01 marca 2013

Beth Revis - W otchłani

Nie masz wyboru. Żegnasz się z życiem na Ziemi, z jedynym życiem, które do tej pory znałeś i kochałeś. Próbując powstrzymać łzy, wchodzisz na pokład olbrzymiego, monstrualnego wręcz statku, który za kilkaset lat dowiezie Cię do celu. Na nową planetę, gdzie wszystko będzie inaczej. Nie masz wyboru, musisz zdecydować się na ten krok. Bo Twoi bliscy będą znaczącymi pionkami w tej misji. A Ty ich nie chcesz opuścić, pragniesz razem z nimi odkryć nowy, nieznany dotąd świat. Ale zaraz, zaraz... Będzie to możliwe dopiero za kilkaset lat... Żaden człowiek nie jest w stanie żyć tak długi okres czasu. Dlatego właśnie, zaraz po wejściu na obiekt statku kosmicznego, Ty i Twoi bliscy zostaniecie zamrożeni. Do Waszych żył wstrzykną specjalny preparat, który przyprawi o wielki ból, w gardła wcisną Wam rurki, zaś ciała zaleje lodowata, wstrząsająco nieprzyjemna ciecz. Obudzą Was za kilkaset lat, gdy statek dotrze do celu. No chyba, że ktoś wcześniej postanowi przerwać Wasz lodowy sen. Bo i tak się może zdarzyć...

Amy, siedemnastoletnia dziewczyna, razem z rodzicami postanawia wziąć udział w misji, która polega na stworzeniu cywilizacji na całkiem nowej, niedawno odkrytej planecie. Ludzie potrzebni w rozwoju społeczeństwa w nowym świecie, zostają zamrożeni w specjalnych kriokomorach, i mają zostać zbudzeni po upływie trzystu lat, kiedy to statek zdąży dotrzeć do celu. Niefortunnie lodowy sen Amy zostaje przerwany, dziewczyna budzi się pięćdziesiąt lat przed dotarciem na nową planetę. Nie jest to jednak przypadek, gdyż jak się później okazuje, ktoś specjalnie rozmroził dziewczynę. Amy jest przerażona, nie wie, czy będzie potrafiła przeżyć na statku - osamotniona, wśród obcych, ze świadomością, że jej rodzice obudzą się, gdy ona będzie już staruszką. W międzyczasie kolejne osoby zostają rozmrażane - i nie wszystkim udaje się przeżyć. Dziewczyna wraz ze Starszym, przyszłym dowódcą statku, postanawiają rozwikłać problem i nie dopuścić do kolejnych zgonów. Czyżby na terenie statku panował morderca?

Moje obiekcje dotyczące gatunku science fiction stały się już niemalże legendą. Po kątach szepcze się, że Ratliff ma wielką awersję do kosmosu, kosmitów, planet, robotów i innej maści opowieści dziwnej treści. Nic dziwnego, te plotki są prawdziwe, przyznaję się. Science fiction to gatunek, który nigdy nie odegra w moim życiu jakiejś szczególnej roli. Mojego doświadczenia z literaturą tego typu nie można niestety nazwać absolutnie zaawansowanym, jednak jest ono dość spore. Porażek na tym polu miałam mnóstwo, gorzej zaś z sukcesami, których, uwaga! nigdy nie było... Jeszcze kilka dni temu twierdziłam, że żadna opowieść science fiction nie podbije mojego serca. Byłam nieufna i zdenerwowana, niczym zranione zwierzę. Zraniona przez kosmiczne opowieści zostałam już nie raz, nie dwa, co też skończyło się paskudnymi bliznami udrapowanymi w mojej wyobraźni. Ale w końcu znalazłam lekarstwo na ten uprzykrzający życie ból. Coś, co mnie uleczyło, i przywróciło nie tylko chęć do czytania tego typu literatury, ale przede wszystkim, uśmierzyło wyjątkowo okrutny ból mej mentalności. Drogi Czytelniku, ów lekarstwo nosi wdzięczną nazwę W otchłani, a ponowne dobre samopoczucie  psychiczne zawdzięczam pewnej amerykańskiej pisarce, która zwie się Beth Revis. Ma dusza, umysł i wyobraźnia zostały uleczone. A wszystko dzięki cudownej opowieści, której akcja toczy się wśród gwiazd...

Nie tak dawno temu stanęłam oko w oko ze słynnym Blaskiem, o którym głośno było od kilku miesięcy. Powieść ta zawiodła mnie na całej linii, gdyż oczekiwałam czegoś nowatorskiego, świeżego i oryginalnego  a otrzymałam nudną opowiastkę o biednych, porwanych dziewczynkach, które są bardzo nieszczęśliwe, i lubią się nad sobą użalać. Od popełnienia samobójstwa dzieliło mnie naprawdę niewiele, miałam już przygotowane mydło, którym to zamierzałam się pociąć. Po kolejnej porażce w starciu Ratliff - science fiction, postanowiłam, że znane motto never say never zignoruję, i obiecałam sobie, że nigdy już, przenigdy nie tknę swymi łapskami nic, co miałoby chociaż lekki posmak opowieści o kosmicznych perypetiach. Jak to ja, dane słowo złamałam. Ale wybaczyłam to sobie miłosiernie, tłumacząc się sama przed sobą, że dałam znienawidzonemu gatunkowi ostatnią szansę, szansę na odbudowanie naszych dosyć chłodnych relacji. Ach, nawet nie wiesz, drogi Czytelniku, jak wielce cenię sobie ten wybór! Okazało się bowiem, iż W otchłani to absolutne przeciwieństwo nudnego jak flaki z olejem Blasku. W otchłani to książka niezwykle żywiołowa, tajemnicza, niezwykle umiejętnie skonstruowana, pełna trzymającej w napięciu akcji, zawierająca doskonałą fabułę, opowiedziana w genialny sposób, oprawiona w cudowną, eteryczną i subtelną oprawę graficzną. Drogi Czytelniku, jestem zachwycona. Aż sobie podskoczyłam ze szczęścia. Ale dobrze, zaszalałam już, jeden skok wystarczy. Nie przesadzajmy. Wystarczy tej radości, przejdźmy do konkretów.

Po obmacaniu książki, i jej obwąchaniu, w końcu zasiadłam do lektury. Nie, stop. Wróć. Rzuciłam się na tę książkę z zębiskami, i postawiłam jej pewne ultimatum: albo przypadniesz mi do gustu, i zostaniemy przyjaciółkami, albo szybko wylądujesz w jakimś ciemnym zakamarku, bez dostępu do światła, i będziesz gniła tam na wieki wieków. Widać byłam niezmiernie przekonująca w mojej przemowie, gdyż W otchłani przystała na moje warunki, i niezwykle przypadła mi do gustu. Grzeczna dziewczynka. Fabuła powieści jest typowa dla gatunku science fiction. Cała sytuacja dzieje się w kosmosie, na statku lecącym na nową, dopiero co odkrytą planetę, na której ludzie planują się osiedlić. Nowatorskie pomysły pani Revis szalenie mi się spodobały, fabuła dopracowana jest do granic możliwości, autorka zadbała o każdy, nawet najdrobniejszy detal. Akcja mocno trzyma w napięciu, przez co powieść pochłonęłam w tempie natychmiastowym. Skończyło się na nieuwadze na kilku lekcjach, czego o mało nie przypłaciłam życiem (no dobra, trochę koloryzuję). Świat przedstawiony w dziele Beth Revis zaczarował mnie kompletnie. Nigdy, powtarzam, nigdy, nie czytałam tak dobrej powieści science fiction. Delikatny wątek kryminalny dodaje powieści pikantnego smaku, co zdecydowanie zaliczam na plus. Emocje, bo one się tu przede wszystkim liczą, odgrywają w W otchłani naprawdę dużą rolę. Autorka jeździ po uczuciach czytelnika, pozwala na chwilę refleksji. Bo co by było, gdyby to nas zamrożono? Co, gdyby obudzono nas wcześniej, niż planowano? Jakbyś wtedy czuł się Ty, kochany Czytelniku? Brakuje słów by to opisać. Naprawdę.

Niezwykle spodobała mi się konstrukcja życia na pokładzie statku kosmicznego, jaką stworzyła Beth Revis. Wszyscy ludzie mają taki sam odcień skóry, kolor oczu i włosów. Nie wiedzą nic o prawdziwej Ziemi, zwanej przez nich Sol-Ziemią, z której pochodzili ich przodkowie. Zachowują się niczym maszyny, zgodni spełniać każde polecenie swego przywódcy, Najstarszego. Ślepi na miłość, smutek, żal, rozpacz i gniew. Obojętni na cały świat. Żyjący jak najprostsze, najbanalniejsze roboty, które nie mają ani rozumu, ani serca. Autorka w doskonały sposób przedstawiła czytelnikowi społeczeństwo żyjące na statku kosmicznym, stworzyła wiele zasad obowiązujących na pokładzie, popisała się nie tylko pomysłowością, ale przede wszystkim, naprawdę dobrym kunsztem pisarskim, któremu nie mogę nic zarzucić. Co mnie zaskoczyło, nie ukrywam, bardzo pozytywnie, to fakt, iż wątku romantycznego, którego oczekiwałam, nie było prawie wcale. Revis nie zepsuła dobrze skonstruowanej fabuły banalnym romansem, którego zapowiedź kryje się gdzieś w pobliżu, za co należą jej się oklaski. Amerykanka stanowczo postawiła na dobrą, oryginalną opowieść z nurtu science fiction, nie zaśmieciła jej niepotrzebnymi wątkami. Oby tak dalej.

W otchłani to książka, która uzależnia. Każda kolejna strona powieści jest potrzebna czytelnikowi tak samo, jak potrzebny jest kolejny oddech. Przez parę godzin dane mi było żyć życiem bohaterów znajdujących się na statku kosmicznym, zmierzającym w stronę nieznanej przyszłości. Bohaterów, którzy notabene, niezwykle zapadają w pamięć, są charyzmatyczni, niezwykle dobrze nakreśleni, charakterni i kolorowi. Główna bohaterka nie jest biedną, smutną dziewczynką, która nie może poradzić sobie z nową, dosyć przerażającą sytuacją, a wręcz przeciwnie. Amy to osoba zdecydowana, twardo stąpająca po ziemi, realistka. Jej postać bardzo zapadła mi w pamięć, i mam wrażenie, że szybko jej się z mojej głowy nie pozbędę. Jedną z najważniejszych zasad dobrej powieści, jest ciekawy główny bohater. W otchłani takowego (takową!) posiada, co już wróży powieści olbrzymi sukces. Jestem oczarowana światem wykreowanym przez Beth Revis, i z niecierpliwością wyczekuję drugiej części przygód Amy i Starszego. Ta podróż była doprawdy kosmiczna. Liczę, że kolejna również taka będzie. I mam ogromną nadzieję, że się nie zawiodę. I believe.

Ocena: 10/10


„Lepiej kochać i stracić miłość, niż nie kochać wcale.”

19 komentarze:

Querida pisze...

Również spodobała mi się ta książka i nie mogę doczekać się kontynuacji. :) Szkoda, że "Blask" okazał się być niezbyt ciekawy, miałam co do niego jakieś takie dobre przeczucia. ;)

bloodpoison pisze...

O książce tej dużo pozytywnego słyszałam, jednak podobnie jak Ty, science-fiction omijam szerokim łukiem. "W otchłani", jeśli kiedyś wpadnie w moje ręce, z wielką chęcią przeczytam. Umiesz zachęcać ludzi :)

Clarissa pisze...

O książce czytam same pozytywne opinie więc po prostu muszę ją przeczytać:) Twoja recenzja jak najbardziej zachęca do przeczytania powieści:)

Amelia Grey pisze...

Już od dłuższego czasu mnie ciągnie do tej książki, więc skorzystałam jakiś czas temu z promocji w Empiku i ją kupiłam. Teraz tylko czeka na swoją kolej:)

Basia ♥ pisze...

Słyszałam bardzo dużo pozytywnych opinii o tej książce, więc z wielką chęcią bym po nią sięgnęła. Zresztą już od dłuższego czasu chcę przeczytać tę powieść :)

Martha pisze...

Wiem, że nie powinno oceniać się książek po okładce, ale ta jest po prostu cudowna! Lubię okładki z motywem kosmosu!

Co do książki: Jak na razie nie widziałam jej nigdzie (w moim mieście) więc pewnie szybko się za nią nie zabiorę, poza tym ja też nie przepadam za science fiction. Ale fabuła wydaje się być dosyć ciekawa więc może jednak kiedyś spróbuje :)

Madame K. pisze...

Książkę czytałam i jak najbardziej podzielam twoje zdanie. Jednak nie wiem czy drugiej części się doczekamy, ponieważ premiera miała być w styczniu 2013, przesunęli na marzec, a nie dawno czytałam, że dopiero w styczniu 2014 będziemy mieli okazję ją zobaczyć ;/

Agatonistka pisze...

Ja na szczęście z powieściami rodem s-f mam zarówno świetne doświadczenia, jak i wielkie porażki. Nie wiem, czy czytałaś, krótkie powiadanie S. Kinga o podróży kosmicznej pt. Jaunting (znajduje się w zbiorze opowiadań "Szkieletowa załoga"), jest naprawdę świetne :) Ze swojej strony mogę Ci także polecić "Hyperiona" Dana Simmonsa, ogromne tomiszcze, ale gość ma niesamowitą wyobraźnię.
Co do tej pozycji, myślę, że to coś w sam raz dla mnie :)

miqaisonfire pisze...

Przyznam, że się nie spodziewałam, że książka tak Ci się spodoba. Ale tak ciepło o niej pisałaś, że sama mam wielką ochotę na nią ;)

April pisze...

Niedawno kupiłam tę książkę i już nie mogę doczekać się lektury. Zapowiada się wyśmienicie! Na początku nie byłam do niej przekonana - statki kosmiczne, kosmos itd. jakoś do mnie nie przemawiają, ale "W otchłani" postanowiłam dać szansę. Twoja recenzja sprawiła, że z niecierpliwością będę oczekiwać kiedy nadejdzie czas na czytanie tej powieści. Mam nadzieję, że będę zachwycona.

Panna swawolna pisze...

Mam na półce od ponad roku i ciagle się nie mogę zabrać za lekturę, tym bardziej, że premiera kontynuacji ciągle jest przesuwana. :( Teraz już na 2014 rok... :(

Panna swawolna pisze...

Mam na półce od ponad roku i ciagle się nie mogę zabrać za lekturę, tym bardziej, że premiera kontynuacji ciągle jest przesuwana. :( Teraz już na 2014 rok... :(

Martha pisze...

Komentowałam już wcześniej, teraz piszę, aby poinformować cię, że zostałaś nominowana do Best Blog Award, więcej tutaj: http://expectogomez.blogspot.com/2013/03/best-blog-award.html

Pozdrawiam! ;)

Panna M. pisze...

Science fiction to gatunek całkowicie nie dla mnie. Chociaż Ty też miałaś obiekcje do niego i zostałaś wyleczona (jak To zgrabnie ujęłaś), ja jednak nie wierzę w zbawienny wpływ powieści Beth Revis, trudno. Świetna recenzja! Pozdrawiam! ;)

pisanyinaczej.blogspot.com pisze...

Generalnie nie powinno mnie to interesować, ale ufam Twoim recenzjom, więc....

Nathalie pisze...

Jak za Rickiem Riordanem i jego książkami nie przepadam, tak "W otchłani" bardzo mnie ciekawi, mimo okładki kojarzącej się raczej z powieścią młodzieżową. Cóż, za science-fiction podobnie jak Ty nie przepadam, ale i tak chcę spróbować swoich sił z tą książką.

Ruczek pisze...

No, no... Nie spodziewałam się tak wysokiej oceny. Na książkę miałam ochotę, nawet pomimo negatywnych recenzji, a teraz tym chętniej po nią sięgnę, szczególnie, że opierając się na Twoich opiniach jeszcze nigdy się nie zawiodłam :)

Redżi pisze...

Zbyt długo odkładam przeczytanie tej recenzji. Recenzji książki, która od bardzo dawna przykuwa moją uwagę i zachęca do przeczytania. Ale oto jestem, przepełniona radością i nadzieją. Na wstępie muszę zaznaczyć,że coraz bardziej uwielbiam Twój styl pisania; czytając zwłaszcza tę recenzję czułam,jakbyś była tuż przede mną i ze mną rozmawiała (popijając co chwilę kawę :D). "W otchłani" przyciągnęła moją uwagę zwłaszcza dzięki przepięknej okładce (tak, jestem okropna, bo oceniam po okładce). Teraz już jestem pewna,że mogę ją spokojnie zakupić i zanurzyć się w słowach. Pozdrawiam i całuję <3

Marta mama Nikusia pisze...

Bardzo jestem jej ciekawa, na szczęście już niedługo będę miała okazję ją przeczytać :)

A zmieniając nieco temat zapraszam na "Książeczki synka i córeczki" oraz na "Babylandię" na dwie zabawy, w obu do wygrania ciekawe książki, ale nie tylko, bo jest również kilka sztuk biżuterii hand-made i drobiazgów do tworzenia biżuterii :) Nie chce narażać się wklejając bezpośrednio linki, ale jeżeli byłabyś zainteresowana to blogi znajdziesz w moim profilu :) Może miałabyś ochotę wziąć udział? Nie żebym namawiała, po prostu polecam :)

Prześlij komentarz