26 marca 2013

Tammara Webber - Tak blisko

Znalezienie drugiej połówki, która byłaby bliska naszemu sercu, to podświadomy cel każdego z nas. Możemy się zarzekać, nawet sami przed sobą, że nie potrzebujemy kuli u nogi, jaką jest miłość, jednak wtedy przeczymy sami sobie. Tak jest ten świat stworzony, że każdy z nas, zarówno ja, jak i Ty, kochany Czytelniku, chcemy mieć tuż obok siebie osobę, która zawsze stanie za nami murem, która zrobi dla nas po prostu wszystko. Miłość jest piękna, miłość to szczęście. Ale miłość to również nuta goryczy, która nieraz może mocno zatruć nasze życie. Miłość należy szanować, należy na nią uważać. Ale nie można się jej bać, bo... Świat bez miłości nie miałby sensu. I dobrze o tym wiesz, drogi Czytelniku.

Jacqueline to zwykła dziewczyna, która ślepo zapatrzona w swojego chłopaka wyjeżdża z nim na uniwersytet, by studiować na zupełnie innym kierunku, niż wcześniej to sobie zaplanowała. Jej świat powoli zaczyna się sypać, gdy ukochany Kennedy ją zostawia. Pewnej nocy, po wyjściu z imprezy, Jacqueline zostaje zaatakowana przez przyjaciela swojego eks-chłopaka. Z opresji ratuje ją nieznajomy, Lucas, który, jak się później okazuje, razem z nią uczęszcza na zajęcia z ekonomii. Dziewczyna pragnie poznać go trochę bliżej, jednak skrywa on wiele tajemnic, i nie pozwala na przekroczenie pewnych granic...

Nie kręć już tak tym nosem, drogi Czytelniku. Wiem, że od zawsze zarzekam się, że młodzieżówki to nie moja domena, i że literatura tego typu absolutnie mnie nie interesuje. Nie, ja wcale nie rzucam słów na wiatr, a wręcz przeciwnie. Mam mocny argument na swoje usprawiedliwienie. Ha! Chcesz wiedzieć jaki? Już Ci mówię. Otóż, gdy w sieci wzrósł ten cały szum dotyczący Tak blisko, przewracałam oczami i pytałam się w duchu, który to raz już wszyscy wzdychają do jakiejś banalnej młodzieżówki, która na bank okaże się klapą. Nie miałam zamiaru zbliżać się chociażby na pięć metrów do tej książki, jednak pewnego pięknego, słonecznego dnia, znalazłam ją w swojej skrzynce. Tak, musiałam zejść z czwartego piętra do skrzynki, bo listonoszce się nie chciało wejść na to czwarte piętro, a jedyne co zastałam w owej skrzynce to właśnie ta licha młodzieżówka... Wyobraź sobie, kochany Czytelniku, moją minę, gdy zobaczyłam to coś w mojej skrzynce. Początkowo chciałam po cichu otworzyć drzwi od klatki schodowej, wyrzucić książkę wraz z kopertą prosto na śnieg, i zwiać czym prędzej, jakby mnie stado demonów goniło, jednak moje miękkie serce postanowiło się zlitować, i tak oto Tak blisko wylądowało w moim mieszkaniu. Rzucałam tej książce wrogie spojrzenia, a ona śmiała leżeć sobie spokojnie, jak gdyby nigdy nic. Zazwyczaj nie czytam książek, które przychodzą do mnie bez wcześniejszej zapowiedzi, lecz tym razem postanowiłam zrobić wyjątek. Stwierdziłam, że zrobię na złość tej powieści, i ośmielę się ją przeczytać (tak, jestem aż tak złośliwa i wredna. Oto cała ja). Kto by wtedy pomyślał, że po paru chwilach zostaniemy najlepszymi przyjaciółkami...

Nie zaprzyjaźniam się łatwo. Oj, co to, to nie. Trudno jest mi komukolwiek zaufać, a poza tym - ja lubię sobie selekcjonować znajomych. Lubię otaczać się wartościowymi, pełnymi pasji, wyróżniającymi się ludźmi. Tak samo mam z książkami. Nie lubię sztampowych, banalnych opowieści, lubię coś absolutnie niezwykłego, coś, co jest w stanie zbić mnie z nóg. Młodzieżówki zazwyczaj takie nie są, pisane są na jedno kopyto i wszystkie traktują o tym samym - o głupiej, bezsensownej, niedoświadczonej miłości. Jaka więc była moja radość, gdy okazało się, uwaga, że Tak Blisko to przełom w tego typu literaturze. Nie dość, że książka opowiada o gronie studentów (a nie, jak to zazwyczaj bywa, o licealnych gówniarzach, którym się wydaje, że są nie wiadomo kim, i że przeżyli już w swoim życiu wszystko, co tylko możliwe), to w dodatku fabuła jest tak prawdziwa, tak szczera, tak bardzo autentyczna, że mogłam sobie wyć z radości do woli. W końcu znalazłam coś, czego szukałam od dawna - opowieść o młodych ludziach, opowieść wyjętą rodem z normalnego życia, nie zaś wydumaną, pustą i naciąganą. Opowieść, przy której mogłam się zrelaksować, nad którą mogłam chwilę pomyśleć, która pozwoliła mi dostrzec uroki prawdziwej, dojrzałej miłości, która łączy dwójkę zupełnie różniących się od siebie ludzi. Tak Blisko udowodniło mi, że miłości nie trzeba szukać na siłę - gdy przyjdzie właściwy czas, ona sama nas znajdzie... 

Ach, jakże przyjemnie jest czasami sobie tak pofilozofować! Cudowne uczucie, polecam Ci, mój drogi Czytelniku, z całego serca. Tak blisko to jedna z tych książek, które pożera się w jeden wieczór. Kiedy tylko przysiadłam się do lektury, pomimo swego dość pesymistycznego nastawienia, nie mogłam po prostu oderwać oczu od tych gęsto zadrukowanych stronic. Historia Jacqueline i Lukasa poruszyła mnie do głębi, wciągnęła w głęboką otchłań uczuć i emocji, pozwoliła choć na chwilę zapomnieć o bożym świecie. Pozwoliła mi się zapomnieć. Tak blisko napisana jest językiem lekkim, nieco banalnym, lecz niesamowicie obrazowym. Fabuła jest rozplanowana doskonale, wyobraźni czytelnika nie rażą żadne dziwne, nie wiadomo skąd wzięte sytuacje. Jest prosto, realistycznie, życiowo, i niezwykle... uczuciowo. Dzieło Tammary Webber to najprostsza opowieść zwykłej studentki, opowieść wręcz banalna, która może przydarzyć się dosłownie każdemu. W tym tkwi piękno tej historii - każdy z nas podświadomie liczy na to, że w końcu odnajdzie swoją drugą połówkę. A czy nie byłoby cudownie odnaleźć ją w dosyć... ciekawych okolicznościach?

Jedną z największych zalet Tak blisko są zdecydowanie jej bohaterowie. Nieprzerysowani, charyzmatyczni, i jak wszystko w tej książce - aż do bólu realni. Główną bohaterkę da się lubić, nie jest to pusta, głupia idiotka, ale mądra dziewczyna z pasją, która nie irytuje czytelnika na każdym kroku. Polubiłam ją już od pierwszej strony powieści. Ot, taka miła towarzyszka literackiej podróży. Nie ukrywam, że do Lucasa poczułam miętę, bo to mijałoby się z celem. Pokochałam tego faceta całym serduchem, i popadłam w głęboką depresję - kiwałam się w przód i w tył (nazywają to podobno chorobą sierocą. W moim przypadku to chyba powinna być choroba urojonej miłości do postaci fikcyjnych), i wyłam z rozpaczy, zastanawiając się, dlaczego po tym naszym, prawdziwym świecie, nie chodzą tacy faceci jak on. Oh God, why. Takich cudownych, opiekuńczych, troskliwych mężczyzn to chyba tylko ze świecą szukać. Po raz kolejny przekonałam się, że nie warto jest się zakochiwać w książkowych postaciach, bo po zakończeniu lektury pozostaje ta bolesna pustka w sercu... Zaraz, zaraz, czy ja aby troszeńkę się tutaj nie zaczęłam użalać?! A zresztą, co mi tam. Lucas jest wart opisania jego wspaniałości, wart poświęcenia mu niemalże całego akapitu. A co, zabroni mi ktoś? Nie od wczoraj przecież wiadomo, że czuję miętę do ciemnowłosych przystojniaków...

Z uśmiechem na twarzy, ale i z łzami cieknącymi po policzkach, przewróciłam ostatnią kartkę Tak blisko, i popadłam w stan totalnego otumanienia. Jestem bardzo wdzięczna Tammarze Webber za tę niecodzienną lekturę, która pozwoliła mi się odprężyć, dała do myślenia, a przede wszystkim - zapewniła niesamowitą rozrywkę. Miłość w tej opowieści jest naturalna i prawdziwa, autorka nieraz pokazuje, że to uczucie może być źródłem nie tylko szczęścia, ale również ogromnego bólu. Piękna, prosta, niebanalna, życiowa historia dwójki młodych ludzi, których łączy gorące uczucie. Długo szukałam takiej powieści. I w końcu ją znalazłam. 

Ocena: 10/10


„Miłość nie jest brakiem logiki. Jest logiką sprawdzoną i udowodnioną. Podgrzaną i wygiętą tak, by wpasowała się w kontury serca.”

14 komentarze:

Ruczek pisze...

No i po takiej recenzji nie pozostaje mi nic innego, jak tylko najszybciej nabyć tę książkę i dorwać się do niej w pierwszej wolnej chwili. Co właśnie uczynię, kochana Recenzentko :D

Redżi pisze...

No cóż, my ludzie, cudowny gatunek, aczkolwiek bardzo wymagający. Chcemy być niesamowicie bogaci, szczęśliwie zakochani, czasem marzymy o życiu w zupełnie innym wymiarze, podczas gdy możemy mieć to wszystko na wyciągnięcie ręki - w realnym świecie. I właśnie takie książki pisane są po to, by nam to przypominać - bo przecież podświadomie dobrze o tym wiemy. Ach, Karo, zachęcasz i kusisz. Ten tytuł zaraz znajdzie się na mojej liście. :)

pisanyinaczej.blogspot.com pisze...

Mamy podobne odczucia co do tzw. "młodzieżówek", ale to błąd jak wnioskuje po Twoim wpisie. Staram się segregować to co czytać i po pewne gatunki nie sięgam. Ma to dobre i złe strony. Po prostu te typy tak mają. Ale tym razem chyba się przełamię, a z pewnością zaglądnę do środka książki w Empiku, przeczytam kilka stron i zobaczę, czy zaskoczę.

cyrysia pisze...

Muszę przyznać, że wyjątkowo zainteresowałaś mnie tą książką, choć widzę, że początkowo trudno było ci się do niej przekonać, ale na szczęście udało się to i z jakim rewelacyjnym skutkiem. Bardzo mnie zaintrygowała fabuła ,,Tak blisko'' i już teraz wiem, że muszę kupić tę książkę. Chce poczuć tę otchłań uczuć i emocji, co ty. Dawno żadna recenzja tak bardzo i skutecznie mnie nie przekonała, jak twoja i dziękuje ci za to.
Pozdrawiam.

Sol pisze...

A mrr mrrr mhrau! Wczoraj dostałam książeczkę i już się nie mogę doczekać, aż po nią sięgnę!

Ki pisze...

Trochę tego uczucia, którym ta książka tak emanuje, podarowałaś nam, pisząc tę recenzję. To musi być piękna opowieść. I chętnie bym taką teraz poczytała, coby mnie ogrzała tym ciepłym uczuciem w te nadal zimne dni.

Karolka pisze...

Kocham cię za tą recenzję! <3
Książka czeka na mnie na półce i wkrótce mam zamiar się za nią zabrać - w sumie też przyszła do mnie przez przypadek, a nawet się nie spodziewałam, że może być taka dobra.. Hmm, niedługo i ja ją poznam *.*

tetiisheri pisze...

Jestem również po lekturze "Tak blisko" i na razie zbieram myśli. :))

Querida pisze...

Chcę przeczytać tę książkę od naprawdę długiego czasu, i choć zazwyczaj unikam młodzieżówek, to co do tej konkretnej książki mam bardzo pozytywne przeczucia. :)

miqaisonfire pisze...

Pierwsze słyszę o tej książce i już jestem zaciekawiona :) Dzięki Tobie!

Vibi pisze...

Jak przeczytałam opis książki od razu postawiłam na niej krzyżyk. Jednak skoro tak zachwalasz, to może przekonam się na własnej skórze. ;)

Irytacja pisze...

Ojejejej, jestem zauroczona Twoją recenzją.
Gdybym zobaczyła okładkę, to pewnie przeszłabym obojętnie obok tej książki.
Ale teraz mam na nią dużą ochotę. Będę się rozglądać! :)

Redżi pisze...

Zostałaś przeze mnie nominowana do Liebster Award, więcej info u mnie xD

Agata Bogusławska pisze...

Boże dziękuję Ci za drugiego takiego pojeba na świecie! Bez urazy. (: Myślałam bowiem, że tylko ja jetem taka durna i zakochuję się w fikcyjnych postaciach z książek, a kiedy się one kończą czuję taką... Pustkę nie do opisania. Cieszę się, że znalazł się ktoś, kto ma podobnie.(Chociaż nie jestem pewna, czy powinnam się cieszyć, bo to raczej nie jest zdrowe xd) Nie będzie Ci przeszkadzać, że dodam Cię do obserwowanych, prawda?

A wracając do recenzji: jest zachęcająca to na pewno. Jeżeli chodzi o moje spostrzeżenia względem książki to jedyne co mogę jej zarzucić, to zbyt mgliści bohaterowie drugoplanowi. W trakcie powieści tak jakby zlewają się z tłem, ale można przymknąć ma to oko. (: Swoją drogą... Ty też się popłakałaś na końcu jak zrozumiałaś, że to tylko fikcja i takiego chłopaka tak naprawdę nie ma? :c

Prześlij komentarz