02 listopada 2012

Carsten Stroud - Miasteczko Niceville

Krople deszczu powoli uderzają o parapet. Lekki podmuch wiatru owiewa wysokie, stare drzewa, zrzucając z ich gałęzi ostatnie, na pół zwiędłe już listki. Ludzie z przerażeniem w oczach uciekają do swych domów, by jak najszybciej znaleźć się w bezpiecznym miejscu. Pośród tajemnic i niewyjaśnionych zjawisk życie wcale nie jest takie proste. Ujmijmy to inaczej, takie życie jest wręcz uciążliwe. Ciągły strach o najbliższych, niekończące się tabuny myśli, noce pełne sennych koszmarów... Witajcie w miasteczku Niceville. Pierwszy raz tu zawitaliście? No tak, z pewnością! Bo stąd nikt już nie wraca. Stąd nie ma drogi powrotnej. To jak, czego sobie państwo życzą? Wpierw wycieczka po pobliskim lesie, a zaraz potem na cmentarz? Oczywiście, już oprowadzam. Gwarantuję, państwa nerwy na pewno dadzą o sobie znać... I to nie jeden raz.

Rainey Teague pewnego dnia nie wraca po szkole do domu. Rodzina zgłasza jego zaginięcie. Dni powoli mijają, i wizja bezpowrotnej utraty dziecka staje się coraz bardziej realna. Ku wielkiemu zaskoczeniu wszystkich, policji udaje się odnaleźć chłopca - żywego, pogrążonego jednak w śpiączce. Nikt tak naprawdę nie wie, co się z nim stało i czy kiedykolwiek się obudzi. Czy kiedykolwiek opowie o tym, co go spotkało. Rok później znika kolejna mieszkanka Niceville - starsza kobieta, pochodząca z jednej z najwybitniejszych rodzin w miasteczku. Śledztwo w sprawie jej zaginięcia prowadzi Nick Kavanaugh, detektyw, który sprawował pieczę nad zniknięciem małego Teague'a. Sprawy coraz bardziej się komplikują, i mężczyzna wypowiada walkę tajemniczej, złowrogiej sile. Kto zwycięży? Człowiek czy paranormalne zjawisko? To się dopiero okaże...

Książki z gatunku horroru cenię sobie niezwykle wysoko, gdyż dają mi one poczucie, iż nic nie jest takie, jak nam się naprawdę wydaje. Uwielbiam ten moment, kiedy przewracam kolejne strony z zapałem, przy wtórze mocno bijącego serca i podniesionego ciśnienia. Ogarniające mnie wtedy nerwy, i delikatnie kłujący niepokój, smakują wybornie, i sprawiają, że wiem, że żyję. Horror jest wybitnym gatunkiem, jednak trzeba umieć go smakować. Od książek tego typu wymagam naprawdę wiele. Chcę, aby dana powieść mnie mocno przeraziła, ogromnie wciągnęła w swój świat i nie pozwalała spać po nocach. Niestety jednak, w dzisiejszych czasach, w dobie książek paranormal romance, trudno jest dostać horror z prawdziwego zdarzenia. Mistrzem w tej dziedzinie jest oczywiście mój mistrz nad mistrzami, Stephen King. Nikt inny tak perfekcyjnie nie jest w stanie wprowadzić czytelnika w mroczny świat paranormalnych zjawisk. Nie bez powodu okrzyknięty został mianem Mistrza Grozy i Króla Horroru. Uważam jednak, że każdy szanujący się czytelnik, nie powinien zamykać się tylko i wyłącznie na jednego autora, a wręcz przeciwnie, winien jest próbować wszystkiego, co tylko możliwe. Myśląc w ten sposób, postanowiłam zapoznać się z twórczością Carstena Stroud'a. Jego Miasteczko Niceville zapowiadało się nad wyraz interesująco, dlatego też, pełna wielkich nadziei, rozpoczęłam lekturę w tym samym momencie, kiedy tylko książka znalazła się w czułym objęciu mych ramion. Oczekiwałam wiele. Degustację rozpoczęłam optymistycznie, jednak szybko poczułam gorzki posmak rozżalenia. Miało być tak pięknie. A wyszło jak zwykle.

Nie będę owijała w bawełnę, od razu wyłożę kawę na ławę. Zastanawiam się, jak to w ogóle możliwe, że taka książka jak Miasteczko Niceville miała prawo powstać. Toż to jest kompletna porażka, absolutny niewypał, beznadziejne coś, czego się nie da kompletnie zdefiniować. Miało być strasznie. Z dreszczykiem. Z efektownym klimatem. A wyszło, jak wyszło. Płytkość i niechlujność tejże powieści razi na kilometr. Co ja mówię. Na dziesięć kilometrów! Sto, tysiąc, milion... Miasteczko Niceville to książka niesamowicie chaotyczna, pełna niepowiązanych ze sobą wątków, bez potencjału, bez jakiegokolwiek wyrazu. Mam wrażenie, że sam autor pogubił się w swoich jakże błyskotliwych pomysłach, i tak bardzo chciał stworzyć na siłę coś oryginalnego, że wyszło mu totalnie na odwrót. Fabułę możemy określić jako dramat narodowy. Jest niespójna, czytelnik się w niej gubi, nie ma w ogóle pojęcia, co autor miał na myśli, spisując dane słowa. Misteczko Niceville to horror? Dobre sobie. Co najwyżej kiepski kryminał z nutą beznadziejnego thrillera, który rzekomo horror ma udawać. Dawno się tak nie uśmiałam, naprawdę. Chodziłam po mieszkaniu, dzierżąc tę powieść w ręce i powstrzymywałam się od wyrywania kartek, w celu wytarcia mokrych naczyń piętrzących się w komorze obok zlewozmywaka. Podczas lektury męczyłam się ogromnie, zastanawiałam się, co ja takiego zrobiłam, że spotkała mnie tak wielka kara. Przecież ja jestem grzecznym dzieckiem, zła nie czynię. No może czasami, ale nie o tym teraz mowa. Miasteczko Niceville napisane jest dosyć przystępnym językiem, łatwym do przyswojenia, jednak banalnym aż do bólu w stawach. Akcja się wlecze do tego stopnia, że raz udało mi się przysnąć, co mi się dosłownie nigdy nie zdarza. Bohaterowie nie mają żadnej wartości, są szarzy, nieprecyzyjnie nakreśleni, słabi i przeciętni. Ta książka służyć będzie doskonale jako podpałka w piecu. Polecam także rozpalenie przy jej użyciu ogniska, podobno jara się doprawdy niezwykle. Horror to to jest, najprawdziwszy z prawdziwych. Horror dla moich wymęczonych już nerwów i mej zszarganej cierpliwości. Nie czytajcie tego chłamu, błagam Was. Naprawdę. Oszczędźcie sobie tego. Nie warto.

Jedynym pozytywnym aspektem tejże książki jest jej oprawa graficzna. Tyle razy powtarzam sobie, że nie wolno oceniać książki po okładce. Niestety jednak, wciąż tak czynię. Zawsze uznaję, że jeśli okładka jest dobra, to zawartość również. W większości przypadków mam rację, jednak tym razem mocno się pomyliłam. Pudło. Sama okładka prezentuje się genialnie, jest mroczna, klimatyczna i absolutnie oddaje charakter najmroczniejszego horroru. Szkoda tylko, że słowa wydrukowane na kartach, które owa okładka oprawia, nie są już takie mocne i wyraźne. No cóż. Szkoda. Zawiodłam się. Nie po raz pierwszy, i pewnie nie ostatni. Ale rozczarowanie tak okropnie boli...

Miasteczko Niceville to powieść, która zapowiadała się naprawdę świetnie. Oczekiwałam od niej sporo, myślałam, że dostarczy mi ona lekkiego posmaku grozy, myślałam, że sprawi, że będę się bała własnego cienia. Nic bardziej mylnego. Dzieło Carstena Stroud'a to powieść beznadziejna, nudna, chaotyczna i bez polotu. Nie warto jest się z nią użerać, uwierzcie mi na słowo. Jeśli macie ochotę na jakiś dobry horror, polecam Wam twórczość mojego niezawodnego Stephena Kinga. Nic Was tak nie przerazi, jak jego genialne pomysły. Strach się bać!

Ocena: 2/10

24 komentarze:

~Demismo pisze...

No to raczej nie przeczytam. Pierwszy raz słyszę o tej książce, a okładka bardzo mi się spodobała. Ale skoro taka recenzja to raczej nie przeczytam :)

Violy pisze...

Twoja ocena mówi sama za siebie :)
P.S nawet jeśli mam Cię w obserwowanych, to i tak mi się nie wyświetlasz ;< Nie wiem co jest ;<

Agniecha pisze...

No popatrz... a miałam tak wielkie wątpliwości co do lektury, że w końcu zrezygnowałam.
Szkoda, że nie jest tak mocna jak można by się spodziewać. Osobiście wyczekuję czegoś co mną wstrząśnie, w końcu!

Pozdrawiam ;*

Amelia Grey pisze...

Teraz już wiem, żeby nawet nie marnować czasu i pod żadnym pozorem po nią nie sięgać. Dziękuję:)

kasandra_85 pisze...

Ooo... Dzięki za cynk! A książka zapowiadała się tak dobrze. Szkoda.
Pozdrawiam:)

miqaisonfire pisze...

No cóż, przyznam, że jestem zawiedziona. Spodziewałam się całkowicie innej lektury. Faktycznie, trzeba sięgać po mistrzów gatunku, bo niektóre debiuty są bardzo kiepskie.

binola pisze...

Miażdżąca recenzja, książkę na pewno będę omijać szerokim łukiem. A co do horrorów, zgadzam się - King królem :)

AnnieK pisze...

Hoho, nie widziałam, że to taki niewypał.

Ametystowa Orchidea pisze...

Gdybym miała bazować na opisie książki i okładce (też zawsze po niej oceniam) to na pewno bym się skusiła, bo zaciekawiają. Jednak po twojej recenzji już wiem, że tego nie przeczytam.
Jeśli chcesz przeczytać dobry horror to poza Kingiem polecam Grahama Mastertona. Pozdrawiam :*
KaraQ

Chabrowa pisze...

Okładka mi się podoba, szkoda, że książka taka słaba. Nie przeczytam

Natasha pisze...

A wydawala sie taka ciekawa.. No coz, dzieki za info ;)

Karriba pisze...

No proszę... okładka rzeczywiście kusząca i przyznam szczerze, że pomysł na książkę również. Szkoda, że nic z tego nie wyszło.

Antyśka pisze...

Szkoda, że wystawiłaś tak niską notę, ponieważ początkowo czytając Twoją recenzję byłam oczarowana! Szkoda, że z każdym kolejnym zdaniem ten zapał gasł... W takim razie odpuszczam sobie tę lekturę. ;)

Aleksnadra pisze...

Książkę chciałam przeczytać ale teraz to już dam sobie z ni a spokój. Nie lubię nudnych a w szczególności chaotycznych książek :)

Meme pisze...

Już sam opis wydawał mi się dziwnie zagmatwanym połączeniem dwóch zupełnie inny rzeczy - powieści kryminalnej z paranormalną.

marichetti pisze...

Uch, a myślałam, że nieźle się zapowiada - a tu widzę kicha :D

April pisze...

Zastanawiałam się nad przeczytaniem "Miasteczka Niceville", ale po przeczytaniu Twojej recenzji będę omijała tę książkę szerokim łukiem. Widzę, że nie warto nawet próbować, po co męczyć oczy ;)

Karolka pisze...

Ale ja uwielbiam te twoje recenzje! <3

A po książkę i tak nie miałam zamiaru sięgać, bo nie przepadam za horrorami.. ;)

Agatonistka pisze...

Dlaczego Ty mi to zawsze robisz? Czytam wstęp i myślę: Tak, to coś dla mnie. Może w końcu udało mi się znaleźć autora, obok Kinga, który równie mocno będzie umiał mnie poruszyć i przestraszyć. I co? I nagle, po TAKIM wstępie, piszesz mi, że książka jest beznadziejna?
Co do okładek, ja też mam do nich olbrzymią słabość, dlatego wcale Ci się nie dziwię, że pokusiłaś się na tę powieść (albo podpałkę w piecu, jak wolisz ;)

Azumi pisze...

Nie wiem, czy ktokolwiek wytrzyma konkurencję ze Stephenem Kingiem;) Ale po takiej ocenie naprawdę musiałabym się dobrze zastanowić, zanim zdecydowałabym się sięgnąć po "Miasteczko Niceville". A zapowiadało się tak obiecująco..

Gabrielle_ pisze...

Po zobaczeniu pięknej okładki, po przeczytaniu ciekawego opisu fabuły myślałam, że to będzie 'to coś'. Niemniej jednak dalsza część recenzji i w końcu bardzo bardzo słabiutka ocena skutecznie zniechęciły mnie do sięgnięcia po tę książkę :)

Syll pisze...

okładkę ma fajną, ale czytać nie będę ;p

obserwujemy?

Dwojra pisze...

Widzę, że nie tylko ja mam problem z niewyświetlaniem się Ciebie w nowych notkach ;p
Chyba sobie przypominajkę ustawię, by do Ciebie zaglądać częściej, niż raz na tydzień.

Co do książki - Chociaż okładka nawet fajna...

szarikow pisze...

Moim zdaniem jest to bardzo dobrze zapowiadająca się pierwsza część serii. Poza tym książka według mnie ma wiele walorów literackich, no ale cóż, co człowiek to gust :)

Prześlij komentarz