01 października 2012

Tricia Rayburn - Syrena

W głębi mórz i oceanów kryje się wiele tajemnic. W najodleglejszych wodnych zakątkach dzieją się rzeczy, które mrożą krew w żyłach zwykłych ludzi. Za gęstą siecią wodorostów, wśród zimnej toni z wdziękiem pływają One. Syreny. Od wielu wieków przedstawiane jako pół-kobiety, pół-ryby, o przepięknych głosach, zdolne do zwabienia w swe szpony każdego mężczyzny. Istoty mroczne i niebezpieczne, ale jakże tajemnicze i zachwycające. Fascynują Was? Chcielibyście choć raz mieć możliwość usłyszenia syreniego śpiewu? W takim razie trafiliście pod właściwy adres. Zabieram Was na morską przygodę, pełną wrażeń i niezwykłych odkryć. Jesteście gotowi na ogromne emocje? Choroba morska okiełznana? Wspaniale. W takim razie ruszajmy tam, gdzie nie powinno nas być. Na dno oceanu.

Winter Harbor to malutkie miasteczko, do którego na wakacje zawsze przyjeżdżała rodzina Sands. Vanessa i Justine rok w rok spędzają je w towarzystwie braci Carmichaelów. Tym razem miało być podobnie. Jednak nieoczekiwane zdarzenia wywróciły życie mieszkańców miasteczka do góry nogami. Justine Sands po kłótni z rodzicami wybiera się nad urwisko, by skakać do wody. Nazajutrz jej ciało zostaje odnalezione na brzegu oceanu. Lecz to nie jedyny wypadek. Winter Harbor nawiedza seria niewytłumaczalnych zdarzeń - wzburzone wody wyrzucają na brzeg ciała mężczyzn. A co najdziwniejsze - na ich twarzach widoczny jest zastygły uśmiech. Czyżby dokonując swojego żywota zobaczyli coś, co wprawiło ich w euforię? Vanessa wraz z przyjacielem Simonem postanawiają rozwikłać ten problem. Dziewczyna jednak nie wie, że informacje, do których dotrze, całkowicie zmienią jej życie.

Syreny to istoty, które od zawsze mnie intrygowały. Idea pół-kobiet, pół-ryb jest po prostu genialna, fascynująca i niesamowicie inspirująca. Te jakże urzekające postacie już od wielu wielu wieków są natchnieniem dla artystów, gdyż już od zarania dziejów syreny występują w podaniach, opowieściach, baśniach, a także jako główne tematy rzeźb i obrazów. Te morskie istoty są bliskie mojemu sercu i już od dłuższego czasu wypatrywałam paranormalnej powieści z nimi w roli głównej. Wampiry, wilkołaki, anioły, sukuby i tego typu postacie już dawno mi się przejadły, dlatego też z utęsknieniem wyczekiwałam czegoś nowego, świeżego. I jak widać na załączonym obrazku, doczekałam się. Gdy tylko usłyszałam o premierze książki Syrena autorstwa amerykańskiej autorki Tricii Rayburn, wiedziałam, że pewnego dnia znajdzie się ona w czułym objęciu moich ramion. Oczekiwałam od niej wiele, gdyż w końcu mój sen się ziścił, i na polskim rynku wydawniczym pojawiła się powieść z syrenami w roli głównej. No szał ciał po prostu. Coś niesamowitego. No ale. Wracając do konkretów. Syrena miała być czymś nieoczekiwanym i pełnym fajerwerków. I chociaż nie wypadła źle, bujać nie będę, to rzucić mnie na kolana też nie rzuciła. Po prostu okazała się być zwykłą, miłą lekturą, idealną na długie jesienne wieczory. Ale zacznijmy może od początku.

Syrena to książka napisana dosyć płytkim i mało obrazowym językiem, miła jednak do przyswojenia i zapewniająca średniego poziomu rozrywkę. Autorka miała genialną koncepcję na książkę, która nie do końca została wykorzystana. Świetny pomysł na wmieszanie w fabułę syren, a tak dokładnie nadanie ich podstawowych cech zwykłym mieszkankom małego miasteczka, zdecydowanie zasługuje na pochwałę. Jednak ta książka mogła mieć o wiele większy potencjał, niż to naprawdę wyszło w praniu. Wszystko głównie za sprawą wolno rozwijającej się akcji. Przez 2/3 książki czytelnik może odnieść wrażenie, że nie jest to żadna powieść paranormalna, a jedynie zwyczajna opowiastka o pospolitej rodzinie, w której wydarzyła się dosyć paskudna tragedia. Dopiero na sam koniec Rayburn rozwija swe zdolności pisarskie i pozwala potencjalnemu odbiorcy na uwolnienie swej jakże wybujałej wyobraźni. Zakończenie jest mocne, choć nieco przewidywalne. Ale to nie szkodzi. Najważniejsze, aby czytelnik miał dobrą zabawę. Syrena jest książką niewymagającą zbytniej inteligencji czytelnika, nie mamy tu momentów, w których trzeba wysilić swój mózg i ruszyć szare komórki. Lekkiej pikanterii książce dodaje szczypta zachowań i sytuacji typowa dla powieści z gatunku thrillera. Ten smaczek nadaje książce uroku i sprawia, że czyta się ją z zaciekawieniem. Paranormal romance z nutką dobrego thrillera? To zawsze musi wyjść dobrze!

Do szału doprowadzali mnie bohaterowie. Naprawdę, mówię Wam, moi drodzy Czytelnicy, z ręką na sercu: jestem osobą wybuchową i dosyć łatwo jest mnie wyprowadzić z równowagi, ale taki popis, jaki dała nam Tricia Rayburn woła po prostu o pomstę do nieba. Ani główna bohaterka, ani jej potencjalna młodzieńcza miłość, ani jej siostra, ani nikt inny w tej powieści nie przypadł mi do gustu. No po prostu nie i już. Czarownicą jestem z wyboru, a w dodatku wybredna jestem ogromnie, ale to 'coś' totalnie rozłożyło mnie na łopatki. Nudne, sztampowe, niczym niewyróżniające się postacie, słabo nakreślone i aż do bólu szare. No rety, dlaczego?! Syrena nie jest najwybitniejszym dziełem literackim, może Nobla warta nie jest, ale potencjał, a raczej jakiś tam jego zalążek ma. Dlaczego więc autorka totalnie postanowiła zagrać na uczuciach czytelnika i nie potrafiła choć głównej bohaterce nadać jakiegoś ciekawego, oryginalnego wyrazu? Nie wiem. Jestem głupia. Nie rozumiem tej kobiety, wybaczcie.

Myśleliście, że to już koniec moich jakże zacnych wywodów? Skąd! Dopiero się rozkręcam. Tak, wiem. Za to mnie kochacie. Wracając jednak do Syreny. Książka z gatunku paranormal romance, z definicji zakłada, iż będzie zawierała w sobie jakiś bujny i wywołujący palpitacje serca romans między, załóżmy, dwójką głównych bohaterów. Zazwyczaj przy tego typu opowieściach narzekam, że wątek romantyczny był NIEromantyczny, zbyt szybki, obleśny, etc. Tym razem jest inaczej. Może popadam z jednej skrajności w drugą, wpadam z deszczu pod rynnę, jednak śmiało Wam powiem, że w Syrenie panuje posucha. Owszem, uczucie pomiędzy Vanessą a Simonem od początku jest delikatnie odczuwalne, jednak Rayburn postanowiła zagrać czytelnikowi na nerwach i nie rozwinąć tego wątku choć o jotę. Nie ma tu żadnej estetyki, żadnego romantyzmu, no jedno wielkie nic. Nie, żebym jakoś bardzo tego żałowała, co to, to nie. Aż tak źle ze mną nie jest. Jednak miło by było poczytać o delikatnej niczym poranna rosa miłości dwójki młodych osób... Zresztą. Co ja gadam?! Przepraszam, coś złego dzieje się z moim mózgiem. To chyba od nadmiaru książek, albo czegoś w tym stylu ;).

Syrena to książka z gatunku paranormal romance, której 2/3 objętości nic z tym gatunkiem nie ma wspólnego. Napisana banalnym, lecz miłym w odbiorze językiem, bogata w dosyć fantazyjną fabułę i słabo rozkręcającą się akcję. Pełna niewykorzystanego potencjału. Jednak jako zwykłe czytadło spisuje się świetnie, zwłaszcza w chwilach jesiennego przesilenia. Mało ambitna, lekka, niewymagająca lektura. Nic dodać, nic ująć.

Ocena: 7/10


„Najlepszy sposób na opanowanie lęku przed ciemnością to udawać, że jest naprawdę jasno.”


Syrena
Syrena   |   Głębia   |   Mroczna toń

14 komentarze:

Klaudia Bacia (Klaudia Karolina Klara) pisze...

A ja uwielbiałam głównych bohaterów :D Szczególnie Simona <3
Osobiście z niecierpliwością czekam na trzecią część :)

Donna pisze...

Czytałam wiele recenzji, ale żadna mnie nie zachęciła na tyle, aby tę książkę kupić. Może kiedyś dostanę w prezencie, ale sama nie opróżnię portfela.

Pozdrawiam, Donna

Amelia Grey pisze...

Czytałam raczej pozytywne recenzje tej książki. Po Twojej się poważnie zastanowię, czy po nią sięgać.:)

Yui Tamashi pisze...

Od dawna mam tę książkę w planach, ale jeszcze nie udało mi się jej zdobyć.

Irena A. Bujak (Bujaczek) pisze...

Tak jak piszesz na końcu. Nic dodać, nic ująć. Powiem Ci, że jedyne co na dzień dzisiejszy pamiętam z tej oraz Głębi to fakt, że fajnie się je czytało, ale żadnych głębszych uczuć we mnie nie wzbudziły... a szkoda!

kasandra_85 pisze...

Za mną dwie części i póki co, podoba mi się ten cykl:))

Samash pisze...

Od jakiegoś czasu mam na oku "Syrenę". Czytałam wiele pozytywnych recenzji tej książki i chyba w końcu się na nią skuszę jak tylko wpadnie w moje ręce. Lubię takie lekkie i przyjemne książki, które nie wymagają specjalnego skupienia.Jedyne co mnie odstrasza to ci irytujący bohaterowie, ale może mi przypadną do gustu? :)

zaczarowana pisze...

Widziałam ją w bibliotece i muszę natychmiast przeczytać.
Pozdrawiam!

GumcioBook pisze...

Motyw syren wydaje mi się być ciekawy, więc z chęcią sięgnę po tę książkę :)

marichetti pisze...

Chciałabym przeczytać od dłuższego czasu... teraz jeszcze bardziej chcę!

Hanna pisze...

Książka czeka u mnie na półce pożyczona od koleżanki i próbuję się za nią zabrać, ale w kolejce stos od wydawnictw :)

Scarlett pisze...

Syreny nigdy mnie nie ciekawiły, więc raczej nie przeczytam. Poza tym staram się ograniczać powieści paranormal romance.

Przepowiednia pisze...

Ta książka mi się podobała :) Niestety, następna część lekko mnie zawiosła

Meme pisze...

Rzadko czytuję paranormal romance, a na dodatek odpycha mnie ten małoobrazkowy język. Jednak jest coś magnetycznego w Twojej recenzji... ;) I w tej pozycji ;D

Prześlij komentarz