31 marca 2013

Ann Brashares - Nigdy i na zawsze

W miłość można nie wierzyć. Ale miłość istnieje, i chociażby nie wiem co, dosięgnie kiedyś każdego z nas. Miłość bywa zdradliwa. Bywa przyczyną wielkiego bólu, rzęsistego płaczu, nieuleczalnego załamania nerwowego. Miłość jest także lekarstwem na wszystko. Leczy wszelkie zranione dusze, pomaga w realizowaniu marzeń. Miłość to uczucie niewdzięczne, które nazwać możemy chorobą. Chorobą, na którą każdy z nas chciałby kiedyś zachorować, chorobą, która ma dość gwałtowny przebieg i potrafi wiele zmienić w naszym życiu. Miłość jest potęgą, której nikt nie zrozumie, a której każdy, nawet podświadomie, pragnie. Jak jest z Tobą, mój kochany Czytelniku? Czy miłość pozwoliła Ci docenić piękno życia, czy może wprost przeciwnie - zrujnowała Twój dotąd kolorowy świat? Podziel się ze mną swą tajemnicą. 

Daniel żyje już ponad tysiąc lat. Umierał niezliczoną ilość razy, jednak w każdym życiu pamięta o swojej największej miłości. W pierwszym życiu oczarowany został przez pewną niewiastę, i oczarowanie to trwa po dziś dzień. W każdym życiu Daniel szuka swojej ukochanej, i próbuje jej przypomnieć, kim jest naprawdę. Nie zawsze mu się to udaje. Czy tym razem jego ukochana przypomni sobie tak dobrze jej znane bicie jego serca? Czas pokaże.

Chusteczki już mi się skończyły. Dookoła mnie leży pełno pustych opakowań po tabletkach uspokajających, a ja sama nie mogę opanować drżenia swego ciała i gwałtownych spazmów, które nim wstrząsają. Łzy leją się potokiem z moich oczu, pozostawiając po perfekcyjnych, czarnych kreskach jedynie cudowne wspomnienie, ja zaś kołyszę się w przód i w tył, czule tuląc do siebie mój własny egzemplarz Nigdy i na zawsze. Takiego szoku nie doznałam dawno. Długo musiałam na niego czekać, a gdy już w końcu sobie to czekanie odpuściłam, on niespodziewanie we mnie uderzył. Kochany Czytelniku, powoli staram się doprowadzić do porządku, jednak kiepsko mi to idzie. Tyle emocji, tyle niezwykłych doznań, które wzbudziła we mnie ta książka, przeważyło szalę. Chyba w końcu zwariowałam do reszty. Jednak to moje wariactwo można nazwać pozytywnym. Bo mam ochotę wstać, otworzyć okno, i głośno wykrzyczeć, że jestem wariatką, wariatką, która oszalała przez fikcyjną opowieść. Opowieść, która uświadomiła mi tak wiele ważnych rzeczy, opowieść, która bezgranicznie zawładnęła moim sercem. Nie mogę powstrzymać płynących łez z moich oczu, lecz nie mogę też zetrzeć sobie tego niesamowitego uśmiechu z twarzy. Tak, ja oszalałam. Oszalałam z miłości. Z miłości do książki.

Moim przekleństwem jest to, że jestem niebotyczną romantyczką, co w połączeniu z moim nagminnym bujaniem w obłokach daje przypadek beznadziejny. Kocham wszelkiego rodzaju romantyczne opowieści, bo nie ukrywam, że marzę o tym, by pewnego dnia sama znaleźć się na miejscu jednej z tych księżniczek w różowych sukienkach, którym pod nos podstawiany jest książę na białym koniu. Ja księcia nie chcę, wystarczy jakiś ciemnowłosy przystojniak. Moją kolejną, ohydną wadą jest zakochiwanie się w literackich postaciach. O mamusiu, gdybym ja miała wyliczyć, ile razy płakałam rzewnymi łzami, gdy przyszedł czas na pożegnanie z ulubionym osobnikiem płci męskiej, który ma prawo bytu tylko na zadrukowanych kartach, musiałabym policzyć do nieskończoności. I to dwa razy. Nie dziw się więc, drogi Czytelniku, że tak bardzo wzruszyła mnie opowieść dziejąca się w Nigdy i na zawsze. Ja po prostu mam bardzo wrażliwe serduszko (kto by pomyślał...), i wzruszam się dosyć często. Aż za często. Moja rodzicielka patrzy na mnie jak na wariatkę, którą zresztą jestem, i tylko kiwa z pobłażaniem głową. Od książek, które czytam, wymagam tego, by pochłonęły mnie całkowicie, by były tak ciekawe, bym nie mogła się od nich oderwać. Dzieło Ann Brashares spełnia moje wytyczne. Kocham tę opowieść całym sercem i... i nigdy jej nie zapomnę.

Mogliby ogłosić, że Michael Jackson zmartwychwstał i rusza w trasę koncertową, a ja bym nie była w stanie oderwać się od tej książki. Mogliby powiedzieć, że J.K. Rowling splagiatowała Pottera, a mnie by to nie ruszyło. Stephen King mógłby przyjechać do Polski, a mnie by to... nie, to by mnie jednak ocuciło. Nigdy i na zawsze pożarło kilka godzin mojego jakże cennego żywota, i nie pozwoliło mi uciec w oślizgłe objęcia rzeczywistości. Na kilka godzin dane mi było przenieść się do fikcyjnego świata, gdzie wszystko wcale nie było tak kolorowe, jak to by się mogło wydawać. Autorka prócz genialnego wątku fantastycznego, jakim jest swoistego rodzaju reinkarnacja, przeskakiwanie duszy z ciała do ciała, perfekcyjnie ukazała życie zwyczajnej dziewczyny, która wciąż porównywana jest do swej zmarłej siostry. Fabuła powieści zgrabnie łączy świetny wątek fantastyczny z problemami codziennego życia. Dlatego ta historia jest tak uderzająco wspaniała. Bo potrafi dotrzeć do każdego, i wpasowuje się w nasze realia. Akcja trzyma czytelnika w napięciu, zaś język, którym posługuje się Ann Brashares, jest bardzo obrazowy i plastyczny. Autorka subtelnie snuje swoją opowieść, pozwalając, by czytelnik powoli wpadał w sidła mnóstwa tajemnic, czekających na niego w fabule. Emocje temu towarzyszce są wprost nie do opisania, zwłaszcza przez takich wrażliwców jak... ugh, jak ja. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów tak bardzo się wzruszyłam. Ech, no i co teraz będzie z moim wizerunkiem zimnej, nieczułej Pani Wredności? Chyba czas rzucić tę robotę...

Moich ochów i achów końca nie widać, a ja wcale nie zamierzam przestać słodzić nad tą książką. Nie lubię słodzić, bo jak jest za słodko, to jest źle, ale czasami trzeba. Zwłaszcza, gdy to słodzenie jest absolutnie uzasadnione, a w tym przypadku jest. Polubiłam główną bohaterkę, Lucy, bo jest to normalna, trzeźwo patrząca na świat dziewczyna, którą po prostu da się lubić. Dłuższy poemat mogę napisać jednak o Danielu, który mógłby być miłością mojego życia, gdyby tylko dane mu było egzystować w realnym świecie. Miłość, jaką darzył swoją wybrankę jest wprost cudowna. Jego upór zadziwia, uczucia zatrzymują dech w piersiach, zaś urok osobisty czaruje do reszty. Niezwykle podoba mi się fakt, iż autorka nie zrobiła z wątku miłosnego zwykłego, banalnego love story, ale dodała nutkę pikanterii, i nie pozwoliła tej miłości rozejść się po kątach. Do samego końca sytuacja jest niejasna, co bardzo niepokoi potencjalnego odbiorcę, i wzmaga jego potrzebę dalszej lektury. To uczucie nie jest fałszywe, nie jest sztuczne. Gołym okiem widać, że stopniowo rosnąca, budząca się do życia miłość jest prawdziwa i naturalna. I to jest piękne w tej opowieści. Ta nuta romantyzmu. Ten wszędzie czający się niepokój. Te wszystkie niedopowiedziane historie. Szaleńczy, uczuciowy misz-masz, że tak to ujmę.

I w końcu nadszedł ten moment, kiedy przewróciłam ostatnią kartkę Nigdy i na zawsze. I wybuchłam płaczem jeszcze rzewniejszym, jeszcze mokrzejszym, jeszcze bardziej spazmatycznym, niż do tej pory. To nie mogło się tak skończyć. To zakończenie jest takie niejasne, takie, takie... Takie, żeby tylko wbić kolejny gwóźdź w me poranione serce! Jestem w stanie absolutnej rozsypki, obijam się o każdą napotkaną ścianę w mieszkaniu, i nie mogę sobie znaleźć miejsca. Nie wiem, co teraz ze sobą pocznę, moje życie chyba straciło sens. Nigdy i na zawsze to przecudowna, namiętna, nasycona głębokimi uczuciami opowieść o dwójce młodych ludzi, których miłość porywa w swe złowieszcze sidła. Opowieść ociekająca perfekcją, opowieść, której żaden czytelnik nie ma prawa zapomnieć. Bo się nie da. Bo za głęboko uderza w nasze serce. Bo jest tak piękna, tak prawdziwa, że każdy z nas chciałby być jej bohaterem. Może i Ciebie, kochany Czytelniku, spotka kiedyś taka miłość? Wierzę w to całym sercem. 

Ocena: 10/10


„Ile milczenia oznacza samotność?”

24 komentarze:

Lenalee pisze...

Czytałam Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów tej autorki, kilka lat temu i niestety nie spodobały mi się te książki, więc tej powieści raczej nie dam szansy. :)

Pati pisze...

Znam autorkę tylko ze "Stowarzyszenia..." ale tę powieść chciałam przeczytać już dawno. Twoja recenzja na nowo rozbudziła moją ciekawość.
Pozdrawiam :)

Anne18 pisze...

Wstęp do recenzji jest cudny.

Gabrielle_ pisze...

Również moje pierwsze skojarzenie związane z tą autorką to "Stowarzyszenie...", które niby mi się podobało ale było jakieś takie mdłe. Gdy usłyszałam o tej książce, byłam jej ogromnie ciekawa i już niedługo po premierze ją kupiłam. Książka była... nadal nie wiem jak ją opisać. Pokochałam ją i zajmuje znaczącą część miejsca w moim serduchu. Niebawem na pewno do niej wrócę. Cieszy mnie fakt, że autorzy książek młodzieżowych umieją napisać coś "takiego" :D

Redżi pisze...

Gdy przeczytałam,że Daniel żyje ponad tysiąc lat i w każdym życiu szuka swojej ukochanej, zdecydowanie skojarzyłam to z serią "Nieśmiertelnych" Alyson Noel. Ale gdy już dochodziłam do kolejnego akapitu recenzji, wiedziałam, że ta powieść jest z pewnością 2387349898 razy lepsza niż wszystkie części "Nieśmiertelnych" razem wzięte. Z drugiej strony, zauważ jak Ty na mnie działasz, napiszesz kilka słów, a ja od razu załapuję :D
Ach, każdy w głębi serca marzy o miłości, ja się już "namarzyć" nie mogę,ciągle czekam i szukam, ale jestem pewna, że obie znajdziemy swoich przystojniaków! :*
PS: Chciałabym Cię zobaczyć zapłakaną i rozmazaną nad książką XD

beAllTheRage pisze...

Twój blog jest cudowny i piszę to w 100% szczerze:)

alina pisze...

Czytałam całą serię "Stowarzyszenie wędrujących dżinsów" tej autorki i ksiazki podobały mi się. Napewno sięgne po ta publikację. Czytając twoją recenzję wiadomo że warto :)

Amelia Grey pisze...

Poruszyła mnie Twoja recenzja:) Książkę widziałam u siebie w taniej księgarni i nawet miałam kupić. W końcu nie kupiłam i teraz żałuję. Zaraz po świętach biegnę tam i będę się bić, bo może został choć jeden egzemplarz specjalnie dla mnie.
Co do tych książąt na białych rumakach, to w okresie szału na Zmierzch przeczytałam gdzieś, że nastolatki teraz szukają bardziej wampira w srebrnym volvo, ale zgadzam się - przystojny brunet by wystarczył:)

Chabrowa pisze...

Ja też jestem romantyczką, a ostatnio czytam same książki o miłości. Muszę po nią sięgnąć, bardzo mnie zachęciłaś

monalisap pisze...

Wspaniała recenzja :)A książki poszukuję, widzę, że muszę sobie zorganizować wolny czas, żeby lektura mogła mnie również "pochłonąć" :)

Nathalie pisze...

Zaciekawiłaś mnie tą recenzją, więc z wielką chęcią przeczytam. :))

Sheti pisze...

Ah... to była piękna książka!

Nightmare pisze...

Wiesz co? Wzruszyłaś mnie tym słodzeniem! Tak pięknie o niej mówisz. :)
Książka kojarzy mi się z "Upadłymi", jednak jako niepoprawna romantyczka, chyba będę zmuszona kupić oto tę pozycję (wraz z zestawem chusteczek).. :)

natkawes pisze...

Mam tę książkę na półce i muszę wreszcie ją przeczytać :)

Pauline Veronicque pisze...

Muszę przeczytać tę książkę! Od dawna się przy niej kręcę w księgarniach i wygląda na to, że w końcu się zdecyduję :)
Nie mogę się doczekać!!

Suza pisze...

Cóż, najwyraźniej nie zostaje mi nic innego, jak tylko zacząć się rozglądać za tą książką. Muszę też przyznać, że bardzo ciekawie piszesz. :)

Cassiel pisze...

Patrzę sobie na Twoje ostatnie recenzje i ocen 10/10 trochę nastawiałaś! W każdym bądź razie to tą książką najbardziej mnie zachęciłaś. Miałam ją już kilka razy w ręku i już szłam z nią do kasy, ale za każdym razem ją odkładałam na półkę i mam teraz ochotę za to walnąć głową w ścianę. Uwielbiam takie romantyczne opowieści i takich bohaterów, dlatego też - muuszę, koniecznie Nigdy i na zawsze przeczytać.
''O mamusiu, gdybym ja miała wyliczyć, ile razy płakałam rzewnymi łzami, gdy przyszedł czas na pożegnanie z ulubionym osobnikiem płci męskiej, który ma prawo bytu tylko na zadrukowanych kartach, musiałabym policzyć do nieskończoności.'' - Mam to samo! Często sobie myślę, że przez to ''zakochiwanie się'' nigdy nie znajdę odpowiednio dobrego. Ale oni zawsze zostaną na tych kartkach, więc pocieszenie mamy zawsze jakieś. :)

April pisze...

Właśnie czytam tę książkę i jestem oczarowana! Dawno nie czytałam powieści, w której miłość zostałby opisana tak prawdziwie i wzruszająco. Ciężko mi się od niej oderwać, cały czas chcę się dowiedzieć, jak się skończy ta historia. To naprawdę piękna opowieść :)

miqaisonfire pisze...

Czytałam wiele pochlebnych recenzji dotyczących tej ksiązki i wcale się nie dziwię, że i Tobie przypadła ona do gustu. Z wielką chęcią ją przeczytam, bo niestety nie miałam wcześniej okazji.
Pozdrawiam.

Scarlett pisze...

Mam szczerą nadzieję, że ja również zapłaczę się nad tą książką. Od dawna mam tę książkę na swojej półce i może ta recenzja to bodziec, bym w końcu ją przeczytała.

Klaudia Sowa pisze...

Zostałaś nominowana do Liebster Blog Award! Więcej informacji na word-is-infinite.blogspot.com

Fioletowa Mandarynka pisze...

Dawno chciałam przeczytać, chyba w najbliższym czasie jednak wezmę się na "Nigdy i na zawsze" :)

Kasiek pisze...

Też jestem przypadkiem beznadziejnym i również mnie książka uwiodła :D no nie było innej opcji :D

Karolka pisze...

Przepiękna recenzja tak samo jak i książka. Ta książka mnie uwiodła, oszołomiła, sprawiła, że inaczej patrzę na świat. Właśnie to cenię sobie w książkach. Tą moc, która sprawia, że po przeczytaniu jesteśmy innym człowiekiem.

Prześlij komentarz