05 sierpnia 2013

Magdalena Kawka - Wyspa z mgły i kamienia

Czy nie marzyłeś nigdy, by żyć w miejscu innym, niż dotychczas? Czy nigdy nie wyobrażałeś sobie, że wychodząc z domu, pod Twymi stopami nie układa się kostka brukowa, a ciepły, iskrzący się w promieniach słońca piasek? Czy nigdy nie chciałeś móc w każdej chwili wdychać w swe płuca morską bryzę? Czy nigdy... nie chciałeś żyć w raju? Gdzieś, gdzie wszystko byłoby z pozoru łatwiejsze. Gdzieś, gdzie mógłbyś być tym, kim naprawdę jesteś. Gdzieś, gdzie mógłbyś cieszyć się życiem. Marzyć zawsze można. Za wszystko na tym świecie trzeba płacić, wszystko kosztuje słono, ale nie marzenia. Marzenia to nasz największy przywilej. Jednak nic nie jest takie proste, jakbyśmy chcieli. Bo za realizację marzeń trzeba zapłacić. I nie zawsze jest to cena, której można oczekiwać. Czasami spełnienie marzeń kosztuje więcej, niż warte jest całe nasze życie. Czy warto jest więc marzyć? Z pewnością. Ale nawet w błądzeniu w chmurach trzeba mieć umiar, coby się za daleko nie zagalopować. Bo wtedy może już nie być odwrotu.

Julia to kobieta, która niedawno przekroczyła pięćdziesiątkę. Wychowałą dwie córki, niedawno rozstała się z mężczyzną,  który podobno miał być jej pisany do końca życia. Opiekowała się wieloma rannymi i chorymi, bo zawód lekarza ją do tego zobowiązywał. Inteligentna, wygadana, pełna życia, rządna przygód, zdeterminowana. Pewnego dnia postanawia odciąć się od swojego szarego i nudnego życia, kupuje dom na Krecie, i ucieka tam, by zacząć całkowicie nowe, dziewicze życie. Wszystko pięknie się układa, jednak Julia nie wie, że uciekając od starych problemów, pakuje się w nowe. W końcu, czymże byłoby życie bez trosk, nieprawdaż?

Leżąc na łące, rozkoszując się ciepłymi promieniami słońca, wzdrygając się pod każdym, nawet najlżejszym dotykiem, w obawie przed całą gamą różnych polnych paskudztw - pająków, pasikoników, szczypawic, i tym podobnych - rozmyślałam na tematy czysto egzystencjalne. Jakby to było wieść inne życie? Co by było, gdybym teraz była gdzie indziej? A jak by było, gdybym nigdy się na tym świecie nie pojawiła? Do czego doprowadzi mnie życie? Mą gęstą, złotą czuprynę naszły myśli doprawdy głębokie. Przeżuwając w ustach kawałek trawska, niczym rodowity wieśniak, zastanawiałam się, czy ja aby nie jestem za młoda na rozmyślanie na takie tematy. Kiedy jednak wyplułam ów trawsko z głębokim zamachem, podniosłam się lekko, i klepnęłam w czoło. Nigdy nie jest za wcześnie, ani za późno na takie myśli. I chociaż nad mą głowę wysnuły się chmury czarne, prawie że burzowe, uśmiechnęłam się delikatnie. Wzrok wbiłam w zachodzące już słońce, i cicho westchnęłam. Każdy z nas jest panem własnego życia, i to, jak się ono potoczy, zależy tylko od nas. Fakt, los może nam wywinąć jednego psikusa, dwa, ewentualnie pięćdziesiąt, ale trzeba to jakoś znosić. Bo tak naprawdę wszystko zależy od nas. Napełniona nową nadzieją na swoje przyszłe życie, wstałam, i otrzepałam moje seledynowe, krótkie spodenki. Cholerne trawsko. Stwierdziłam, że wracam do domu. Te wszystkie przemyślenia wyjątkowo mnie wykończyły. Ciężkie jest jednak życie filozofa, oj tak.

Nigdy nie przepadałam za polską literaturą, bo nigdy nie wywoływała ona u mnie większych emocji. Nie pozwoliła mi odpłynąć gdzieś daleko, bym mogła posnuć kilka refleksji. Polska literatura nie jest głęboka, chociaż jej poziom sięga mułu, a może i głębiej. Nigdy nie ufałam polskim pisarzom, bo żaden z nich nie pozwolił mojej wyobraźni całkowicie się rozpędzić. Nie dane mi było rozkoszować się polską książką, niczym dobrym trunkiem. Aż do pewnego pięknego, lipcowego dnia. Było gorąco, żar lał się z nieba. A ja, schowana w cieniu największej lipy w ogrodzie, z rumieńcami wymalowanymi na policzkach - czy to z gorąca, czy z emocji, nie wiem - pochłaniałam wzrokiem zadrukowane karty Wyspy z mgły i kamienia. Zaniemówiłam. A to już wyczyn niezwykły. Nie wierzyłam własnym oczom, wyobraźni, i rozumowi, że tak, to jest polska książka. Zachwyt mój wzrastał z minuty na minutę, i chociaż brzmi to jak tania reklama, zakochałam się w tej opowieści. Bo jest niebanalna. Bo daje do myślenia. Bo porywa w odległe, nieznane nam miejsca, i odkrywa przed nami karty, z których wyczytać można fascynującą przygodę. Krzyknęłam głośno, triumfując, i stwierdziłam, że moja nadzieja w polską literaturę powraca. A przynajmniej w literaturę tworzoną przez Magdalenę Kawkę, bo ta pani sprawiła, że uśmiechnęłam się naprawdę szeroko. Nad polską książka. Nieprawdopodobne. 

Ta powieść przyciągała mnie niczym magnes. Nie wiem, czy to kwestia pięknych kreteńskich widoków malujących się w mej głowie, czy po prostu próżna nadzieja, że w wieku pięćdziesięciu kilku lat będę równie żywotna, pełna marzeń i aspiracji, co i główna bohaterka, Julia. Zauroczył mnie lekki, niezwykle plastyczny styl pisania autorki. I fabuła. Ach, nad fabułą mogę rozprawiać kilka dni i nocy, bo przygody, jakie przeżyła Julia, głęboko wyryły się w mej pamięci, a także i w sercu. Pozwolę sobie zauważyć, iż niewiele znanych mi kobiet z kategorii wiekowej pięćdziesiąt plus, byłoby skorych do swoistego rodzaju opuszczenia rodziny, i wyniesienia się daleko, aż do malowniczej Grecji, pozbywając się tym samym starych problemów. I zyskując nowe, trochę inne, lecz równie przejmujące, troski. Wyspa z mgły i kamienia to opowieść, która przypadnie do gustu każdemu. Nie da się nie lubić tej historii, bo ma ona w sobie tę iskrę magii, której brakuje nam, szarym człowieczkom, w codziennym życiu. Magdalena Kawka na kilka godzin pozwoliła nam się przenieść daleko, daleko od polskich realiów, wysyłając nas w niezwykłą podróż do cudownej, uroczej Falasarny. Miałam ochotę tańczyć z radości, tupać nogami, skakać aż do chmur, bo w taką ekstazę wprowadziła mnie Wyspa z mgły i kamienia. W większą ekstazę wprowadza mnie jedynie karmelowe frappuccino ze Starbucksa, i widok przystojnego Johnny'ego Deppa na dużym ekranie. Popatrz, kochany Czytelniku. Jednak udało się przełamać mnie, twardą niczym skałę, w efekcie czego, rozkoszuję się wspomnieniami o, o la boga, polskiej książce. To tak do mnie niepodobne, że mam ochotę się wyprzeć wszystkiego. Ale sumienie mi nie pozwala. Ach, to wredne sumienie. Teraz już rozumiem Pinokia. Czy ktokolwiek wie, jak tego czegoś się pozbyć? Zapłacę.

Wyspa z mgły i kamienia może wydawać się postronnym czytelnikom być lekkim, banalnym czytadłem, idealnym dla znudzonych kobiet, które pragną przeżyć chwilową rozrywkę. Może być postrzegana jako zwykłe, babskie czytadło, które ma prawo bytu jedynie dlatego, że jest doskonałym zabijaczem czasu. Nic podobnego. Chociaż przyznaję się, że tak, ja, we własnej osobie, sama myślałam, że ta powieść to nic więcej, jak zbitka kartek, która ma wywołać przyjemne odczucia w sercach wielu kobiet. Jakże się myliłam. Jakże mylisz się Ty, drogi Czytelniku, jeśli tak właśnie postrzegasz tę książkę. Wyspa z mgły i kamienia to owszem, opowieść o zwykłej, szarej kobiecie, która jednak nie użala się nad sobą, ale bierze życie w swoje ręce. Dzięki delikatnemu wątkowi sensacyjnemu, powieść ta nabiera i smaku, i koloru. Drobna intryga, która jest wmieszana w spokojne życie dojrzałej pani, ma za zadanie urozmaicić fabułę, i wzbogacić ją, nie tyle o kolejny wątek, co o jeszcze większe emocje, które autorka serwuje potencjalnemu czytelnikowi. W książce pojawia się również wątek romantyczny, który jest delikatny i subtelny, jak na dorosłych ludzi przystało. Nie gra on, na szczęście, pierwszych skrzypiec w tej opowieści, jednak ma dosyć duże znaczenie. Magdalena Kawka napisała swoją powieść z wielkim smakiem, co świadczy o jej dobrym guście. I za to jej dziękuję - za przygodę, która wywołała u mnie same pozytywne odczucia, za przygodę, którą smakowałam z wyraźnym uśmiechem wypisanym na ustach. Wyborna lektura. Miło będzie kiedyś do niej powrócić.

Wielkim urozmaiceniem Wyspy z mgły i kamienia są jej bohaterowie. Barwni, oryginalni, jedyni w swoim rodzaju. Każda przedstawiona czytelnikowi postać jest wyjątkowa, perfekcyjnie nakreślona, i dopracowana. Czasami denerwuję się, kiedy w książce występuje mnóstwo bohaterów, którzy są tak niewyraźni, że zlewają się oni w jedno, a ja psioczę wtedy pod nosem, bo wciąż zapominam, kto jest kim. W przypadku Wyspy z mgły i kamienia wszelkie wyzwiska zamarły w mych ustach, bo serwowana przez Kawkę gama bohaterów jest tak różnorodna, że bez problemu mogłabym napisać trzynastoakapitowy tekst na temat wyjątkowości wszystkich charakterów pojawiających się w tej książce. Mogłabym powiedzieć, że coś mi się w tej opowieści nie podobało, jednak łgałabym wtedy jak najęta. Cóż, muszę się pogodzić z osobistą porażką, w tym starciu wynik jest jednoznaczny - punkt dla literatury polskiej, zero dla mnie. I chcąc nie chcąc, wrzucam Wyspę z mgły i kamienia do wielkiego wora oznaczonego jako Książki Polskie, jednak ja tej książki za polską nie uważam. Nie, i już. Nie lubię tego określenia, polskie niepolskie, ale czasami trzeba nazwać rzeczy po imieniu. Ale kto by się tym przejmował. Ważne, że książka jest dobra. I jeśli, Czytelniku, wciąż wahasz się nad jej lekturą, spokojnie mogę nazwać Cię głupcem. Wiele tracisz. 

Ocena: 10/10


KSIĄŻKA WYDANA POD PATRONATEM BOOKS-SILENCE

9 komentarze:

Anne18 pisze...

Czytałam nie była zła , ale mnie aż do tego stopnia co Ciebie nie zachwyciła. Na moim blogu wywiad z autorką tej powieści. Zapraszam do lektury i do zadawania pytań innej polskiej pisarce.

m_giffin pisze...

Polska literatura nie jest aż taka zła, ma w sobie mnóstwo perełek :) Mój numer jeden to Prus, ale z naszego kraju pochodzą też inni pisarze warci uwagi - Tyrmand, Kapuściński, Cherezińska...
"Wyspa z mgły i kamienia" zapowiada się naprawdę nieźle, większość czytających raczej ją chwali, ale ja jeszcze nie wiem, czy znajdę czas, żeby ją przeczytać. Pozdrawiam :))

Sylwuch pisze...

Przyznam szczerze, że początkowo nie byłam zbyt mocno zaintrygowana tą powieścią. Jednak po tylu pozytywnych recenzjach, a po Twojej szczególnie, doszłam do wniosku, że nie warto dalej być głupcem i sięgnąć po "Wyspę z mgły i kamienia".

X Rosemarie pisze...

Nie ciągnęło mnie do tej książki wcześniej i zdecydowanie nie ciągnie mnie do niej teraz.

miqaisonfire pisze...

Czytałam jedną recenzję tej książki i była mniej entuzjastyczna. ja sama jestem już w połowie i zobaczymy jak mi się dalej spodoba :)

monalisap pisze...

Pochwała na rzecz polskiej autorki i jej książki? Rzecz niebywała tutaj :)
A ja muszę sięgnąć po tą iskrę magii i poznać tą całą opowieść.

Aleksandra Nightmare pisze...

Jeśli tak zachwalasz tę lekturę (i jak widać patronujesz) nie pozostaje mi nic innego jak przeczytać tę niezwykłą książkę.
Mimo iż ja także nie przepadam za polską literaturą, ani za historiami samotnych kobiet to widać, że tę coś wyróżnia. :)

Strzyga pisze...

Nie słyszałam o tej książce, aczkolwiek po twojej recenzji mam wielką ochotę przeczytać.

Irena Bujak pisze...

A ja utknęłam w połowie i nie mogę dalej ruszyć, ale będę musiała w końcu.
Zachowanie bohaterów jest dla mnie co najmniej dziwne. Czasem wręcz absurdalne i nie do przyjęcia.

No nic zobaczymy ;)

Prześlij komentarz