09 czerwca 2012

Melissa De La Cruz - Zagubieni w czasie

Jeszcze nie tak dawno temu zarzekałam się, że seria Błękitnokrwistych, autorstwa amerykańskiej autorki Melissy De La Cruz jest jedną z moich ulubionych serii opowiadających o wampirach. Przygody Schuyler i Jacka, Mimi i Olivera, a także całej reszty błękitnokrwistnych wampirów i upadłych aniołów były dla mnie miłą odskocznią od świata codziennego. Oryginalny pomysł, brak powielania schematów i fenomenalne postacie - tym charakteryzował się ten cykl. Pięć pierwszych części pochłaniałam w tempie natychmiastowym, dosłownie je pożerałam. Nigdy więc nie pomyślałabym, że spotka mnie zawód. A tak się właśnie stało. Szósta część serii, 'Zagubieni w czasie' w żadnym stopniu nie dorównuje swoim poprzedniczkom. Autorka popełniła najgorszą z możliwych zbrodni - napisała tę część dla kasy, nie zaś dla przyjemności - własnej i czytelników.

Jack i Schuyler zostali połączeni nierozerwalną więzią. Ale niedługo po pamiętnej ceremonii we Włoszech los skazuje ich na rozstanie. Schuyler ma za zadanie udać się do Aleksandrii i odnaleźć Mistyczne Wrota - wszystko po to, by wypełnić ostatnią wolę swojego dziadka. Jack zaś wyrusza do Nowego Jorku, by w końcu stanąć twarzą w twarz ze swoją siostrą, Mimi. Jednak jego bliźniaczki w mieście nie ma - razem z Oliverem wyruszyła do Egiptu, by ratować swego ukochanego, Kingsleya Martina. Uparta i zdeterminowana, nie chce wierzyć, że nie każda historia miłosna kończy się szczęśliwie.

Nie będę owijała w bawełnę, od razu wywalę kawę na ławę. Szósty tom cyklu, 'Zagubieni w czasie' to powieść płytka, traktująca zupełnie o niczym, napisana bez polotu, po prostu nudna i nijaka. Melissa De La Cruz napisała tę książkę tylko po to, by jakoś zakończyć serię i zarobić dodatkową kasę. W takim razie ja się pytam, co czeka nas w finałowym, siódmym tomie? Aż strach pomyśleć. Wracając jednak do 'Zagubionych w czasie'. Autorka leje przysłowiową wodę, nie sypie konkretami, a wręcz przeciwnie - na siłę próbuje rozciągnąć fabułę, stosuje nieudane tricki i nie wiadomo co jeszcze. Język pozostał ten sam co zawsze - ciekawy i lekki. Fabuła, jak już wspomniałam, to totalny niewypał, a akcja woła o pomstę do nieba. Pani Melisso, naprawdę. Jak można było aż tak zepsuć naprawdę dobry cykl? No jak?!

Cóż ja mogę więcej rzec? Jestem naprawdę mocno rozczarowana. Poprzednie części ogromnie mnie urzekły, czytało się je fantastycznie, lekko, stanowiły genialną rozrywkę. A tutaj? Sama nie wiem, czy mam się śmiać czy płakać. Szósta część Błękitnokrwistych jest po prostu żałosna. Czytając ją, nie czułam magii, tak bardzo charakterystycznej dla tej serii. Smutna to prawda, no ale cóż. Jednym z największych minusów jest według mnie związek Schuyler i Jacka - no dobrze, może faktycznie bardzo się kochali, ale zamiast tryskać energią i żywotnością, typową dla młodych osób, oni zachowywali się jak stare, dobre małżeństwo. Byli przygaszeni, nudni i przepełnieni bólem. Jedynym światełkiem w tunelu okazała się moja ukochana Mimi - jako jedyna z postaci zupełnie się nie zmieniła, wciąż była tą samą wredną, irytującą, umiejącą postawić na swoim dziewczyną. Uwielbiam tę wampirkę, jest bardzo charyzmatyczną i wartą uwagi postacią. Wielbię panią Cruz za wspaniałe nakreślenie jej sylwetki. No mistrzostwo, i tyle. W tej części Mimi w końcu pokazała swoje uczucia, mogliśmy dowiedzieć się, że pomimo jej zimnej i lodowej postawy, ona również potrafi cierpieć i kochać. Nareszcie panna Force stała się bardziej... ludzka.

'Zagubieni w czasie' przeplatają w sobie trzy osobne historie. W niektórych rozdziałach śledzimy poczynania Schuyler, chwilę potem znajdujemy się z Mimi i Oliverem w piekle, zaś co jakiś czas cofamy się razem z Allegrą Van Alen do zamierzchłych czasów w jej osobistych wspomnieniach. Skoro spotyka nas aż tak wiele atrakcji, pomyśleć by można, że nuda nas nie spotka. Nic bardziej mylnego. Wszystko byłoby miło i ładnie, gdyby autorka choć trochę ruszyła głową i zrealizowała swoje pomysły do końca. Gdyby ta powieść nie była taka wymuszona, ale napisana z przyjemnością, tak jak jej poprzedniczki, bez problemu trzymałaby poziom! No zaraz, ale po co się starać, skoro seria ma już dobrą renomę, więc czytelnicy przeczytają wszystko, co tylko się napisze? Cudowne podejście, czyż nie? 'Zagubieni w czasie' są jawną pogardą dla czytelników, Melissa De La Cruz nie zadbała o nas, myślała, że bez szumu obejdzie się, gdy wciśnie nam byle jaki gniot. O nie kochana, tak łatwo nie będzie. Jestem stuprocentowo pewna, że po przeczytaniu tego tomu, wiele osób odwróci się od autorki i nie będzie miało ochoty mieć już nigdy więcej styczności z jej twórczością. Chciała, to ma. Sama jest sobie winna. I nie, wcale nie jest mi przykro. Niestety.

Ha! Znalazłam kolejną zaletę tejże książki! Wiecie co to jest? Na pewno umieracie z ciekawości! Już Wam mówię. No więc, doszłam do wniosku, że jednym z niewielu pozytywów 'Zagubionych w czasie' jest okładka! Tak, doszłam do tego w drodze dedukcji, jestem nieomylna, proszę o owację na stojąco. Ale teraz tak na serio: trzeba przyznać, że szósta część Błękitnokrwistych odziana jest w naprawdę fenomenalną oprawę. Uwielbiam takie mroczne, mistyczne wręcz okładki. Książka od strony technicznej prezentuje się wybitnie, grafikowi nie mam co zarzucić. Co z tego, że treść jest beznadziejna, cieszmy oczy okładką!

Serię Błękitnokrwistych autorstwa Melissy De La Cruz albo się kocha, albo się nienawidzi. Do tej pory należałam do tej pierwszej grupy. Pierwsze części cyklu były naprawdę fenomenalne, oryginalne i świeże. Przy tomie szóstym coś się popsuło. Nie wiem, czy autorkę zmęczyły jej własne pomysły, czy 'Zagubieni w czasie' zostali napisani po prostu dla kasy. Nie wiem i chyba nie chcę wiedzieć. Rzec mogę tylko jedno: ta część jest fatalna, opowiada o niczym, jest płytka, bezsensowna, i według mnie, w ogóle nie powinna mieć racji bytu. Jeśli teraz jest tak źle, co będzie przy siódmym, ostatnim już tomie przygód Schuyler, Jacka, Mimi, Olivera i całej reszty? Strach się bać. Mam jednak jakąś maluteńką nadzieję, że zakończenie przyprawi nas o zawrót głowy, w pozytywny rzecz jasna sposób. Liczę, że autorka nas zaskoczy, i chcę w to wierzyć. Bo, jak to mówią... wiara czyni cuda, czy coś takiego.

Ocena: 4/10 (jestem zbyt sentymentalna...)

„Zwykle to, czego szukamy, mamy tuż pod nosem.”

16 komentarze:

Catalina pisze...

Niestety, znam ten ból gdy dobry autor wciska totalnego gniota. Może warto jeszcze nie skreślać tej autorki? Mam nadzieję że uda mi się kiedyś przeczytać serię i wyrobić sobie opinię, pozdrawiam :)

Samash pisze...

Recenzje pierwszych części były bardzo pozytywne, więc chyba się skuszę :) Może mi się spodoba ten tom ^^

kasandra_85 pisze...

Sporo skrajnie różnych ocen dotyczących tej serii. Sama nie wiem czy ją przeczytam, choć nie miałabym nic przeciwko spróbować. Pozdrawiam:)

Jane pisze...

Jak już powiedziałaś, okładka cudowna. Tej części akurat nie czytałam i zastanawiałam się, czy kupić. Po przeczytaniu Twojej recenzji na razie nie będę biec do sklepu, ale i tak wiem, że w najbliżej przyszłości ciekawość wygra. ;)

Fonin pisze...

Uwielbiam okładki tej serii. I jak na razie tylko okładki. Jak większość książek i ta chwilowo tylko podziwiam i mam nadzieje, ze kiedyś po nie sięgnę. Mam nadzieje, że pierwsze tomy spodobają mi się tak jak tobie, a ten jakoś zniosę :D.

Elen pisze...

Po przeczytaniu pierwszego tomu serii zarzekałam się, że już nigdy więcej i jak na razie zdania nie zmieniam :D

Ceisha pisze...

Kiedyś natknęłam się na tą serię. Niedawno znowu. Pierwsze wzmianki były pozytywne (choć delikatnie). Druga już nie. Zaufam tej drugiej. Niepotrzebne mi zbędne ryzyko.
Pozdrawiam ;)

giffin pisze...

O rany, wielka szkoda. No ale zawsze możesz udawać, że ta część nie istnieje i nadal lubić całą serię :) Ja jeszcze jej niestety nie znam.

cyrysia pisze...

Nie miałam jeszcze okazji poznać tej serii, ale bardzo mnie ona ciekawi. Widzę, że powyższa książka nie wywołała u ciebie zbyt wielkich emocji. Może to jest spowodowane tym, iż jest to szósty tom z kolei i już nic nie jest w stanie cię zaskoczyć, tak jak na początku? Ja jednak mimo wszystko zaryzykuje i chętnie poznam cały cykl, jak nadarzy się okazja.

kayu manis pisze...

Nie czytałam tej serii, mimo tego że cztery pierwsze tomy leżą u mnie na półeczce nie tknięte. I jak narazie nie mam zamiaru.!

Zła Zołza pisze...

Zachęciłas mnie do przeczytania wcześniejszych tomów, jeszcze nie miałam okazji, a tak niestety bywa, że kolejne części są słabsze, pisane na siłę, może wydawnictwo naciska i autor nie ma czasu na rozwijanie własnych pomysłów, albo liczy na dodtakowy dochód - kto to wie ?
Pozdrawiam

Basia ♥ pisze...

Okładka mi się podoba, ale na razie ją sobie odpuszczę ;) Mam dużo książek do przeczytania :)

Gosiek ♥ pisze...

A mi się wgl ta seria nie podoba.

Nightmare pisze...

Nienawidzę właśnie tej cechy autorów, chciwości, a zero pasji i pomysłu. Mimo, że wiele osób nie było zadowolonych z postawy J.K. Rowling, która dała im do zrozumienia, że nie napisze więcej tomów o Harrym Potterze, mnie się bardzo spodobała. Po co pisać na siłę, kiedy nawet nie ma się pomysłu. Chociaż trochę brakuje mi jej pióra i nie obraziłabym się gdyby napisała coś jeszcze. Co do serii Błękitnokrwistych to nie miałam jeszcze przyjemności jej przeczytać i zbytnio mnie do niej nie ciągnie. Pozdrawiam;) Cudowna recenzja, jak każda. Uwielbiam czytać twoje recenzje.

miqaisonfire pisze...

No cóż, dzięki Twojej recenzji wiem, że warto przeczytać 5 pierwszych tomów, a po 6 już niekoniecznie sięgać. Ale wielka szkoda, że autorka tak zawiodła swoich fanów...

Patiopea pisze...

Szkada, że najnowsza część Błękitnokrwistych Cię zawiodła. Osobiście kocham tą serię, po mimo, że doczytałam do drugiej szęśći (a na mojej półce czeka już reszta), sama oceniać nie mogę, poniewać jak już wspomniałam, nie doszłam do tej części. Mam jednak nadzieje, że w takim razie chociaż ostatnia część będzie fenomenalna i uda jej się przebić wszystkie swoje poprzedniczki. Mam nadzieje, że finał nie zawiedzie żadnej z nas :)
Serdecznie pozdrawiam,
Pati ^^

Prześlij komentarz