02 lipca 2013

P.C. Cast - Bogini Oceanu

Mroczna toń pochłania wiele istnień. A wraz z tymi istnieniami zabiera wszelkie nadzieje, marzenia i plany. Głęboka, ciemna woda jest bezlitosna. Nie ma uczuć. Czerpie jedynie satysfakcję z kradzieży wszystkiego, co dla człowieka ważne. Mówi się, że to człowiek jest kowalem własnego losu. Wszyscy jednak doskonale wiedzą, że los lubi rządzić się własnymi prawami, jego nie da się oszukać, czy też ugłaskać tak, by był nam posłuszny. Los jest nam pisany, i chociażbyśmy czynili wszystko, by choć trochę go nagiąć, on jedynie odegra się nam w postaci ostrego kopniaka. Kopniaka niezwykle bolesnego, którego popamiętamy na długo. Los lubi płatać ludziom figle, lubi bawić się z nimi w kotka i myszkę. Los cieszy się z zimnego potu oblewającego nasze czoła, w trakcie codziennego zamartwiania się o nasze obecne i przyszłe problemy. Ale los także daje nam możliwość przeżycia wspaniałej przygody, jaką jest życie. Przygody, która zaoferuje nam wiele niespodzianek - tych przyjemnych, i tych trochę bardziej przykrych. Los jak wszystko, ma swoje wady i zalety. Jeżeli będziemy pamiętać, by pozostawić go samemu sobie, nie trafimy na jego czarną listę. I przeżyjemy coś absolutnie niezwykłego, choć, na pewno, niebezpiecznego.

Christine Canady pragnie urozmaicić swoje jakże nudne życie singielki, dlatego też w dniu dwudziestych piątych urodzin wypowiada życzenie, by jej los się odmienił, w nadziei, iż kiedyś się ono ziści. I faktycznie, tak się dzieje. Statek Christine rozbija się na oceanie. Kiedy dziewczyna odzyskuje przytomność, uświadamia sobie, iż znajduje się w ciele syreny. Nie byle jakiej syreny, lecz mitycznej księżniczki Undine. Ciemne tonie oceanu kryją w sobie wiele niebezpieczeństw. Litościwa bogini Gaja przemienia dziewczynę w powrotem w człowieka, by ta znalazła suche schronienie na lądzie. Kiedy jednak przybywa po nią przystojny młodzieniec, by wybawić ją z opresji, i zadbać o jej bezpieczeństwo, Christine tęsknym wzrokiem patrzy na ocean. Już nic nigdy nie będzie takie, jak wcześniej. Życie dziewczyny zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni, tak jak sobie tego zażyczyła. Czy kiedykolwiek pożałuje wypowiedzianych przez siebie słów?

Siedzę sobie już od kilku ładnych chwil, i walę z całej siły mą jakże zacną głową w poorane upływem czasu biurko. Nie obawiam się żadnych skutków ubocznych, gdyż siniaki kiedyś znikną, a wstrząs mózgu da się przeżyć. Siedzę tak, praktykuję masochizm, i rozmyślam na temat dzisiejszej literatury. Literatury, na którą tak bardzo lubię psioczyć, bo chociaż sama bez skrępowania przyznaję się do czytania książek z gatunku paranormal romance, to jednak zastanawiam się, jaka siła wyższa kieruje autorami tego typu powieści, że piszą takie bzdety. Bzdety, bo ładniej ująć tego nie umiem, a może i nie chcę. Paranormal romance to jeden z najbardziej tępionych gatunków, bo każdy myśli równie górnolotnie co i ja - byle jakie historyjki o dwóch osobnikach różnych gatunków, które prowadzą do upośledzenia umysłowego. Poważnego upośledzenia umysłowego. I chociaż z definicji tego gatunku tak wynika, ja często lubię bronić takie książki, bo chociaż nie wnoszą one nic specjalnego do naszego życia, świetnie działają na wyobraźnie i ogólnie pojęte rozluźnienie. Z jednej więc strony kocham takie opowieści, ubóstwiam je całym sercem, z drugiej zaś przyznaję, iż nie jest to wyjątkowo górnolotna i ambitna lektura. Lubię takie powieści, ale nie lubię, gdy są one aż za bardzo romance. Paranormal jest okej, ale romance już nie. Bo miłość jest świetna, tu się zgodzę. Miłość jest wybitna. Ale bez przesady. Nie unośmy się aż tak bardzo w tej miłości, bo paranormal nie znajdzie swego miejsca w historii. A to jest bardzo ważne, jeśli nie najważniejsze.

Bogini Oceanu to jedna z tych powieści, które niezwykle działają mi na nerwy. Nie. Stop. Wróć. To jedna z tych powieści, której sto egzemplarzy mam ochotę przywiązać sobie do nogi, i skoczyć z najwyższego mostu, do najgłębszej wody. I pozostać tam na wieki wieków. Byleby tylko ryby i inne stworzonka żyjące w tej jakże mrocznej toni pożarły te sto egzemplarzy książki, która sprawia, że mam ochotę krzyczeć. Bo zapowiadało się naprawdę nieźle. Bo mogło być wyśmienicie. Ale nie, bo po co. Mogło być pięknie, a wyszło jak wyszło. Czyli bez szumu. Bez fajerwerków. Bez polewy na torcie. Bez wisienki na samym jego czubku. Zresztą, o jakim ja czubku gadam. Bogini Oceanu to dno, muł i wodorosty. A przynajmniej trzy czwarte tejże pozycji. Krzyczałam głośno podczas lektury tej książki. Frustracja mną zapanowała. Chciałam rzucić tę książkę w kąt, i móc o niej zapomnieć. Byłam bardzo zdziwiona, bo P.C. Cast jest jedną z tych autorek, które być może nie tworzą górnolotnej literatury, jednak bardzo je sobie cenię. I tak właśnie P.C. sobie ceniłam. Do tej pory. Ufałam jej, wierzyłam. Byłam przekonana, że nie może ona napisać nic totalnie koszmarnego. A tu taka niespodzianka! Dlatego właśnie nie lubię niespodzianek. Bo wbrew pozorom, to one przynoszą najwięcej rozczarowań.

Motyw syren jest dosyć rzadko wykorzystywany w dzisiejszej literaturze, a że ja pół kobietki pół rybki miłuję całą sobą, z radości zacierałam rączki. Bogini Oceanu zapowiadała się naprawdę nieźle, i właśnie to złamało mi serce. Jak zwykle oczekiwałam wiele, a nie dostałam prawie nic. Cóż takiego przyczyniło się do dramatu tejże książki? Nuda. Wszechobecna nuda. Autorka być może i miała dobry pomysł na powieść, bo braku pomysłowości zarzucić jej niestety nie mogę, jednak nieumiejętnie go wykorzystała. Przez trzy czwarte książki nudziłam się niemiłosiernie. Dmuchałam sobie w grzywkę, patrzyłam w sufit, i nuciłam pod nosem jakieś nędzne disco polo, czyli robiłam wręcz wszystko, byleby tylko do tej książki nie wracać. Fabuła mogła być lepsza, a akcji wcale nie ma. Poważnie. W pewnych momentach miałam wrażenie, że zarówno ja, jak i główna bohaterka, stoimy w miejscu. Szanse na jakiekolwiek ruszenie z kopyta były po prostu zerowe. Nie jestem cierpliwą osobą, nie lubię czekać. Dlatego tak bardzo psioczyłam na wolną akcję. O bohaterach również nie mam najlepszego zdania. Cóż ja mogę rzec, są szarzy, zimni, bezpłciowi. Nie przywiązałam się do żadnego z nich. Nie i już. CC, główna bohaterka, niezwykle działała mi na nerwy. Dawno już nie miałam do czynienia z tak irytującą, bezradną, i zagubioną postacią fikcyjną. Niejeden raz miałam ochotę ostro nią potrząsnąć, i wykrzyczeć w twarz, by się obudziła. Stwierdziłam jednak, że moje wrzaski na nic nie zdziałają. Bo historia została już zapisana na kartach tej powieści. Ja tutaj niczego nie wskóram...

Ale żeby nie było, że to Ratliff jest ta zła, ta, która na wszystko narzeka, ta, której nic się nie podoba - podobało mi się. Zakończenie. Tak, zakończenie wyszło P.C. fenomenalnie. Pominę już to, że wątek romantyczny Bogini Oceanu jest absolutnie beznadziejny, bo zbyt seksistowski i taki, taki... mało romantyczny. Jednak romantyzmu mamy sporo na sam koniec, koniec, który urzekł nawet mnie, bezlitosną bestię, która jest istotą nieczułą i obojętną na ludzkie uczucia i emocje. Piękne zakończenie paskudnej historii. Chociaż myślałam, że nic z tej książki już nie będzie, kilka ostatnich stron zaczarowało mnie do reszty. Ale nie, nie zdradzę Ci, kochany Czytelniku, co tak bardzo przypadło mi do gustu. Jeśli chcesz wiedzieć, przeczytaj Boginię Oceanu. Bo po godzinach męki, znalazł się czas na kilka minut rozkoszy. I nawet ja zdobyłam się na to, by to docenić. Czasami droga przez mękę dobrze człowiekowi robi. Zwłaszcza, jeśli na końcu czeka go coś tak absolutnie wzruszającego.

Ocena: 6/10

„Czyż nie tym właśnie jest kobieta: magicznym połączeniem różnic?”

7 komentarze:

Anne18 pisze...

Na razie nie mam tej książki w planach. Muszę przynać , że ten wstęp i cytat , który wybrałaś są naprawdę świetne.

Patrycja Bajerczak pisze...

Przyznam, że opis książki mnie nie zachęcił. Historia tej dziewczyny wydaje mi się bardzo naiwna. Gdyby tak życzenia wszystkich się spełniały...
A tak w ogóle to przed chwilą zauważyłam, że w tytułach książek tej autorki często pojawia się słowo "królowa" :D

Dominika Kowalska pisze...

Hmm.. ja nie lubię P.C Cast po całej serii "Naznaczona"? Chyba tak to się nazywało. Nie przypada mi styl i język tych książek więc raczej nie sięgnę po tą powieść ..

Alina G. pisze...

6/10? To i tak wysoko oceniłaś, za te Twoje męki przy czytaniu ^^
Ale racze się nie skuszę mimo tego ciekawego zakończenia.

Klaudia Sowa pisze...

Jakoś nie jestem przekonana do tej autorki. Nie lubię jej za język, który włada jej książkami..

Agnieszka D. pisze...

Czyli średniawo... A co tam i tak przeczytam :D

FunVirtualnaJa pisze...

Czytałam i muszę powiedzieć, że mi się spodobała xD Ciekawa recenzja ;p
Zapraszam http://pieknoczytania-recenzje.blogspot.com/

Prześlij komentarz