15 lipca 2013

Jodi Picoult & Samantha van Leer - Z innej bajki

Wyobraź sobie, że postacie z książek to żywe istoty. Wyobraź sobie, że wszyscy bohaterowie, z którymi przeżyłeś wiele wspaniałych przygód, nagle zaczynają do Ciebie mówić. A Ty ich słyszysz. I odpowiadasz. Wyobraź sobie, że proszą Cię o ratunek, o pomoc w ucieczce z kart książki, tak, by mogli spędzić z Tobą tyle czasu, ile Ty spędziłeś z nimi. A może i więcej. Nie, wcale nie zwariowałeś. Nie, nie poniosła Cię wyobraźnia. Aby odnaleźć w życiu magię, trzeba najpierw w nią uwierzyć. Więc, do dzieła. Zacznij wierzyć w coś, co nie ma prawa bytu. Uwierz w niemożliwe. I zacznij tym żyć.

Delilah PcPhee jest odludkiem. Nie ma wielu znajomych, uwielbia siedzieć z nosem w książce. Pewnego razu znajduje w bibliotece starą, zakurzoną książkę, która od samego początku ją intryguje. Okazuje się, iż jest to bajka o Oliverze, sprytnym księciu. Dziewczyna nie może się od niej oderwać, i czyta ją raz za razem, od nowa. Ze zdumieniem odkrywa, że słyszy głos płynący z książki. Przemawia do niej tajemniczy książę, który planuje swą ucieczkę z zadrukowanych kart. Delilah postanawia mu pomóc, pomimo początkowego wrażenia, iż... zwariowała.

Nieraz czytając bliską memu sercu powieść, z zadumą rozmyślałam o tym, co by było, gdyby jej bohaterowie okazali się żywymi postaciami, z którymi miałabym szansę porozmawiać. Nie przeczę, moje ukochane postacie są dla mnie żywe, jednak ich żywotność kończy się poza granicami mojej wyobraźni, co jest niezmiernie przykre. Czasami zastanawiam się, jakby to było mieć za  najbliższą przyjaciółkę Hermionę Granger, jakby to było, gdyby Frodo poprosił mnie o towarzyszenie mu w fascynującej podróży, i jakby to było, gdyby u progu moich drzwi stanął Aslan, twierdzący, że Narnia potrzebuje mojej pomocy. Byłoby wspaniale, a jakże. Lubię sobie wyobrażać tego typu sytuacje, jednak choć marzycielką jestem ogromną, i wierzę w spełnienie marzeń, to nie łudzę się, że kiedykolwiek któraś z tych sytuacji będzie miała prawo bytu. Nie oszukujmy się, nie będzie miała. Chyba, że zwariuję już kompletnie, i trafię do miejsca, gdzie otaczający mnie ludzie będą twierdzić, że wczoraj grali w Quidditcha, a nazajutrz po południu wybierają się na małe Co Nieco do chatki Kubusia Puchatka. Warto jest jednak czasami podumać, co by było gdyby. Bo marzenia są piękne. Nawet te, które nigdy się nie spełnią.

Przez dłuższą chwilę po obmacaniu tej książki wzdychałam sobie rutynowo, bo ja wzdychać sobie bardzo lubię. Położyłam książkę na biurku, a sama usiadłam naprzeciwko niej, na mym miękkim, różowym łożu, i tak wzdychałam. I rozmyślałam. Nie będę się rozpisywać na temat tego, jak wiele wątpliwości co do tej powieści miałam, bo musiałabym napisać coś dłuższego od dwudziestoczterotomowej encyklopedii, która stoi dumnie, i pręży swe grzbiety w pokoju mych Rodzicieli. I w sumie nie wyszłoby mi to na dobre, bo pisałabym to  do zakichanej śmierci, przez co nie skorzystałabym z tak cudownego daru, jakim jest życie, a poza tym, sama bym się do tej śmierci doprowadziła, bo prędzej bym z nudów umarła, aniżeli skończyła spisywanie mojego wewnętrznego monologu. Jodi Picoult cenię sobie z tego powodu, iż jest ona naprawdę mądrą kobietą, która nie tylko umie dumać na tematy czysto ludzkie, lecz także potrafi spisać swe przemyślenia na czyste karty, by potem swoją niezwykłą wyobraźnią, wielką pomysłowością, i czułą empatią czarować swych oddanych czytelników. Przyzwyczaiłam się, że otwierając książkę spisaną ręką Jodi, przenoszę się do świata pełnego życiowych trosk, świata, który nie jest kolorowy, a wręcz przeciwnie - który jest brudny od panoszących się wszędzie problemów. Picoult w swoich książkach porusza naprawdę trudne tematy - pisze o życiu i śmierci, miłości i nienawiści, przyjaźni i podstępie, o gwałtach, morderstwach i setce innych spraw, na temat których większość z nas nie potrafi się wypowiedzieć. Wyobraź sobie więc, drogi Czytelniku, moje zdziwienie, gdy usłyszałam, że Jodi Picoult napisała książkę skierowaną ku młodzieży. I to nie to stwierdzenie spowodowało moje zdziwienie. Ma pięknie uzębiona szczęka sięgnęła podłogi, gdy doczytałam małym druczkiem, iż nowe dzieło Jodi to nic innego jak... bajka.

Gdy już wyżaliłam się sobie samej wewnętrznie, kiedy już skończyłam przeprowadzać sama ze sobą uspokajające rozmowy, zebrałam się w sobie i stwierdziłam, że pal licho wszystko, ale ja Z innej bajki muszę przeczytać. Bo nieważne w jakiej odsłonie, ale w końcu jest to moja faworyzowana Picoult. I nie tylko ona, bo jako wierna czytelniczka dostałam prezent dwa w jednym, Jodi w pakiecie ze swoją córką, która stawia pierwsze kroki na drodze pisarskiej kariery, i której to zawdzięczam ideę stworzenia tej książki. Powzięłam postanowienie, że ze względu na prawdopodobnie marny warsztat pisarski młodej przymknę jedno oko, a drugie całkowicie zamknę, i wtedy wszystko będzie mi grało jak ta lala. Niepotrzebnie jednak snułam te swoje smęcizny, bo jak to mówią, niedaleko pada jabłko od jabłoni, i wierząc całym sercem, że młoda włożyła w tę książkę równie dużo serca co i starsza, to orzec jednogłośnie mogę, iż z Samanthy jeszcze kiedyś będą ludzie. A przynajmniej trzymam za to kciuki, bo kto to wie, co z tego wyrośnie. Nie prorokując jednak, wierzę, że młoda da z siebie wszystko, i jeszcze nieraz nas wszystkich zaskoczy. Któż to wie, być może pewnego dnia pobije sukcesy swej zdolnej mamy? Oby. Powracając jednak do książki, mam ochotę zajrzeć pod każdy napotkany mi krzak, i wykrzyczeć żyjącym tam stworzonkom, jak bardzo spodobała mi się Z innej bajki. Mój entuzjazm promienieje jaśniutko, pozwolę sobie przypuszczać, iż widać go w zasięgu tryliona milionów kilometrów. Czegoś takiego się nie spodziewałam. Nie mówię, że myślałam, że będzie tragicznie, ale nie przypuszczałam, że podczas tej lektury moje życie zamieni się w istną bajkę.

Podczas lektury Z innej bajki czułam się, autentycznie, jakbym czytała przepiękną bajkę dla trochę większych dzieci. Akcja dzieje się zarówno w świecie realnym, jak i w wyimaginowanym, jednak Jodi i Samantha utrzymały w całokształcie bajkowy wyraz. Jest magicznie, bajecznie, kolorowo i po prostu... pięknie. Z innej bajki to przepiękna opowieść, która pozwala czytelnikowi na przeniesienie się do krainy, gdzie najpotrzebniejszą rzeczą jest wyobraźnia, a także opowieść, która porusza trudny temat nieakceptowania młodzieży przez środowisko. Główna bohaterka to piętnastoletnia dziewczyna, która brak znajomych nadrabia czytaniem książek. Zamiast iść na dobrą imprezę, potańczyć, poznać nowych ludzi, ona woli usiąść wygodnie na swym łóżku i pogrążyć się w lekturze, gdzie czekają na nią jej wyimaginowani przyjaciele. Ach, skądże ja to znam! Picoult po raz kolejny udowodniła, że trudne tematy życiowe to jej pole do popisu, pole, na którym sprawdza się zawsze i wszędzie. Z innej bajki to opowieść niezwykła, pełna uroku i czaru, opiewająca w bogatą gamę emocji i uczuć. Opowieść subtelna, emocjonalna, niebanalna. Czasami miałam wrażenie, że siedzę w ciemnej komnacie, na kolanach mam rozłożoną grubą, starą, oprawioną w skórę księgę, którą zaczytuję po raz setny. Chciałam wierzyć, że czytam bajkę, która została dostosowana do mojego wieku, bo chociaż wierzę we wróżki i otaczającą nas magię, to jednak łatwiej jest mi przyswoić opowieść, która została spisana ręką Jodi i Samanthy. Ta opowieść to bajka. Nie tylko z gatunku. Jestem absolutnie zauroczona. I niech tak już pozostanie.

Wielkim atutem powieści są jej bohaterowie. Chociaż autorki przeskakują z rzeczywistości w fikcję, jak z kwiatka na kwiatek, to zarówno ci realni jak i fantastyczni bohaterowie są niezwykle prawdziwi. Świetnie nakreśleni, kolorowi, wyraźni. A przede wszystkim, da się ich lubić. Autorki wykreowały dwa naprawdę niezwykłe światy - nasz, rzeczywisty, oraz ten drugi, w którym wojuje nasza wyobraźnia. Bogactwo literackie Z innej bajki jest niesamowite, zaś język, którym posługuje się duet jest lekki i przyjemny, jednak niebanalny. Wyjątkowym zabiegiem było podzielenie książki na trzy przeplatające się części - część pierwszą, w której opowiedziana jest bajka; część drugą, która spisana jest z punktu widzenia głównej bohaterki; oraz część trzecią, która to widziana jest oczyma Olivera, księcia, który swój żywot sprawuje w świecie opisanym na zadrukowanych kartach. Pomysł naprawdę niesamowity, który urozmaicił mi lekturę. Długo szukałam mojej białej, zwiewnej chusteczki, którą zazwyczaj ocieram łzy wzruszenia. Nie potrafiłam rozstać się z bohaterami, za bardzo ich pokochałam. Jednak musiałam powiedzieć im do widzenia. Wiem jednak, że na długo pozostaną oni w mojej pamięci. Jakkolwiek sentymentalnie to nie brzmi. Cóż mogę rzec, kocham tę opowieść. Kocham w niej tą magię, której dane mi było doświadczyć, kocham sposób, w jaki autorki poruszyły trudny dla dzisiejszej młodzieży temat. Z innej bajki to opowieść o życiu brutalnym, a zarazem bajkowym. Kiedy wszelka nadzieja umiera, dzieją się rzeczy, które nie mają prawa się zdarzyć. Warto jest wierzyć w coś, co nierealne. Bo to daje siłę, siłę, która potrzebna jest, by przetrwać w tym nudnym, szarym, jakże banalnym świecie. Wpuśćmy do naszego życia trochę barw i zacznijmy żyć. Jak w bajce.

Ocena: 10/10


„Akt czytania to partnerstwo. Pisarz stawia dom, ale to czytelnik się do niego wprowadza.”

13 komentarze:

Anne18 pisze...

Muszę przyznać , że czekałam na tę recenzję i bardzo Ci za nią dziękuję . Jest naprawdę super.

Regina K pisze...

Nakręciłaś mnie na tę książkę baaardzo pozytywnie, także dodam ją sobie do "must reed" i kiedyś przy okazji Ci ją ukradnę ;) Tfu, pożyczę. :*

Franca pisze...

Jodi Picoult zawsze uważałam za ,,pisareczkę", która w swoich powieściach zajmuje się raczej problemami damsko-męskimi niż poważnymi sprawami. Wszystko zmieniło się po lekturze chyba najpopularniejszej książki tej autorki czyli ,,Bez mojej zgody". Od tej pory mam tę autorkę na uwadze w związku z czym bardzo chętnię sięgnę po ,,Z innej bajki":)

Amelia Grey pisze...

Jodi nie da się nie kochać. Jest wspaniała. Na te wakacje mam w planach ,,W imię miłości", ale ,,Z innej bajki" też przeczytałabym z wielką chęcią. Mam nadzieję, że już niebawem.

X Rosemarie pisze...

Bardzo chciałabym zapoznać się z twórczością Jodi Picoult! :

Sophie Carmen pisze...

Zostałaś nominowana do Libster Blog Award na Books Reviews.
Więcej tutaj; http://bookreviewsforyouandme.blogspot.com/2013/07/troche-o-sophie-carmen-czyli-libster.html

Pozdrawiam,
Sophie Carmen.

Sylwuch pisze...

Ja również należę do grona fanów Jodi Picoult, więc muszę sięgnąć po "Z innej bajki". Ciekawi mnie, jak autorka wypadła we współpracy ze swoją córką. A i baśniowość tej książki intryguje mnie, bo to jednak coś nowego w dorobku Picoult.

K. pisze...

Accch, brzmi...bajkowo! Trochę niczym Atramentowa Trylogia. Uwielbiam książki, które są o książkach, no czego chcieć więcej! Wiesz, że ja nigdy nie czytałam żadnej książki Picoult? To chyba wstyd. Może zacznę właśnie od tej!

Dwojra pisze...

Mój komentarz chyba się nie opublikował :/ No nic, napiszę jeszcze raz. Książka prezentuje się iście bajkowo. Uwielbiam książki o książkach. (co ja jeszcze pisałam w poprzednim komentarzu?). Wiesz, że jeszcze nie czytałam niczego picoult? Chyba pora to nadrobić, może właśnie z tą pozycją :)

Dwojra pisze...

Mój komentarz chyba się nie opublikował :/ No nic, napiszę jeszcze raz. Książka prezentuje się iście bajkowo. Uwielbiam książki o książkach. (co ja jeszcze pisałam w poprzednim komentarzu?). Wiesz, że jeszcze nie czytałam niczego picoult? Chyba pora to nadrobić, może właśnie z tą pozycją :)

monalisap pisze...

Mam w planach :)Cieszy mnie, że autorka kolejny raz udowodniła swój talent (tym razem z córką) w pisaniu opowieści o tematach trudnych,życiowych, opowiedzianych w sposób pełen emocji i uczuć. Obecnie jestem przy lekturze "Tam gdzie ty". Pozdrawiam :)

crazy-fashion pisze...

koniecznie muszę przeczytać! :)))

zapraszam do siebie :)

Nathalie X. pisze...

Nic mnie nie przekona do Picoult. Jak dla mnie za dużo dramatozy.

Prześlij komentarz