16 marca 2013

Rick Riordan - Ostatni Olimpijczyk

Ostateczna bitwa zbliża się wielkimi krokami. Nic już nie jest takie, jakim było kiedyś. Wszystko powoli zaczyna się zmieniać. Spokój, cisza i bezpieczeństwo dawno odeszły w zapomnienie. Teraz liczy się tylko zimna wojna, krwawe starcia i nieczułe morderstwa. Herosi nigdy nie wiedli sielankowego życia. Jednak ostatnie okoliczności zmusiły ich do sięgnięcia po wszelkiego rodzaju broń i stanięcia w obronie Obozu Herosów. Szczęk zderzających się ostrzy słychać z daleka. Ale czy usłyszymy również chóralny okrzyk radości po wygranej walce? Płonne nadzieje...

Młodzi herosi przez cały rok przygotowywali się do walki z armią Kronosa. W końcu nadszedł ten moment, wybiła ostatnia godzina. Szanse na wygraną są niezwykle marne, gdyż Kronos jeszcze nigdy nie był tak potężny, lecz młodzi półbogowie nie tracą nadziei. Kronos rozpoczyna natarcie na Nowy Jork, gdzie Olimp jest praktycznie niestrzeżony. Czy Percy Jackson i jego przyjaciele powstrzymają atak? Czy uda im się go pokonać? Tego nie wie nikt. Czas pokaże.

Bałam się. Bałam się straszliwie, bo wiedziałam, że to koniec pewnego etapu, że Ostatni Olimpijczyk jest pożegnaniem moim i Percy'ego Jacksona. Płakać chciało mi się bardzo, łzy w kącikach oczu ledwo się trzymały, o mało nie spadając na me rumiane policzki. Wzruszona ogromnie, pełna sprzecznych uczuć, zasiadłam do lektury ostatniego tomu serii Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy. Jasne, miałam świadomość, że Rick Riordan jeszcze nie raz postawi na mojej drodze Jacksona i spółkę - seria Olimpijscy Herosi jest mi bowiem już doskonale znana. No ale... To nie to samo. Oj nie. Jak już wcześniej wspomniałam - to koniec pewnego etapu, etapu, który niezwykle mile, z bijącym mocno sercem, wspominam. Percy towarzyszył mi przez parę ładnych lat. Lat bardzo dla mnie ważnych, podczas których wiele w moim życiu się zmieniło. No ale dobrze, skończmy już tę moją czczą gadaninę, bo jak zwykle zaczęłam paplać bez sensu. Kochany Czytelniku, przejdźmy do rzeczy. Usiądź wygodnie, przymknij oczy i zamieniaj się w słuch...

Ricka Riordana nie da się nie kochać. Jasne, można powiedzieć, że się go nie kocha, ale i tak w serce będzie mówiło coś zupełnie innego. Po co się tak oszukiwać?! Jego bajecznie lekki, wielce obrazowy styl pisania czaruje miliony czytelników na świecie. Najpiękniejsze w jego powieściach jest to, że nie istnieją one jedynie po to, by zapewnić potencjalnym odbiorcom dobrą rozrywkę, lecz także po to, by uświadomić moc przyjaźni, miłości i więzi rodzinnej. Opowieści spisane przez Ricka są pełne uczuć i emocji, są dobrze przemyślane i wartościowe. Nie można oczywiście nie wspomnieć o genialnym zabiegu, jakim jest oparcie fabuły powieści o wierzenia starożytnych Greków. Mitologia grecka to coś, co inspiruje wielu ludzi, coś, co perfekcyjnie Rick wykorzystał w swoich dziełach. Pomysłowość, innowacyjność, świeżość - oto największe zalety opowieści autorstwa Ricka Riordana. Och, drogi Czytelniku, widzę tę Twoją sceptyczną minę. Nie krzyw się więcej! Uwierz mi na słowo, bo kiedyś pożałujesz, że tego nie zrobiłeś. Już ja o to zadbam. A pamiętaj: ja nigdy nie rzucał słów na wiatr, oj nie.

Ostatni Olimpijczyk to doskonałe zakończenie serii. Nie mam tu co owijać w bawełnę, dlatego mówię to (lub raczej piszę) prosto z mostu. Obawiałam się tego momentu, od kiedy tylko zapoznałam się z pierwszą częścią serii, Złodziejem Pioruna. Stwierdziłam ostatnio, iż stałam się za bardzo sentymentalna. No ale cóż. A zresztą, dobra, nie będę przed Tobą, drogi Czytelniku niczego ukrywała. Trzęsłam się jak osika, próbowałam obgryzać paznokcie, ale sama sobie dałam po łapach, bo od czterech lat już na szczęście zaprzestałam tej czynności, a na dodatek prawie dostałam paniki, no bo Jezu najsłodszy to już koniec tego wszystkiego! Tak, Czytelniku, cieszę się, że się o mnie martwisz, i że chcesz mnie wsadzić do szpitala psychiatrycznego, ale nie, nie trzeba. Ja wcale nie przesadzam. Ostatni Olimpijczyk stanowi znakomitą kontynuację wcześniejszych czterech części. W tym tomie znajdziemy wyjaśnienie wszelkich dotychczasowych, niedokończonych spraw. Na jaw wychodzą od dawna ukrywane tajemnice, wszystko staje się jasne i klarowne. Co najbardziej zaskakuje, ta część jest najbardziej dynamiczna ze wszystkich, dzieje się naprawdę wiele. Motywem przewodnim Ostatniego Olimpijczyka jest ostateczna bitwa młodych herosów z armią Kronosa - bitwa o Olimp. Fabuła jest świetnie rozplanowana, akcja pędzi niezwykle szybko, zaś kolejne przygody dane nam jest przeżywać z dobrze nam już znanymi bohaterami. Coś pięknego.

Perełką dzieł Ricka Riordana są zdecydowanie bohaterowie w nich występujący. Barwni, różnorodni, charyzmatyczni, wyjątkowi, jedyni w swoim rodzaju... Wyliczać tak mogę długo. Zarówno Percy'ego, jak i Annabeth, Grovera, i kilku innych młodych herosów uznaję za przyjaciół i doskonałych towarzyszy w podróży przez kolejne strony powieści Riordana. Niezwykle się do nich przywiązałam, i to głównie z ich powodu starałam się powstrzymać cieknące z mych oczu łzy. Tych kilkoro zwariowanych, lecz bardzo zdolnych i inteligentnych młodych ludzi pokochałam całym sercem już na samym początku naszej wspólnej wędrówki. Razem z nimi śmiałam się i płakałam, cieszyłam się i smuciłam. Przeżywałam na własnej skórze wszystko to, co i im dane było przeżyć. Zżyłam się niesamowicie z Percy'm i spółką, i nie jestem w stanie na to nic poradzić. Jedyne, co mogę uczynić, to podziękować Rick'owi za stworzenie tych cudownych bohaterów, i ich barwnego, pełnego emocji i tajemnic świata. Dziękuję. Bo jest za co.

To już koniec. Nie wierzę. Ale tak, to już koniec, nie będzie już niczego (ach, ta cudowna nutka dramaturgi...). Nie, nie potrzebuje chusteczek. Sama otrę swe łzy. Nie, nie próbuj mnie Czytelniku nawet pocieszać. Łzy nie są oznaką słabości. Przynajmniej ja tak twierdzę. No cóż, muszę stawić czoło prawdzie. Powoli podnoszę dłoń, i delikatnie pociągając nosem, macham moim długoletnim przyjaciołom, z którymi przeżyłam tak wiele wspaniałych chwil. Nigdy ich nie zapomnę. Zasługują na to, by pozostać w mej pamięci. Cieszę się, że dane mi było zapoznać się ze wszystkimi częściami serii Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy. Przez te kilka wspólnych lat nauczyłam się wiele o greckich bogach, przeżyłam wiele z tymi młodymi półbogami, a przede wszystkim: śmiałam się non stop i bawiłam się wprost wyśmienicie. Twórczość Ricka Riordana zawsze będzie mi niezwykle bliska. Nie mówię młodym herosom: żegnajcie. Ja mówię: do widzenia.

Ocena: 10/10


„Spojrzała na mnie, jakby rozkoszowała się świadomością, że nadal tam jestem. A ja uświadomiłem sobie, że robię to samo. Świat się rozpadał, a ja myślałem jedynie o tym, że ona żyje.”

13 komentarze:

pisanyinaczej.blogspot.com pisze...

Wbiłaś mi ćwieka. Nie wiem co mam napisać, ale po tak interesującej recenzji nie sposób przejść obojętnie.

Gabrielle_ pisze...

Ty już opisujesz i przeżywasz emocje związane z końcem kochanej przez ciebie serii a ja nawet nie przeczytałam tomu pierwszego. Wstyd i hańba! W każdym razie planuję nadrobić wszystkie karygodne braki w lekturze co sławniejszych serii podczas wyczekiwanych przeze mnie dłuuuugich wakacji :)

Madame K. pisze...

Ja na szczęście bezpodstawnie serii nie odmawiam. Po prostu pierwszy tom nie przypadł mi do gustu. Nie wydaję mi się by z przyszłymi miałoby się coś zmienić. Tej serii niestety mówię nie.

Lenalee pisze...

Mam w planach tę serię i coraz bardziej tracę cierpliwość, bo dawno temu postanowiłam sobie, że te książki przeczytam, a wciąż nie miałam ku temu okazji. Wszyscy chwalą, poza tym opisy świadczą o tym, że seria ta jest jak najbardziej w moim typie - wniosek prosty. :) Tym bardziej, że czytałam "Czerwoną piramidę" tego autora i odłożyłam tę książkę szczerze urzeczona.

zaczarowana pisze...

Cała seria jest bez wątpienia warta uwagi. Ogólnie twórczość Riordana to coś niesamowitego*.*

Querida pisze...

Bardzo lubię Percy'ego, jednak jakoś tak wyszło, że zatrzymałam się na trzecim tomie tej serii. Na pewno przeczytam kolejne, choć trudno mi powiedzieć kiedy, ale już zdążyłam pokochać styl Riordana. :)

Alice pisze...

Czytałam pierwszą części i byłam zachwycona, wydaje mi sie, ze koniecznie bede musiala zainwestowac w kontynuacje tej serii.
Obserwuje.

Simon pisze...

Przygód tego młodego bohatera nie czytałem, za to oglądałem film i zupełnie mnie nie przekonał. Ciężko mi więc będzie sięgnąć teraz po książkę, ale kto wie, może kiedyś spróbuję.

Pozdrawiam:)

Pinko pisze...

Z każdą kolejną recenzją tej książki zastanawiam się coraz intensywniej, czy to na pewno mój typ ;) aczkolwiek chyba przełamię schematy i poszukam jej ;p

Meme pisze...

Choć wiele razy czytałam recenzje pozycji z tej serii, nigdy jakoś mnie do niej nie ciągnęła. Jednak po Twojej recenzji... Sama mam ochotę siedzieć z chusteczkami w dłoni i żałować, że to już koniec. A przede mną dopiero początek ;)

Anonimowy pisze...

Przeczytałem wszystkie części rok temu i do tej pory nie umiem znów ich otworzyć za bardzo boję się końca,pożegnania ,tych łez, nie umiem tego przeczytać drugi raz to zbyt trudne.

Anna Flasza-Szydlik pisze...

Dla mnie to jedna z najlepszych książek 2012 roku. Cieszę się, że i Tobie się podobała :)

Ashera pisze...

Zostałaś przeze mnie nominowana do... :) Reszta na moim blogu.

Prześlij komentarz