25 stycznia 2013

Tricia Rayburn - Głębia

Stąpając bosymi stopami po mokrym piasku, pogrążasz się w marzeniach. Leniwym wzrokiem przesuwasz po morskich falach. Zimne, słone powietrze orzeźwia Twe zmysły. Krzyki mew ranią Twój czuły słuch. Tak bardzo pragniesz zanurzyć się w tej zimnej wodzie, iść za głosem fal. Tak bardzo chcesz poczuć na swym ciele morską sól. Tak bardzo potrzebujesz, właśnie w tej chwili, znaleźć się daleko od lądu, gdzieś pośród ciemnych, mrocznych odmętów zimnej wody, tam, gdzie nie istnieje nic innego prócz śliskich glonów i strasznego uczucia pustki. To właśnie tam znajdują się One. Syreny. Tam wzmacniają swe siły, by móc oczarować swym wdziękiem kolejnego śmiertelnika. Tam jest ich królestwo. Tam planują zemstę. Czy odważysz się zapuścić w mroczne odmęty morskiej toni, by stawić im czoło?

Vanessa musi mocno zagryźć zęby i pomimo wszelkich kłód rzucanych pod nogi przez los, musi zacząć znów prowadzić normalne życie. A przynajmniej powinna spróbować żyć, tak jak wcześniej. Po nieoczekiwanej śmierci siostry i odkryciu wielu mrocznych tajemnic dotyczących własnej natury, dziewczyna wraca do rodzinnego Bostonu i tam stara się zapomnieć o trudach ostatnich miesięcy. Niestety, zapomnienie nie jest jej dane, gdyż prócz ukończenia ostatniej klasy szkoły średniej, Vanessa musi zmierzyć się z dwoma naprawdę wielkimi problemami: powstrzymaniem swej przemiany w mityczną istotę, i nieoczekiwanym powrotem syren, które w jej przekonaniu powinny już dawno być martwe...

Kreacja głównych bohaterów powieści na paranormalne istoty jest ostatnimi laty dosyć popularna, i chyba każdy z nas porządnie przejadł się już tymi wszystkimi wampirami, wilkołakami i innymi zmiennokształtnymi. Nie powiem, ja też. Uwielbiam całym serduchem wszelkie opowieści paranormal romance, zwłaszcza te, w których rolę przewodnią wiodą wampiry. No ale powiedzcie mi, ile można? No właśnie. Dlatego też niezmiernie miło zaskoczył mnie fakt, iż pewna cudowna osóbka na tym świecie postanowiła napisać paranormala, ale, uwaga, główną uwagę czytelnika skupiła na niesamowitych istotach, jakimi są syreny. Pomysł ten wydał mi się naprawdę genialny, gdyż miłuję te mityczne stworzenia od początków swego istnienia (czyli już prawie siedemnaście lat!). Pierwsza część trylogii autorstwa Tricii Rayburn, Syrena, wywołała u mnie pozytywne odczucia i przypadła mi do gustu. Co prawda szału wielkiego nie było, ale nie narzekam, bo książka okazała się być naprawdę ciekawą i zajmującą, może nieco banalną, lekturą. Zaciekawiona dalszymi losami bohaterów Syreny, postanowiłam kontynuować swoją przygodę z podmorskim światem, i tak oto Głębia znalazła się w mych czułych objęciach. Pełna oczekiwań i rodzących się niepewności rzuciłam się na tę powieść niczym syrena na jakiegoś przystojnego młodzieńca, i przeczytałam ją na jednym wdechu. "To jest to" - pomyślałam. Otóż, moi drodzy, Głębia zawiera w sobie wszystko to, czego Syrenie zabrakło. Wartką akcję, wyjaśnienie niedokończonych spraw i ten nieziemski, cudowny, niezmiernie emocjonujący... wątek romantyczny. Czuję się pozytywnie zaskoczona. I to bardzo.

Nie zamierzam tutaj, Drogi Czytelniku, wypisywać, jak to świetnie bawiłam się przy lekturze Głębi, bo, po pierwsze, zabrzmiałoby to niesamowicie cukierkowo i słodziutko, a po drugie, sztucznie. Fakt faktem, przy lekturze drugiej części trylogii opowiadającej o syrenach bawiłam się niezwykle dobrze, targały mną różne emocje, śmiałam się i płakałam razem z bohaterami, ale czy Ty naprawdę chcesz o tym czytać? No dobrze, powiem Ci, że wzruszyłam się w paru momentach, niekiedy byłam mile zaskoczona, że druga część jest znacznie lepsza od pierwszej, czasami też skakałam z radości (zwłaszcza wtedy, kiedy w opowieści mowa była o Simonie), aż rodzona matka patrzyła na mnie jak na dzikuskę, ale cóż poradzić. Taka moja natura. Bardzo wczuwam się w sytuację bohaterów w książce. Jestem, wbrew wszelkim pozorom, niezwykle empatycznym człowiekiem. Tak, już widzę zaskoczenie malujące się na Twej twarzy, mój kochany Czytelniku. Ale tak jest naprawdę. Uwierz. Głębia napisana jest tym samym lekkim, nieco banalnym językiem, jak i Syrena, jednak, jak już wspomniałam wcześniej, obfituje w nieco bardziej wartką akcję i ma urozmaiconą fabułę. Nie żeby Syrena jej nie miała, co to, to nie. Jednak Głębia pod względem zarówno językowym jak i merytorycznym plausuje się dużo wyżej niż swoja poprzedniczka, i chwała za to autorce. Fabuła jest żywa, wyraźna, w końcu wiadomo, o co tak naprawdę chodzi. A jak nie wiadomo, o co chodzi... To chodzi o miłość.

No właśnie, w końcu dotarliśmy do sedna sprawy. Kiedy czytałam Syrenę niezwykle ubolewałam nad faktem, iż wątek romantyczny nie został prawie w ogóle rozwinięty, jak na złość. Do tej pory zawsze narzekałam, że paranormale są zbyt słodkie, bo wątek romantyczny w nich zawarty jest przesadzony, zbyt szeroko rozbudowany, zbyt ckliwy i Bóg wie co jeszcze... A tutaj Tricia Rayburn zrobiła swoim czytelnikom psikusa. Ograniczyła romantyczne momenty do absolutnego minimum. Na szczęście, pisząc Głębię szybko się zreflektowała, i rzuciła czytelnikom na pożarcie kawał naprawdę dobrego, niebanalnego wątku romantycznego. Jest delikatnie, niewinnie, momentami gorąco, bywa smutno, ale nie sztampowo, ckliwie i przesadnie. Podoba mi się, że historia miłości Vanessy i Simona została zgrabnie wpleciona pomiędzy wątki dotyczące syren, przez co fabuła jest spójna i obfituje w przeróżne niespodzianki. Pani Rayburn, chylę czoła. Jeśli chodzi zaś o bohaterów, to i tutaj widzę diametralną zmianę w stosunku do poprzedniej części trylogii. W Syrenie wszystkie postacie denerwowały mnie do granic możliwości, przez głupotę i naiwność głównej bohaterki rwałam sobie moje cudowne blond włosy z głowy, czasami miałam też ochotę chwycić topór (skąd ja bym go wzięła?) i przenieść się do Winter Harbour w celu usunięcia kilku (nie)zacnych duszyczek z okolicznych plaż. Tym razem jest inaczej. Vanessa zmądrzała, nabrała dystansu do siebie, a Simon pozostał takim samym kochanym kujonkiem, jakim był wcześniej. Pojawiło się kilka nowych, ciekawych postaci, na które również warto zwrócić uwagę. Bohaterowie Głębi może nie są doskonali, może nie są perfekcyjnie nakreśleni, jednak zdecydowanie da się ich polubić. A to w końcu jest najważniejsze.

Głębia poruszyła mnie doszczętnie, przyznam się szczerze, że kilka ostatnich stron zmroziło moje serce i wycisnęło aż trzy łzy (liczyłam!) z mych oczu. Po skończeniu lektury nie mogłam sobie znaleźć miejsca, gdyż gryzła mnie świadomość, że to jeszcze nie koniec tej cudownej historii, że jeszcze wiele się może wydarzyć... No nic, pozostaje mi tylko poczekać jeszcze chwilę na lekturę ostatniej, trzeciej już części trylogii, jaką jest Mroczna Toń. A tymczasem Ty, kochany Czytelniku, wkrocz w mroczny świat syrenich tajemnic wraz z Syreną i Głębią. Życzę przyjemnych wrażeń. Bo te są gwarantowane.

Ocena: 9/10

„Te dziewczyny wcale nie są moimi przyjaciółkami. To koła zębate młyna plotek. Jestem ich smarem.”   


Syrena
Syrena   |   Głębia   |   Mroczna toń

14 komentarze:

April pisze...

Czytałam pierwszą część, która bardzo przypadła mi do gustu. Byłam zachwycona syrenami i stworzeniem ich przez Tricię Rayburn. Niestety zabrakło mi grozy w książce, a to obiecywała okładka. "Głębię" muszę koniecznie niebawem przeczytać. Mam nadzieję, że będzie jeszcze lepsza! :)

Little Decoy pisze...

Koniecznie muszę przeczytać pierwszą część ;)
Pozdrawiam!

Sophie Carmen pisze...

Już początek recenzji mnie zachęcił <3 Czekam na recenzje 3 części :3

Kermit pisze...

Cieszę się, że Ci się podobała. Sama chyba zrezygnuję z niej. Czasem popularność książki odrzuca, a mnie w tym przypadku również odrzuciła. W każdym razie już prawie zmieniłam zdanie o swoim postanowieniu, gdy przeczytałam, że uroniłaś kilka łez.. lecz nie. ja nadal będę wytrwała. ;)

pisanyinaczej.blogspot.com pisze...

Nie czytałem i raczej nie sięgnę po tę pozycję. Z prostego powodu. To nie moja bajka. Recenzja jak zwykle wyśmienita.

tom571 pisze...

Ciekawie napisana recenzja. Temat książki też jest intrygujący. Ale to chyba nie dla mnie. Pozdrawiam.

Amelia Grey pisze...

Czytałam inną książkę o syrenach i mówiąc szczerze to mnie trochę odrzuciło i teraz niezbyt chętnie przymierzam się do innych książek o tych istotach. Ale może nie warto oceniać wszystkiego jedną miarą? Zastanowię się jeszcze nad nią:)

Hanna pisze...

Przede mną jeszcze pierwszy tom tej serii, ale pożyczyłam oba od koleżanki, więc pewnie na feriach się z nimi zapoznam :)

Kala pisze...

Zarówno pierwszy jak i drugi tom serii odebrałam bardzo pozytywnie. Mam nadzieję, że autorka nie zepsuje mojego dobrego wrażenia zakończeniem trylogii ;)

Cohrri pisze...

Muszę w końcu przeczytać pierwszą część :D

zaczarowana pisze...

Pierwszy tom przeczytałam ostatnio i wspominam go jak najbardziej pozytywnie. Z chęcią zapoznam się z kontynuacją.

Marta pisze...

Ale piękna okładka! Recenzja bardzo zachęcająca:)

Sol pisze...

Mnie się Głębia o wiele mniej podobała od swojej poprzedniczki :) Ciekawe jaki będzie 3 tom, po który z przyjemnością sięgnę :)

Gosiek ♥ pisze...

O jejuś jaka śliczna okładka <3
Mam w planach całą serię i już nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła ją przeczytać! :D

Prześlij komentarz