10 lipca 2012

Jodi Picoult - Przemiana

Wyobraź sobie, że Twoja rodzina zostaje wymordowana przez jednego człowieka. Razem z Tobą pozostaje jedno, jeszcze nienarodzone dziecko. Kilkanaście lat później okazuje się, że Wasz jedyny skarb, jedyna pamiątka po zmarłej rodzinie, najukochańsze dziecko, ma ogromne problemy zdrowotne - serce maleństwa po prostu zaczyna wysiadać. Jedyną nadzieją jest przeszczep, ale jak się okazuje, nie ma odpowiedniego dawcy. W tym momencie odzywa się osoba, której nienawidzisz najbardziej na świecie. Morderca, człowiek, który pozbawił Cię szczęśliwego życia. Chce on, by to jego serce biło w piersi Twego dziecka. Co robisz? Unosisz się dumą i trwogą, i nie przystajesz na ten układ? Czy może pomimo honoru ratujesz swój skarb? Przed tak trudnym wyborem stanęła główna bohaterka powieści 'Przemiana', autorstwa amerykańskiej pisarki Jodie Picoult, June Nealon. Jak Ty postąpiłbyś w obliczu takiej tragedii? Czy uratowałbyś życie swej pociechy mając przed oczyma wizję, że do końca jej dni, będzie nosiła w sobie cząsteczkę osoby, przez którą zawalił się Twój świat? Wybór niezwykle trudny, a przede wszystkim: odpowiedzialny. Wybór, którego nie będziesz mógł później zmienić.

'Przemiana' to już moje dziewiąte spotkanie z mistrzynią słowa pisanego, Jodi Picoult. Każda jej książka stanowi dla mnie zagadkę, uwielbiam czytać wszystko, co wyszło spod jej pióra. Picoult to mądra kobieta, która umie napisać dobrą powieść na trudny dla ludzkości temat. Podziwiam ją, i za każdym razem zachwycam się jej genialną wyobraźnią, sposobem rozumowania i inteligencją. Niestety jednak, tym razem nie mogę powiedzieć, że jej kunszt powalił mnie na kolana. 'Przemiana' okazała się być pozycją dużo słabszą od innych powieści tej autorki, z którymi miałam okazję się zapoznać. Jest to książka trudna, owszem, ale bogata w absurdalne sytuacje i pomysły zerżnięte... od samego Stephena Kinga!

Oj zawiodłam się tym razem, zawiodłam. I to naprawdę mocno. Przede wszystkim, za mało mi było twórczości Picoult w tej książce. Brzmi absurdalnie? I dobrze! Tak właśnie miało być. Przyzwyczajona jestem do jednego schematu jej powieści, nauczyłam się, jak czytać pomiędzy wierszami w książkach tej autorki. Do cholery, przeczytałam już osiem jej książek, a tu nagle taka niespodzianka! Do tej pory wiedziałam, z czym dzieła Jodi 'się je'. Tym razem jednak nie mogłam przyzwyczaić się do dziwnej fabuły, która powstała w głowie autorki, a następnie została byle jak spisana. Tak, byle jak! Dobrze czytacie! Pierwszy raz zarzucam coś tak mocnego Picoult. Po pierwsze, zabrakło mi w 'Przemianie' emocji. Główna bohaterka, której dziecko stało jedną nogą w grobie, bardziej martwiła się codziennymi sytuacjami i unosiła się dumą, niż próbować je ratować. Ta książka powinna w dużej mierze traktować głównie o życiu rodziny June Nealon, ale tak niestety nie było. Autorka skupiła za to całą swoją uwagę na mordercy, Shay'u Bourne, który to już od jedenastu lat siedział w więzieniu i czekał na wyrok. Picoult w nieumiejętny sposób próbowała ukazać czytelnikowi psychikę zbrodniarza, poświęciła mu zbyt dużo uwagi, co nie wyszło jej na dobre. Absurdalnym pomysłem było dla mnie uznanie Shaya za wcielenie Mesjasza. Ksiądz, który udzielał mu ostatnich rad przed śmiercią, totalnie zbzikował i uwierzył, że Jezus ponownie przyszedł na świat. No rany boskie! Czegoś tak głupiego, psychicznego i po prostu żałosnego dawno nie słyszałam! Po prostu, gotowało się we mnie, gdy czytałam o tych wszystkich głupotach. Picoult, zamiast po prostu skupić się na sytuacji biednej, rozdartej matki umierającej dziewczynki, zaczęła tworzyć jakieś dyrdymały na tematy religijne! No zabijcie mnie, ja Was proszę. O mało nie umarłam ze śmiechu. Za dużo w 'Przemianie' jest o religii i innych, mało istotnych szczegółach. To nie ta Jodi, którą do tej pory znałam, oj nie.

Kolejną, bardzo irytującą wadą tejże powieści jest, jak już wcześniej wspomniałam, wątek zerżnięty prosto z 'Zielonej mili' Stephena Kinga. Tak jak i w książce mistrza grozy, pojawia się tutaj wątek cudownej działalności więźnia. W 'Zielonej mili' John Coffey uzdrowił mysz, w 'Przemianie' Shay Bourne - ptaka. Oboje czynili niewyjaśnione rzeczy, oboje byli oskarżeni o zabójstwo, oboje zostali skazani na śmierć - tyle, że Coffey tak naprawdę był niewinny, zaś Bourne - tak. Uderzające podobieństwo, opisy sąsiadów z cel, wyżej wspomnianych cudów, zbieżność niektórych sytuacji - czy to nie dziwne? Jak dla mnie, bardzo. Gdyby ktoś miał jakieś 'ale', mogę od razu powiedzieć, że King napisał swą powieść w 1996 roku, zaś Picoult swoją w 2008. Ma ktoś coś na jej obronę? Chyba nie. Ale ja jestem niezmiernie zaskoczona. Oczywiście, negatywnie.

Co fakt, to fakt - powieść napisana jest klasycznym językiem Picoult: lekkim, ale niebanalnym, wzbudzającym ciekawość i miłym w odbiorze. Każdy rozdział pisany jest z punktu widzenia innego bohatera, przez co możemy przyjrzeć się danym sytuacjom dogłębnie, spojrzeć na nie z różnych perspektyw. No właśnie, bohaterowie. I oni nie zachwycają. Żadne z nich nie zyskało mojego serca, z żadnym nie potrafiłam się zżyć - a do tej pory, przy czytaniu powieści Picoult, robiłam to automatycznie. Żyłam życiem bohaterów, płakałam i śmiałam się razem z nimi. W przypadku 'Przemiany' tak niestety nie było. Zachowania Shaya czy Michaela doprowadzały mnie do szewskiej pasji, do samo mogę powiedzieć o June. Delikatną nić sympatii wzbudziła we mnie Claire, córka wcześniej wspomnianej bohaterki. Jako jedyna okazała się być dosyć realną postacią, rzeczywistą. Czego o innych powiedzieć nie mogę. No cóż, zawiodła mnie Picoult na całej linii. Przykro mi to mówić, no ale taka prawda.

'Przemiana' to jedno z największych rozczarowań ostatnich miesięcy. Jodi Picoult, autorka do tej pory przeze mnie wielce wielbiona, napisała książkę badziewną, która potencjalnie mogła mieć jakiś potencjał, jednak Amerykanka go nie wykorzystała. Pomysł był, ale spalił na panewce. Niektóre fragmenty są tak absurdalne, że aż wołają o pomstę do nieba. Jest to moje dziewiąte spotkanie z twórczością Jodi, i jak dotąd, najmniej udane. Nie polecam tej książki, nawet fanom autorki. Ja jednak nie zamierzam się zrażać, bo skoro osiem powieści mi się spodobało, a tylko jedna nie - coś w tym musi być! Każdy autor może spłodzić coś... kompromitującego, takiego właśnie jak 'Przemiana'. Jodi Picoult z pewnością dostanie ode mnie kolejną szansę. ja się tak łatwo nie poddaję!

Ocena: 4/10

„Jeżeli chcesz się naprawdę dowiedzieć, co czyni człowieka mordercą, zastanów się, co ciebie mogłoby skłonić do zabicia drugiego człowieka.”

19 komentarze:

Anne18 pisze...

Miałam ochotę na przeczytanie tej ksiązki. Jednak po Twojej recenzji muszę się zastanowić czy warto. W książce brak emocji ? Niedobrze . Ta autorka do tej pory fundowała mi zawsze nadwyżkę emocji . Szkoda.

Lenalee pisze...

Wow, strasznie słaba ocena tej książki, aż jestem w szoku. Gusta są różne, ale jeszcze nigdy nie spotkałam się z tak negatywną opinią jakiejkolwiek książki Picoult. Oczywiście, że bywały niezbyt pochlebne, ale ta jest po prostu najbardziej negatywna, z jaką się spotkałam. ;) Nie czytałam jeszcze tej książki, więc nie mogę odnieść się do Twojej recenzji, ale zaintrygowały mnie dwie rzeczy, o których napisałaś: to, że pomysł "zerżnęła" od samego Kinga oraz zachowanie głównej bohaterki, która jakoby bardziej przejmuje się codziennymi sprawami, niż zdrowiem dziecka. To mnie najbardziej zdziwiło, bo w każdej książce Picoult, jaką czytałam, nigdy coś takiego nie miało miejsca (główna bohaterka, ew. rodzice najbardziej skupiali się właśnie na własnym dziecku). I właśnie dlatego mam jeszcze większą ochotę na tę książkę, bardziej niż wcześniej, bo już dawno zaplanowałam sobie przeczytanie wszystkich książek Picoult. ;) Poza tym czytając opis i Twoją recenzję, zdania o fabule, wydaje mi się, że Jodi bardzo dobrze postąpiła, skupiając się na mordercy, bo według mnie w tym wypadku to może być bardzo ważny aspekt tej książki, ale faktycznie - jeżeli jest to ponad miarę, to kiepsko. No i nie podoba mi się to, że tak dużo religijnych odniesień jest w tej powieści. Jeżeli faktycznie jest tak, jak napisałaś, to nieźle się natrudzę, czytając tę książkę. Nienawidzę jakichkolwiek wątków religijnych w książkach, staram się takich powieści unikać. Niemniej i tak sięgnę po tę książkę, nie zraziłabym się nawet bardziej negatywną recenzją od Twojej. :)
Pozdrawiam!

Fonin pisze...

Zdecydowanie, całkowicie nie! Już dawno postanowiłam nie czytać książki tej autorki. I nie przekonała mnie lektura "Drugiego spojrzenia", które mi się bardzo podobało. Może jestem za bardzo dojrzała, ale po prostu nie podobają mi się tematy przez nią poruszane. Mimo iż ogólnie zarys fabuły jest całkiem intrygujący to jednak spasuje. Kompletnie odrzucają mnie te religijne odniesienia.

cyrysia pisze...

Zaskoczyłaś mnie trochę negatywną notą tej książki, ale ja osobiście nie czuje się do niej zrażona. Lubię twórczość Jodi, więc mimo iż czasami ma ona swoje ,,gorsze'' momenty zawsze chętnie czytuje jej dzieła i tak też zamierzam zrobić i w tym przypadku.

miqaisonfire pisze...

Tym razem Twoja recenzja mnie naprawdę bardzo zaskoczyła. Nie spodziewałam się, że Picoult okaże się taka... słaba? Niedobrze to wróży.

Samash pisze...

Zaskoczyłaś mnie. Choć każdy pisarz ma jakąś słabą książkę. Jednakże i tak muszę, no po prostu muszę w końcu przeczytać jakąś jej książkę :)

versatile pisze...

Twóczości Jodi Picoult stale jakoś mnie nie przekonuje, jestem natomiast pewna, że sięgnę po "Bez mojej zgody", jednak inne powieści tej autorki chyba sobie daruję.

Po obejrzeniu pierwszego odcinka Pretty Little Liars również byłam niesamowicie zdziwiona, że zawierał on cały pierwszy tom serii. Dlatego po następnym odcinku zdecydowałam się, że najpierw przeczytam książki, a dopiero potem wezmę się za ekranizację, bo nie lubię znać z wyprzedzeniem fabuły :)
Cieszę się, że zakładki już doszły i się spodobały :)

Aneta Wojtiuk (Meow) pisze...

Pomysł jest dobry. Ale po porównaniu do "Zielonej Mili" zaczynam mieć pewne obawy. I "Zieloną..." mam w planach tak jak "Przemianę" i nie wiem co teraz zrobić. Skoro czytając te dwie powieści mogę odruchowo porównywać je do siebie to coś jest nie tak!
Muszę przyznać, że Twoją recenzję, choć niepochlebną, czytało mi się bardzo dobrze.
Co do samej książki, zapewne ją przeczytam, ale nie prędko.
I muszę dodać, że bardzo podoba mi się szata graficzna, która sprawia, że aż chce się tu zaglądać. ;)

Azumi pisze...

Racja, każdemu autorowi czasem trafi się słabsza książka. W każdym razie nie czytałam nic Jodi Picoult i nie zamierzam tego zmieniać. Jakoś nie ciągnie mnie do jej powieści;)

Klaudia Bacia (Klaudia Karolina Klara) pisze...

Czytałam jej jedną książkę "Tam gdzie ty". Nawet mi się podobała, miała jakiś morał, była ciekawa, jednak dość ciężka jak na moje gusta. Słyszałam, że Picoult pisze książki na jedno kopyto, wszystkie są podobne. Jak na razie nie miałam okazji tego zweryfikować, lecz spróbuję.

Anonimowy pisze...

Skąd wzięłaś taki piękny szablon?:* Bo też zakładam bloga na blogspocie i chciałabym wiedzieć,gdzie można takie znaleźć,z góry dzięki.

Cinnamon pisze...

Oj, mnie też bardzo zawiodła ta książka, w ogóle mi się nie podobała... A czytałam ją dwa lata temu, długo przed poznaniem "Zielonej mili", dlatego jestem zszokowana tymi podobieństwami, które wyłapałaś. Tak rzeczywiście jest! Co w ten sposób chciała udowodnić Picoult?
Cóż... Książka ta to zupełny niewypał, ale ogólnie reszta powieści jest w porządku - oczywiście jeżeli czyta się je z umiarem.
Pozdrawiam :)

Sol pisze...

Mam ochotę na książkę napisaną przez tą autorkę :) Jednak nie będzie to ten egzemplarz, skoro nie polecasz :P

Kasiek pisze...

Nie zgadzam się z oceną tej książki, przeczytałam wszystkie ksiażki autorki wydane w Polsce i tej ksiązki nie nazwałabym slabszą... ale oczywiście różne gusta są.

Czy autorka "zerżnęła" z Kinga... nihil novi sub sole... wszystko już kiedyś było.

A tak BTW przeczytaj ponownie pierwszy akapit bo jak sądzę wkradł się bład logiczny

marichetti pisze...

Wszyscy tak chwalą panią Jodi, ale widzę że ta książka jednak jej do końca nie wyszła.. ;)
Pozdrawiam!

Rozz pisze...

Wstęp wydał mi się bardzo ciekawy. Nie miałam do czynienia jeszcze z twórczością tej pisarki, jednak pytania zadane na początku postu sprawiły, że wczułam się w sytuację i zaczęłam zastanawiać. Po książkę pewnie kiedyś sięgnę, jednakże z pewnością nie będzie to wtedy, gdy postanowię spędzić miłą noc z literaturą. Czuję, że wywołałaby ona na mnie wielkie wrażenie.

Jane pisze...

Po przeczytaniu Twojej recenzji i tak jestem zaskoczona, że książkę oceniłaś AŻ na 4/10. ;)

"Przemiany" pewnie nie przeczytam, bo nie lubię skopiowanych pomysłów i poplątanych filozofii.

Aleksandra Świerczek (Lena173) pisze...

Wydaje mi sie, ze trochę przesadzasz z tą zbieżnością.. Na tej podstawie można by postawić zarzuty co drugiej książce... Nie mówię tego dlatego, że lubię Picoult.. Tej książki jeszcze nie czytałam...

Dominique pisze...

Tej autorki przeczytałam tylko "Bez mojej zgody " i chyba na tym poprzestanę .. ksiązki strasznie mnie męczą ..xD

Wpadnij do mnie

Prześlij komentarz