15 czerwca 2012

Joanna Philbin - Córki wkraczają na scenę

Sława to gigantyczna potęga. Każdy, kto osiągnął choćby delikatny sukces, może to przyznać. Świat show biznesu rządzi się własnymi prawami, media kreują rzeczywistość, dookoła nic, tylko plotki, pieniądze i coraz to nowsze związki i rozstania. Wbrew pozorom ten świat nie jest tak kolorowy, jakby się to z pozoru wydawało. Na każdym kroku śledzą nas paparazzi, zwyczajnego śniadania nie można zjeść w domowym zaciszu. Ciągłe pozowanie, kreowanie osoby, którą się nie jest na co dzień, kombinowanie, wydziwianie - oto moi kochani realia sławy! Oczywiście, fani, autografy i wspólne fotki to zacne bajery, no ale żeby za cenę czegoś takiego sprzedawać swoją prywatność? No coś nie bardzo. Hudson Jones, bohaterka powieści 'Córki wkraczają na scenę' coś o tym wie. Jej matka jest znaną piosenkarką. Jest zamożna, niesamowicie ubrana, a do tego wielce utalentowana. Swoje już przeżyła, dlatego pragnie zrobić z córki miniaturową kopię siebie samej. Hudson ma cudowny głos, planuje wydać płytę. Jednak matka dyktuje jej co ma jak wyglądać, jak brzmieć, co należy robić. Dziewczyna po pewnym czasie ma już tego wszystkiego dość, dlatego postanawia sprzeciwić się słynnej Holli Jones. A czy wyjdzie jej to na dobre, dowiecie się, czytając tę powieść.


'Córki wkraczają na scenę' to już trzeci tom cyklu autorstwa amerykańskiej autorki Joanny Philbin. Poprzednie części idealnie wpasowały się w moje gusta czytelnicze pod etykietką: 'luźne czytadło'. Bo tak właśnie jest. Przygody Hudson, Lizzie i Cariny to typowe czytadła dla odmóżdżenia, odprężenia i relaksu. Książki Philbin nie zawierają żadnych nauk moralnych, nie niosą za sobą konkretnego przesłania, a jedynie przedstawiają brutalne realia życia rozpieszczonych do granic możliwości nastolatek, których rodzice są wielkimi szychami, a one same wręcz śpią na pieniądzach. W trzeciej części cyklu 'Córki', autorka skupia całą swoją uwagę na Hudson Jones, której matka decyduje o całym jej życiu. Mamy możliwość zaobserwować chęć dominacji matki nad córką, która na samym końcu wyparuje i całkowicie zniknie. Philbin w dosyć niemrawy sposób przedstawiła próby sprzeciwu matce, ukazała czytelnikom realia show biznesu, a także pokazała, że warto słuchać głosu własnego serca. Zbyt tkliwie, sztampowo i słodko? Być może. Ja na to zupełnie nie zwróciłam uwagi, gdyż cała opowieść dosłownie przeleciała mi przez głowę (jeśli mogę to tak ująć). Nic specjalnego nie poruszyło mojego serca tudzież umysłu, książka ta stanowiła dla mnie odrobinę relaksu. I tyle. Przeczytałam, zapomniałam. Czy żałuję? Nie bardzo.

Czytanie o 'bogatych pustakach' to iście fascynująca sprawa. Miło jest chociaż na chwilę wejść w świat osoby, która toczy tak różne życie od nas samych. Pieniądze, sława, markowe ciuchy, najnowsze gadżety, lokaje, ochrona - wszystko to jest z pozoru niezwykłe i przez wielu ludzi pożądane. Na dłuższą metę jednak to wszystko staje się uciążliwe. Sława nie pozwala normalnie funkcjonować, pieniądze sprawiają, że ludzie spostrzegają zamiast normalnej dziewczyny zarozumiałą snobkę. Tak właśnie Joanna Philbin przedstawiła sytuację Hudson w 'Córki wkraczają na scenę'. Oprócz natłoku wyżej wspomnianych elementów, chęć jej matki do decydowania o wszystkim sprawiła, że dziewczyna stała się cicha i zamknięta w sobie. Ogółem rzecz biorąc, postać głównej bohaterki nieco mnie irytowała. I nie tylko jej. Nie dość, że zarówno dziewczyna jak i jej przyjaciółki mają po czternaście lat, to już latają po wielgachnych imprezach, obściskują się po kątach z facetami i jeżdżą, gdzie tylko dusza zapragnie. Jak dla mnie postawa tych nastolatek jest do bólu sztuczna i niewiarygodna. Nie wiem, może w Stanach Zjednoczonych mają inną mentalność, może tam dzieciom pozwala się na więcej niż w Polsce. Ale jak dla mnie żywot tych trzech dziewczyn był po prostu wyimaginowany i nieprawdziwy. Co do samych ich sylwetek: autorka w tej części skupiła się głównie na Hudson Jones, która to, jak już wyżej wspomniałam, była dla mnie zbyt nieśmiała, zbyt uległa i zbyt... łajzowata. Nie umiała zawalczyć o swoje, pozwalała sobą manipulować i robiła to, czego oczekiwali od niej inni. Szkoda, że Philbin nie stworzyła z głównej bohaterki dziewczyny zdecydowanej i pewnej siebie. No ale cóż, nie można mieć wszystkiego. Urzekła mnie natomiast postać Hillary. Kocham takie ekscentryczne, oderwane od realnego świata osoby. Świetna, oryginalna postać.

A tak ogółem o książce: napisana jest lekkim, niewymagającym, prostym językiem (nic więcej nie można oczekiwać po tego typu literaturze). Akcja nieco się wlecze, autorka niezbyt zaskakuje czytelnika, fabuła zaś jest nieco przewidywalna, ale w miarę dobrze rozplanowana. Kochani, od tej książki nie można wymagać wiele, to jest zwyczajne czytadło do poduszki. Wystarczą dwie godziny i będzie po sprawie. Ale wiecie co? Odmóżdża wybornie! W trakcie jej czytania nie myślałam o niczym innym, jak tylko o sytuacji bohaterów. Wkroczyłam w ich świat totalnie. Ale gdy tylko zakończyłam lekturę, zapomniałam o wszystkim, co było w tejże powieści. Książka odmóżdża, a momentami i ogłupia. Przepraszam, no ale taka prawda. Przyczepić się mogę jeszcze do okładki, która według mnie jest przesłodzona (chociaż w sumie... jaka książka, taka oprawa graficzna, czyż nie?) i nieestetyczna. Jak zwykle mi coś nie pasuje, wiem, paskudna jestem. Ale sami przyznajcie: ta okładka jest o-kro-pna!

'Córki wkraczają na scenę' to już trzecia część serii autorstwa amerykańskiej autorki Joanny Philbin. Tom utrzymuje ten sam względnie dobry poziom swych poprzedniczek. Napisana lekkim językiem, idealna książka na ciepłe, letnie wieczory. Odmóżdża, ogłupia, ale daje chwilę odpoczynku dla skołatanych nerwów. Zacna lektura zarówno dla młodszych osobników jak i tych troszeńkę starszych. W tej powieści nie znajdziemy nic konkretnego, nic szczególnego, ale jako chwilowa rozrywka będzie wprost doskonała. Chociaż mam nieco mieszane uczucia, to z pewnością zapoznam się z tomem czwartym, gdy tylko ukaże się na rynku wydawniczym w Polsce. Myślę jednak, że przyjdzie nam trochę poczekać na kontynuację. Ale co tam, damy radę.

Ocena: 7/10

Córki

6 komentarze:

Klaudia Bacia (Klaudia Karolina Klara) pisze...

Nie czytałam... i chyba nie chcę...

GumcioBook pisze...

Raczej nie moje klimaty, więc sobie odpuszczę.

Natalia pisze...

Raz na jakiś czas lubię przeczytać tego typu książkę. Co do okładki to w 100% się zgadzam,jest zbyt przesłodzona ;)

Anne18 pisze...

fajna recenzja

Cassin pisze...

Nic nie czytałam z tej serii, ale może jeszcze to zmienię ;)

Irena A. Bujak (Bujaczek) pisze...

Słyszałam dużo o tej serii, ale jakoś mnie do niej nie ciągnie szczególnie...

Prześlij komentarz