19 listopada 2012

Megan Hart - Trzy oblicza pożądania

Cichy wieczór w otoczeniu czterech ścian. Na stole stoi butelka najlepszego wina, obok dwa kieliszki. Światło rzucane przez ciepły płomień świec stwarza wyjątkowy nastrój. Za oknem ciemno i zimno. A wewnątrz tylko Wy dwoje. Otuleni magiczną chwilą cieszycie się sobą nawzajem. W końcu macie czas tylko dla siebie. By pobyć razem. By odkryć się na nowo. By wyszeptać tych kilka niezwykłych słów, o których w codziennym rozgardiaszu zapominacie. Uczucie, które Was łączy, jest wyjątkowe. Trwałe i nierozerwalne. Pewnego dnia jednak pewien osobnik wkracza w Wasze spokojne życie z brudnymi buciorami. Nazywacie go Przyjacielem. Nie wiecie jednak, jak wiele jego osoba zmieni w Waszej codzienności. W Was samych. Nie spodziewacie się niczego. Jednak ten ktoś, Przyjaciel, wtargnął w Waszą prywatność, podszedł do Waszego stołu, i jednym, krótkim oddechem zdmuchnął świecę, która oświetlała Waszą miłość i nadawała jej kierunek. Nic już nie będzie tak samo. Nigdy. 

Główna bohaterka, Anne, to młoda kobieta, która wiedzie całkiem ustabilizowane życie. Ma świetnego męża, piękny dom, jest zdrowa i szczęśliwa. Pod względem uczuciowym czuje się spełniona, kocha swojego partnera miłością absolutną i nigdy, nawet przez chwilę, nie pomyślała o zdradzie. Do pewnego czasu. Całe to spokojne, ustabilizowane życie Anne i Jamesa wywróci się do góry nogami, kiedy w ich skromnych progach pojawi się Alex, dawny przyjaciel Jamesa z czasów nastoletniej swawoli. Zamieszka on razem z małżeństwem w ich przytulnym domku i za sprawą niesamowitej charyzmy i ostentacyjnego uroku, sporo namiesza w życiu młodej pary. Czy zaszkodzi miłości Anne i Jamesa? Czy stanie na drodze ku ich wspólnemu szczęściu? To się dopiero okaże.

Trzy oblicza pożądania to książka, która wpadła w moje ręce zupełnie spontanicznie. Od paru ładnych tygodni wszyscy moi znajomi - nawet ci, którzy mają wstręt do czytania - zachwycają się powieścią Pięćdziesiąt twarzy Grey'a. I faktycznie, dzieło to jest dosłownie na językach wszystkich. Jako że ja jestem osobą, która dosyć sceptycznie podchodzi do pozycji, które wszystkim się podobają, o których mówi się wszędzie, chwilowo odpuściłam sobie lekturę tejże powieści. Skoro jednak erotyki teraz są tak bardzo 'na topie', nie chciałam być gorsza, i postanowiłam zapoznać się z jednym z nich, o którym jeszcze mało kto słyszał. Chciałam zasmakować w tym gatunku, jednak od trochę innej strony. Do tej pory moja przygoda z powieściami o tematyce erotycznej była dosyć uboga, żeby nie powiedzieć, że prawie w ogóle nie miała prawa bytu. Trzy oblicza pożądania zafascynowały mnie zarysem fabuły, a także - przyznam szczerze, bez bicia - fenomenalną okładką. Gdy tylko powieść ta dotarła do mych skromnych progów, porwałam ją szybciutko, i z zachłannością zaczęłam pożerać kolejne zdania. Czytałam, biegałam wzrokiem po stronach, a na mej twarzy kwitł szeroki uśmiech. Czegoś takiego jeszcze nie było.

Zacznijmy może od tego, iż nazwanie Trzech obliczy pożądania erotykiem, nie jest dość trafnym określeniem. Okej, zgodzę się, fabuła powieści porusza głównie tematykę seksu i innych cielesnych przyjemności, jednak jest to książka wielopłaszczyznowa, która porusza także wiele innych problemów - alkoholizm, hazard, problemy rodzinne, homoseksualizm. Autorka zwinnie operuje lekkim, lecz niebanalnym językiem, z werwą tworzy ciekawą historię i zgrabnie łączy ze sobą kolejne wątki, sprawiając, iż fabuła jest spójna i niezbyt skomplikowana. Megan Hart w bardzo ciekawy sposób poruszyła sprawę seksu, przedstawiając go nie tylko jako zjawisko pełne pożądania i ciekawości, ale jako coś wyjątkowego, zego do końca nie da się zdefiniować. W swojej książce Hart przedstawiła czytelnikowi historię kobiety i dwóch mężczyzn, którzy jednogłośnie ku wspólnej przyjemności poddają się miłosnym doznaniom. Ich pieszczoty nie mają charakteru czysto egoistycznego. Ten 'trójkąt' jest swoistego rodzaju sprawdzianem, obrazuje ciekawość nowych doznań i brak strachu przed nieznanym. Autorka tchnęła w tę historię dużo emocji, mocno oddziałujących na psychikę czytelnika. Pokazała nieznany nam dotąd kawałek świata, a na dodatek skrupulatnie przedstawiła psychikę głównych bohaterów, którzy z pozoru są takimi jak my, zwykłymi, szarymi ludźmi. Trzy oblicza pożądania to książka odkrywająca przed czytelnikiem aspekty realnego życia, życia trochę urozmaiconego. O którym momentami niektórzy z nas marzą.

Nic nie jest jednak tak do końca piękne, jak by się mogło wydawać. Trzy oblicza pożądania to świetna, wielopłaszczyznowa książka, jednak ma ona także swoje wady. Po pierwsze, i najważniejsze: słownictwo. Z szacunku do Was, moi kochani czytelnicy, nie będę przytaczała tutaj tych wszystkich wulgaryzmów, którymi uroczyła nas Hart, jednak wspomnieć o nich po prostu muszę. Jestem w stanie wszystko zrozumieć, naprawdę. Jednak niepojętą myślą jest dla mnie naszpikować powieść milionem obraźliwych, pustych, często wręcz obrzydliwych słów. To się nie mieści w głowie. Jestem przekonana, że autorka, stosując ten zabieg, chciała po prostu dogłębniej wprowadzić czytelnika w temat (no bo seks = przekleństwa, czyż nie? Phi...). A może chciała zaszokować? Możliwe. Jednak nie wyszło jej to na dobre. Słowo 'pieprzyć' pojawia się co chwilę. Nie można było tego zastąpić jakimś dogodniejszym słowem tudzież wyrażeniem? 'Uprawiać seks', 'kochać się', 'uprawiać miłość', czy nawet głupie, puste, ale mniej wulgarne 'bzykać się'? No dobrze, wiem, czepiam się. Ale nie lubię, gdy słowo pisane nabiera potocznego wydźwięku. Nie i już, koniec kropka. Drugą kwestią, o której muszę, po prostu muszę napisać, jest fakt, iż w tym trójkącie obaj panowie dogadzali Anne, ona im (aczkolwiek w mniejszym stopniu), oni zaś między sobą nie czynili zupełnie nic. Może ja mam jakieś psychiczne problemy, może wymagam zbyt wiele, może wyobrażam sobie nie wiadomo co... No ale, fakt ten zdumiał mnie do reszty. Oni traktowali ją niczym księżniczkę, wielbili ją i dogadzali. Coś mi tu śmierdzi sztucznością. Odebrałam to jako egoistyczny postępek ze strony Anne. Bo jak tu mówić o trójkącie, jeśli z samej definicji wynika, iż trójkąt ma trzy wierzchołki, które są ze sobą połączone. W przypadku Trzech oblicz pożądania mówić można jedynie o jednym punkcie z dwoma odnóżami. Dobrze, już się zamykam. Jeśli jednak jesteśmy już przy bohaterach, chciałabym tylko napomknąć, że zarówno Anne, James i Alex, jak i postacie drugoplanowe, są perfekcyjnie dopracowani, kolorowi i wyjątkowi. Autorka popisała się przy tworzeniu genialnych portretów psychologicznych i w wyjątkowy sposób przedstawiła czytelnikowi psychikę każdego z bohaterów - tych ważniejszych i tych mniej ważnych, przez co Trzy oblicza pożądania bez zarzutu mogę nazwać książką bogatą i wartościową. I to się ceni.

Trzy oblicza pożądania to jedna z tych książek, które po lekturze jeszcze chwilę się wspomina. Ciekawa fabuła ubrana w lekki, miły w odbiorze język, pełna akcji, chwilami zmuszająca do refleksji. Perfekcyjna nie tylko dla miłośników tego typu książek, ale również czytelników, którzy mają ochotę na oryginalną (do czasu), intrygującą lekturę. Coś czuję, że niedługo rynek wydawniczy zostanie zasypany powieściami erotycznymi - czyżby wampiry zostały skazane na odejście do lamusa? ;)

Ocena: 8/10

„Dobre rzeczy nigdy nie trwają długo. Za to przykre ciągną się bez końca.”

12 komentarze:

Sol pisze...

Jeżeli chodzi o 50 Twarzy... to opinie są naprawdę różne. Ja się spotkałam z wieloma niepochlebnymi...
Trzy oblicza pożądania natomiast miałam okazję sama przeczytać i naprawdę książka przyjemna. Mnie się osobiście podobała i masz rację, że porusza ona wiele innych spraw życiowych, które dosięgnąć mogą każdego. Moim zdaniem bardzo fajnie, że nie wszystko kręci się wokół seksu, ale również wokół tych właśnie wątków.

Scarlett pisze...

O ile same wulgaryzmy mi nie przeszkadzają, to połączenie ich ze sztucznymi dialogami było dla mnie porażką na całej linii. Ale ogólnie rzecz ujmując, książka mi się podobała.

kasandra_85 pisze...

Książka już za mną. Trochę się jej obawiałam, ale okazało się, że niesłusznie. Naprawdę nieźle wypadła:)
Pozdrawiam!!

cyrysia pisze...

Książka już za mną i bardzo pozytywnie ją wspominam. Naprawdę całkiem ciekawy erotyk.

Lawenda pisze...

Ta książka ma różne opinie, więc sama nie wiem, czy chciałabym ją przeczytać... może kiedyś
Lawenda

miqaisonfire pisze...

Taka troszkę nie do końca jestem przekonana do tej książki, ale może kiedyś przeczytam. Jak znajdę więcej wolnego czasu...

giffin pisze...

Oj rynek chyba już teraz jest zasypywany takimi książkami, ale szczerze mówiąc ja od nich uciekam - literatura erotyczna jest raczej nie dla mnie :)

Madame K. pisze...

Ja chyba nie podążę za nowymi trendami i nie będę zaczytywać się w erotykach. To nie dla mnie. Wolę już sięgać po klasyki.

versatile pisze...

Książka jak najbardziej dla mnie! Aktualnie tak jak Twoi znajomi zaczytuje się w "50 twarzach Greya" i mimo, że nie jest to zbyt górnolotna lektura to niesamowicie wciąga ;)

Anonimowy pisze...

Przeczytam książkę nie zwracając uwagi na komentarze bo już nie raz mnie zachęciły, a książka okazała się totalną klapą jak "TRZY OBLICZA POŻĄDANIA", moja wyobraźnia jest 1000 razy bardziej rozwinięta niż sceny łóżkowe w tej książce. Natomias całkiem przyjemnie czytało mi się "50 twarzy greya" i "Ciemniejsza strona Greya" chociaż recenzje były słabe, jedyne moje zastrzeżenia do tych książek to powtarzające się zwroty, co czasami irytuje. Więc na pewno kupię "Dotyk Crossa" bo uwielbiam książki o zabarwieniu erotycznym:)

Daria Wiktoria pisze...

Piszesz naprawdę ciekawe recenzje , czyta się z przyjemnością.
Ja zapraszam do siebie , tematyka może inna , ale możliwe że Cię zainteresuje :*
http://little-crazy-dreams.blogspot.com/

Anonimowy pisze...

Książki nie czytałem. Natomiast co do Twojej recenzji, a dokładniej uwag do powtarzającego "pieprzyć się", to jako przykłady innych określeń można użyć: "rżnąć się", "ruchać" itd

Jeśli zaś chodzi o trójkąty, to akurat w przypadku K+2M najczęściej są one właśnie hetero, w przeciwieństwie do M+2K, które występują z reguły w formie bi.

Pozdrawiam

Prześlij komentarz