05 marca 2013

Rick Riordan - Bitwa w Labiryncie

Ludzie patrzą na Ciebie z litością. Różnisz się od nich znacznie, więc z miejsca uznają Cię za gorszą od siebie istotę. Nie pasujesz do ich kryteriów normalności. Jesteś spontaniczny, szalony, nieco chaotyczny - masz ADHD. Dodatkowa dysleksja nie przysparza Ci miłośników. Ludzie są okrutni, postrzegają Cię za szaleńca, który chce zniszczyć ich własny, bezpieczny świat. Teraz to oni chcą zniszczyć Ciebie, by bronić swojego ja. Nie wiedzą jednak, że posiadasz potężną moc, o której oni nawet nie śnili. Jesteś Herosem, półbogiem, dzieckiem ludzkiej istoty i mitycznej postaci.  Tak, różnisz się od innych. Ale to Ty jesteś lepszy. Ty potrafisz zawojować świat. I tylko Ty umiesz go obronić przed czyhającymi w cieniu potworami. Tylko Ty potrafisz ocalić cały świat... przed zniszczeniem.

Wielkimi krokami zbliża się wojna pomiędzy bogami a tytanami. Armia Kronosa szykuje się do ataku na Obóz Herosów, który nie jest już bezpiecznym miejscem. Aby powstrzymać atak, Percy i jego przyjaciele muszą wyruszyć na wyprawę przez Labirynt - wielką, podziemną krainę, która kryje w sobie wiele tajemnic i niespodzianek. Ostateczna wojna rozegra się właśnie tam.

Mitologia grecka to naprawdę świetna sprawa. Przekonałam się o tym parę ładnych lat temu, kiedy po omówieniu tych wszystkich nudnych, paskudnych wojen, moja nauczycielka wprowadziła nas w świat starożytnej Grecji. Mity, bogowie, herosi - tak, w końcu zainteresowało mnie coś na lekcjach historii! Wyjątkowo nie rozmawiałam z sąsiadami z tylnej ławki, ale urzeczona siedziałam sztywno, wpatrzona w panią profesor jak w obrazek, i z wielką zachłannością, spijałam każde słowo z jej ust. Pokochałam wierzenia starożytnych Greków bardziej niż swoją obecną religię, jeżeli o jakiejkolwiek miłości możemy tutaj polemizować. Pamiętam, że gdy przeszliśmy do kultury starożytnego Rzymu, piekliłam się, że Rzymianie żywcem zerżnęli od Greków wspaniałą ideę mitologicznych stworzeń i postaci. Do dzisiaj mitologia rzymska jest dla mnie niczym dwutygodniowa kanapka - człowiek chce się jej pozbyć, a jednak boi się jej poruszyć. Kilka lat temu mój ukochany wujaszek uraczył mnie niesamowitą niespodzianką, jaką był pierwszy tom przygód Percy'ego Jacksona i jego przyjaciół - Złodziej Pioruna. Pokochałam tę serię od pierwszego przeczytania, głównie z powodu mego zamiłowania do greckiej mitologii. Urzekło mnie też parę innych czynników - jednak o tym za chwilę. No, kochany Czytelniku. Siedzisz już wygodnie? Świetnie. W takim razie zabieram Cię w magiczną podróż, podczas której przekonasz się, że współczesny świat być może nie jest tak oczywisty, jak Ci się wydaje. A więc było to tak...

Dobra, mój Czytelniku, od razu wykasuj ostatnie zdanie z poprzedniego akapitu. Nie jestem tutaj od opowiadania Ci bajek (chociaż może kiedyś się tym zajmę, jak praca w McDonaldsie już mi się znudzi...), ale od tego, by poinformować Cię co w danej książce mi się podobało, a co nie. Zabawne, nieprawdaż? Przecież zarówno ja, jak i Ty doskonale wiemy, że ja jestem tutaj tylko od narzekania! Ha, i tu Cię mam! No ale dobrze, spokojnie. Przejdźmy do konkretów, bo moja paplanina niedługo sięgnie zenitu. Pierwsze trzy części serii Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy szalenie przypadły mi do gustu. Pokochałam styl Riordana - lekki, niezwykle obrazowy i spójny. Dodatkowa szczypta dobrego humoru, zawarta na kartach powieści, tylko powiększyła mą miłość do talentu tego zacnego autora. Ricka uwielbiam za jego pomysłowość, innowacyjność, i podejście do mitologii greckiej, niekiedy tak bardzo sztywnej i restrykcyjnej, z przymrużeniem oka. Zwinnie miesza on elementy życia codziennego z fantastyką, z wielką subtelnością wplatając w to jeszcze mitologię. Chylę czoła, naprawdę. Z czymś takim jeszcze nigdy dotąd się nie spotkałam. Słowem: Rick, jesteś wielki!

Bitwa w Labiryncie to już czwarta, a zarazem przedostatnia część przygód Percy'ego. Zdanie to może nie jest do końca trafne, gdyż z Percy'm mamy do czynienia także w innej serii autorstwa Riordana, Olimpijcy Herosi, jednak przymrużmy na to oko. Czwarty tom przygód młodego herosa trzyma wysoki poziom swych poprzedniczek. Sama nie wiem dlaczego, ale do Obozu Herosów powróciłam po dosyć długiej, dwuletniej przerwie. Przez ten dłuższy okres czasu nie miałam motywacji, by zebrać się w sobie, i poczytać o kolejnych wybrykach młodych mieszańców. Kiedy jednak Bitwa w Labiryncie wpadła mi w szpony, nie opierałam się jej zbyt długo, i z wielkimi wypiekami na twarzy zabrałam się za lekturę. Nie zawiodłam się, a wręcz przeciwnie. Byłam wielce szczęśliwa, że po raz kolejny dane mi było powrócić do tak dobrze znanego mi już świata. Na tych zadrukowanych, białych stronicach czekali na mnie moi przyjaciele, z którymi tak wiele przeżyłam! Nie, kochany Czytelniku, nie mam schizofrenii. Ciesze się jednak, że tak bardzo się o mnie troszczysz. Nie, z moją głową wszystko w porządku. Po prostu moja wyobraźnia pozwala mi na wiele, no i cóż... lubię nazywać swoich literackich ulubieńców przyjaciółmi. A co, zabroni mi ktoś?!

W Bitwie w Labiryncie dzieje się naprawdę wiele. Każdy szczegół fabuły został dopracowany do granic możliwości, zaś akcja mocno trzyma czytelnika w napięciu. Riordan po raz kolejny wprowadza swych miłośników w kolorowy, pełen tajemnic i zagadek świat, w którym niejeden z nas chciałby żyć. Co z tego, że znienacka mogłaby nas zaatakować chimera, z nieba spaść gryf, a o poranny spacerek błagałby nas straszliwy Cerber. Who cares? Świat, w którym mitologiczne stworzenia i postacie miałyby prawo bytu jest dla mnie czymś obłędnym! Jak już wcześniej wspomniałam, w Bitwie w Labiryncie po raz kolejny spotykamy się z dobrze nam już znanymi, lubianymi i nielubianymi bohaterami. Nie będę tutaj owijała w bawełnę, wszystkich ich lubię jednakowo, gdyż autor zadbał, by każda postać w jego opowieści była jedyna w swoim rodzaju, wyjątkowa i niepowtarzalna, z unikalnym charakterem. Konstrukcja postaci wychodzi Rickowi wręcz znakomicie. Jest wesoło, niekiedy poważnie, smutno, lecz czytelnik zawsze dobrze się bawi. Cóż więcej chcieć? Bo mi do szczęścia potrzebne jest jeszcze tylko karmelowe frappuccino ze Starbucksa. 

Pomijając te wszystkie kolorowe bajeczki, które powyżej Ci drogi Czytelniku opowiedziałam (a jednak...), muszę rzec, że jest jeszcze jedna rzecz, za którą cenię sobie twórczość Ricka Riordana. Otóż Rick w doskonały sposób potrafi pokazać swym czytelnikom magię prawdziwej przyjaźni i miłości. Gdzieś tam, pomiędzy tymi wszystkimi bitwami, przygodami, niepowodzeniami i sukcesami, autor wplata delikatną nić uczuć, uczuć prawdziwych i szczerych. Mimo, że celem jego książek nie jest raczej ukazanie uczuć i emocji, lecz jedynie zapewnienie rozrywki, bez zająknięcia się mogę powiedzieć, że facet miał jednak w tym wszystkim jakiś głębszy cel, i... udało mu się. Przyjaźń, miłość, nienawiść, tęsknota, smutek, przerażenie - to jedne z nielicznych elementów tej układanki, która w wyraźny sposób została przedstawiona czytelnikom. Dzięki temu opowieści o przygodach Percy'ego nie są jedynie zlepkiem kilku przypadkowych, pustych, niemających znaczenia historii. Oj nie. Jest to jedna wielka, spójna opowieść, naładowana emocjami, pełna humoru, tajemnic, a także obrazów z życia normalnych nastolatków. I za to się ceni Ricka. Za geniusz. Za talent. Za umiejętność przekazania czegoś czytelnikowi nie wprost. Polecam Ci, drogi Czytelniku, dzieła tego pisarza. Bo warto się z nimi zapoznać. Uwierz.

Ocena: 10/10


„(...) Miał złe przeczucie, ale z drugiej strony - jak każdy człowiek, który na swoje nieszczęście urodził się pesymistą - rzadko kiedy miewał przeczucia dobre”

14 komentarze:

Martha pisze...

Mam w klasie ADHD'owca i wiem co to oznacza hehe :D Do twórczości Ricka Riodana ciągnie mnie od dłuższego czasu, ale jakoś nigdy nie mogę się zebrać. Zawsze to coś wyskoczy. No trudno, jednak po twojej recenzji wiem, że sięgnę i to na pewno ;)

Pauline Veronicque pisze...

Czytałam pierwsze trzy części, dumnie stoją na mojej honorowej półce na książki :) Wszystkim polecam, a sama muszę się wziąć za czwarty tom!

cyrysia pisze...

Rewelacyjna recenzja!! Wyjątkowo chętnie skuszę się na ,,Bitwę w Labiryncie''. Pozdrawiam!

Rosemarie pisze...

Wysoko oceniłaś. :) Nie miałam jeszcze niestety styczności z serią o Percy'm, ale bardzo chętnie przeczytam, kiedy tylko będę miała okazję.

Uczulona na Czekoladę pisze...

Kocham tego autora! To chyba nie jest mój najulubieńszy tom z wszystkich o Percy'm (wszystkie są ulubione, jednakże chodzi mi o ten naj), jednakże niezwykle miło go wspominam, bowiem czytało mi się go tak świetnie, że zrobiłam to już dwa razy :D

Nathalie pisze...

Czytałam pierwszy tom i muszę koniecznie zabrać się za kolejne! :))

tom571 pisze...

Spotkałem się już z kilkoma pozytywnymi opiniami na temat tej książki. Chyba warto więc się z nią zapoznać. Jednak chyba warto zacząć od początku. Pozdrawiam.

Ruczek pisze...

Przede mną nadal tom I, ale z każdą Twoją recenzją nabieram na serię coraz większej ochoty :D No nic, w końcu będę musiała się za nią zabrać :) Mam nadzieję, że i mi przypadnie do gustu :)

Flora pisze...

Jedna z moich najukochańszych serii <3 Zgadzam się z Twoją opinią :-)

zaczarowana pisze...

Właśnie jestem po lekturze czwartej części o przygodach herosa Percy'ego. Całkowicie zgadzam się z twoim zdaniem i oceną. Uwielbiam twórczość Ricka Riordana.

zaczarowana pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
miqaisonfire pisze...

Nie znam tego pisarza, o książce też wcześniej nie czytałam, ale Twoja recenzja zachęciła mnie na tyle bardzo, że z chęcią po tę książkę bym sięgnęła :)

Madame K. pisze...

Przeczytałam pierwszy tom i po skończeniu wiedziałam, że seria nie jest dla mnie. Mimo tylu pozytywnych recenzji, przygód Percy'ego nie mam zamiaru kontynuować.

Panna M. pisze...

To wielka plus dla autora, kiedy potrafi te wszystkie opisy zdarzeń, jakichś bitew połączyć z przesłaniem o miłości czy przyjaźni. Szkoda tylko, że fantastyka. Pozdrawiam! ;)

Prześlij komentarz