28 grudnia 2012

Laura Jackson - Freddie Mercury. Biografia

Któż z nas nie słyszał charakterystycznego di-o-rere, któż z nas nie podziwiał cudownego wokalu, któż z nas nie wie, kim był niesamowity, charyzmatyczny, jedyny w swoim rodzaju Freddie Mercury? Drogi Czytelniku, zadałam Ci pytania retoryczne i mam nadzieję, że chociaż wiesz, iż na takowe się nie odpowiada, Twa podświadomość krzyczała: ja słyszałem, ja podziwiałem, ja wiem! Nie przyjmuję do wiadomości, iż mógłbyś, Czytelniku, nie wiedzieć o istnieniu tak legendarnej postaci, jaką był, o niebiosa, Farrokh Bulsara. Z góry zakładam, że każdy człowiek na ziemi słyszał choć raz o fenomenalnym zespole, jakim jest Queen. Ich twórczości po prostu nie da się nie znać - a postać samego Mercury'ego jaśnieje własnym blaskiem, tak doskonale bijącym po oczach, jak charyzma tego niezwykłego wokalisty. Można nie fascynować się twórczością Queen'u, jednak coś o Mercury'm, May'u, Taylorze i Deacon'ie wiedzieć po prostu wypada. Dlatego zabieram Cię, Kochany Czytelniku, na muzyczną podróż, pełną szalonych niespodzianek i roztańczonych chwil. Jesteś gotowy? Ok. W takim razie, zaczynajmy.

Na rynku wydawniczym pełno jest biografii Queen'u jak i samego Freddie'go. Znaleźć w tym gąszczu coś naprawdę wartościowego jest niezwykle trudno - sama zdążyłam się już o tym przekonać. Nie każdy stworzony jest do napisania kompetentnej, nowatorskiej, intrygującej opowieści o karierze i życiu osobistym sławnej osobistości. Niestety, coraz więcej ludzi bierze się do takiej roboty, gdyż wydaje im się, że napisać biografię to nic takiego. I tu się mylą. Stworzenie naprawdę dobrej, pełnej prawdziwych faktów opowieści o kochanej przez miliony ludzi osobie to ciężka, wymagająca wiele zachodu, czasami wieloletnia praca. Najpierw trzeba poszperać gdzie tylko się da, by zdobyć potrzebne materiały, potem trzeba usiąść i w odpowiednich słowach ująć całą historię danego człowieka. Najważniejsze jest, przede wszystkim, by tchnąć w swe dzieło trochę serca, bo bez tego ani rusz. Biografia zawierająca same suche fakty, które każdy z nas potrafi sobie wynaleźć w internecie, nie jest biografią. Nie jest nawet jej marną podróbką, a zwyczajnym chłamem, który jak najszybciej trzeba spalić. Dlatego, kochany Czytelniku, jeżeli kiedykolwiek zachce Ci się napisać książkę o żywocie swojego idola, przemyśl tę sprawę dogłębnie, najlepiej kilka razy. 

Moja miłość do zespołu Queen, jak i do samego Freddie'go, jest tak olbrzymia, że nie jestem w stanie opisać jej słowami. Ich muzyka jest w stanie poprawić mi nawet najgorszy humor, słysząc tak dobrze znane mi melodie mimowolnie się uśmiecham, a widząc teledyski, czy też zdjęcia moich idoli, dziękuję im w duchu za ich całą działalność. Jako fanka, a może po prostu jako miłośniczka wspaniałej czwórki, pragnę wiedzieć o ich życiu niemalże wszystko. Bawię się w Sherlocka Holmes'a w spódnicy i staram się wciąż dowiadywać czegoś nowego. Dlatego też przekopuję się przez mnóstwo biografii, z nieśmiałą nadzieją, iż któraś z nich nie powtórzy dobrze mi już znanych faktów, a wzbogaci mą wiedzę o coś nowego, coś fascynującego, coś, o czym nie miałam pojęcia. Jakiś czas temu udało mi się zapoznać z dziełem brytyjskiej pisarki, Lesley-Ann Jones - Freddie Mercury. Biografia legendy. Byłam tą biografią tak oszołomiona (i wciąż jestem), że stwierdziłam, iż lepszej już nigdy nie znajdę - i jak do tej pory, moje stwierdzenie się sprawdza. Nie poddaję się jednak, i wciąż szukam nowych, równie smakowitych kąsków. Gdy tylko dowiedziałam się o wydaniu książki Laury Jackson, Freddie Mercury. Biografia, postanowiłam, z iskrami wesoło grającymi w mych oczach, iż będę musiała ją zdobyć. Zdobyłam, obwąchałam, pogłaskałam (taki tam mój dziwny rytuał) i przeczytałam. Wnioski po przeczytaniu? Nie jest źle. Ale obeszło się bez rewelacji. Czyli jak zwykle.

Niczego nowego się nie dowiedziałam, a szkoda. Ale zdecydowanie nie zaliczam tej książki na straty, gdyż czytając ją, bardzo miło spędziłam czas. Z uśmiechem wypisanym na ustach czytałam o dobrze mi już znanych wyczynach Freddiego z młodości. Z rozrzewnieniem wspominałam swoje pierwsze tygodnie z twórczością Queen'u. Po raz kolejny uświadomiłam sobie, jak wiele Mercury i jego przyjaciele się napracowali, by osiągnąć tak wielki sukces. Do gustu niezwykle przypadł mi styl pani Jackson - prosty i lekki, bardzo przyjemny, ale niebanalny. Jej książka napisana jest nieskomplikowanie, i towarzyszyło mi miłe uczucie, jakbym czytała zwykłą opowieść, wymyśloną przez autorkę, której bohaterami są realne postacie, nie zaś biografię, w której opisane jest to wszystko, co wydarzyło się naprawdę. Byłam naprawdę mile zaskoczona. Forma przekazu spodobała mi się, a to jest najważniejsze. Rzetelności opisywanych wydarzeń także nie mogę nic zarzucić - było prosto, bez wnikania w szczegóły, obyło się bez domniemywań i gdybania. Jednak zirytował mnie ciągle poruszany temat narkotyków, którymi to Mercury rzekomo się odurzał. Owszem, słyszałam, iż w życiu Freddiego pojawił się epizod z kokainą, był on jednak krótki i nic nieznaczący. Laura Jackson natomiast w swej książce zasugerowała, iż jego uzależnienie może nie było spore, jednak artysta lubił sobie wciągnąć kreskę. Oj nie. Freddie kochał imprezy i seks. Ale koki nigdy nie nadużywał. Tego jestem pewna - w końcu wiem już o nim naprawdę wiele, czyż nie?

Freddie Mercury. Biografia wypadła w moich oczach dobrze, może nie rewelacyjnie, bo nie wyróżnia się ona szczególnie na tle innych biografii zespołu jak i samego Mercury'ego, jednak przeczytanie jej nie grozi katastrofą ani otępieniem umysłowym, nawet w przypadku doskonałych znawców żywota Freddie'go (takich jak ja, haha). Miłym aspektem książki jest zawarta na samym tyle lista wydanych singli, płyt i tym podobnych - ot, taki podręczny, łatwo dostępny zbiór najważniejszych informacji. Znajdująca się w środku książki wkładka zawiera kilka ciekawych zdjęć, z których, o niebiosa, kilku wcześniej nie widziałam. Jestem bardzo zadowolona po lekturze dzieła Laury Jackson, chociaż nie wniosło ono nic nowego do mojego żywota. Miło było jednak jeszcze raz przeżyć niektóre historie z życia Freddiego na własnej skórze. Nie mówiąc już o uronieniu kilku łez wzruszenia. Coś niesamowitego. Na tym kończę już swoje wywody. Ale pamiętajcie: the show must go on.

Ocena: 9/10
 

7 komentarze:

Querida pisze...

Bardzo lubię Queen i właśnie rozglądam się za jakąś ciekawą biografią Freddiego - ta chyba będzie w sam raz. :)

Giffin (MZbozień) pisze...

O rany, ale ci zazdroszczę, sama chętnie dorwałabym tę książkę i muszę to zrobić! :) Generalnie sporo tutaj u ciebie recenzji biografii muzyków, których po prostu uwielbiam, a ja napatrzyć się nie mogę i zawsze mnie zżera zazdrość :D

miqaisonfire pisze...

Och, nie dziwię się, że taka książka dziś u Ciebie króluje :) Chyba przeczytałaś już wszystkie dostępne na polskim rynku biografie Mercury'ego i można spokojnie Cię uznać za jego specjalistkę :) Książka kusi.

cyrysia pisze...

Słyszałam o Queen, ale nie jestem miłośniczką zagranicznej muzyki, dlatego nic nie wiem o tym zespole, w związku z czym nie jestem również zainteresowana powyższą biografią.

Flora pisze...

Lubię Queen i muzyczne biografie, po Twojej recenzji mam na tą książkę wielką ochotę :-)

Basia ♥ pisze...

Tę biografię podarowałabym mojej Mamie, ponieważ ona lubi muzykę Queenu :)

Anonimowy pisze...

No z tą koką czasem Freddie przesadzał (urodziny w Monachium);)
no ale narkomanem nie był prędzej "degustatorem :P

Prześlij komentarz