03 maja 2013

Aimee Agresti - Olśnienie

Od zawsze jesteś prymusem, by pokazać, że jesteś czegoś wart. Inni nazywają to kujoństwem, Ty jednak odbierasz to jako ukazanie własnych możliwości. Nie przejmujesz się opinią innych, gdyż nic Cię ona nie obchodzi. Wkładasz wiele wysiłku w swą pracę, głównie po to, by zapomnieć o tragicznej przeszłości. Zapomnieć  o czymś, czego nie pamiętasz. Nie wiesz kim jesteś, nie wiesz, skąd się wziąłeś. Obcy ludzie przygarnęli Cię pod swoje skrzydła i zapewnili byt. Nie znajdujesz słów, czynów, i emocji, by się im odwdzięczyć. Dlatego pracujesz na swój sukces, by kiedyś stać się kimś. By kiedyś, z uśmiechem wypisanym na ustach, móc powiedzieć innym, kim tak naprawdę jesteś. Twój trud zostaje doceniony, ktoś zauważa Twoje starania. Oferują Ci pracę jak z bajki, w cudownym miejscu, za dobre wynagrodzenie. To jest Twój czas, moment, w którym możesz rozwinąć skrzydła. Czy skorzystasz z oferty? Podejmiesz się pracy, o której śnią miliony? Wiem, że nie odmówisz. Nie byłbyś w stanie. Dam Ci jednak jedną, małą przestrogę: uważaj na otaczających Cię ludzi. Bo choć niepozorni, mogą zgotować Ci prawdziwe... piekło.

Haven to pilna uczennica, która dzięki swemu zapałowi do ciężkiej pracy dostaje staż w ekskluzywnym hotelu w Chicago. Razem z nią tego zaszczytu doświadcza jej najlepszy przyjaciel, Dante, oraz Lance, chłopak, którego do tej pory kojarzyła tylko z widzenia. W hotelu wita ich oszałamiająca właścicielka, Aurelia, która od razu przydziela im pewne zadania. Jednak to nie ona zwraca uwagę Haven. Czyni to przystojny Lucas, wpływowy młody mężczyzna, w którym dziewczyna z miejsca się zakochuje. Po pewnym czasie pobytu w hotelu, Haven orientuje się, że zaczyna dziać się w nim coś dziwnego. Wyczuwa intrygę, której autorami są piękni ludzie zarządzający jeszcze nieotwartym hotelem Lexingston. Czy cała ta sytuacja ma wpływ z niejasną przeszłością Haven? Otóż dziewczyna w wieku pięciu lat została znaleziona w całkowitym pustkowiu, przez kobietę, która stała się dla niej matką. Czy zaistniała sytuacja wyjaśni jej pewne niedopowiedzenia z przeszłości? Dziewczyna nie wie, co ją czeka. Wie jednak, że musi pozostać sobą. Nie pozwoli się złamać, nawet jakimś podejrzanym amantom, którzy wyglądają, na prawdziwie piekielne istoty.

Kręcenie nosem ostatnio weszło mi w krew, stało się, co tu dużo mówić, moim nałogiem. Jeszcze chyba nigdy nie byłam aż tak bardzo wybredna, jeżeli chodzi o książki. Zawsze czytałam to, co było na językach wszystkich, to co inni polecali, to, co po prostu jakimś magicznym trafem trafiało wprost do moich rąk. Czerpałam z tego radość, jednak w pewnym momencie przyjemność stała się obowiązkiem, a piętrzące się wokoło stosy książek, zamiast wywoływać uśmiech na mych ustach, sprawiały, że rwałam sobie włosy z głowy, bo wciąż i wciąż zadawałam sobie tak banalne pytanie: kiedy ja to wszystko przeczytam? W trosce o swe piękne włosie, postanowiłam zadbać o własną psychikę, i postanowiłam się trochę ogarnąć. Zdecydowałam, że kończę z impulsywnością (chociaż na małą skalę), i oznajmiłam sama przed sobą, że nie będę czytała wszystkiego, co popadnie, a jedynie powieści, które faktycznie mnie zaintrygują. Jestem urodzoną bałaganiarą, jednak stwierdziłam, że chociaż tę sferę mojego życia muszę uporządkować. I jak na razie, idzie mi to przednio. Wprost wyśmienicie. Trzymam się pewnego rytmu, i już nie wariuję. Nie aż tak bardzo. Czasami jednak zdarzają mi się pewne wybryki, bo przecież bez tego obyć bym się nie mogła. Zdarza się, że złapię w swe szpony coś, na co wcześniej kręciłam nosem. Takim wybrykiem okazało się być Olśnienie Aimee Agresti. Tak długo kręciłam nad tą pozycją tym moim nieszczęsnym nosem, że omal go nie straciłam. W końcu jednak uległam. I wiesz co, kochany Czytelniku? Dobrze zrobiłam. Przynajmniej raz, z czystym sumieniem, mogę sobie pogratulować nietrzymania się określonego planu. Brawo ja!

Tak sobie dumałam nad Olśnieniem, zanim zaczęłam je czytać, i tak sobie rozmyślałam, że cholera, to na pewno jest kolejna z tych słodziutkich książeczek dla ckliwych trzynastolatek (bez obrazy, kochane!), która w gorszący sposób wbija gwóźdź do trumny gatunkowi paranormal romance. A przynajmniej tak wnioskowałam po dokładnym obmacaniu i obejrzeniu okładki, która nie to, że mi się nie podoba, ale wywołuje u mnie sprzeczne uczucia. I chociaż wiem, że książki nie powinno się oceniać po okładce, co sobie powtarzam dzień za dniem, to jednak przykładam do szaty graficznej wielką uwagę. No cóż ja poradzę. jestem estetką, i lubię, jak coś ładnie wygląda. Ale żeby nie było, że niby Ratliff plecie głupoty, to już zaświadczam, że wnętrze jest najważniejsze, a jak! To ono odgrywa najważniejszą rolę. I tak jest właśnie w przypadku dzieła Aimee Agresti, które choć zbyt cukierkowo opakowane, wcale takie cukierkowe nie jest. To, co miałam ochotę nazwać słodziutkim praranormalem, okazało się być naprawdę ciekawą odmianą fantastyki. Olśnienie porwało mnie już od pierwszej strony. I chociaż wiem, że brzmi to niezwykle banalnie, to jednak, kochany Czytelniku, musisz uwierzyć mi na słowo. Taka jest prawda. Olśnienie nie jest zwyczajną opowiastką o przygłupiej nastolatce, która pakuje się w paranormalne kłopoty. To mądra, efektowna, niezwykle subtelna opowieść o życiu. Tym zwyczajnym, szarym, dobrze nam znanym... I tym kolorowym, które, jeśli bardzo tego pragniemy, jest na wyciągnięcie naszej ręki. Bo chcieć to móc, drogi Czytelniku. Zapamiętaj to sobie. 

Pierwsze, co zrobiłam po zakończeniu lektury, to wykrzyczałam na całe mieszkanie: o mój Boże, przecież ta historia wzorowana jest na Dorianie Grey'u! Nie wiedziałam, czy mam się z tego powodu cieszyć, czy może raczej smucić. No bo niby wszystko okej, opowieść jest świetna, miło, że ktoś zainspirował się moim ukochanym Wilde'em, lecz z drugiej strony aż na kilometr śmierdziało mi to czystym wykorzystaniem fenomenu Portretu Doriana Grey'a. Ja rozumiem, lekka inspiracja to nic złego, bo przecież twórczość Wilde'a to swoistego rodzaju kanon literatury. Olśnienie, w moim odczuciu, wypadło jako usilna chęć autorki na zabłyśnięcie na rynku książkowym, kosztem czegoś, co zna każdy szanujący się czytelnik. Zbulwersowało mnie to troszeńkę, nie ukrywam. Ale to chyba jedyna ujma tej powieści. Bo nic więcej jej zarzucić nie mogę. Fabuła błyszczy, chce się rzec. Prócz wspomnianego podobieństwa do historii Doriana Grey'a, fabuła jest oryginalna i niebanalna. Olśnienie to prawdziwa skarbnica tajemnic i zagadek. Akcja mocno trzyma w napięciu, czytelnik drży z ekscytacji, bo nie wie, co wydarzy się na następnej stronie. Wszystko to ujęte jest niezwykle plastycznym, ciekawym, bardzo lekkim językiem. Muszę Agresti pochwalić. Włożyła naprawdę wiele wysiłku w tę opowieść. I to się ceni.

Niezwykle zaskoczyła mnie kreacja bohaterów. Bardzo polubiłam główną bohaterkę, która ma zadziorny charakter, umie postawić na swoim, twardo stąpa po ziemi i niewiele jest w stanie ją zaskoczyć. No właśnie - to mnie bardzo zdziwiło. Kiedy w jej życiu pojawiła się pewna paranormalna nuta, której żaden człowiek nie jest w stanie sobie realnie uzasadnić, ona się nawet nie przestraszyła. Nie tak bardzo, jak powinna to była uczynić. W ogóle jej nie ruszyło, że coś dziwnego zaczęło dziać się w jej życiu. Trochę to było sztuczne, jednak przymknęłam na to oko. Reszta bohaterów również zyskała moje uznanie, a zwłaszcza Dante, przyjaciel głównej bohaterki, oraz Lance, nowy znajomy Haven. Obsługa hotelu przeszła moje najśmielsze oczekiwania - błysk, szał i frywolność! Muszę przyznać, że autorka umie nie tylko tworzyć niebanalne historie (z małą pomocą pewnych gigantów literackich), lecz przede wszystkim, kreśli nieprzerysowane, kolorowe, pełne pasji postacie. Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o czymś, na co zazwyczaj narzekam najbardziej, ale co jednocześnie ubóstwiam ponad wszystko. Mowa tu oczywiście o wątku romantycznym, który jest w stanie zepsuć każdą, nawet najlepszą powieść. Pełna nerwów przewidywałam, że uczucie, które zaczęło się rodzić pomiędzy Haven a Lucianem zniszczy całą, prawie perfekcyjną fabułę. Na szczęście, wielce się myliłam. Chociaż wiele się nie naopowiadam, bo po prostu nie ma o czym, cicho wspomnę, że momentami było romantycznie. Bez przesadyzmu, tak po prostu. Romantycznie. Zwłaszcza już pod koniec lektury. Więcej, drogi Czytelniku, Ci nie zdradzę. Pobawię się w wredną zołzę, którą i tak jestem na co dzień, i nie uchylę Ci rąbka tajemnicy. Giń w męczarniach, giń!

Olśnienie to książka pełna emocji, książka, która prócz zdecydowanego nurtu fantastyki zawiera także ważne przesłanie: nie ważne, kim się było kiedyś. Ważne, kim się jest teraz, w tym momencie. To my jesteśmy kowalami swego losu. To my decydujemy o tym, jak potoczy się nasze życie. To od nas zależy, czy kiedyś, na starość, będziemy mieli co wspominać, z uśmiechem wypisanym na pomarszczonej twarzy. Pamiętaj, kochany Czytelniku, by zadbać o swój żywot. Bo you only live once. Żyjesz tylko raz. Wykorzystaj to, najpiękniej, jak tylko potrafisz. Żyj tak, byś nigdy nie musiał niczego żałować.

Ocena: 7/10


„To chyba leży w ludzkiej naturze: chcemy tego, czego nie możemy mieć”

12 komentarze:

Carvel pisze...

Wspaniała recenzja <3
Książkę mam na swojej półce, i po Twojej opinii nie mogę się jej doczekać *-*

Irena A. Bujak (Bujaczek) pisze...

Miałam na nią oko wcześniej, ale teraz na pewno wiem, że warto się o nią postarać ;)

Ashera pisze...

Też stwierdziłam, że nie ma sensu czytać wszystkiego co popadnie, dlatego wyczyściłam troszkę moją listę książek, które muszę przeczytać.

O "Olśnieniu" już sporo się naczytałam i dalej nie jestem do niej przekonana. Wolę mniej przyziemną fantastykę. :)

Meme pisze...

Opis wydawał mi się całkiem ciekawy, jednak nie jestem pewna czy ja - rzadka czytelniczka fantastyki - byłaby w stanie przebrnąć przez tą, niewątpliwie zasługującą uwagi, książkę ;)

cyrysia pisze...

Ginę w męczarniach tak, jak piszesz, bo bardzo chciałabym poznać ,,Olśnienie''. Tak entuzjastycznie opisałaś swoje wrażenia po lekturze tej książki, że nie ma rady- muszę ją mieć!

FunVirtualnaJa pisze...

Najbardziej zaciekawiłaś mnie tym że napisałaś o bohaterce zadziornej i umiejącej postawić na swoim (Ja też mam dosyć tych sielanek miłosnych) naprawdę nie lubię głównych bohaterek : nieśmiałych, pozwalających się źle traktowa itp.. Nie czytałam portretu Doriana ale już od dawna chciałam się za nią zabrać jednak zawsze znalazłam coś ciekawszego co mi wpadło do ręki więc nie wiem na czym jest wzorowana. Recenzja mnie zachęciła szczerze pisząc ;)

monalisap pisze...

Nie miałam w planach tej pozycji, ale Twoje recenzja mnie zaintrygowała. Określenie "subtelna opowieść o życiu" kusi oraz dobry wątek romantyczny...Chyba wprowadzę "olśnienie" na moją listę :)

Sol pisze...

Haha widzę, że w podobnym stopniu nam się lektura spodobała :)

miqaisonfire pisze...

Pierwsze słyszę o tej serii. Jakoś umknęła mojej uwadze, a szkoda, bo zapowiada się ciekawie. Zobaczymy jakie będą kolejne tomy.

Varia pisze...

przyznam, że sporym zaskoczeniem jest dla mnie, iż ta książka niesie z sobą coś więcej niż tylko kolejną historię o nastolatce. myślę, że dam jej szansę.

kasjeusz pisze...

Tym Dorianem to mnie zaintrygowałaś. ;) Lubię wszelkiego rodzaju aluzje literackie.
Gdyby nie recenzje blogowe, pewnie nie zwróciłabym uwagi na tę książkę, okładka nie należy do zachęcających.

Scarlett pisze...

Mam w planach, ale najpierw chciałabym przeczytać "Portret Doriana Greya". Cieszę się, że to nie jest kolejny żenujący romans, tylko ma w sobie coś więcej.

Prześlij komentarz