewałam się po tej części czegoś niezwykłego, zaskakującego - nic z tych rzeczy nie otrzymałam. Liczyłam na mocne, oryginalne zakończenie, ale niestety się zawiodłam. Patrząc jednak przez pryzmat całej serii, twórczość pani Collins już na zawsze będzie miała swoje miejsce w moim sercu. Dlatego też z sentymentu nie zaniżam oceny tejże części, aczkolwiek nie ukrywam głębokiego rozczarowania. Szkoda, że to już koniec. Będzie mi brakowało Panem, Katniss, Peety i całej magii tych książek. Kiedyś z pewnością do nich powrócę. I to nie raz.

Ocena: 8/10

„Czy chcesz, czy chcesz
Pod drzewem skryć się też?
W naszyjniku ze sznura u boku mego nie czekaj pomocy.
Dziwnie już tutaj bywało,
Nie dziwniej więc by się stało,
Gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy.”



8 komentarze:

tetiisheri pisze...

Muszę się w końcu zabrać za tą trylogię..wszyscy przeczytali, a ja jeszcze nie..

Megajra pisze...

Ja jestem świeżo po przeczytaniu "Igrzysk śmierci", a teraz jestem w trakcie czytania "W pierścieniu ognia". IŚ moim zdaniem wspaniałe, a WPO jak na razie mi się podoba. :D

pandorcia pisze...

Mam na półce pierwszą część tej trylogii. Jestem ciekawa czy zapałam do niej takim uczuciem, jak reszta :)

Julie Stranger pisze...

Muszę w końcu przeczytać tę serię.;D

miqaisonfire pisze...

Ja trylogię mam już w drodze, także niedługo sama się przekonam :D! Wprawdzie kupiłam ją jako prezent dla brata haha :D Ale co tam!

Violy pisze...

ta trylogia chodzi za mną tak długa, a jeszcze nie miałam okazji jej przeczytać :( Twoja recenzja upewnia mnie w przekonaniu, że muszę to zrobić jak najszybciej :) Najbardziej podobała mi się ta część: "Trylogia 'Igrzyska śmierci' zaczarowała mnie, opętała i zawładnęła całym moim światem" :) Ależ Ty masz dar słowa :)

Gabrielle_ pisze...

Przede mną jeszcze cała seria. Jakoś mi nie po drodze do tych Igrzysk ;/ No nic, może kiedyś uda mi się ją w końcu przeczytać :)

Anonimowy pisze...

Ta seria za moment trafi w moje łapki :D nie moge się doczekać ;)

Prześlij komentarz