22 lutego 2013

Charlotte Brontë - Profesor

Wychodząc z dwukółki zawadzasz rąbkiem  swej cudownej sukni, i potykasz się. Od bolesnego, a co najważniejsze, kompromitującego upadku ratuje Cię silne, męskie ramię. Z wdzięcznością spoglądasz na swego wybawcę. Dżentelmen posyła Ci lekki uśmieszek, który obejmuje nie tylko jego oczy, lecz przede wszystkim, chwyta za Twe wrażliwe serce. Chcesz, by ta chwila trwała wiecznie, gdyż jesteś niebotyczną romantyczką, jak zresztą większość kobiet żyjących w Twoich czasach. Niestety, cudowny moment przemija, i czas powrócić do szarej rzeczywistości. Rzeczywistości, która nieraz potrafi zaskoczyć swą brutalnością, rzeczywistości, która zabrania marzyć. Życie nie jest wcale takie kolorowe, jakby się mogło wydawać. Jest szare i zimne, niczym gęsta mgła spowijająca dziewiętnastowieczny Londyn.

William Cromsworth, ambitny, młody mężczyzna postanawia odrzucić swe arystokratyczne dziedzictwo i decyduje się na wyjazd do Brukseli, w celu poszukiwania własnego ja. Nie ma pomysłu na życie, dlatego też zostaje nauczycielem języka angielskiego w szkole z internatem dla dziewcząt. Pomimo braku wcześniejszego doświadczenia, William szybko zdobywa uznanie wśród swych uczennic. Wszyscy dookoła mają do niego wielki szacunek, a zwłaszcza jedna młoda niewiasta, która przypadkiem znajdzie swe miejsce w klasie Cromsworth'a. Czy po długich poszukiwaniach, mnóstwie rozterek, ogromie przygód, główny bohater znajdzie w końcu swoje miejsce na ziemi?

Nie zdecydowałam się jeszcze, drogi Czytelniku, czy mam Cię subtelnie dłuższą chwilę pozwodzić, czy może od razu wykrzyknąć Ci prosto w twarz (?), jak bardzo kocham twórczość sióstr Brontë. Chwilę, niech pomyślę. No dobrze, zdecydowałam się jednak na tę drugą opcję. Nigdy nie przepadałam za książkami wpisanymi w pewien kanon, które powszechnie nazywa się klasyką. Przez długie lata mego jakże krótkiego życia, nie mogłam się przemóc, by chociażby jedną tego typu powieść wziąć do rąk. Nie i już. Broniłam się rękami i nogami, byleby tylko nie spłynęła na mnie łaska kulturalnych, wydumanych opowieści o szlachetnym życiu w dziewiętnastym wieku. Zdawało mi się, że tego typu opowieści po prostu, co tu dużo mówić, wieją nudą. Los chciał, abym jednak do tych książek się przekonała, gdyż w pewne mroźne, ciemne, zimowe popołudnie, w me objęcia wpadła Shirley autorstwa najstarszej ze słynnych sióstr Brontë - Charlotte. Tak naprawdę to nie wiem, co mnie pokusiło o przeczytanie tejże pozycji, jednak wiem, że czasami moja lekkomyślność wychodzi mi na dobre. I tak było w tym przypadku. Położyłam Shirley na biurku, sama zaś usiadłam na łóżku, i przez kilka długich minut mierzyłyśmy się wzrokiem. Patrzyłam na tę książkę w powątpiewaniem. Nie wiedziałam, co robię, czy przypadkiem nie oszalałam. Przecież to nie była lektura w moim stylu. Z cichym westchnieniem, zrezygnowana, podniosłam się z mego legowiska, i postanowiłam zawrzeć z Shirley pakt. Jeżeli będzie ona wystarczająco dobra, by przypaść mi do gustu, nie wyrzucę jej przez okno z czwartego piętra. Jeśli jednak nie spełni moich oczekiwań... No cóż, w takim wypadku miała czekać ją powolna śmierć wśród lśniącego śniegu. Myślę, że wystarczająco dobrze się zrozumiałyśmy, gdyż po dziś dzień żyjemy w wielkiej przyjaźni. Tak, Shirley okazała się być wspaniałą towarzyską popołudniowych rozmów przy gorącej herbatce z cytryną. Z Profesorem było podobnie. On również zrozumiał moje wymagania co do własnej osoby. I również spisał się wprost wyśmienicie. Ach, kochany Czytelniku, mam Ci tyle do opowiedzenia! Siadaj więc wygodnie, i zamieniaj się w słuch...

Od zawsze wolałam przyjaźnić się z chłopcami niż z dziewczynami. Mam zaufanie do płci męskiej, choć sama nie wiem dlaczego. Jednak ta moja zażyłość z samcami opłaciła mi się już nie jeden raz - chociażby, kochany Czytelniku, przy lekturze Profesora, gdyż psychika męska nie jest mi obca, co doskonale pomogło mi zrozumieć pewne aspekty tejże historii. Powieść ta napisana jest z punktu widzenia młodego mężczyzny, co jest faktem dosyć zaskakującym, gdyż siostry Brontë raczej wolały polegać na postaciach żeńskich, w których mogłyby zawrzeć małą cząstkę siebie. Najstarsza z sióstr, Charlotte, zdobyła się jednak na wielką odwagę i postanowiła głównym bohaterem uczynić przedstawiciela płci brzydszej. Co jeszcze bardziej zaskakuje, historia rodem z Profesora, który był jej pierwszą wydaną powieścią, wydarzyła się w znacznej mierze naprawdę. Najstarsza Brontë w swej debiutanckiej powieści zawarła wątki autobiograficzne, co zdecydowanie można uznać za plus. Język, jakim autorka się posługuje, jest niezwykle bogaty, obrazowy i subtelny. Charlotte przenosi nas w realia dziewiętnastowiecznej Europy, które zostały doskonale nakreślone. Panna Brontë pozwala czytelnikowi na przeniesienie się w jej czasy, dogłębnie przedstawia kulturę i tradycje, które tak wielką rolę odgrywały w dziewiętnastym wieku. Autorka z wielką dociekliwością porusza w swej opowieści tematy ważne zarówno kiedyś, jak i teraz. W Profesorze w doskonały sposób ukazana jest dominacja mężczyzn nad kobietami, która to często była przyczyną wielu sporów. Charlotte odkrywa przed czytelnikiem wszelkie mroczne szczegóły dziewiętnastowiecznego życia, udowadnia, że ówczesny żywot wcale nie był tak dostojny i zacny, jakby się to mogło nam dzisiaj wydawać. Tak jak i teraz, liczyli się ci najbardziej zamożni. Szlachta. Ubodzy i mniej zamożni borykali się z wieloma problemami, często traktowano ich jak śmieci. Ale czy dzisiaj nie jest tak samo? 

Za co, prócz subtelnego języka, bogatego świata przedstawionego i rozbudowanej fabuły cenię sobie twórczość sióstr Brontë? Przede wszystkim za postacie, jakie udało im się wykreować. Są one aż do bólu realne, stanowią wspaniałych towarzyszy lektury, a przede wszystkim, są znakomitymi przewodnikami po dziewiętnastowiecznych realiach. Tak samo jest w przypadku Profesora. Główny bohater, młody William, zaczarował moje serce już od samego początku. Dżentelmen w każdym calu. Przynajmniej przez małą chwilę dane mi było poczuć, jakby to było, gdyby tacy mężczyźni jak on chodzili jeszcze po tym świecie. Mili, ambitni, szarmanccy, wykształceni... Pomarzyć zawsze można, czyż nie? Inne postacie, choć delikatnie zgaszone w obliczu blasku pana Cromshworth'a, również stanowią znakomite, apetyczne kąski. Bohaterowie są wyraźnie nakreśleni, każdy z nich posiada wielką charyzmę, i doskonale dopełnia historię nakreśloną w książce. Ach, zachwytu mego nad twórczością sławnych sióstr nie widać końca. Przepraszam. Wiem, że za bardzo słodzę. Lecz rzec muszę jedno: nikt już nigdy nie stworzy tak świetnych, bogatych powieści, jak uczyniły to siostry Brontë. Dzisiejsza literatura sięga głębiej niż dno, o czym z przykrością przekonuję się każdego kolejnego dnia. Na całe szczęście historie skreślone przez dziewiętnastowiecznych autorów zostały zachowane. Bez nich literatura by nie istniała. Chyba się ze mną zgodzisz, prawda, Czytelniku?

Profesor to nie tylko książka, ale przede wszystkim wspaniała uczta literacka dla wyobraźni, po której nawet najwybredniejsi konsumenci będą zadowoleni. Subtelna, mądra, prawdziwa opowieść o ciężkim życiu młodego mężczyzny w realiach dziewiętnastego wieku. Jedynym ale, jakie mam, jest dosyć męczące czytanie tłumaczenia z języka francuskiego, gdyż w tekście pojawia się wiele dialogów właśnie w tym języku, które objaśnione są w przypisach. Odrywanie oczu od tekstu i wiedzenie spojrzenia w dół strony, by za chwilę znów powrócić na samą górę jest dosyć męczące, jednak absolutnie rozumiem i doceniam ów zabieg. Dzięki wtrąceniom z języka francuskiego powieść nabrała jeszcze większej klasy i subtelności. Profesor to moje drugie spotkanie z twórczością Charlotte, czwarte zaś z twórczością wszystkich sióstr Brontë. Spotkanie niezwykle udane, głęboko zapadające zarówno w wyobraźnię jak i w serce. No, mój kochany Czytelniku. Teraz nadszedł czas na zmierzenie się z dwoma gigantami literatury klasycznej - Wichrowymi Wzgórzami i Dziwnymi losami Jane Eyre. Ja jestem gotowa. A Ty, mój drogi?

Ocena: 9/10


„- [...] Skoro jednak nie ucieka pan przed policją, przed kimże innym pan ucieka? Przed diabłem?                  - Przeciwnie, wyszedłem mu na spotkanie.” 

17 komentarze:

Ruczek pisze...

Kolejna pozytywna recenzja twórczości sióstr i już chcę dorwać daną książkę w swoje łapki :) Jak Ty to robisz, hm? :) "Wichrowe wzgórza" czytałam i z chęcią zagłębiłabym się w tę powieść raz jeszcze. Także polecam Ci oraz czekam na Twoją opinię :)

Hanna pisze...

Mi jak na razie też klasyka jest obca, ale koniecznie muszę zapoznać się z twórczością sióstr Bronte :)

Karolka pisze...

Wspaniała recenzja! <3
"Wichrowe Wzgórza" uwielbiam i to było pierwsze moje spotkanie z siostrami Bronte. Teraz właśnie pochłaniam fenomenalne "Shirley" i chcę jeszcze! <3

Karolka pisze...

Wspaniała recenzja! <3
"Wichrowe Wzgórza" uwielbiam i to było pierwsze moje spotkanie z siostrami Bronte. Teraz właśnie pochłaniam fenomenalne "Shirley" i chcę jeszcze! <3

Mery pisze...

No wreszcie! Bo przecież ile można czekać, żeby panna sięgnęła po Jane Eyre (zdecydowanie moja ulubiona pozycja w dorobku wszystkich sióstr).
Sama też muszę nadrobić zaległości, bo z wydanych w Polsce pozycji jedynie "Profesora" nie czytałam... A jak już tych dwóch gigantów nadrobisz (obydwie czta się błyskawicznie, chociaż WW są moim zdaniem trochę gorsze... Tak na prawdę, to daleko są w mojej hierarchi...) to decyduj się jeszcze na "Na plebanii w Haworth" - pewnie polecałam Ci już kiedyś, jednak powtórzę się, a Ty wreszcie zobaczysz, jak to z tym "Profesorem" i innymi postaciami stworzonymi przez trzy siostry było.

Mery pisze...

A tak jeszcze w tych klimatach mi się coś przypomniało - czytałaś "Przeminęło z wiatrem"? Jeżeli nie, sięgaj natentychmiast. Świetna książka, klasyka która nie boli.

Anne18 pisze...

Będę miała okazję ją niebawem czytać.

Klaudia Karolina Klara pisze...

Klasykę wszelaką uwielbiam. Na twórczość tej autorki mam ochotę od bardzo dawna, a w kolejce stoją "Dziwne losy Jane Eyre" :)

Sylwuch pisze...

Właśnie mam zamiar zabrać się za profesora w najbliższym czasie. Do tej pory udało mi się przeczytać jedynie "Agnes Grey", ale mam ochotę na dalsze spotkania z siostrami Bronte. :)

Antyśka pisze...

Ty to potrafisz uzasadnić swoje poglądy. Miałam mieszane uczucia do tej książki, ale przekonałaś mnie :)

Chabrowa pisze...

Lubię klasykę. Dzieł tych sióstr nie miałam jeszcze okazji czytać, ale to zmienię

Cassiel pisze...

Droga Czytelniczko tego komentarza - cudowna recenzja! Czytając ją automatycznie przenosi się do świata stworzonego przez Charlotte. ''Profesora'' nie czytałam, ale mam w planach, tak jak inne powieści sióstr Bronte. Za mną dopiero jest Lokatorka i Shirley, więc pora nadrobić. :)

Martha pisze...

Nigdy nie lubiłam tego typu książek. Omijałam je szerokim łukiem, ale ostatnio przeczytałam Polyanna dorasta i z czasem coraz bardziej zagłębiałam się w tego typu literaturę. Teraz z przekonaniem mogę stwierdzić, że z uśmiechem na twarzy sięgam po takowe pozycje, dlatego też mam nadzieję, że gdzieś w moim mieście znajdę "Profesora". Nie powinien być to problem, bo książki sióstr Bronte już gdzieś widziałam, ale jak będzie teraz? Zobaczymy ;)

Madame K. pisze...

Jeśli chodzi o twórczość sióstr Bronte to czytałam jedynie Wichrowe wzgórza, do których koniecznie muszę powrócić. Za Profesora bardzo chcę się zabrać tylko kiedy będę miała czas?:)

Aga pisze...

Ciekawa recenzja,ale książka nie dla mnie

miqaisonfire pisze...

Ach :) Cieszę się, że "Profesor" znalazł także miejsce u Ciebie na blogu :) Koniecznie muszę przeczytać.

Pauline Veronicque pisze...

Przyznaję się, że nie czytałam jeszcze nic z twórczości sióstr Brontë, ale recenzja b. zachęcająca. Przeczytam!

Prześlij komentarz