07 lutego 2013

Amy Kathleen Ryan - Blask

Nigdy nie miałeś okazji ujrzeć blasku wschodzącego słońca. Nigdy nie dane Ci było obserwować przepływających po niebie chmur. Nie wiesz, jak to jest uciekać czym prędzej przed deszczem. Od zawsze żyjesz wewnątrz statku kosmicznego, który zapewnia Ci dostatni żywot. Dryfujesz w kosmosie. Wyglądając przez okno widzisz ciemną przestrzeń, obfitującą w gwiazdy i różnej maści obiekty, których nigdy nie ujrzałbyś na Ziemi. Nie wiesz, co to znaczy żyć pełną piersią. Jednak jesteś szczęśliwy, bo nie znasz innego życia niż to, które obecnie wiedziesz. Pewnego dnia jednak Twój wewnętrzny spokój zostaje zachwiany. Ktoś spróbuje zniszczyć Twój dom. Poddasz się woli wroga, czy będziesz walczył do utraty sił o własne, niezmienne przekonania? Podporządkujesz się innym, czy zawalczysz o swój los? Jakkolwiek nie postąpisz, pamiętaj, by zachować pełną ostrożność. Bo Twoja przygoda może być naprawdę... kosmiczna.

Życie Waverly zostało zaplanowane od deski do deski jeszcze przed jej urodzeniem. Dziewczyna urodziła się w pierwszym pokoleniu tych, którzy nigdy nie stąpali po ojczystej planecie. Empireum, ogromny statek kosmiczny, jest jedynym światem, jaki zna główna bohaterka. Dziewczyna będzie musiała poślubić Kierana, przystojnego młodzieńca, który typowany jest na następcę kapitana statku. Zostanie także matką jego dzieci. Takie jest jej zadanie - a wszystko to po to, by przedłużyć żywot ludzkiej rasy. Dzieci te zamieszkają kiedyś na Nowej Ziemi i tam stworzą swój świat od nowa. Oczekiwania i nadzieje są wielkie, nikt jednak nie spodziewa się, że ktoś będzie chciał udaremnić wszelkie poczynania mieszkańców Empireum. Nowy Horyzont, bliźniaczy okręt, dopuści się zdrady i stanie się przedmiotem wielu problemów. Dziewczyny zostaną porwane na pokład obcego statku, dorośli zaś zostaną wymordowani. Jak potoczą się losy gwiezdnych mieszkańców? Odpowiedź na to pytanie zna chyba tylko sam Bóg...

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, żyła sobie pewna drobna, blond-włosa dziewczynka zakochana po uszy w książkach. Kochała czytać wszystko, co tylko wpadło w jej małe rączki. Pewnego dnia, w szkole kazano jej przeczytać Bajki Robotów Stanisława Lema. Dziewczynka z wielkim entuzjazmem zabrała się za czytanie tej książki, ale dosyć szybko skapitulowała. Nie miała siły na czytanie nudnych, przeraźliwie mdłych opowieści o innych planetach i dziwacznych robotach. Teraz ta dziewczynka trochę już podrosła, siedzi właśnie przed laptopem, i klepie w jego klawiaturę ile wlezie. Wciąż walczy z urazem, jaki wywołała u niej wcześniej wspomniana książka. Gatunek science fiction nigdy nie odegra w jej życiu wielkiej roli. Nigdy. Jednak dziewczynka wciąż próbuje się choć troszeńkę przekonać do szerokiej maści galaktycznych opowieści. Stąd właśnie w jej rączkach znalazł się Blask napisany przez amerykańską pisarkę Amy Kathleen Ryan. Oczekiwania jej były wielkie, lecz, niestety, się zawiodła. Wytrwała do ostatniej strony książki, ale odrzucając z hukiem swój egzemplarz w daleki kąt przyrzekła sobie: nigdy więcej. Tak, mój Drogi Czytelniku. Dobrze kombinujesz. Twoja ulubiona recenzentka za chwilę obleje wychwalaną przez wszystkich powieść wielkim wiadrem pomyj. Za to mnie kochasz, czyż nie, Czytelniku? Wiedziałam.

Po Blask sięgnęłam z jednego, najbanalniejszego powodu pod słońcem - gdzie się nie obejrzałam, tam widziałam reklamę tej powieści. Głośno było o niej już parę miesięcy przed wydaniem, co zaskakująco szybko wzbudziło moje zainteresowanie. Zazwyczaj nie czytuję tego, co jest akurat modne i popularne, lecz tym razem postanowiłam zrobić wyjątek. Science fiction jest podgatunkiem fantastyki, którego naprawdę nie znoszę i znosić nigdy nie będę, jednak miałam nadzieję, że Blask chociaż trochę złagodzi moje spojrzenie na tego typu literaturę. Nadzieja matką głupich, tak to szło? Oczekiwałam naprawdę dobrej, ciekawej opowieści, z interesującymi, dobrze nakreślonymi, charyzmatycznymi postaciami, wartką akcją i szeroko rozbudowaną fabułą. Otrzymałam nędzną, nudną, płytką opowieść o niczym. Zawiedzenie moje było ogromne, wyć mi się chciało z rozpaczy, wytargałam sobie chyba połowę mych blond włosów. Dotrwałam jakoś do końca lektury (sama nie wiem, jak mi się to udało), ale gdy tylko zamknęłam tylną okładkę, jak oparzona wypuściłam książkę ze swoich dłoni i rozpoczęłam głębokie zastanawianie się, co ja takiego zrobiłam Bogu, że ukarał mnie tak szkaradną i irytującą powieścią. No Boże, dlaczego, dlaczego ja? Nie rób mi więcej takich przykrych niespodzianek, obiecuję, będę grzeczna. Może nawet raz do roku przejdę się do kościoła? Obiecuję poprawę, ale proszę, nigdy więcej nie zsyłaj do mych rąk czegoś takiego.

Blask to książka naprawdę słaba. Moje uprzedzenie do powieści z gatunku science fiction odsunęłam na bok, co przyszło mi zaskakująco łatwo, i postanowiłam, że spojrzę na tę powieść chłodnym, krytycznym okiem. Dawno nie czytałam tak nudnej i źle skomponowanej opowieści. W pewnych momentach chciało mi się śmiać - z bezsilności. Pomysł na fabułę autorka miała dosyć oryginalny, co muszę przyznać, jednak nie potrafiła go umiejętnie zrealizować. Blask w pewnym stopniu miał być opowieścią dosyć dramatyczną, budującą w czytelniku wielkie napięcie, wywoływać głębokie emocje - a tu zabrakło i dramatyzmu, i napięcia, i przede wszystkim - emocji. Książka jest zadrukowana sztywnym niczym ciało robota tekstem. Nie ma tu mowy o jakichkolwiek refleksjach, wczuciu się w sytuację bohaterów. Jest płytko, i to bardzo. Płyciuteńko. Styl pisania autorki nie grzeszy oryginalnością, jednak jest dosyć przyjemny i da się go znieść. Język jest prosty, łatwy w odbiorze, zabrakło mi jednak pewnej obrazowości. W ogóle, cała ta książka jakaś taka sztywna jest, zewsząd wieje nudą, wykreowany przez Ryan świat nie powala na kolana - czym więc tak wszyscy się zachwycają? Blask podzielony jest na kilka większych rozdziałów, gdzie każdy z nich opowiedziany jest z perspektywy Waverly lub Kierana, dzięki czemu czytelnik ma możliwość dogłębnego poznania wszelkich kruczków ukrytych w fabule. Akcja jest dosyć wartka, jednak absolutnie nie wciąga. Nie wiem, czy coś dzieje się niedobrego ze mną, czy to faktycznie ta książka jest feralna, ale wciąż i wciąż mi coś w niej nie pasowało. Pani Ryan, swoją opowieścią sięgnęła pani głębiej niż dno. Gratuluję z całego serca!

Kocham dramatyzować. Uwielbiam użalać się nad sobą, nad kimś, nad czymś. I właśnie teraz to uczynię. Nie wiem jednak, czy będę użalała się nad bohaterami, którzy są tak bardzo kiczowaci, że mam ochotę zawyć, czy też moje żale będę kierowała na własną osobę, no bo przecież tak bardzo cierpiałam znosząc w swojej wyobraźni obecność Kierana, Waverly i spółki. Użalanie się to moja specjalność! Zacznijmy może po prostu od mocnego stwierdzenia - żadna z postaci występujących w Blasku nie przypadła mi do gustu. Z żadną nie poczułam więzi. Wszyscy byli jednakowi, szarzy i mało charyzmatyczni. Nawet dwójka głównych bohaterów. O la Boga, to właśnie ta wspaniała dwójeczka doprowadzała me słabe nerwy do szewskiej pasji. Waverly to istota niezwykle niezorganizowana, słaba, nieciekawa i nudna. Irytująca aż do bólu. To samo tyczy się jej chłopaka, którego traktuję jak zwykłego idiotę. Tak, jak idiotę. Bo w pewnych momentach sprawiał wrażenie człowieka bezmyślnego i, co tu dużo mówić, tępego. Wątek romantyczny, który wcale nie był romantyczny, również wypadł słabo. Zabrakło emocji, ciepła i delikatności. Waverly i Kieran zachowywali się jak stare dobre małżeństwo, co niezwykle mnie denerwowało. Nie wyczułam w ich związku choć odrobiny pasji i czystej miłości. Czy ja naprawdę aż tak dużo wymagam? No chyba nie.

Nie wiem, czy mam popadać w jeszcze większą histerię, czy dać sobie już spokój, ale jedno jest pewne - długo jeszcze Blask będzie siedział w mojej głowie. To już kolejny mocny cios od literatury science fiction jaki dostałam w przeciągu jednej dekady, i chyba nie będę prosiła się o kolejny. Na Blasku zawiodłam się ogromnie, co z bólem oświadczam. Pomysł na książkę Ryan miała naprawdę dobry, lecz niestety, nie udało jej się go zrealizować tak, jakbym ja tego chciała. Idea dwóch walczących ze sobą statków kosmicznych, ludzi żyjących wewnątrz wielkiego metalowego pudła dryfującego w kosmosie, ciągle powtarzający się aż do obrzydzenia temat płodzenia dzieci - nie, ja już raczej podziękuję. Nie wiem, czy po tak mocnym kopniaku będę w stanie podnieść się i przeczytać kontynuację Blasku, która notabene ma się już niedługo u nas pojawić. Czas leczy rany, może trochę uleczy me krwawiące serce. Ale zapomnieć nie zapomnę nigdy.

Wspominałam już, że lubię dramatyzować?

Ocena: 4/10

15 komentarze:

pisanyinaczej.blogspot.com pisze...

4 na 10? Byłaś bardzo łaskawa. ja chyba również zacznę oceniać książki stopniami :-)

Panna swawolna pisze...

Ha! A ja właśnie kilka dni temu skończyłam czytać i według mnie "Blask" jest po prostu genialny! Nie zgodzę się przede wszystkim z tym: "Życie Waverly zostało zaplanowane od deski do deski jeszcze przed jej urodzeniem." O nie! Jak to zaplanowane? Teoretycznie chciano, żeby miała dzieci, ale kiedy będzie je miała i przede wszystkim - z kim - zależało tylko od niej. Dlatego tak bardzo widoczny był kontrast między podejściem załogi Empireum, a Nowego Horyzontu. Z całą resztą też się nie zgadzam. :) Dla mnie było tam poruszonych zbyt wiele ważnych tematów, żeby tylko zaklasyfikować tę książkę jako s-f.
A tak poza tym, to witam się po dłuższej nieobecności w blogosferze. :D

bloodpoison pisze...

Również wprost nienawidzę science-fiction, a Twoja recenzja jest chyba pierwszą negatywną, z jaką się na temat "Blasku" spotkałam. Przeczytam jedynie wtedy, gdy nadarzy się okazja. Opinia, jak zwykle, świetna. Pozdrawiam!

Miłośniczka Książek pisze...

Szkoda, że książka Cię zawiodła. Również należę do osób, które zwróciły uwagę na ten tytuł już w momencie pierwszych zapowiedzi. I nie powiem. Przeczytam. Choćby po to, żeby wyrobić sobie własne zdanie :)

Julie Wellings pisze...

Zależy kto co lubi.;) Ja jestem fanką s-f i dla mnie ta książka była fenomenalna. ;D

Amelia Grey pisze...

Nie ciągnęło mnie do tej książki, a po Twojej recenzji nie ciągnie jeszcze bardziej. Widać tu, że nie wszystko, co jest tak reklamowane okazuje się warte uwagi.:)

Monika Gagat pisze...

Nie, nie, niiiie! Czytałąm Twoją recenzję i się śmiałam- ze śmiechu i z rozpaczy. Ze śmiechu, bo bardzo fajnie piszesz i recenzję czytałoby się naprawdę przyjemnie. CZYTAŁOBY bo, zmieszałaś z błotem moją ukochaną powieść- i właśnie dlatego, płaczę z rozpaczy ^^. Naprawdę! Ja "Blask" uwielbiam i uważam, że jest to przecudowna, wspaniała i idealna książka.
Ale, cóż. Ile czytelników, tyle opinii i dobrze, że napisałaś to, co Ci w duszy gra :3

accio selenurr pisze...

Bo zazwyczaj jest tak, że jak ktoś da dobrą recenzję do książki to i inny, którzy ją czytali też dają dobrą. A zresztą jak książka jest tak dobrze reklamowana to to na pewno ma też znaczny wpływ. Książki nie czytałam i nie wiem czy sięgnę po nią po twojej recenzji. Okładka w każdym razie wydaje się być ciekawa haha ;)

Pozdrawiam i zapraszam do siebie ;)

zaczarowana pisze...

Oj! A ja miałam na nią taką wielką ochotę! No cóż, może spróbuję i mi się spodoba;)

Viconia pisze...

SF to nie do końca moja bajka, zdecydowanie wolę fantasy. Dlatego jakoś nieszczególnie mnie do niej ciągnie.

Kala pisze...

O! A ja tyle się dobrego wysłuchałam o tej pozycji że myślałam że to już jakiś niedościgniony wzór idealnej powieści młodzieżowej. Miło usłyszeć dla odmiany jakąś odmienną opinię.

Stray pisze...

Jedni wychwalają tę książkę pod niebiosa, innym wcale się nie podoba. W dodatku nie przepadam za SF, więc chyba raczej nie sięgnę.
Pozdrawiam

Sol pisze...

Będę miała okazję niebawem przeczytać, ale nie oczekuję super książki... No zobaczę czy mi się spodoba, czy raczej tak jak Tobie - nie bardzo :P

Ruczek pisze...

A szkoda, że tak słabo wypadła w Twoich oczach, gdyż mam na nią ogromną ochotę i teraz odrobinę się lękam, czy przypadnie mi do gustu... Ale myślę, że najlepiej i tak będzie sprawdzić samemu :)

Truskawkowaa pisze...

Szczerze mówiąc, miałam ochotę przeczytać tą książkę, ale zrezygnowałam po Twojej recenzji. Dobrze wiedzieć, że nie warto :)Dodaję właśnie blog do obserwowanych :-) Wszystkiego najlepszego tak poza tym. Tak, wiem, że trochę spóźnione, ale wcześniej nie wiedziałam :P Dopiero zaczynam w blogosferze.

unusual-books.blogspot.com

Prześlij komentarz