19 stycznia 2013

John Lutz - Seryjny

Przemykając późnym wieczorem ciemnymi ulicami oglądasz się za siebie, z trwogą nasłuchując, czy nikt nie śledzi Twych kroków. Przyspieszony oddech jest Ci nieodłącznym towarzyszem, zaś skołatane nerwy umilają późny powrót do domu. Czy aby na pewno nikt nie czaił się o tam, za rogiem? Czy ten cień, który przed chwilą przemknął Ci przed oczyma, należy do wygłodniałego kota, który w poszukiwaniu jedzenia pałęta się po tych ciemnych zakamarkach? A może... Nie, to niemożliwe. Z pewnością nikt Cię nie śledzi. Nikt nie ma zamiaru poderżnąć Ci gardła w tym ciemnym zaułku. Ale przecież, okazja jest przednia. Tylko Ty, wszechogarniająca ciemność, wąska uliczka i... On. Seryjny morderca. Morderca, który chce sprawić Ci ból. Który chce czuć Twoje przerażenie i móc się nim napawać. Który chce widzieć gasnące światło w Twych oczach. Uważaj. Miej się na baczności. Nigdy nie ignoruj strachu. Bo on może być Twoim jedynym wybawicielem. Twoim jedynym ratunkiem. Zapamiętaj to sobie.

W Nowym Jorku grasuje seryjny morderca, który lubi bawić się swoimi ofiarami. Wycina na ich ciałach dziwne ślady, wycina im języki oraz podpala ich skórę papierosem. Uwielbia zadawać ból i cieszy się ze strachu swych ofiar. Jest wyjątkowym dżentelmenem, gdyż nie chce, by krzywdzone przez niego osoby straciły choć jeden pikantny szczegół z przedstawienia, w którym same biorą udział - dlatego też nie pozwala im tracić przytomności, budząc je amoniakiem. Lubuje się w krzywdzeniu kobiet, które niegdyś zostały zgwałcone i nietrafnie wskazały swego oprawcę. Cóż począć z takim przypadkiem beznadziejnym? Detektyw Frank Quinn ma mnóstwo roboty. Bo Rzeźnik nie odpuszcza. Rzeźnik mści się po swojemu. I morduje niewinne kobiety. Działa sprawnie i perfekcyjnie. Do czasu.

Kryminały zdecydowanie nie są moją domeną. Phi! Ja wręcz uciekam gdzie pieprz rośnie, gdy ktoś próbuje mi wetknąć w łapy jakąś powieść z wątkiem kryminalnym. Nie, ja do tego typu powieści nie mam nerwów. Nuży mnie to ciągłe rozwiązywanie zagadek, gonitwa detektywów za potencjalnymi zbrodniarzami, i te całe szpiegowskie klimaty. To nie dla mnie. Jednak od czasu do czasu coś mnie kusi, coś mi szepcze cichutko do ucha: przeczytaj jakiś kryminał, przeczytaj, tak dla odmiany... Nie, z moją głową wszystko w porządku. Dziękuję, że się zmartwiłeś, Drogi Czytelniku. Ale fakt faktem, coś tam mnie czasami nagabuje, nie wiem, czy to aniołek z lewego ramienia, czy diabełek z prawego, cholera wie, co jeszcze, ale kuszenie staje się w pewnym momencie nie do zniesienia i popełniam tę jakże paskudną zbrodnię i rzucam się z zębiskami na jakiś dobry kryminał. Dobry, bo ja prowadzę ambitną i wyszukaną selekcję. Szukam i szukam, aż znajdę swój potencjalny ideał. Czasami me poszukiwania mnie zwodzą i zostaję wyprowadzona w totalne pole, gdzie czeka na mnie nudna do bólu lektura, ale zazwyczaj udaje mi się schwytać w swe objęcia coś naprawdę ciekawego. I tak było tym razem. Coś mi do ucha szeptać zaczęło (chyba muszę się w końcu udać do laryngologa. Albo nie, lepiej od razu do psychiatry) i pokusiło mnie o przeczytanie Seryjnego autorstwa amerykańskiego pisarza, jakim jest John Lutz. Zła byłam na siebie ogromnie, no bo wiecie, ja kryminałów nie czytam, a tu taki wybryk z mojej strony wynikł! Ach, zła ja. Cóż ja ze sobą pocznę. Może udam się w ramach pokuty na kolanach do Częstochowy? Dobry pomysł. Ale zrealizuję go (mentalnie) dopiero po napisaniu tej recenzji. Bo jest o czym pisać, oj jest.

Na początku był chaos. Ups, to nie ta bajka. Chociaż... tak, na początku był chaos. Przez pierwszą połowę książki wściekałam się i wyklinałam na autora, najsoczyściej jak tylko potrafię. Było nudno, sztampowo. W głowie rodził mi się tylko widok prerii z turlającym się sianem (wiecie o czym mówię). Pierwszej połowy książki, jak dla mnie, w sumie mogłoby nie być. Nie działo się nic szczególnego, nijakie i aż do bólu proste i banalne opisy nudziły moją jakże wyszukaną wyobraźnię. Ale dobra, postanowiłam zagryźć zęby i czytać dalej. I dobrze, że jednak nie wyrzuciłam Seryjnego przez okno, bo w takim wypadku mogłabym się pożegnać z naprawdę intrygującą lekturą. Tak, mówię to ja, zniewieściała przeciwniczka kryminałów. Druga połowa powieści wciągnęła mnie do reszty, opisy stały się dosyć barwne i bardziej interesujące, fabuła nabrała rumieńców, zaś akcja zaczęła pędzić niczym konie po betonie (ach, jestem taka zabawna). John Lutz miał dobry pomysł na książkę, choć nie do końca udało mu się go zrealizować. Pierwsza połowa to dno, druga jest już o niebo lepsza, jednak wciąż pełno jest w niej niedociągnięć. Przede wszystkim, zabrakło mi emocji. A one przecież podczas lektury są najważniejsze. Te wszystkie sytuacje, kiedy znajdowano kolejne okaleczone ciała ofiar Rzeźnika, były aż do bólu beznamiętne. Wszystkie wyglądały tak samo: "o, fajnie, kolejna ofiara. A kto to? No jaka szkoda, że nie żyje. Musimy dopaść tego mordercę. A była taka śliczna! Szkoda jej. Ej, stary, masz może ogień, bo nie mam czym papiersa podpalić? Dzięki". Ka-ta-stro-fa. Inaczej tego ująć niestety nie mogę. Bawiłam się dobrze. Ale niektóre niedociągnięcia wołały o pomstę do nieba. Boże, widzisz, a nie grzmisz.

Seryjny zawiera w sobie dwie osobne historie, które na końcu, w punkcie kulminacyjnym, zgrabnie się ze sobą splatają tworząc spójną całość. Dzięki przedstawieniu historii Rzeźnika z dwóch perspektyw, na przestrzeni lat, czytelnik ma możliwość poznać dogłębnie jego poczynania i dowiedzieć się, dlaczego postąpił on tak, a nie inaczej. Przyznam szczerze, iż ów zabieg wyjątkowo mnie zaintrygował i chylę głowę przed autorem za przedstawienie wydarzeń w ten sposób. No ale, coby tak cukierkowo nie było, muszę jeszcze trochę ponarzekać. Seryjny momentami sprawiał wrażenie banalnej opowiastki, w której nawet sam autor nie wie o co chodzi. Niektóre wydarzenia były przerysowane, sztuczne i niesamowicie beznamiętne. Bywało po prostu sztywno, że się tak wyrażę. Sami bohaterowie również nie zrobili na mnie najlepszego wrażenia. Oczekiwałam, iż będą to postacie charyzmatyczne, pełne wigoru, interesujące i niepowtarzalne. A było zupełnie na odwrót. Detektyw Quinn jak i cała jego ekipa śledcza, to ludzie szarzy, zwyczajni, i banalni. Nie polubiłam ich. Co innego, jeśli chodzi o samego Rzeźnika czy jego partnerkę życiową - z nimi miło spędzałam mentalnie swój czas. Z tamtymi nie. Dziwne jest to, że tylko nieliczni bohaterowie są w stu procentach dopracowani, reszta zaś nie. Czyżby Lutz zadowolił się wykreowaniem dobrego głównego bohatera, a resztę porzucił na pastwę losu? Oj nieładnie tak, nieładnie...

Kryminały nigdy nie będą moim chlebem powszednim, jednak chyba przestanę im mówić: stop. Zawsze robiłam awantury, gdy ktoś mi robił wyrzuty z powodu mojej antypatii do tego szczególnego gatunku. Dobrze, obiecuję Ci, Drogi Czytelniku, żeby mnie szlag miał jutro trafić, albo gromem uderzyć, że przestanę kląć na kryminały i powieści detektywistyczne. Ale powiem Ci jedno: i tak ich nigdy nie pokocham. Nie ma mowy. Chociaż zdarzają się trafne wybory, jakim był właśnie Seryjny, to i tak nigdy rozwiązywanie zagadek i policyjne poszukiwania morderców mnie nie będą fascynowały. No way. Wspominałam już, że jestem uparta jak osioł? Jakieś milion razy? Wspaniale się składa. No ale dobrze, nie przynudzam już. Zmykaj, Czytelniku, czytać Seryjnego. Bo warto.

Ocena: 7/10 

19 komentarze:

Simon pisze...

Przeglądając wczoraj stronę wydawnictwa Pruszyński trafiłem na tą książkę. Opis mnie zaciekawił. Teraz przeczytałem Twoją recenzją i strasznie mnie zaintrygowała. "SERYJNY" - pozycja obowiązkowa. Pozdrawiam.

symtuastic pisze...

Podobnie do Ciebie nie przepadam za kryminałami i raczej wystrzegam się pozycji przypisanych do tego gatunku. Myślę, że podobnie będzie i z tą pozycją... Jakoś mnie do niej nie ciągnie ;p

Skrzat pisze...

WItaj! Naprawdę coś jest nie tak z mailami, ponieważ wysłałam do Ciebie wiadomość, czy nie masz nic przeciwko istnieniu mojego wyzwania, widocznie nie dotarła znów :/ Także niczyja wina, nie przepraszaj:) Cieszę się, że nie masz nic przeciwko.:)

Poza tym - zainteresowałaś mnie tą książką przez swój gawędziarski styl, lubię takie swobodne recenzje.:d

cyrysia pisze...

Bardzo ci zazdroszczę ,Seryjnego'', ponieważ chciałam go do recenzji, niestety mi się nie udało, ale i tak na tym nie poprzestanę i poszukam tej książki, gdyż uwielbiam kryminały, a powyższy szalenie mnie intryguje.

Lenalee pisze...

Do kryminałów nie zaglądam zbyt często. Na nie muszę mieć nastrój i chęć, jedynie po Christie i Cobena mogę sięgać na ślepo i w każdej chwili. Tej książce jednak podziękuję. ;)

Cohrri pisze...

Kryminały nie są dla mnie. Niestety ;) Dodaje do obserwowanych :)

Dwojra pisze...

Ja, gdy byłam w Twoim wieku (ależ to idiotycznie brzmi!)...to może inaczej. Ja tak mniej więcedj do 16 roku życia zaczytywałam się w kryminałach. Po prostu je ubóstwiałam, zresztą marzyłam też namiętnie o pracy w policji. Nadal wiążę swoją przyszłość z prawem karnym, więc coś tam we mnie siedzi. Kryminałów czytam mniej, bo po prostu po moich wcześniejszych maratonach naprawdę trudno o taki, który by mnie prawdziwie zaskoczył, ale jak już znajdę to...oderwijcie mnie od książki nie w momencie wybuchu III Wojny Światowej, a wtedy, jak już jakiś Little Boy będzie leciał mi na głowę. Co do różnych psychopatów z kryminałów... spróbuj z Artystą Zbrodni, jak znów coś Ci podszepnie, by poczytać kryminał. Pamiętam, że na mnie wywarł dość mocne wrażenie. :)

PS: Nadal czekam na odpowiedź, pewnie odpiszą w poniedziałek. O ile odpiszą w ogóle.

Redżi pisze...

Karoooo i kryminał! :D
Ja powiem tak. Jeśli chodzi o kryminały i powieści grozy, moją jedyną stycznością z taką literaturą miała miejsce, gdy kupiłam książkę Deavera. On jest zdecydowanie moim mistrzem xD
Co do tej recenzji, no cóż, książka mnie zaintrygowała, to zapewne, ale nie jestem pewna, czy przeczytam, źle znoszę nudne początki (zwłaszcza gdy ciągną się do połowy książki...), chyba nie jestem tak wytrwała jak Ty :D Ale na pewno zapamiętam sobie ten tytuł ;)
Pozdrówki ślę! :*

kasandra_85 pisze...

Jak zwykle czuję się zachęcona:D

Meme pisze...

Przyglądałam się tej ksiażce, od kiedy pojawiła się na rynku. Dzięki twojej recenzji moja ochota na nią wręcz sięga granic! Uwielbiam takie klimaty i nigdy nie powiem im nie ;P

Madame K. pisze...

Ja kryminały uwielbiam. Skoro ty twierdzisz, że ten jest dobry (a nie przepadasz za tym gatunkiem), to jak najbardziej CI wierzę. Koniecznie po "Seryjnego" muszę sięgnąć;)

miqaisonfire pisze...

Czytałam jedną książkę z tej serii i z chęcią przeczytałabym i "Seryjnego" :) Kryminały to moja bajka.

Viconia pisze...

Książka książką, ale wstęp napisałaś taki, że może sama zacznij rozważać napisanie kryminału :)

Irena A. Bujak (Bujaczek) pisze...

Ha ha! Uwielbiam Twoje recenzje. Rozbrajasz mnie tym jak piszesz ;)

Seryjnego mam na uwadze od momentu wydania i fajnie wiedzieć, że warto po niego sięgnąć ;)

Paulina pisze...

Jak można nie lubić kryminałów? Zagadek, intrygi? ;) Ojej! Ja uwielbiam. Dla mnie nic innego mogłoby nie istnieć (oczywiście oprócz Kinga i kryminałów). A ten "Seryjny" - cóż, ominąć początek z trawą przeturlającą się przez prerię (a to dobre) i można czytać. Książka musi być dobra, skoro nawet Ty, zadeklarowana anty-kryminalna czytelniczka, dajesz jej 7/10 ;))) Pozdrawiam!

Lawenda pisze...

Hej, zaprosiłam Cię na wzięcie udziału w nowej zabawie. Zapraszam, zobacz u mnie! :)

Little Decoy pisze...

Bardzo ciekawa okładka ;) Zapowiada się ciekawie.
Pozdrawiam!

Kermit pisze...

Zdecydowanie wolę skandynawskie kryminały. Aczkolwiek zdarzało mi się sięgać również po amerykanów, którzy na podstawie autopsji doskonale wiedzą jak wyglądają prawdziwi przestępcy. Na takie rzeczy trzeba mieć wyjątkowy humor. Choć niewątpliwie nie podoba mi się motyw o gwałconych kobietach. Kolejne seksistowskie podejście.

Aleksnadra pisze...

Miałam ochotę na tę książkę ale teraz sama nie wiem. Odrzuca mnie sztampowość i chaos na początku. Boję się, że nie przebrnę przez to...

Prześlij komentarz