11 maja 2013

Melissa De La Cruz - Wilczy Pakt

Mroczne czeluści Piekła od zawsze nazywasz swoim domem. To tam się urodziłeś, tam wychowałeś, by kiedyś stanąć w szeregach potężnego Lucyfera, i pomóc mu zawładnąć światem. Jako szczenię, jeszcze nie wiesz, co Cię czeka. Lecz Twój los jest przypieczętowany, i nie jesteś w stanie go zmienić. Jesteś skazany na potępienie. Gdy tylko ukończysz osiemnaście miesięcy, staniesz się Piekielnym Ogarem - na Twą szyję założą obrożę, z której wydzielana substancja zatruje Ci krew. Zapomnisz o dotychczasowym życiu, o rodzinie i przyjaciołach. Całkowicie oddasz się swemu panu, Lucyferowi. Nie będziesz miał wyjścia. A może jednak... Nie, to niemożliwe. Do tej pory nikomu się to nie udało. Ale kto wie, może Ty będziesz tym szczęśliwcem? Może to Tobie uda się uciec z przerażającego Piekła, może to Ty uciekniesz przed przeznaczeniem? Nie powinnam była o tym wspominać. Ale chciałam dać Ci nadzieję. I wierzę, że to ona uratuje Cię od przeznaczenia

Lawson i jego pobratymcy mieli stać się Ogarami Piekieł. Na ich szyję miały zostać założone obroże z trucizną, która sprawiałaby, że zapomnieliby o całym dotychczasowym życiu, staliby się pionkami w rękach potężnego Lucyfera. Udaje im się jednak uciec z mrocznych czeluści strasznego Piekła. Od tej pory zaczynają wieść w miarę normalne, ludzkie życie. W międzyczasie, Bliss Llewellyn, która odzyskała swoją śmiertelność, i uwolniła się od ciążącego wpływu jej ojca, chce pomóc Błękitnokrwistym. Pomóc mają jej w tym Piekielne Ogary. Dziewczyna jednak nie wie, jak do nich dotrzeć. Z pomocą przyjdzie jej Lawson, który nie będzie początkowo darzył jej zaufaniem. Ich wzajemne relacje ulegną polepszeniu, gdy okaże się, że oboje z tej znajomości będą mogli czerpać korzyści.

Rozczarowania bolą najbardziej - przekonuję się o tym dosłownie każdego dnia. Ostatnimi czasy wokół mnie panuje chyba jakaś negatywna energia, bo niemalże każda książka, która wpadnie w moje ręce, zostaje uznana przeze mnie samą za dno kompletne. Nie wiem, czy to zależy od mojego humoru, czy samopoczucia, chyba jednak nie. Seria Błękitnokrwiści to jedna z moich najukochańszych serii paranormalnych. Pomimo kilku zgrzytów, deptania po niektórych częściach cyklu ostrymi obcasami, czy też wyzywania autorki od najgorszych, mam do Błękitnokrwistych olbrzymi sentyment. Dlatego też, gdy dowiedziałam się, że ukaże się dodatek do cyklu, w postaci osobnej historii, zatytułowanej Wilczy Pakt, skakałam pod sufit z radości. Mój entuzjazm był olbrzymi, promieniałam szczęściem na kilometr. Kiedy już przyszło co do czego, książka dotarła w me skromne progi, zasiadłam wygodnie na swym mięciutkim łóżeczku, i powoli zatopiłam się w historię, która miała przedstawić dobrze mi już znany świat z zupełnie innej perspektywy. Z uśmiechem na ustach przebiegłam wzrokiem kilka pierwszych linijek. A po piętnastu minutach siedziałam już w kuchni, rękami zakrywając twarz, czekając, aż zagotuje się woda w czajniku. Musiałam zaparzyć sobie melisę. A potem zejść z czwartego piętra, by podnieść Wilczy Pakt z ziemi. Okno pozostawiłam otwarte, stwierdziłam, że trochę świeżego powietrza mi się przyda.

Melissa De La Cruz nigdy nie była autorką, której mogłam przyznać perfekcyjność. Chociaż każda z części Błękitnokrwistych ma swój urok, zawsze znajdywałam coś, co mi się nie spodobało. Nie wiem, skąd wzięło się to moje entuzjastyczne podejście do Wilczego Paktu, skoro już nie raz doświadczyłam na własnej skórze potyczek ze strony Melissy. Spodziewałam się jednak, że będzie to krótka, zwarta, niezwykle dopracowana historia, która wzbogaci wyobraźnię stałego miłośnika Błękitnokrwistych. Okazało się jednak, że po piętnastu przeczytanych stronach, ja miałam stanowczo dość. Czytanie tej pozycji niezmiernie mi się dłużyło, ciągnęło. Wpadłam w objęcia fabuły niczym w ruchome piaski - pomimo wszelkich starań, ciągłej nadziei i walki z wiatrakami, nie byłam w stanie się uratować. Fabuła Wilczego Paktu jest niczym gęste błoto - jeżeli się w nie wstąpi, utknie nam noga. Oszczędzę Ci, kochany Czytelniku, relacji moich poczynań z tą książką. Miałam ochotę ją zdeptać, spalić, pogryźć... Ech, miałam sobie odpuścić szczegółowy opis. Przepraszam. Jestem jednak tak zbulwersowana, a zarazem tak szczęśliwa, że w jakiś cudowny sposób udało mi się dobrnąć do końca, że cała trzęsę się z emocji. Szkoda tylko, że nie z tych pozytywnych. 

Lubię styl pisania Melissy, lekki i niebanalny, lubię język, jakim się posługuje. I to chyba jedyne to, co "lubię", jeżeli chodzi o Wilczy Pakt. W przypadku każdego (no, prawie) tomu Błękitnokrwistych mogę rozpływać się nad fenomenem genialnej fabuły, zawrotnej akcji, czy też postaci, których już dawno uznałam za swoich przyjaciół. Tym razem jednak uczynić tego nie mogę, bo: a) fabuła to kompletne dno, muł, i jeszcze głębiej; b) akcja jest tak bardzo fascynująca, że w trakcie czytania jednej strony byłam w stanie ziewnąć sobie cztery razy; c) bohaterowie Wilczego Paktu są absolutnie nijacy, bezpłciowi, niedopracowani, słabo zarysowani, beznadziejni, a przede wszystkim: żadnego z nich nie polubiłam. A to jest dla mnie najważniejsze. Książkę uznaję za naprawdę dobrą dopiero wtedy, gdy jej bohaterów mogę nazwać przyjaciółmi. przyjaciółmi, z którymi przeżyłam naprawdę niesamowitą przygodę, którzy zaabsorbowali moją uwagę, którzy pozostaną w moim sercu na dłuższy okres czasu, a może i na zawsze. W przypadku Wilczego Paktu żadna z tych opcji nie została spełniona, więc nie mam nawet o czym mówić. Jedynym światełkiem w tunelu, jaki zdołałam dostrzec, to Bliss Llewellyn, jednak myślę, że moja nikła sympatia do niej wynika raczej z kwestii, iż pojawiła się ona już nieraz w serii Błękitnokrwistych, stąd na światło dzienne wyszedł mój sentyment do tej postaci. Nic więcej nie jestem w stanie rzec, prócz tego, że nie mam najbledszego pojęcia, po co ta książka powstała. 

Mam wrażenie, że Wilczy Pakt to taki zlepek kilku przypadkowych sytuacji, które w nieumiejętny sposób autorka spróbowała połączyć w jedność. W niektórych momentach gubiłam się, nie wiedziałam o co chodzi, i dlaczego akurat tak się stało. Wilczy Pakt to powieść niezwykle lakoniczna, płytka, w której emocji i uczuć można szukać ze świecą. Myślałam, że pomimo tak wielu niedociągnięć, książkę uratuje chociaż wątek romantyczny, który podświadomie wyczuwałam na kilometr. I wiesz co, kochany Czytelniku? Pudło. Nawet w tym wypadku autorka się nie postarała, i nie stworzyła chociażby nici czegoś sensownego. A szkoda. Bo mogło być emocjonująco, seksownie, subtelnie, lecz bez przesadyzmu. A idea jakiegokolwiek romansu spełzła na niczym. Ech, ręce opadają. No cóż, kochany Czytelniku. Szczerze mówiąc, nie polecam Ci tej powieści, bo na świecie istnieje tyle wartościowych książek, że szkoda tracić czasu na takie gnioty. Jeśli jednak jesteś wielkim miłośnikiem Błękitnokrwistych, powinieneś zapoznać się z tą pozycją - chociażby dla własnej satysfakcji, by uzupełnić sobie wszelkie informacje na temat świata stworzonego przez Melissę De La Cruz. Tymczasem ja idę sobie zaparzyć świeżej kawy. Może chociaż ona ukoi moje skołatane nerwy.

Ocena: 2/10


„- Apatia to rękawica, w którą otula swe łapska zło – mruknęła Jane pod nosem. Bliss zmarszczyła brwi. - Co to? Szekspir? - Nie. Ten cytat znalazłam kiedyś w Internecie […]”

16 komentarze:

Antyśka pisze...

Szkoda, że książka okazała się być niewypałem. Nie znam tej serii, ale jakoś nie będę sięgała po ten dodatek. Chyba już po kilku stronach wylądowałaby za oknem i bym jej już nie podniosła.

Magda Gie pisze...

Widzę, że nie tylko ja uwielbiam książki :) Z takiej racji blog ten będzie przeze mnie odwiedzany o wiele cześciej :)

Amelia Grey pisze...

A ja tej serii nie znoszę. Po przeczytaniu pierwszej części (ledwo ją zdzierżyłam) doznałam takich samych emocji, jak ty teraz "dobrze, że już koniec". Może kiedyś wrócę, bo podobno potem jest lepiej. Ta recenzja jednak nie nastraja mnie jakoś pozytywnie, co do tej serii.

Scarlett pisze...

Niczego lepszego się nie spodziewałam :-) Od początku nie planowałam tego czytać, gdyż Błękitnokrwiści niespecjalnie mnie wciągnęły. Bliss wydawała się bezpłciowa i nijaka już w głównej serii i nie sądziłam, że kiedykolwiek nabierze charakteru.

cyrysia pisze...

To rzeczywiście ,,Wilczy pakt'' cię zdenerwował skoro aż wyleciał przez okno. Ja na szczęście nie spotkałam jeszcze żadnej książki, która wzbudziłaby we mnie tak negatywne emocje i mam nadzieję, że nie spotkam.
Szkoda, że ta książka okazała się niewypałem. Seria Błękitnokrwiści jest w moich planach, ale po powyższą pozycje zapewne nie sięgnę.

Szalona książkoholiczka pisze...

Od kilku miesięcy ta seria za mną dosłownie 'chodzi'. I choć ocena słaba to ja i tak jestem zainteresowana ^^

Magdalena B pisze...

pierwszy raz słyszę o tej książce ale po Twojej ocenie raczej po niąjuż nie sięgne

Carline pisze...

Czytałam pierwszą część "Błękitnokrwistych" i tyle mi wystarczy. Po recenzji widzę, że nawet nie ma co się tą książką interesować ;d

Pręgusek pisze...

A sądziłam, że książka może okazać się interesująca... widać jednak nie :)

Natalia. pisze...

Auć. "Błękitnokrwistych" nie czytałam (jeszcze!), ale czuję, że spodoba mi się ta seria. Jednak od "Wilczego paktu" na wszelki wypadek będę się trzymać z daleka. Skoro nawet z sentymentu do twórczości autorki nie oceniłaś jej wyżej. :)

Monia :* pisze...

Po twojej opinii jednak chyba nie będę się do tego zabierać.. Niby chciałam, ale jeżeli jest tak jak piszesz to nie ma sensu, bo na pewno znajdę dużo ciekawszych książek. A ja od siebie polecam książkę "Look" jeżeli jej jeszcze nie czytałaś. Dojść obyczajowa, ale warta uwagi :>

Monia :* pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Chmurka pisze...

Rozumiem twój sentyment do serii i rozumiem twoje rozczarowanie tym "dodatkiem". Ja osobiście nie lubię paranormal romance, ale czasami zdarza mi się sięgnąć po jakąś książkę z tego gatunku. Błękitnokrwistych nie planuję, ale kto wie, może sami wpadną mi w ręce? ;)
Pozdrawiam.
PS Recenzja genialna!

mysza pisze...

Naprawdę nie trawię tej serii...

Magnolia pisze...

Z serii "Błękitnokrwiści" czytałam chyba tylko 2 części i było to dawno temu. Dlatego będąc ostatnio w bibliotece wypożyczyłam znowu 1 część, bo już nie pamiętałam co w niej było. Zamierzam dokończyć w końcu tą serie. Jeszcze kilka tomów przede mną, więc mam czas na zastanowienie się :)

Ewelina Artwik pisze...

Widzę tobie też się nie podobała. Ja nie dotrwałam do końca...
Pozdrawiam!

Prześlij komentarz