25 sierpnia 2012

Krzysztof Bielecki - Defekt pamięci

Pisanie kilku stron tekstu dziennie może nie wydaje się być wielką katorgą, jednak gdyby od tego zależał nas los, stałoby się to, delikatnie rzecz ujmując, nieco uciążliwe. Wyobraźcie sobie, że Wasze życie uzależnione jest od tych drobniuteńkich, czarnych znaczków. Bez nich nadeszłaby katastrofa. Objawy byłyby dla każdego z nas inne. Jednemu zacząłby się zmieniać wygląd fizyczny, drugiemu zaś charakter. Gdyby nie zapisanie określonej ilości stron, świat ogarnęłyby katastrofy różnej maści - od trzęsień ziemi, przez powodzie, aż po napady terrorystyczne. Pisanie byłoby jedynym sposobem na zapobiegnięcie, co tu dużo mówić, końca świata. Czy chcielibyście zakończyć swój żywot z powodu kilku niezapisanych stron? Śmierć niezwykle ciekawa, ale jakże... głupia? Bezsensowna? Słowo pisane ma moc, słowo pisane to potęga. I choć wiemy o tym nie od dziś, właśnie w tej chwili możemy naprawdę je docenić.

Kool Autobee ma niezwykły problem. Za jego sprawą doszło do zawalenia się wiaduktu i całej serii względnie niepowiązanych ze sobą wypadków. A wszystko przez fakt, iż nie zapisał swej dziennej porcji tekstu. Jest do tego zobowiązany, gdyż jest tak zwanym Piszącym. Tacy ludzie mają za zadanie zapisać określoną ilość stron, by móc uchronić świat i samych siebie od przeróżnych wypadków. Kool musi dzielić swój czas pomiędzy codzienne obowiązki, a pisanie swych dwóch stron tekstu dziennie. Dzięki tej czynności poznaje nowe miejsca i ludzi, przez co jego dotychczas uporządkowane życie totalnie staje na głowie i zmierza w nieprawdopodobnym kierunku.

Literatura polska nie przemawia do mnie, a nawet od siebie odrzuca. Tyle już razy sparzyłam się na twórczości naszych rodaków, że sięgnięcie po dzieło jakiegoś Polaka czy Polki jest w moim przypadku, aktem desperacji. Bardzo poważnym aktem desperacji. Nic nie poradzę na to, że mam awersję do rodzimej literatury. Przypadek ze mnie beznadziejny, ale cóż mogę na to poradzić. No, ale wróćmy do tematu. 'Defekt pamięci' autorstwa Krzysztofa Bieleckiego to kolejne nieudane spotkanie z polską twórczością. Spotkanie szybkie, błyskawiczne wręcz, opiewające w znudzoną minę i myśli typu: 'Boże, dlaczego ja?'. Bardzo mocny zawód, gdyż akurat po tej książce (książeczce?) oczekiwałam wiele. Niebanalny pomysł na fabułę zachęcił mnie do lektury. Powinnam była być ostrożna, gdyż polska fantastyka sięga głębiej niż dno. Jednak nie posłuchałam głosu aniołka na swym lewym ramieniu, oj nie. Tym razem przemówił do mnie diabeł, który nakazał mi zagłębić się w 'Defekt pamięci'. Zaskoczę Was stwierdzeniem, iż miałam ochotę pseudodzieło Bieleckiego wywalić przez okno? Chyba nie.

'Defekt pamięci' to książka napisana językiem banalnym i lakonicznym. Pierwsza wada zaskoczyła mnie już na samym początku, jednak postanowiłam się nie zrażać. Potem miało być tylko gorzej. Fabuła, która zapowiadała się tak niezwykle ciekawie i oryginalnie, okazała się być krytycznie beznadziejną. W niektórych momentach odnosiłam wrażenie, że sam autor nie wie, o czym pisze. Kompletny brak profesjonalizmu kłuje w oczy, wątki zawarte w powieści są płytkie i nieciekawie rozwinięte, zaś akcja wlecze się niczym najwolniejszy ślimak. Sięgnęłam po tę książkę pełna nadziei, która kiełkowała we mnie świetliście. Zawód był okrutnie bolesny, ale nie ukrywam, po cichu właśnie tego się spodziewałam. Wrogie nastawienie robi swoje, powiecie. Może coś w tym jest, ale szczerze mogę wyznać: 'Defekt pamięci' to książka, która mogła mieć jakiś potencjał, jednak autor zupełnie tego nie wykorzystał. Ciekawy pomysł został zniszczony, a niektóre sytuacje zostały stworzone na siłę. Jest płytko, pusto i po prostu beznadziejnie. Trzy razy nie, dziękujemy.

Sądzicie, że takie narzekanie sprawia mi radość? Może tylko troszeczkę. Serce mnie boli na myśl, że Polacy nie potrafią stworzyć naprawdę dobrego dzieła. I nie, nie wrzucam tutaj wszystkich autorów do jednego worka, ale prawdę musicie mi przyznać. Na naszym rynku wydawniczym nie widać żadnej powieści, która nadawałaby się na światowy rynek wydawniczy. Oczywiście wyłącznie według mojego mniemania. Jak już wcześniej wspomniałam, Krzysztof Bielecki miał dobry pomysł na swoją książkę, ale nie wykorzystał tego. Może gdyby do tej pozycji włożono troszeńkę serca i odrobinkę ducha, nadawałaby się ona do polecania jej innym czytelnikom. Niestety jednak tak się nie stało, nad czym wielce ubolewam. 'Defekt pamięci' nie ma w sobie żadnego uroku, nie wzbudza żadnych emocji. Jest to jedna z tych lektur, którą się czyta w godzinę, a w kolejną już się o niej zapomina. Autor nie nadał swej powieści wyjątkowości (no, chyba że wyjątkowo pali się w piecu), nie wyróżnia się ona niczym specjalnym, przez co nie zapada w pamięć. Ze spokojną głową możecie przepuścić 'Defekt pamięci' przez niszczarkę. Macie moje błogosławieństwo.

Czy może być jeszcze gorzej? Zawsze może być gorzej, zapamiętajcie to sobie. I tak właśnie dzieje się w przypadku książki Bieleckiego. Bohaterowie, którzy to winni nadawać indywidualny, wyjątkowy, smakowity wydźwięk danej powieści, są szarzy, bezpłciowi, zimni i cholernie niedopracowani. Załamuję ręce i wołam o pomstę do nieba. Kool Autobee, którego imię i nazwisko już od początku mi się nie spodobało, to postać, która absolutnie nie przypadła mi do gustu. Jego sylwetka została słabo nakreślona, zaś on sam jest sztuczny, mało charyzmatyczny i w pewien sposób dziwny. Nie ma się nad czym roztkliwiać, pisać również nie ma o czym. Brak mi słów, by wygłosić beznadziejność tego pana. Nie polubiłam go, momentami wręcz irytował mnie swą głupotą i lekkomyślnością. Katastrofa, jednym słowem. Więcej dodawać chyba nie muszę. O innych postaciach pisać nie będę, bo musiałabym dodatkowo zszargać sobie moje słabiuteńkie nerwy, które wielce sobie cenię. Powiedziałam już chyba wszystko, co było do powiedzenia. Dziękuję za uwagę. Krzyżyk na drogę.

'Defekt pamięci' autorstwa polskiego pisarza, Krzysztofa Bieleckiego, to powieść, która w zalążku miała swoistego rodzaju potencjał, który niestety został niewykorzystany. Kolejna polska pozycja, na której się zawiodłam. Banalny język, nieciekawa fabuła i wlokąca się akcja to tylko nieliczne wady tejże książki. Treść nie zachwyca, oprawa graficzna również. Jedynym pozytywem 'Defektu pamięci' jest ciekawy pomysł na fabułę, który również został niedopracowany, a wręcz zmarnowany. Nie polecam tej książki nikomu. No, chyba że jesteście masochistami i wielbicie czytać coś, co nadaje się tylko i wyłącznie jako dobry lek na bezsenność. Gwarantuję, jeśli nie możecie spać, sięgnijcie po tę opowieść, a przeniesiecie się w krainę snów w tempie natychmiastowym. No więc... dobranoc!

Ocena: 2/10

Kochani, jestem już w Krakowie, także ruszamy z nową dawką recenzji :). Śledźcie uważnie wszystkie nowości! Całuję!

11 komentarze:

Dwojra pisze...

Ojjj, zawiodłam się. Pomysł wyglądał na pierwszy rzut oka genialnie. Co wiecej, początek recenzji zapowiadał coś dobrego, ale im dalej w las, tym - jak widać - więcej wilków. Szkoda, bo pierwsze wrażenie było dobre, a nie ma nic gorszego, jak zniweczyć to, co na pierwszy rzut oka zdaje się nastrajać nas pozytywnie.

Agata pisze...

Ja do tej pory czytałam kilka recenzji tej książki i tytuł został mi w pamięci, opinie były raczej pozytywne, może sama się przekonam, czy do mnie ta książka "przemówi".

A czytając początek Twojej recenzji przypomniały mi się okoliczność powstania "Gracza" Fiodora Dostojewskiego- zobowiązał się on do oddania powieści w określonym terminie, w przypadku niedotrzymania tego terminu wydawca przejąłby prawo to wszystkich jego książek, jakie kiedykolwiek by powstały. Stawka była więc wysoka, na szczęście Dostojewski zebrał się w sobie i chyba miesiąc przed terminem zaczął tworzyć "Gracza". Na szczęście mu się udało :)
Nie zanudzam więcej, pozdrawiam! ;))

Caroline Ratliff pisze...

Agata, absolutnie nie przynudzasz! Dziękuję za przytoczenie tej sytuacji, bardzo mnie zaciekawiłaś i dzięki Tobie wiem więcej :). Bardzo cenny komentarz.

Dwojra pisze...

Agata uświadomiła mi, że i mnie się początek recenzji z czymś skojarzył. A konkretnie to z Misery - Stephena Kinga :)

cyrysia pisze...

Też uważam, że pomysł na fabułę był całkiem oryginalny, lecz nieco legło jego wykonanie, aczkolwiek w moim odczuciu aż tak bardzo tragicznie nie było, lecz oczywiście to wszytko kwestia gustu danego czytelnika.

Agatonistka pisze...

Wstęp bardzo mnie zaciekawił, a później... "Ale jak to? Przecież w tej fabule był potencjał!" Bieleckiego nie znam i pewnie szybko po jego książki nie sięgnę. Co do polskich pisarzy, to też w większości spotyka mnie zawód. Jedyni, których cenię to Sapkowski (który zresztą na rynku zagranicznym widnieje z licznymi sukcesami) oraz Piekara (bardzo go cenię za jego książki o Inkwizytorze). Inni... cóż piszą poprawnie, ale na tym się przeważnie kończy.

GumcioBook pisze...

Z pewnością nigdy nie sięgnę po tę książkę. Nie tylko ze względu na kiepską oceną, ale również z tego, że ta książka nie jest ani trochę w moim guście.

Paula pisze...

Pozostaje mi tylko podziękować za recenzję, bo pomysł na fabułę pewnie przyciągnąłby mnie do tej książki, a tak - będę ją omijać szerokim łukiem ;)

Chabrowa pisze...

Rzeczywiście pomysł na fabułę był strasznie ciekawy. Szkoda, że takie wykonanie.

marichetti pisze...

Dziękuję za ostrzeżenie, będę uważać na tę pozycję ;)

Grafogirl pisze...

A mi się bardzo podobała :D Właśnie nie wywołała senności - wprost przeciwnie. Może początkowo wydawała mi się trochę dziwna, ale z czasem te dziwactwa oraz pewien chaos zaczynały mi się podobać. Może dlatego, że lubię powieści nietypowe, oryginalne, a 'Defekt pamięci' w moim odczuciu do takich należy. Może nie jest to genialna książka, ale przyjemnie spędziłam czas, czytając ją.

Pozdrawiam! :)

Prześlij komentarz