17 czerwca 2013

Matthew Quick - Poradnik pozytywnego myślenia

Pozytywne myślenie to klucz do szczęśliwego życia. Będąc optymistami, jesteśmy w stanie zamienić nasze życie w bajkę. I chociaż brzmi to zbyt przesadnie, może zbyt różowo, teoria ta faktycznie sprawdza się u wielu ludzkich istnień. Mówi się, że pozytywne nastawienie to połowa sukcesu. Optymiści wierzą we własne możliwości, wiedzą, że nie ma dla nich nic niemożliwego, i że jeżeli będą w coś wyjątkowo mocno wierzyć, to to coś stanie się realnością. Optymistów z drugiej strony można nazwać idiotami, bo przecież nie od dzisiaj wiadomo, że świat rządzi się własnymi prawami, a nędzne ludzkie istnienia nie mają wpływu na dziejące się dookoła zdarzenia. Pudło. Myślenie tym torem nie przyniesie nam nic dobrego. Wiesz, drogi Czytelniku, prawda jest taka, że nawet jeśli Ty nie potrafisz wziąć życia we własne ręce, nie oznacza to, że nie potrafią tego uczynić inne osobniki naszego gatunku. Pozytywne myślenie może zdziałać cuda. I to wcale nie jest pic na wodę, oj nie. Magia pozytywizmu działa na każdym, najdrobniejszym kroku. Nie wierzysz? Tracisz wiele. Nawet nie wiesz, jak wiele...

Pat sądzi, że jego życie to film. Pat jest optymistą i wierzy w szczęśliwe zakończenia, dlatego też sądzi, iż jego życie zakończy się happy endem - czyli powrotem jego byłej żony, Nikki. Jedyne co Pat musi zrobić, to czytać więcej książek, dużo biegać, łykać kolorowe tabletki i ćwiczyć bycie miłym. Pomimo jego pozytywnego nastawienia do życia, nic nie dzieje się tak, jak sobie to zaplanował. W dodatku od pewnego czasu na krok nie odstępuje go piękna Tiffany, siostra żony jego przyjaciela, która również ma nie do końca równo pod sufitem jak on sam. Życie Pata powoli z koszmaru przekształca się w nudny melodramat, który swoje zakończenie będzie miał, gdy Pat odnajdzie samego siebie w tym jakże skomplikowanym świecie.

Perfekcjonistką nie jestem, nie byłam, i nigdy nie będę, jednak zwyczajnie nie lubię, gdy w moim życiu panuje swoistego rodzaju bałagan, tudzież chaos, który wywraca je do góry nogami. Dlatego też skrupulatnie wyznaję zasadę, że najpierw czytam książki, a dopiero potem ślepo gapię się w ekran, w celu zapoznania się z ich ekranizacjami. Nie jestem przyzwyczajona do zmieniania tej kolejności, więc w przypadku Poradnika pozytywnego myślenia proces wyglądał wprost identycznie. Miałam ogromną ochotę na obejrzenie tego filmu, odkąd wszyscy zaczęli robić wokół niego niemały szum. Przyrzekłam sobie jednak, że wpierw przeczytam książkę. Co prawda, odkładało się to w czasie, bo zawsze znalazło się coś mniej lub bardziej interesującego, lecz w końcu triumfalnie mogę wykrzyczeć: jest! Już po! Powieść została przeze mnie przyswojona, pozwolę sobie dodać, iż film również. Moje niezwykle pozytywne nastawienie, wielkie oczekiwania i niegasnący entuzjazm może nie zostały do końca zaspokojone, jednak mogę śmiało powiedzieć, że Poradnik pozytywnego myślenia zaintrygował mnie w niemałym stopniu. A raczej w takim stopniu, że nie do końca, nawet w tej chwili, jestem w stanie go rozgryźć. Tak, to dziwne. Wiem, ja zawsze wszystko rozgryzam. I to naprawdę brutalnie. Ale tym razem było inaczej. Los spłatał mi figla, pomimo mego wielkiego optymizmu... Czyżbym była wyjątkiem potwierdzającym regułę? Ech. Ja to zawsze wiem, jak wpakować się w największe kłopoty.

Poradnik pozytywnego myślenia to książka... dziwna. Czytając ją, miałam naprawdę mieszane uczucia, zarówno co do treści, jak i co do przesłania. Nie ukrywam, spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Chociaż nie, chwila. Szczerze? Nie wiedziałam, czego mogę oczekiwać, a czego nie, od tej powieści. Poradnik pozytywnego myślenia był dla mnie zagadką, jedną wielką niewiadomą, i właśnie dlatego tak bardzo pragnęłam zapoznać się z tą historią. A teraz mam czego chciałam - książka już za mną, a ja w głowie mam nawet nie pustkę, nie wielką dziurę, ale jeden wielki, splątany do granic możliwości supeł. Niezwykle przypadł mi do gustu fakt, iż autor za wszelką cenę próbuje czytelnikowi udowodnić, że warto jest myśleć pozytywnie, nawet w tych najtrudniejszych, najgorszych, najbardziej szarych momentach naszego życia. Wiara we własne możliwości potrafi zdziałać cuda, i rzeknę, że sama nieraz się o tym przekonałam na własnej skórze. Podoba mi się, że autor uczynił z głównego bohatera chorego psychicznie człowieka, który świata nie widzi poza swoją byłą żoną. Siedział kilka lat w wariatkowie, a teraz, gdy rodzona matka zabiera go do rodzinnego domu, próbuje on na własną rękę odbudować swoje już i tak zniszczone życie. Jego dziecięca naiwność, upór, wiara w coś, co nie do końca może być życiowym wyznacznikiem - to właśnie te elementy budują tę opowieść. Pat to człowiek prosty, człowiek, który chce po prostu żyć szczęśliwie. Bo któż z nas nie pragnie w swoim życiu szczęścia? Matthew Quick stworzył doskonały portret psychologiczny głównego bohatera, który, nie ukrywajmy, stanowi meritum całej książki. To Pat, jego postawa, zachowania, myśli, postępowania tworzą tę książkę. Nam pozostaje jedynie z zapartym tchem śledzić jego coraz to nowsze poczynania, oraz snucie refleksji na temat życia. Bo co by było, gdyby...? No właśnie. Co by było.

Nie zamierzam rozpatrywać tej powieści pod głębszym znaczeniem filozoficznym, bo nie od tego tutaj jestem. Niemniej jednak, historia ta wywarła na mnie dosyć duże wrażenie, a co najważniejsze - dała sporo do myślenia. Pod względem fabuły jednak Poradnik pozytywnego myślenia nie plasuje się na szczególnie wysokiej pozycji. Ciągłe bieganie głównego bohatera, wierzenie w zabobony, ciągłe akty desperacji i wierzenie w coś, co nigdy nie będzie miało miejsca - męczyło mnie to cholernie. Tłumaczyłam sobie jednak, że własnie w ten sposób autor idealnie otworzy czytelnikowi oczy na świat i życie głównego bohatera, w ten sposób ukaże jego problemy i trudności w obyciu ludzkim. Historia zawarta w tej powieści być może momentami jest płytka, jednak te poszczególne płytkości wypełnione są dosyć sporymi emocjami, których Matthew Quick nie szczędził potencjalnemu odbiorcy. Ta książka ma udowodnić, że życie, choć nie zawsze różowe, jest darem od losu. Darem, który należy pielęgnować, o który trzeba właściwie dbać, i doceniać, że jest się w jego posiadaniu. Jak to się mówi? Każdy jest kowalem własnego losu. To my decydujemy, czy wszelkie porażki, które napotkamy na swej życiowej drodze zniszczą nas do reszty, czy wręcz przeciwnie - sprawią, że staniemy się jeszcze silniejsi. Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni, tak? Tak. I o tym jest Poradnik pozytywnego myślenia. Dążąc do czegoś z uporem, dostaniemy to. Chociaż może nie zawsze w takiej formie, jakbyśmy tego pragnęli. No ale, zawsze coś.

Zabrakło mi w tej opowieści kobiecej subtelności. Cała historia skupiła się wokół Pata i jego problemów, i chociaż wiem, że zabieg ten był zamierzony, ja jak zwykle musiałam na coś pokręcić swym zadartym wysoko nosem. Owszem, kobieta się pojawiła w życiu naszego bohatera. Jednak postać Tiffany uważam za nieco niedopracowaną. Myślę, że autor powinien był poświęcić choć troszeńkę więcej uwagi tej tajemniczej dziewczynie, która bądź, co bądź, ostro zamieszała w życiu Pata. Spodobał mi się jej zadziorny charakter, sposób bycia, i podejście do świata. Jej sylwetka mnie zaintrygowała, co jednak nieco spaliło na panewce, bo jak wspomniałam - Matthew Quick nie wykorzystał jej całego potencjału. A zresztą. Jak chciał, tak zrobił, ja już się nie wtrącam. Poradnik pozytywnego myślenia to książka, która zawiera w sobie wiele wartości. Wartości, które są ważne w naszym życiu, wartości, które należy sobie przyswoić. Lekki i nieco banalny język książki może na początku dezorientować, jednak po dokładniejszym wgłębieniu się w fabułę docenimy styl autora. Zakończenie okazało się być dość przewidywalne, wszystko potoczyło się tak, jak się tego spodziewałam. Ale nie szkodzi. Nie szkodzi, bo szczerze mogę uznać tę powieść za swoistego rodzaju terapię, która otworzyła mi oczy na kilka spraw. Pal licho, że jest to książka niedopracowana, z fabułą, która nie zwala z nóg, z akcją, która żyje własnym życiem, i bohaterami, którzy na początku są dla nas nikim, a chwilę później smarkamy w białą, jednorazową chusteczkę, bo zrobiło się nam ich szkoda. Poradnik pozytywnego myślenia to książka, która poniekąd uczy jak żyć, która uczy, jak się odnaleźć w trudnych sytuacjach. To książka-zagadka, która jeszcze długo będzie obecna w mojej głowie. Takich historii długo się nie zapomina. Takie historie zostają z nami na wieczność.

Ocena: 7/10


„Patrzenie na chmury pod słońce jest bolesne, ale jak większość rzeczy, które przynoszą ból, pomaga.”

11 komentarze:

pisanyinaczej.blogspot.com pisze...

Ja obejrzałem film i dlatego po książkę nie sięgnę. Miałem ochotę wyjść już w pierwszej połowie seansu.

Agata Jarzębowska pisze...

Książka czeka już u mnie na półce na swoją kolej :) Jak na razie jestem po filmie, który wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie, ale podobno różni się w kilku watkach od książki, więc jestem jej jeszcze bardziej ciekawa :)

Basia Czausz pisze...

Mam tę książkę za sobą i spodobała mi się, chociaż również znalazłam kilka wad. "Poradnik pozytywnego myślenia" to przyjemna powieść, choć często przeszkadzały mi wulgaryzmy i nieco nudne momenty, ale w sumie nie było tak źle :-)

Klaudia Sowa pisze...

Ostatnio oglądałam film i strasznie mi się spodobał. Myślę, że pozytywne myślenie to coś co może zmienić całe życie człowieka. Taka mała rzecz, a jednak tak znacząca. Co najważniejsze- leży w naszych rękach. Na książkę poluję od dłuższego czasu, więc kiedy tylko ją zdobędę na pewno przeczytam :)

Clarissa pisze...

Oglądałam film i byłam zachwycona myslę, że książkę przeczytałabym z radością :) Pozdrawiam :)

Agnieszka D. pisze...

Ja zaczęłam oglądać film, ale taki nudny początek, że wyłączyłam :P Po książkę może kiedyś sięgnę ;)

Magnolia pisze...

Ja też staram się najpierw czytać potem oglądać, ale nie zawsze mi to wychodzi. W tym wypadku również. A książka jeszcze przede mną ;)

Larysa pisze...

Już od jakiegoś czasu mam tę książkę na oku. I chyba się na nią skuszę ;)

Maialis pisze...

Widziałam film, a książkę już kilka razy trzymałam w dłoniach w księgarni, ale zawsze pada na coś innego...

miqaisonfire pisze...

Film widziałam, książkę zaczęłam czytać, ale ciągle mam coś innego do roboty i jeszcze jej nie przeczytałam :)

Klaudii K. pisze...

ostatnio miałam okazję przeczytać i bardzo mi się podobała :)
uważam, że jest dużo lepsza niż film

Prześlij komentarz