02 czerwca 2012

Robyn Carr - Ulotne chwile szczęścia

Szczęście szczęściu nie równe. Istnieje wiele definicji, które mogłyby określać to słowo. Ale jedno łączy te wszystkie szczęścia: ich ulotność. Żyjemy na takim świecie, gdzie nic nie trwa wiecznie. Jednego dnia możemy być ludźmi spełnionymi, zadowolonymi z życia, mającymi wszystko, czego tylko dusza zapragnie. Drugiego zaś wszystko może zwalić się na naszą głowę i zrobić z nas ludzi nieszczęśliwych, z wieloma problemami i troskami. Dlatego właśnie tak ważne jest cieszyć się każdą minioną chwilą. Bo coś, co się wydarzyło, może się nigdy więcej nie powtórzyć. Doceniajmy to, co daje nam los, nie tęsknijmy za czymś, co nie jest nam pisane, na co nie mamy żadnego wpływu. Inaczej nasz żywot będzie ponury i bezsensowny. Uwierzcie mi, wiem co mówię.

Vanessa była w siódmym miesiącu ciąży, kiedy jej mąż Matt zginął na wojnie. Od tego czasu kobietą opiekuje się najlepszy przyjaciel zmarłego, Paul. Mężczyzna praktycznie porzucił całe swoje dotychczasowe życie, byleby tylko móc pomóc żonie przyjaciela. Troszczy się o nią z wielu powodów - przede wszystkim dlatego, że od zawsze ją kocha. Ona czuje do niego to samo. Po śmierci Matta spędziła z Paulem wiele miłych chwil. Zawsze mogła na niego liczyć. W czym więc tkwi problem? On kocha ją, a ona jego. Lecz żadne z nich nie jest w stanie ujawnić temu drugiemu, co tak naprawdę czuje. Po drodze wypływają jeszcze inne drobne komplikacje - okazuje się, że Paul ma zostać ojcem. Jak wyjaśnią się niektóre sprawy? Jak długo potrwa ich udręka? Czy kiedykolwiek będzie dane im być razem? Aby uzyskać odpowiedzi na powyższe pytania, serdecznie zapraszam do lektury 'Ulotnych chwil szczęścia' autorstwa Robyn Carr.

'Ulotne chwile szczęścia' to typowa lekka, wakacyjna lektura, idealna na długie gorące popołudnia przy szklaneczce mrożonej herbaty i kawałku ciasta z truskawkami (właśnie pociekła mi ślinka...). Lekki wietrzyk, prażące słońce, wygodny leżaczek, ciemne okulary i ciekawa książka. Coś wspaniałego, czyż nie? Wracając jednak do tematu. Robyn Carr operuje językiem prostym i łatwym do przyswojenia. W tej powieści nie ma nic szalenie ambitnego, jest to po prostu zwyczajna opowieść o miłości i ludzkich problemach. Po lekturze 'Ulotnych chwil szczęścia' nie będziemy nękani nagłymi refleksjami, nie wyniesiemy z niej również żadnych konkretnych nauk. Jestem jednak zdania, że tego typu książki są nam potrzebne, aczkolwiek, nie w nadmiarze. Wszystko w odpowiedniej dawce jest dobre, wszystko jest dla ludzi. Czasami warto jest zapoznać się z tego typu lekturą, choćby dla paru chwil błogiej rozkoszy i odpoczynku. Dzięki tej książce możemy oderwać myśli od własnych problemów, a skupić się tylko i wyłącznie na sytuacji bohaterów książki. Taka mała odskocznia momentami się przydaje, mam rację?

Tej książce nie ma co zarzucić, bo patrzy się na nią z przymrużeniem oka - jak zresztą na każdą powieść tego typu. Jest to zwyczajna, prosta, banalna opowieść, od której oprócz chwili rozrywki i ukojenia, niemalże niczego się nie wymaga. To nie jest książka, dzięki której zmuszeni będziemy wznieść się na wyżyny intelektu, nie. Jej jedynym zadaniem jest nas oderwać od rzeczywistości i lekko odstresować. Nie jest to jednak dzieło totalnie bezwartościowe, co to to nie. Pokazuje potęgę miłości, wartość przyjaźni, ukazuje wiele sytuacji wyjętych prosto z życia codziennego. 'Ulotne chwile szczęścia' czyta się w tempie ekspresowym, coraz to nowsze losy bohaterów przelatują nam przez palce. Fabuła jest miła i sympatyczna, akcja zaś jest dość wartka. Czego więc chcieć więcej? Wiem. Drinka z palemką!

Niezwykle przypadli mi do gustu bohaterowie. Wbrew pozorom nie byli oni puści i byle jacy, ale ich sylwetki zostały świetnie nakreślone, każde z nich miało swój oryginalny, niepowtarzalny charakter, stworzeni zostali po prostu z rozmysłem. Przede wszystkim urzekł mnie fakt, iż wszyscy mieszkańcy miasteczka Virgin River znali się nawzajem, przyjaźnili się, żyli w zgodzie i cieple. Ich relacje były fenomenalne, zachowywali się jak jedna, duża rodzina. Czyżbym właśnie odkryła urok życia w malutkim miasteczku? Być może. Skupmy się jednak na bohaterach. Zarówno Vanessa jak i Paul przypadli mi do gustu. Vanni to silna i mądra kobieta, Paul zaś to człowiek umiejący walczyć o swoje, niezwykle pozytywny i czuły. Oni i ich przyjaciele to osoby niesamowicie towarzyskie, lgnące do innych ludzi. Bardzo mi się to spodobało. Irytowała mnie zaś teściowa głównej bohaterki, która to po śmierci syna na siłę chciała zeswatać z kimś swoją synową. Jej bezczelność i upór nie znają granic, wszystko musiało być tak, jak ona tego chciała. Wkurzająca baba i tyle. Nie lubię takich osób. Każdy ma prawo decydować o własnym życiu, a nie słuchać się zaleceń innych. To my jesteśmy panami naszych losów, więc żyjmy tak, jak chcemy. I to by było na tyle w tej sprawie.

Nie tylko treść jest niezwykle optymistyczna, ale również oprawa graficzna książki. Okładka już w pierwszej chwili skojarzyła mi się z odradzającą się przyrodą, wiosenno - letnim spokojem i duchowym błogostanem. Poczułam woń pierwszych wiosennych kwiatów i po prostu się rozmarzyłam... Wiosną odradza się przyroda, przychodzi także czas na nowe miłości. Cóż więc możemy wywnioskować z okładki tejże powieści? Już na pierwszy rzut oka widać, że opowieść zawarta na stronicach książki będzie delikatna niczym wiosenny wiaterek, a zarazem gorąca, niczym promienie letniego słońca. Niesamowite.

'Ulotne chwile szczęścia' to miła, lekka opowieść o sile miłości, przyjaźni i trudnych życiowych decyzjach. Napisana spójnym i prostym językiem, bogata w ciekawą fabułę i emocjonujące wydarzenia, idealna na długie wakacyjne popołudnia. Mało ambitna opowieść, pozwalająca oderwać się na chwilę od ponurego, szarego świata codzienności, pozwalająca skupić się czytelnikowi na problemach bohaterów. Ciepła, kojąca historia. Polecam ją szczególnie osobom, które miałyby ochotę się trochę rozerwać i ukoić czymś zszargane stresem nerwy. Do lektury zachęcam zarówno panie jak i panów, bo każdy znajdzie w 'Ulotnych chwilach szczęścia' coś dla siebie.

Ocena: 8/10

„Kiedy czegoś bardzo chcesz, nic się nie udaje, a kiedy nie chcesz, przychodzi zupełnie niespodziewanie i w nadmiarze.”

10 komentarze:

Kobra pisze...

Oh, koncert Adasia w Polsce... Kiedy się o tym dowiedziałam to, serio, się poryczałam. Niestety jestem z Warszawy, więc to kawałek a mi zdrowie niedopisuje. Mogę mieć tylko nadzieję, że odbędzie się jakaś relacja na Vivie albo coś

cyrysia pisze...

Książkę czytałam i bardzo mile ją wspominam. Taka ciepła, relaksująca powieść.

Larysa pisze...

Dużo dobrego słyszę o tej książce, więc kto wie :)

Kobra pisze...

A Ty się wybierasz na koncercik?
Ja ostatnio oglądam nagrania z różnych koncertów i normalnie mi dech zapiera i płakać się chce jak sobie pomyślę, że mogłabym na wlasne uszy usłyszeń ten głos, na własne oczy zaobaczyć tą twarz, włosy, uśmiech, taniec... Eh

giffin pisze...

Szczerze mówiąc raczej średnio przepadam za tą autorką i jeśli sięgnę po jej książkę to chyba dopiero za jakiś czas :)

Nightmare pisze...

Piszesz cudowne recenzje. Mam nadzieję, że z czasem i moje będzie czytać się w miarę płynnie. Co do książki to na pewno poszukam w bibliotece. Lubię czasami przeczytać takie ciepłe książki. Już nie mogę się doczekać wakacji kiedy będę miała dużo wolnego czasu na czytanie książek.

Anne18 pisze...

Zapraszam na nowy wpis. Dobra recenzja

natkawes pisze...

Lubię takie książki. Tę akurat czytałam i spędziłam miło z nią czas :)

Nika pisze...

Niestety, książka raczej nie w moim stylu. Muszę mieć naprawdę wielką chęć, żeby czytać takie romanse/obyczajówki. Często nie mam do nich cierpliwości. Ale może kiedyś, jak już przeczytam wszystkie książki, które zalegają mi na półce... czemu nie?

Pozdrawiam!

little.decoy7 pisze...

Zapowiada się ciekawie. Może kiedyś ;)
Pozdrawiam!

Prześlij komentarz