05 stycznia 2013

E.L. James - Pięćdziesiąt twarzy Greya

Miłość to pojęcie względne, które każdy z nas może rozumieć na swój sposób. Miłość to swoistego rodzaju drogowskaz, który nadaje naszemu życiu sens, i kieruje nas w najbardziej skomplikowane bagno rozterek uczuciowych, jakie tylko istnieje na tym świecie. Miłość to uśmiech drugiej osoby, miłość to szczęście, miłość to ból w sercu i słone łzy biegnące ciurkiem po naszych zaczerwienionych od emocji policzkach. Tego uczucia nie da się zdefiniować, bo każdy z nas przeżywa je inaczej. Miłość uskrzydla, lecz także niszczy. Jest nieczuła, złowroga i niczym trucizna, rozprzestrzenia się w naszym ciele, zatruwając zdolność logicznego myślenia, powodując tak zwane motyle w brzuchu, wprawiając nas w stan otępienia. Miłość to dobro i zło. Miłość to nie tylko biel i czerń, lecz także... pięćdziesiąt odcieni szarości. Aby dowiedzieć się, co to znaczy prawdziwa miłość, trzeba umieć dostrzec wszystkie te kolory. Bo miłość nie jest jednolita. Jest wspaniała, różnorodna, wielobarwna. Nauczmy się to dostrzegać. Zacznijmy patrzeć sercem.

Młoda studentka literatury, Anastasia Steele, z powodu choroby najbliższej przyjaciółki, która jest naczelną studenckiej gazety, musi przeprowadzić wywiad z zamożnym i bardzo wpływowym Christianem Grey'em. Przystojny i czarujący mężczyzna wzbudza w niej mieszane uczucia - z jednej strony przeraża, z drugiej zaś fascynuje. Ich spotkania nie można nazwać udanym, czego Anastasia jest wielce świadoma, dlatego też postanawia wymazać je z pamięci. Nie będzie jej to niestety dane, gdyż nazajutrz Grey odwiedza mały sklepik, w którym dziewczyna pracuje. I prosi ją o kolejne spotkanie. Ana uświadamia sobie, że pragnie tego mężczyzny. Ale czy on również czuje to samo w stosunku do niej? To się dopiero okaże. Bo tylko sam Christian wie, jak mroczne są niektóre zakamarki jego duszy...

A więc w końcu nadszedł ten moment. Dopadłam tajemniczego Greya. Chociaż nie. Stop. Wróć. To Grey dopadł mnie. Szczerze mówiąc, nie mogłam już słuchać tych wszystkich ochów i achów napływających do moich biednych uszu z każdej możliwej strony, jaki to Grey nie jest wspaniały i cudowny, nieziemski i fenomenalny, bla, bla, bla... Irytowało mnie to wielce. W chwilach desperacji chciałam skakać z mostu tudzież zacząć ciąć się mydłem, lecz moja rozpacz nie sięgnęła jeszcze punktu kulminacyjnego, toteż odpuściłam sobie te zacne czynności i postanowiłam stanąć z wysoko podniesioną głową przed tym Greyem. Słyszałam, że jest to słaba opowiastka o naiwnej kobietce, która ulega bogowi seksu i oddaje mu się cała na tacy. Jak miło. Aż dostałam mdłości. Macie jakieś wiadro pod ręką? Dziękuję, oddam za chwilę. Wracając jednak do tematu. Nie oczekiwałam po tej książce niczego wielkiego. W sumie, nie wiedziałam, czego mogę się po niej spodziewać. Z reguły nie czytam tego, o czym wszyscy inni pieją z zachwytem - tym razem się przełamałam, gdyż moja ciekawość sięgnęła zenitu. Musiałam przeczytać tego Greya, bo wiem, że gdybym tego nie uczyniła, zbzikowałaym do reszty. Tak, da się być jeszcze bardziej szalonym, niż jestem w obecnym momencie. Nie, nie musicie się o mnie martwić. Chociaż nie, zacznijcie. Bo wiecie co? Na dniach wybieram się do księgarni po drugą część tego Greya. Możecie mnie wysłać do psychiatryka, będę wdzięczna. Dziękuję. Tylko przyślijcie swojej ulubionej recenzentce od czasu do czasu wielki kosz słodyczy, okej?

Pięćdziesiąt twarzy Greya to szmira jakich mało. Mówiąc, że jest to lektura mało ambitna, wielce zawyżamy jej poziom. E.L. James stworzyła powieść, która potencjalnie miała szokować i wywoływać u czytelnika dreszcz napięcia, co niestety (a może i stety) jej nie wyszło. Rzuciłam mocne słowa, że ten Grey to kompletne dno. Jest to jednak dno, które czyta się nadzwyczaj dobrze, i którego jedynym fenomenem jest fakt, iż przy lekturze można zapomnieć o całym bożym świecie. Nic, tylko usiąść, chwycić Greya w objęcia i zacząć się przejmować problemami Any, która nie może się zdecydować, jak będzie wyglądał jej związek z Christianem. Słodziutko. Pięćdziesiąt twarzy Greya osiągnęło olbrzymi sukces, sukces porównywalny do Zmierzchu Stephenie Meyer. Obie te powieści łączy jedno: nikt nie wie, dlaczego ludzie zaczęli zachwycać się tak prymitywnym czymś. Ja podnoszę wysoko rękę do góry i zgłaszam się do odpowiedzi. Obie te powieści znalazły mnóstwo symaptyków z powodu swej banalności, lekkości i uroczego głównego bohatera. That's all. Najciekawsze jednak jest to, że obie te pozycje mają tyle samo miłośników, co i przeciwników. Te książki albo się kocha, albo się ich nienawidzi. No ale dobrze, zostawmy nieszczęsny Zmierzch w spokoju. Przyjrzyjmy się temu Greyowi. Powieść E.L. James nie jest żadnym dziełem literackim. Napisana banalnym, niezwykle ubogim i prostackim językiem, skupiająca się jedynie na dennych uczuciach głównej bohaterki opowieść o seksie bez seksu. Tyle się nasłuchałam, że jest to niezwykle pikantna powieść erotyczna, pełna napięcia i wywołująca rumieńce na policzkach. Przeczytałam i rzec mogę jedno: kajdany? Wiązanie? Podwieszanie? Toż to nic nowego i szokującego, o takich rzeczach poczytamy w każdym numerze Cosmopolitanu! Naprawdę, nie ma się czym ekscytować. Pani James nie posiada zdolności opisywania poszczególnych sytuacji, ale przede wszystkim emocji, przez co wszelkie sceny zbliżeń Any i Christiana wydawały się puste, nędzne i nic nie warte. No, trudno. Ujma wielka. Ale co z tego. I tak czytało się dobrze. Aż za dobrze. Sama nie wiem, co spodobało mi się w tej książce. O Boże, staczam się na samo dno... Ratunku.

Fabuła książki aż do obrzydzenia przypomina wspomniany wcześniej Zmierzch. Ona jest niewinną, szarą myszką, on zaś dostojnym lwem, który potrafi sobie zjednać każdego. Przez pierwsze pięćdziesiąt stron książki zastanawiałam się, czy to serio nie jest jakaś nędzna kpina, i czy to nie jest po prostu Zmierzch dla dorosłych - bez elementu wampirycznego. Wielce się nie pomyliłam, gdyż zaufane źródła podają, iż. E.L. po wybuchu zajawki na powieść Stephenie Meyer pisała sobie jakieś tam opowiadania o Belli i Edwardzie, opowiadania seksistowskie, o ich wspólnych zbliżeniach. Pisała, pisała, czytelnicy się zachwycali, no a potem powstał ten Grey i zrobił naprawdę wiele szumu, zwłaszcza wśród kobiet. Naprawdę, spodziewałam się czegoś mocniejszego, niż banalnej opowiastki o dwójce ludzi, którzy mają względnie ogromny problem. Ona się w nim zakochała, on chce od niej tylko seksu, ale w sumie też zaczyna coś do niej czuć. Emocje jak na zbieraniu grzybów, no ale. Książka w pewnym stopniu zachwyca - lekkością, swobodą, banalnością. Skoro w dzisiejszych czasach jest taki popyt na bardzo słabe powieści, co będzie kiedyś? Literatura straci całą swą ambicję i będziemy zaczytywać się tylko w marnych odpadach czyjejś wyobraźni? Nie, dziękuję. Nie mam na to ochoty. Mam nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie. Oby.

Anastasia Steele to stworzenie niezwykle irytujące. Nieporadne, zbyt wrażliwe, nudne i nieznające się na życiu. Główna bohaterka jest postacią, której po prostu nie da się polubić. A przynajmniej ja nie potrafię tego uczynić. Denerwująca jest jej uległość i naiwność w stosunku do boskiego Greya. Tak, boskiego. Bo autorka przedstawiła Christiana jako boga sado-maso, w którym kryje się jednak natura wrażliwca i dżentelmena. Christian to niesamowicie charyzmatyczna, mocno zarysowana postać, która dodała książce wigoru. Ubolewam jednak nad faktem, iż E.L. nie trzymała się jednej koncepcji i nie stworzyła z niego zwykłego tyrana, który lubi różne dziwne igraszki w łóżku, a pozwoliła, aby na jaw wyszła jego wrodzona delikatność w stosunku do kobiet. Pięćdziesiąt twarzy Greya, to powieść niezwykle uboga - językowo, merytorycznie i stylistycznie - jednak polskie tłumaczenie przeszło samo siebie. Dlaczego Ana nie może przeklinać jak normalny człowiek, tylko musi używać sformuowań typu O święty Barnabo! czy też Kurde blaszka! Ręce opadają.

Pięćdziesiąt twarzy Greya to powieść banalna, mało subtelna, nijaka, zawierająca wiele błędów, koszmarna, mało ambitna. Ale czyta się ją wyśmienicie, i zakładam, że jest to główny powód jej fenomenu. Czterdzieści milionów sprzedanych egzemplarzy świadczy o tym, że kobiety pragną choć psychicznie przeżyć seksualne uniesienie, które być może na co dzień nie jest im dane. Książka autorstwa E.L. James ma je choć na chwilę przenieść w świat fizycznych doznań. Ta książka obiecuje wiele potencjalnym czytelnikom. Ale czy te obietnice spełnia? Przekonajcie się sami. Tego Greya trzeba poznać osobiście, by wyrobić sobie o nim opinię. Życzę Wam wytrwałości.

Ocena: 7/10

„Czasami się zastanawiam, czy przypadkiem coś jest ze mną nie tak. Być może za dużo czasu spędzam w towarzystwie moich bohaterów literackich i, co za tym idzie, moje ideały i oczekiwania są zdecydowanie zbyt wysokie.” 

31 komentarze:

cyrysia pisze...

Jestem pod wielkim wrażeniem twojej recenzji. Dawno nie czytałam tak dobrej interpretacji wrażeń po lekturze Graya. Książkę czytałam jakiś czas temu i ja mimo tych wszystkich katastrofalnych mankamentów oceniam ją bardzo dobrze i zamierzam w wolnej chwili sięgnąć po drugi tom, który już na mnie czeka na półce.

Antyśka pisze...

Widzę, że dość wysoko ją oceniłaś. Ja miałam problemy ze zniesieniem wciąż przygryzającej wargi Any, czy chociażby jej wewnętrznej bogini. Podziwiam Cię, że jednak dostrzegłaś jakieś pozytywy. Ale owszem, książka została stworzona po to, by szokować. I w pewnym sensie autorce się to udało, ale niekoniecznie jeśli chodzi o fabułę... :)
Pozdrawiam

Querida pisze...

Zewsząd zalewają mnie przeróżne opinie na temat tej książki, tak więc planuję sięgnąć po nią w najbliższym czasie i przekonać się, na czym polega ten jej fenomen. ;)

Madame K. pisze...

Ja jednak aż do tej pory nie skusiłam się po tę książkę. I tego nie zrobię. Wolę nie marnować czasu na jakieś denne erotyczne fantazje autorki.

Donna pisze...

Ta książka to kompletny koszmar, który trzeba samemu wyrzucić z głowy. Załamałam się, kiedy znalazłam pod choinką mojego chłopaka jeden egzemplarz dla mnie! No, ale może facetów to rajcuje.

bloodpoison pisze...

Niestety, ja nie wytrwałam. Ba, od razu po prawie-przeczytaniu, podczas jednego z pobytów w Matrasie podsłuchałam rozmowę jakiejś kobiety ze sprzedawczynią: 'Czy mają może państwo książkę pt. 50 twarzy Greya?' - 'Nie, niestety, posiadamy tylko drugą część'. Prawie się na tę pierwszą rzuciłam i oznajmiłam, że tak, tak, posiadam na moje nieszczęście tę pozycję, bo jakaś cudowna osoba przekazała mi ją w formie nagrody za konkurs i będę wniebowzięta, jeśli zechce pani ją ode mnie odkupić. Takim właśnie sposobem książka zniknęła z mojej półki. Jesteś jednak kolejną już osobą, która nie skrykowała tej książki po całości. Ja osobiście nie mogłam jej ścierpieć i mam cichą nadzieję, że książki wydawane w przyszłości, nawet tej nieodległej, nie będą wyglądać podobnie.

ness pisze...

Książka raczej nie dla mnie. Twoja recenzja jest świetna, ale ja już wcześniej zraziłam się do tej powieści :/

Nyx pisze...

Recenzja genialna, czytałam z uśmiechem na twarzy. Jakie porównanie do Zmierzchu... widać, że trafne, choć Greya nie czytalam i nie wiem, czy to uczynię.

O święty Barnabo! Kurde blaszka! Psia kostka, jakie te przekleństwa są zabawne xd xd xd xd Turlałabym si,ę ze śmiechu podczytując je w powieści.

Co do Greya, to gdy ten boom na powieśc ucichł z cienia wyszło wiele osób, którym ta książka wyjątkowo podpadła. Jak to jest, że najpierw można wyłapać wszechobecny zachwyt, a potem dopiero okazuje się, że jest także wiele przeciwników takiej powieści? o.O Boją się odezwać wczesniej, czy są spychani na dalszy plan przez "fangirlsy" ? :D

Beata pisze...

Czytałam dużo recenzji na temat tej książki pozytywnych i negatywnych. Jednak muszę jeszcze się mocno zastanowić nad przeczytaniem. A tak po za tym świetna recenzja. :)

Chabrowa pisze...

Wczoraj z ciekawości zaczęłam czytać i nie dokończyłam. Dawno mnie tak żadna książka nie znudziła, no bo ileż można czytać o tym samym. Tym bardziej, że zabrakło mi tu jakichkolwiek emocji. Nie piszę tu już nawet o tych przekleństwach, czy wewnętrznej boginii. :)

Ema Pisula pisze...

świetna recenzja! jasno powiedziałaś, czego możemy się spodziewać po "Greyu".
ja go sobie jendak odpuszczę (nawet mimo tego, że Zmierzch polubiłam ;p.

pozdrawiam :)

Sylwuch pisze...

Blogosfera aż pęka w szwach od negatywnych recenzji dotyczących Greya. Nie ma co ukrywać, że tych pozytywnych jest.. jak na lekarstwo. Twoja ocena jest jedną z niewielu tak dobrych, co utwierdza mnie w przekonaniu, że koniecznie muszę zabrać się za "Pięćdziesiąt twarzy Greya". Co prawda, nawet te negatywne opinie nie zrażały mnie do tej trylogii, bo chcę przekonać się na własnej skórze, jak to z tym Greyem jest. :)

Created Eternity pisze...

Hmm... książka raczej nie dla mnie. Chociaż może kiedyś po nią sięgnę :)

Zapraszam na konkurs!
Do wygrania hit ostatnich tygodni: książka "Ostatnia spowiedź" :)

Redżi pisze...

To jest chyba najlepsza recenzja tej książki, jaką miałam okazję przeczytać XD Opinie jednak tak bardzo się różnią, że moje uczucia są mieszane i nie do końca określone. Raczej nie sięgnę po tę książkę, ale i tak całuję Cię mocno! :* Pozdrówka :D

Anonimowy pisze...

HAHAHAHAHA, EMOCJE JAK PRZY ZBIERANIU GRZYBÓW XDD LEŻĘ I NIE WSTAJĘ :D

miqaisonfire pisze...

Szmira, ale dobrze się czytająca. Na dodatek dostała taką wysoką punktację! Troszkę jestem mimo wszystko zaskoczona, aczkolwiek sama mam wątpliwości czy po nią sięgać, czy nie.

Karolka pisze...

Haha, naprawdę CUDOWNA recenzja <3
Ja po Greya mimo wszystko sięgać nie będę, szkoda mi czasu na takie czytadło ;) Poza tym... jakoś ten temat mnie obrzydza xd

Polaris pisze...

Absolutnie nie zamierzam tego czytać, wystarczy, że inni nabrali się na reklamę tej książki ;)

Karine Chatier pisze...

Kapitalna recenzja :)
Jestem pod wrażeniem, że potrafiłaś znaleźć tu jakiekolwiek pozytywy. Nie czytałam i nie zamierzam. Choć wszyscy wokół podziwiają i zachwalają. Nie poddam się. Podejrzewam, że poziom jest podobny do tak znienawidzonych przeze mnie harlequinów.

Dwojra pisze...

Mnie do tej książki w ogóle nie ciągnie. Ani trochę. No po prostu null. W mojej okolicy też wszyscy się tym zachwycają - ba! usłyszałam nawet opinię, jakoby było to najlepsze stadium miłości ever. Możesz mi pożyczyć to wiadro, jak już skorzystasz

Lawenda pisze...

Cóż, nie czytałam słynnego Greya, więc nie wiem. Jakoś też mnie do niej nie ciągnie, ale wiem, ze dużo osób jest pod wrażeniem.;) Fajna recenzja.

Agatonistka pisze...

Przeczytam z pewnością, koleżanki z roku są jej ogromnymi fankami i zdążyły mnie już na nią nakręcić ;) Zobaczymy czy sprosta moim oczekiwaniom.

Alys pisze...

Książki nie czytałam i na razie nie mam zamiaru tego zmieniać ;)
Ciekawa recenzja :D

Cassin pisze...

Nie wiem czy starczy mi na nią wytrwałości, ale od dawna wiem, że jest już w bibliotece - więc jeśli kiedyś się na nią natkę, to kto wie ? :D
Nie będę jej jednak specjalnie zamawiać albo czekać na nią w kolejce :)

Paulina pisze...

Nieźle się ubawiłam, czytając Twoją recenzję :) Ja właśnie dzisiaj również dodałam swoje przemyślenia na temat tej bezdennie głupiej powieści i właściwie mam podobne zdanie, jak Ty. Emocje jak przy zbieraniu grzybów, lol, u mnie było raczej "bosz, długo jeszcze do końca"? ;)

Książkowe zauroczenie pisze...

recezja jest boska. Nie wiem , czy powinnam po nią sięgać, ale skoro mam coś z masochisty i mam obie części na półce , to umęczę swój umysł, przynajmniej spróbuję. Chyba , że wybiorę audiobook, to zmęczę tylko uczy i wleci jednym a wyleci...

Dusiołek pisze...

Bardzo dobra i wyjątkowo trafna recenzja, z którą prawie w całości się zgadzam:) Chociaż wyznaję pogląd, że książka nie musi zawierać "przesłania", ani być napisana poetyckim językiem, to zdecydowanie uważam, że "tworzenie" tylko dla rozrywki na niskim poziomie należy oceniać negatywnie. Pozytywnym aspektem jest jednak wyraźna, i częściowo udana, próba pogłębienia portretu psychologicznego Greya. Drugą zaletą jest niesamowita łatwość czytania i ta niezdrowa ciekawość: "Co będzie dalej?"

Książkę polecił mi i pożyczył mój kolega, co świadczy o tym, że i my, mężczyźni, potrafimy znaleźć w niej coś pozytywnego :)

GumcioBook pisze...

ostatnio właśnie czytałam, ale nie przypadła mi jakoś szczególnie do gustu.

versatile pisze...

Ostatnie zdanie ostatniego akapitu genialne podsumowuje całą tę książkę. Dodatkowo całkowicie się zgadzam co do nijakiej i irytującej kreacji głównej bohaterki (która w drugiej części jeszcze bardziej działa na nerwy). Na pocieszenie dodam, że w drugiej części nie ma już ani jednego zwrotu "O święty Barnabo" :D

Helka pisze...

Przeczytałam całą trylogię i jakoś bardzo ta książka mnie nie zafascynowała. Jeśli jesteś ciekawa dalszych wątków, to zapraszam do mnie na bloga - tam znajdziesz opisy pozostałych II tomów Greya.
Pozdrawiam!

Perry pisze...

Jeśli porównujesz ją do "Zmierzchu" to z pewnością podziękuję. Na takie banalne romansidła nie ma miejsca na mojej półce z książkami.
Choć prawda jest taka, że tyle osób ją krytykuje, a na liście bestsellerów wciąż jest...

Prześlij komentarz