01 czerwca 2012

Blue Jeans - Piosenki dla Pauli

Z reguły młodzieżówek nie czytam, bo to nie są książki dla mnie. Bynajmniej nie uważam, że są to powieści puste i beznadziejne, zaczytuję się po prostu w innego typu literaturze. Czasami jednak zdarzy mi się sięgnąć po książkę, która została napisana specjalnie z myślą o nastolatkach. Muszę przechodzić wtedy totalny kryzys lub po prostu nie mam co czytać. Ale tym razem było inaczej. 'Piosenki dla Pauli' widziałam naprawdę wszędzie. W reklamach na internecie, w gazetach, na półkach w księgarniach... Ta powieść, choć jeszcze nie skonsumowana przeze mnie, prześladowała mnie od rana do nocy. Kiedy więc nadarzyła się okazja, by zapoznać się z tym 'dziełem', skorzystałam z niej i dorwałam w swoje szpony historię spisaną przez Blue Jeansa. Przyznam, czegoś takiego dawno nie było - prawie siedmiuset stronicowa opowieść o zwykłej nastolatce, borykającej się z ludzkimi problemami. Zero magii, zero paranormalności. Myślałam, że będzie ciekawie. Nie do końca jednak tak było.

Paula ma szesnaście, prawie siedemnaście lat. Od jakiegoś czasu całe dnie spędza na czatowaniu z pewnym chłopakiem. Kiedy w końcu nadchodzi ten wyjątkowy dzień, w którym oboje mają poznać się 'w realu', tajemniczy nieznajomy nie pojawia się. Rozczarowana dziewczyna kieruje się w stronę Starbucksa, gdzie poznaje Alexa. Wszystko za sprawą faktu, iż w tym samym momencie zdarzyło im się czytać tę samą książkę. Niespodziewanie w kawiarni pojawia się Angel, który spóźnił się na spotkanie z powodu wywiadu ze znaną piosenkarką Katią, jaki musiał przeprowadzić. Od tego momentu zaczyna się wielka love story. Losy naszych bohaterów zaczną się jednak komplikować, gdy Paula nie będzie w stanie zdecydować, którego chłopaka woli. A na dodatek, pojawi się w jej życiu cichy wielbiciel...

Przez bite siedemset stron mamy okazję poczytać o tym, jak bardzo Pauli podoba się Angel i Alex. Są także wątki o tym, jak Paula bardzo kocha Angela. Wspomniano także od czasu do czasu, jak bardzo Pauli imponuje Alex. Haha, zabawne. Ludzie, no litości! Ileż można?! Ja rozumiem, główna bohaterka to szesnastolatka, buzują jej hormony, miewa różnorakie nastroje, ale żeby przez calusieńkie niemalże siedemset stron skupiać się tylko i wyłącznie na tym, który facet jest dla niej lepszy? No jak ja mamusię kocham, tak się nie da. Do tych wszystkich 'tragicznych' sytuacji dodajmy sobie osobę nieszczęśliwego Maria, kolegi z klasy Pauli, który, uwaga... kocha ją przez całe swoje życie! Oj, za słodko mi się zrobiło, słodko i lepko. Ja się pytam: co w takim razie ma w sobie ta niepozorna dziewczyna, że faceci lecą do niej jak pszczoły do miodu? Podczas lektury tejże książki w kółko zadawałam sobie to jedno pytanie. Postać Pauli jest mocno naciągana, nie polubiłam jej. Drażnił mnie jej bezpłciowy charakter. W niektórych momentach dziewczyna zachowywała się, jakby miała dużo ponad dwadzieścia lat, a nie szesnaście. Nie wiem, może w Hiszpanii jest inna mentalność, może tamtejsze osobniki płci żeńskiej tak właśnie się zachowują. Wiem jedno: jeśli chodzi o Polskę, coś takiego byłoby nie do wyobrażenia. Mówię o głównie o jakże 'romantycznym' związku Pauli i Angela, ale... o tym za chwileczkę.

'Piosenki dla Pauli' to niemalże tasiemiec tak samo uroczy jak sławetna 'Moda na sukces'. I nie, nie przesadzam. Jest to książka ogłupiająca, wprowadzająca w stan całkowitego zbicia z tropu. Ale nie powiem, czytało się miło. Jak na tak mało ambitną książkę, jest ona lekka i miła w odbiorze. Owszem, coraz to nowsze miłostki Pauli doprowadzają do szału, jednak osoba ze stalowymi nerwami, potrafiąca zagryźć mocno zęby i sunąć do przodu, przetrwa przez tę opowieść. Ja przetrwałam i gdy przymrużałam oko na niektóre idiotyczne wątki, miło spędzałam czas. Niekiedy warto jest przeczytać tego typu twór, ot tak, dla zwyczajnego relaksu i uspokojenia skołatanych nerwów. Jest to opowieść zarazem zwykła jak i niezwykła. Jak już wcześniej wspomniałam, nie znajdziemy tu ani krzty magii. Ale niektóre postępki głównej bohaterki do naturalnych nazwać nie możemy. No nie i już! Dobrze, spokojnie. 'Piosenki dla Pauli' na początku pisane były w internecie, co od razu da się wyczuć. Mnóstwo krótkich rozdziałów, czyli forma typowa dla opowieści snutej na blogu tudzież stronie internetowej. Autor (tak, to napisał facet!) posługuje się niezbyt wyszukanym, prostym językiem. Akcji to my prawie żadnej nie mamy, natomiast fabuła - każdy odbierze ją inaczej. Bo ta książka dla niektórych będzie zwykłym, beznadziejnym chłamem bez polotu, dla innych zaś cudowną opowieścią o miłości. I bądź tu człowieku mądry.

Och, w końcu mogę się troszeńkę wyżyć. Tak kochani, nadszedł czas, by wylać wszelkie żale na temat wątku miłosnego. Zacieram rączki i biorę się do roboty. No, już. Gotowa. Otóż moi drodzy - wątek w tejże jakże zacnej książce jest tak nierzeczywisty, tak paskudnie lepki, że idzie dostać odruchu wymiotnego. Ona i on. Poznali się na czacie. Od dwóch miesięcy nic innego nie robią, tylko ze sobą rozmawiają. Nigdy się nie widzieli. W końcu się spotykają i od razu zostają parą. Nie ma żadnego etapu przejściowego, nie. Ledwo się zobaczyli, już zassali się w pierwszym, cudownym pocałunku. Już od pierwszej chwili wyznają sobie dozgonną miłość. Po tygodniu 'chodzenia ze sobą', żyją niczym stare dobre małżeństwo. Nie zachowują się jak młodzi ludzie, ale niemalże jak emeryci. I broń Boże, ja do emerytów nic nie mam! Ale było za słodko, zbyt czuło i jakoś tak... niekomfortowo. Wszystko działo się zbyt szybko. Ale zaraz, zaraz. Skoro tak bardzo się kochali, to dlaczego Pauli przez myśl przeszło, że może lepiej by jej było, gdyby związała sę z Alexem? Ha! I tu ją mam! Nie twierdzę, że nie kochała Angela, ale być może nie dojrzała jeszcze do prawdziwej miłości. Bądź co bądź, ona ma szesnaście, on zaś dwadzieścia dwa lata. Zresztą... zakończenie wyraża więcej niż tysiąc słów.

Czy powinnam napomknąć coś o bohaterach? Mówić, że są słabo zarysowani, irytujący, puści, bezosobowi i cholernie niedopracowani? Chyba nie muszę. Och, przepraszam bardzo! Postać Alexa nie była aż tak bardzo beznadziejna. Jest on jedynym promykiem słońca w tej książce. Romantyk, niezwykle pomysłowy i utalentowany artysta, muzyk, początkujący pisarz. Coś pięknego! Jedyny charyzmatyczny i warty uwagi czytelnika osobnik. Co się zaś tyczy jego siostrzyczki... Przemilczę tę sprawę, ale jej zachowanie było karygodne i zakrawało o kazirodztwo. Obleśny i bardzo niesympatyczny wątek. Ble.

'Piosenki dla Pauli' to książka, o którą można toczyć wiele sporów. Z jednej strony jest to byle jaka, pusta opowieść o pewnej szesnastoletniej dziewczynie i jej dwóch miłościach, z drugiej zaś książka, która pozwoli się odprężyć i zrelaksować. 'Piosenki dla Pauli' nie powalają niczym specjalnym na kolana, sprawdzają się zaś jako miłe i lekkie czytadło. Nie polecam ani nie odradzam. Wasz wybór.

Ocena: 5/10

17 komentarze:

Blair Blake pisze...

A ja chyba jednak spasuję :-( Ostatnio nic mnie nie ciągnie do takich lektur, a jak na taką ilość stron, to wymagałabym więcej...

Dwojra pisze...

Hahha, pozwolę sobie rzec: "A nie mówiłam?" :) Kiedy pisałaś pierwszy raz o tej książce, zostawiłam Ci komentarz o tym, że wszystkie recenzje tej książki właśnie takie były. Ja się za nią nie zabiorę, co to to nie. Nie zniosłabym 300 stron o tym dziewuszysku, nie mówiąc już o 700 :) Życzę Ci jak najmniej takich wypadków przy pracy.

A recenzja świetna - uśmiałam się niesamowicie. Poprawiłaś mi humor na sam koniec dnia dziecka :)

Dosiak pisze...

Pierwsze słyszę o tej książce, dlatego zdziwiłam się, że zewsząd Cię to powieścidło atakowało. Ale po recenzji wiem na sto procent, że to nie moje klimaty, bo historia koncentrująca się wokół rozhisteryzowanej szesnastolatki i jej buzujących hormonów odstrasza już na wstępie.

Recenzja świetna, zabawna i wartościowa :)

kayu manis pisze...

Czytając o Pauli miałam przed oczyma postać Zoey Redbird z ' Domu Nocy. ' xD a za książkę ' Piosenka dl Pauli ' podziękuję. ;)

Agniecha pisze...

jakoś mnie nie przekonuje. ogólnie wygląd ma ładny, ale temat jakoś nie mój. poza tym to 700 stron całkowicie mnie odpycha hehe :)

ale przynajmniej przeczytałaś i możesz się o niej wypowiedzieć :)

Pozdrawiam :*

Hanna pisze...

O nie, nie, nie... Po tylu recenzjach, jakich się naczytałam (i każda negatywna!), stwierdziłam, że nie zamierzam się zabierać za tę książkę. Takie cud-miód perypetie miłosne to nie dla mnie. I to jeszcze 700 stron?! Litości!

cyrysia pisze...

A ja czasami lubię sięgać po młodzieżówki, gdyż nieraz są naprawdę ciekawie i z rozmachem napisane, dlatego jak tylko będę miała okazję, to poszukam tej książki. W razie, jakby mi się nie podobała, to mogę ją podarować mojej nastoletniej bratanicy.

giffin pisze...

Też przeważnie nie czytam młodzieżówek i chyba właśnie dlatego nie zwróciłam więcej uwagi na tę książkę. Właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że chyba nie czytałam żadnej opinii zachwalającej tę lekturę, coś w tym musi być. Pozdrawiam :)

Kala pisze...

Nie,zdecydowanie ten tytuł nie przypadł mi do gustu i nie zamierzam sięgnąć po kontynuacje.Chyba niestety wyrosłam już z tego typu młodzieżówek

Nightmare pisze...

Zrobiło się o tej książce wiele szumu. Ja również słyszałam tu i tam, widziałam reklamy. Bardzo chciałam ją przeczytać i przekonać się czy skupiona na niej uwaga jest tego warta. Teraz wiem, że nie. Recenzja genialna.

Futbolowa pisze...

Och, to miałaś okazję się wyżyć twórczo, widzę :) Pięknie wypuntkowałaś wszystkie zarzuty, podoba mi się taka rzetelność. Nigdy nie zwróciłabym uwagi na tę książkę i po Twojej recenzji tym bardziej tego nie zrobię. Lepiej niech nakręcą z tego tasiemca, oglądalność z pewnością będzie ;)

kasandra_85 pisze...

Książka zbiera sporo niepochlebnych opinii, więc póki co się wstrzymam.
Pozdrawiam:))

Klaudia Bacia (Klaudia Karolina Klara) pisze...

Początkowo miałam na nią ochotę, teraz mam jakby mniejszą... :) Nawet jeżeli jakimś cudem chciałabym za nią chwycić to poleżałaby sobie dość długo na półce...

Nyx pisze...

Myślałam długo o tej książce - wszyscy wypowiadają się o niej raczej niepochlebnie i w końcu i ja chciałam wyrobić sobie o niej swoje zdanie. Ale szkoda mi czasu. Takie historie lubię oglądać w filmach - co najwyżej 2 godziny średnio przyjemnego seansu i mam z głowy. 700-stronicową książkę czyta się o wiele dłużej.

Irena A. Bujak (Bujaczek) pisze...

He he, ale się uśmiałam ;)
Miałam ją w planach, ale teraz... na pewno jej sama nie zdobędę. Ewentualnie, ale i tedy się głęboko zastanowię ;)

Irena A. Bujak (Bujaczek) pisze...

Ewentualnie jeśli będę miała możliwość pożyczenia.*

Książkowa. ☺ pisze...

Miałam w planach, ale jednak mówię NIE. :)
Pozdrawiam i zapraszam do siebie :D

Prześlij komentarz