23 czerwca 2012

Karen Miller - Nieświadomy mag

Żeby napisać dobrą książkę fantastyczną, trzeba mieć: a) pomysł, b) potencjał, c) ogromną wyobraźnię. Trzeba urodzić się kimś wyjątkowym, obdarzonym niewypowiedzianą charyzmą, z głową pełną pomysłów. Po prostu trzeba mieć dar. Takim człowiekiem niestety nie do końca okazała się Karen Miller, australijska autorka kanadyjskiego pochodzenia, której dziełem jest powieść 'Nieświadomy mag'. Książka ta odpychała mnie od siebie już od samego początku, od momentu, kiedy tylko znalazła się w moich rękach. Postanowiłam jednak przekonać się, czy jest tak bardzo beznadziejna i oklepana, jak się tego spodziewałam. Zacisnęłam zęby i rozpoczęłam lekturę. I wiecie co? Nie obeszło się bez okrzyków złości i frustracji...

W królestwie Lur stosowanie czarów niezgodne z literą prawa automatycznie kieruje na śmierć. To właśnie tam przybywa młody Olk, Asher, w poszukiwaniu pracy. Jeden incydent sprawi, że nie tylko znajdzie wymarzone dla siebie zajęcie, ale zaprzyjaźni się z królewskim synem i będzie mieszkał niczym najzamożniejszy arystokrata. Asher jest prostym rybakiem, siódmym dzieckiem swojego ojca, który chce choć trochę się wzbogacić. Nieoczekiwane wydarzenia sprawią, że magia odegra w jego życiu znaczącą rolę, a on sam odnajdzie prawdziwych, godnych zaufania przyjaciół. Nic nie będzie już takie samo, jak przedtem.

Czasami nudziłam się do bólu. Czasami, gdy fabuła choć na moment mnie zaciekawiła, w mych oczach pojawiały się iskierki nadziei, a serducho zaczynało bić mocniej. Niestety, po kilku przeczytanych stronach uspokajałam się i zrezygnowana ciskałam książką w kąt. Nie wiedziałam, czy mam się śmiać czy płakać. Powiem tak: 'Nieświadomy mag' to książka dziwna, specyficzna, w pewien sposób wyjątkowa, ale niczym nie powalająca. Sama nie wiem, co mam o niej myśleć. Bo ani nie zrobiła na mnie monumentalnego wrażenia, ani nie znudziła mnie do ostateczności. Mam kompletny mętlik w głowie i naprawdę nie wiem, co ta powieść mi zrobiła. Z jednej strony fabuła jest banalna i oklepana, z drugiej zaś nieco oryginalna, wnosząca powiew świeżości na dzisiejszy rynek wydawniczy. Akcja chwilami się wlecze, chwilami pędzi nieustraszona i zaskakuje czytelnika. Język bywa momentami kolokwialny, ale jest miły w odbiorze i przejrzysty. No i jak tu nie zwariować?! Jedne fragmenty uzupełniają drugie, i na odwrót. Nie wiem, naprawdę nie wiem, co mam o tej książce myśleć. Może w ogóle powinnam o niej zapomnieć i dać sobie spokój? To byłoby chyba najlepsze rozwiązanie.

Magia to najistotniejszy element powieści fantastycznych. W przeróżnych dziełach objawiała się ona na miliony sposobów, za każdym razem była ona wykorzystywana w inny sposób. W przypadku 'Nieświadomego maga', magia odgrywała dużą rolę dla mieszkańców królestwa Lur. Król był zaklinaczem pogody, i to on decydował, kiedy będzie świeciło słoneczko, a kiedy spadnie deszczyk. Och, jak słodko. Wracając jednak do meritum sprawy. Spodobał mi się sposób, w jaki wykorzystywano magię, Karen Miller zabłysnęła dosyć świeżym i niebanalnym pomysłem. Za to należy się ogromny plus. Sama idea królestwa, w którym uprawia się czary jest dosyć schematyczna, coś takiego ma miejsce np. w powieści 'Król Demon' autorstwa Cindy Williams Chimy. Ale nie o to tu chodzi. Świat przedstawiony wykreowany jest zacnie, nie mam tutaj do czego się przyczepić. Chodzi mi głównie o fabułę, bo to ona przyprawiała mnie o ból serca. Chwilami odnosiłam wrażenie, że sama autorka gubi się we własnym świecie, że już nie wie, co nowego mogłaby wymyślić. Na siłę wplata jakieś irracjonalne sytuacje, próbuje nawet uderzyć o wątek romantyczny! Niestety, nie udaje jej się to, a wręcz wychodzi absurdalnie śmiesznie. Fabuła jest źle rozplanowana i chaotyczna, choć widać, że Miller miała jakiś pomysł. Pomysł, którego nie udało jej się wykorzystać.

Narzekanie narzekaniem, ale nadeszła pora, by przyjrzeć się z bliska postaciom. Od razu powiem, że głównego bohatera, Ashera, polubiłam już od pierwszej strony powieści: okazał się być mądrym, pozytywnie nastawionym do życia młodzieńcem, umiejącym zawalczyć o swoje. Lubię takie nieskomplikowane, ale ciekawe istoty. To samo czułam w stosunku do Gara (haha, to imię zawsze mnie będzie bawiło) - spodobała mi się kreacja tejże postaci, dopracowana i godna uwagi. Gar to książę zwariowany i ciekawski, ale przyjaciel z niego jest naprawdę wspaniały. Chojny, troskliwy i opiekuńczy, ale z dystansem do świata. Jakże mogłabym go nie polubić? Reszta bohaterów niczym szczególnym się nie wyróżnia, dlatego nie mam zamiaru rozpracowywać ich wszystkich po kolei. Jeśli chcecie się z nimi zapoznać, zapraszam do sięgnięcia po 'Nieświadomego maga'.

Jak już wcześniej udało mi się wspomnieć, fabuła pełna jest niedociągnięć, jest nieco chaotyczna i niedopracowana, zaś akcja jest niczym sinusoida - raz szybka i jedzie w górę, raz wolna i jedzie w dół. Są to niewątpliwie jedne z największych minusów 'Nieświadomego maga'. Ale, ale, co przyznać trzeba - autorka zgotowała takie zakończenie, że aż ciarki przechodzą po plecach. Gdy skończyłam czytać jedną stronę, a na drugiej zauważyłam napis 'podziękowania', myślałam, że wyjdę z siebie i stanę obok. Nie takiego zakończenia się spodziewałam, było ono za bardzo dramatyczne i rozjuszyło moje skołatane nerwy! Zabieg ten był celowy, by czytelnik wprost MUSIAŁ sięgnąć po tom drugi. Ładnie, ładnie. Piękny chwyt marketingowy i/lub zamach na życie czytelnika.

'Nieświadomy mag' to mało ambitna lektura z gatunku fantastyki. Nie prezentuje sobą niczego specjalnego, nie jest ani szalenie dobra, ani do bólu beznadziejna. Fabuła jest niedopracowana, autorka momentami przynudza, zaś akcja na przemian wlecze się i pędzi w zastraszającym tempie - jakkolwiek to brzmi. Książka napisana jest lekkim i miłym w odbiorze językiem, bohaterowie, choć nieskomplikowani, są naprawdę ciekawi i warci polubienia. Nie wiem, czy mam ją Wam polecić czy odradzić, bo sama mam naprawdę mieszane uczucia. Czy sięgnę po tom drugi? Być może. Jeszcze nic nie postanowiłam. Pożyjemy, zobaczymy. A Wy - sami zadecydujcie czy warto poświęcić 'Nieświadomemu magu' chwilę czasu, czy też nie. Wybór należy do Was.

Ocena: 5/10

Królotwórca. Królobójca.
Nieświadomy mag | Przebudzony mag

8 komentarze:

kayu manis pisze...

Ja chyba jednak powiem nie. Jakoś nie ciągnie mnie do tej książki, może i dobrze.

Julie Wellings pisze...

Nie czytałam i po twojej recenzji raczej się nie skuszę.

Lenalee pisze...

A ja postanowiłam nie zrażać się Twoją recenzją i jeżeli tylko ta książka wpadnie mi w ręce w bibliotece, to ją wypożyczę, z tego faktu, że od dawna mam ją na oku (oj, ciężko oprzeć się fantastyce). Ciekawi mnie, jakie ja będę miała zdanie na jej temat, szczególnie po tym, co napisałaś na temat fabuły, bo skoro ona tak kuleje to kiepsko. :) Niemniej jednak przekonam się sama, mam nadzieję, że będę miała taką okazję. ;)

Agatonistka pisze...

Oj znam ten ból, gdy książka nie jest ani dobra, ani zła, tylko taka jakaś... nijaka. Nie słyszałam o niej wcześniej, a po Twoim niezdecydowaniu raczej po nią nie sięgnę (chyba że w bibliotece nie będzie kompletnie nic innego ;) Bardzo ubawił mnie tytuł: "Królotwórca królobójca" ;)

Paula pisze...

W końcu mam całe dwa miesiące, żeby się nie zanudzić. Może spróbuję :)

Dosiak pisze...

Raczej nie w moim stylu ta książka. Po fantastykę sięgam bardzo rzadko, a skoro jeszcze powieść jest nijaka, to szkoda mojego czasu. Pozdrawiam :)

Gosiek ♥ pisze...

Fantastyka... to coś raczej nie dla mnie. Mimo tego, że twoja recenzja jest nawet przekonywująca, lecz myślę, że zanudziłabym się czytając ją.

Irena A. Bujak (Bujaczek) pisze...

To jest druga seria, której nie mam zamiaru kończyć. No nie przemawia do mnie i już... ;)

Prześlij komentarz