14 października 2012

Bree Despain - Podarunek śmierci

Kiedy miłość uzależnia, a na drodze ku wspólnemu szczęściu staje wiele przeszkód, mamy ochotę złapać się za głowę i wyć z rozpaczy. Wyć, niczym zaklęty w ciele wilka człowiek, który nie może wrócić do swojego normalnego, codziennego świata, który widzi swoją drugą połówkę otoczoną nieprzychylnymi jej ludźmi. Miłość to uczucie pełne pasji, które do końca nie da się zdefiniować. Miłość jest chorobą, na którą choruje wielu z nas. Uczucie to wprowadza nas w stan czystej euforii, sprawia, że jesteśmy szczęśliwi, pełni życia i radośni. Momentami jednak przynosi ogromny, nieuleczalny ból. I wtedy trzeba zapomnieć. O wszystkim, co piękne. O wszystkim, co nas spotkało. O wszystkim, co już się nie powtórzy. Miłość uskrzydla. Ale miłość także zabija. Jednak nikt z nas nie ukryje się przed jej niszczycielską mocą. Możemy jedynie w duchu się modlić, by los obszedł się z nami łaskawie. Ale są przypadki, w których nawet modlitwa nie pomoże. Wtedy trzeba być zdanym jedynie na siebie.

Daniel nadal hasa po lesie w postaci białego wilka, co doprowadza Grace do najprawdziwszego załamania nerwowego. Dziewczyna nie wie, jak mogłaby pomóc ukochanemu. Wewnętrzna tęsknota rozbija ją na tysiące maleńkich kawałeczków, co wcale nie pomaga jej w walce z wilkiem, który kryje się w najmroczniejszych zakamarkach jej duszy. Caleb wciąż zagraża jej rodzinie, zaś śmierć Sirhana zbliża się nieubłaganie. Panna Divine przeczuwa, że dokonanie przez niego żywota ściągnie na małe miasteczko same nieszczęścia - bo który głupiec odmówiłby sprawowania władzy? Dziewczyna jest w rozsypce, jej świat się wali, a jedyna osoba, która mogłaby jej pomóc, sama potrzebuje pomocy. Pozostaje więc jedno pytanie: co robić?

Doskonale pamiętam, jak szłam pewnego jesiennego, dosyć mroźnego poranka do szkoły, i na pobliskim kiosku zobaczyłam zapowiedź książki Dziedzictwo mroku. Estetyczna okładka zelektryzowała mnie do tego stopnia, że stanęłam jak wryta i zaczęłam pożerać wzrokiem plakat reklamujący pierwszą część trylogii napisanej przez amerykańską autorkę Bree Despain. Pamiętam również, że o mały włos nie spóźniłam się wtedy do szkoły, ale to już zupełnie inna historia. Emocje, które wywołała we mnie ta z pozoru banalna reklama, tak bardzo mnie opętały, że już w tamtej chwili wiedziałam, że owa książka znajdzie się w czułym objęciu mych ramion. A jak już dobrze wiecie, ja słów na wiatr nie rzucam, więc jak mówiłam, tak właśnie się stało. Dziedzictwo mroku po prostu pochłonęłam, bo delikatniej się tego nazwać nie da. Czytałam z ogromną zachłannością, na mej twarzy pojawiły się ogniste rumieńce, zaś ręce trzęsły mi się niemiłosiernie. Bogu dziękuję, że miałam wtedy pod ręką także drugi tom trylogii, Łaskę utraconą, bo inaczej zginęłabym na miejscu śmiercią tragiczną. I kto by Wam wtedy pisał recenzje?! No właśnie. Wracając jednak do tematu. Pierwsze dwie części trylogii urzekły mnie wyrazistym klimatem, oryginalnością i lekkością pióra autorki. Obydwie przeczytane zostały przeze mnie w czasie naprawdę błyskawicznym, każda z nich idealnie wpasowała się w moje dłonie. Pobudziły moją wyobraźnię, wywołały palpitacje serca - dlatego też z ogromną niecierpliwością wyczekiwałam trzeciej, a zarazem ostatniej części, którą jest Podarunek śmierci. Gdy wreszcie się doczekałam, i porwałam go w swoje szpony, nie marnowałam czasu na błahe myśli. Zasiadłam wygodnie, otworzyłam na pierwszej stronie i... po raz kolejny przepadłam. Jak kamień w wodę.

Podarunek śmierci jest chyba najbardziej emocjonującą, najbardziej przejmującą i najbardziej oszałamiającą częścią z całej trylogii. Autorka popełniła zbrodnie doskonałą i w genialny sposób uplotła zakończenie przygód Grace i Daniela. Stopniowo budowane napięcie, wywołujące palpitacje serca, zasługuje na uznanie. Doskonale rozplanowana, niezwykle subtelna i barwna fabuła czaruje i pobudza wyobraźnię. Bree Despain gra czytelnikowi na emocjach, jednak robi to w sposób niezwykle stylowy i pełen smaku. Podarunek śmierci  napisany jest lekkim, ale niebanalnym językiem, językiem wielce obrazowym. Na szczególną uwagę zasługują dialogi, które nie są puste i pisane na odczep się, ale pełne głębszych myśli i dość bogate. Nie ma tu miejsca na chaos, wszystko jest klarownie wyjaśnione, choć nie podane na srebrnej tacy wprost pod nos czytelnika. Co to, to nie. Aż tak dobrze (a może raczej: źle?) nie jest. Jednym z mocniejszych aspektów książki są zdecydowanie jej bohaterowie, którzy nadają Podarunkowi śmierci wyjątkowego posmaku. Momentami można odnieść niejasne wrażenie, iż są oni dość schematyczni, jednak myśl ta jest błędna. Zarówno Grace jak i Daniel, to postacie niezwykle ciekawe. Ich sylwetki zostały wyraźnie zarysowane, są pełne, a ich portrety psychologiczne fascynują czytelnika. Grace jest z pozoru delikatną dziewczyną, dobrze ułożoną, pełną niewinności, jednak wbrew pozorom potrafi ona zawalczyć o swoje i jest posiadaczką wyjątkowo mocnej psychiki. Zdecydowanie wyróżnia się na tle tych wszystkich słabych i pustych głównych bohaterek paranormali różnej maści. Daniel to postać, która fascynuje mnie już od pierwszej strony pierwszego tomu trylogii. Jego urok osobisty, wewnętrzne ciepło, a także niebanalne zainteresowania sprawiają, że potencjalny odbiorca czuje do niego wielką sympatię. Każdy z bohaterów trylogii jest na swój sposób wyjątkowy, każdy z nich wyróżnia się na tle innych. I to jest piękne. Gama charakterów, którą oferuje nam autorka, sprawia, że książkę czyta się zachłannie, z ogromną przyjemnością i uśmiechem wypisanym na twarzy. Coś niesamowitego.

Paranormal romance to gatunek, który przez wielu czytelników jest nie tylko źle odbierany, ale wręcz poniżany. Wielu 'znawców literatury' zarzeka się, że ten typ książek opiera się tylko na jednym schemacie, zaś każda kolejna powieść paranormalna nie wnosi na rynek wydawniczy nic nowego. Po świecie krążą różne stereotypy, powiada się, że tego typu literatura jest mało ambitna, ba! wręcz odmóżdżająca. Nieraz spotkałam się z twierdzeniem, że książki z gatunku paranormal romance są dobre dla słitaśnych nastolatek, które mają źle w głowie. Gatunek ten określany jest mianem literatury niższych lotów. A ja się zapytam, dlaczego?! Owszem, zgodzę się, wiele książek paranormalnych pisanych jest na jedno kopyto, wiele schematów się powtarza, zaś temat nieumarłych stworzeń tudzież zmiennokształtnych wydaje się być nieśmiertelny. Nie poprę jednak opinii, iż wszystkie powieści tego typu są takie. Co to, to nie. Weźmy sobie na przykład właśnie Podarunek śmierci - jest to owszem, książka, która ma za zadanie głównie zapewnić czytelnikowi rozrywkę, jednak nie jest ona głupia i pusta, zawiera w sobie wiele wartości. Pokazuje, jak wiele dla miłości jest w stanie zrobić przeciętny człowiek. Uwidacznia wielkość przyjaźni. I to jest piękne. Dlatego, moi drodzy, nie popadajmy w skrajności i nie przejmujmy się stereotypami. Paranormal romance to gatunek równie wartościowy jak każdy inny - a doskonałym tego przykładem jest właśnie trylogia autorstwa Bree Despain.

Podarunek śmierci to naprawdę świetna kontynuacja Dziedzictwa mroku i Łaski utraconej, a zarazem zwieńczenie przygód Grace i Daniela. Bree Despain stworzyła świetną trylogię, w której ukazała czytelnikowi potęgę miłości i wielkość przyjaźni. Lekki, obrazowy język czaruje, zaś doskonale rozplanowana fabuła i oryginalni bohaterowie nadają powieści wyrazistego smaku. Genialne zakończenie ekscytuje, zaś niektóre wydarzenia przyprawiają o palpitacje serca. Całą trylogię polecam wszystkim miłośnikiem gatunku paranormal romance, a także osobom, które mają ochotę na chwilę zacnej rozrywki, owianej nutą tajemnicy, a także głębszych uczuć. Naprawdę warto. Jest to jedna z lepszych serii paranormalnych, z jakimi miałam okazję się zapoznać. A uwierzcie mi na słowo - trochę tego było.

Ocena: 10/10


„- Dla mnie? Ktoś, kogo znałam, nie żyje, a raczej znowu żyje, ale już jako martwiak, a ty mi tu mówisz, że zrobiłeś to dla mnie?! I jak to ma mnie niby pocieszyć?”

10 komentarze:

Klaudia Karolina Klara pisze...

Ja zatrzymałam się na drugiej części i dalej nie umiem ruszyć. Po prostu nie podoba mi się :(

tetiisheri pisze...

Ja niestety nie czytałam ani jednej części, ale jeśli tylko czas pozwoli i będę miała sposobność, zmienię to. Pozdrawiam :)

Nada pisze...

Jestem strasznie ciekawa jak zakończą się historia Grace'a i Daniela ,a Twoja recenzja jeszcze tą ciekawość podsyciła. ;) Przeczytam na pewno. ;)

Irena A. Bujak (Bujaczek) pisze...

Zdecydowanie ta część była najlepsza. Czytałam ją do czwartej nad ranem - no nie mogłam się oderwać :D

Ten cytat na końcu też użyłam go w recenzji :D W ogóle podobał mi się humor w tej części :D

Ruczek pisze...

Już nie mogę się doczekać lektury tej książki! Okropnie Ci zazdroszczę, że już masz ją za sobą :) Zapowiada się naprawdę interesujące zakończenie przygód Grace i Daniela :)

Ania pisze...

Rozrywka akurat teraz mi się przyda, więc chętnie sięgnę po tę serię:)

Amelia Grey pisze...

Czytałam pierwszą część i również bardzo mi się podobała. Obecnie jestem w trakcie polowania na drugą. Mnie również denerwuje, że książki paranormalne są dyskryminowane, ale miejmy nadzieję, że ludzie w końcu dostrzegą w nich potencjał.:)

Larysa pisze...

Będę musiała koniecznie zapoznać się z tą serią.

marichetti pisze...

Oj, w takim razie muszę zapoznać się z wcześniejszymi częściami ;D

zaczarowana pisze...

Jestem po lekturze pierwszej części i nawet była całkiem fajne;)
Pozdrawiam!

Prześlij komentarz