21 września 2013

Charlotte Brontë - Villette

Płonący w kominku ogień zaczyna powoli dogasać. Otulający Twe ramiona ciepły koc zsuwa się delikatnie, wywołując dreszcze na wrażliwej skórze. Książka wypada Ci z rąk, upadając na malowniczy dywan u Twych stóp, a Ty wzdrygasz się gwałtownie. Otwierasz zaspane oczy, i napawasz uszy ciszą, która brzmi dookoła Ciebie. Jest noc. Wszyscy śpią. A Twoja osoba figuruje w głębokim fotelu, który jest miejscem Twych głębokich rozmyślań. Przez głowę przechodzą Ci najróżniejsze myśli, a Ty próbujesz je ignorować, zajmując myśli zacną lekturą. Ludzie wciąż dyktują Ci, jak masz żyć, co masz robić, a czego nie. Cały Twój żywot zależny jest od osób trzecich, którym, przez grzeczność, nie umiesz się sprzeciwić. Nie żyjesz tak, jak chcesz. Żyjesz tak, jak musisz. Wyrywając się z odrętwienia, poruszasz się powoli w fotelu, poprawiasz opadający koc, podnosisz książkę z ziemi. Twój wzrok pada na dogasający płomień. Głowę nawiedzają Ci kolejne, coraz to bardziej desperackie myśli, a oczy zasnuwają się mgłą. Ze spokojem wstajesz, i udajesz się na spoczynek, gdyż przecież, jest już późna pora, wypada iść do łóżka. Wszelkie wątpliwości mogą poczekać do następnego dnia. I do następnego. I jeszcze kolejnego. Po cóż zaprzątać sobie głowę żywotem. I tak przecież śmierć przyniesie Ci kiedyś ukojenie.

Lucy Snow, młoda Angielka, w jednym momencie traci wszystko, co jest dla niej najważniejsze. Osamotniona, bez rodziny, przyjaciół, jakiegokolwiek dachu nad głową, postanawia zrobić wszystko, by spełnić marzenie o spokojnym, w miarę dostatnim życiu, i pod wpływem impulsu wsiada na statek płynący do Francji, gdzie zamierza poszukać choć iskry szczęścia. Lucy trafia do miasteczka Villette, gdzie otrzymuje posadę nauczycielki języka angielskiego, na pensji dla dziewcząt, którą prowadzi Madame Beck. Szczęście uśmiecha się do młodej dziewczyny, jednak jej żywot nie będzie tak zacny i spokojny, jak sobie wymarzyła. Jej osoba zostaje zaplątana w sieć wielu tajemnic i przygód. A to nie wszystko. Tak bardzo zranione serce panny Snow powoli zaczyna otwierać się na pewną niezwykłą duszę, która nieświadomie daje szczęście młodej nauczycielce. Nie takie życie Lucy dla siebie planowała. Jednak jako prawdziwa dama, nie będzie narzekać. Po tylu złych rzeczach, w końcu opatrzność sprawi, że będzie szczęśliwa.

Od zawsze pragnęłam czegoś, czego pragnąć nie powinnam. Zawsze odstawałam od innych mych rówieśników, będąc absolutnie pojedynczą jednostką, śniącą o innym życiu. Już mniejsza wersja mnie marzyła o tym, by choć na chwilę znaleźć się w dziewiętnastowiecznych realiach, by móc choć na chwilę przywdziać elegancją suknię, którą raczyłabym oczy innych osób na co dzień, by móc, nawet z największym wrogiem, konwersować zacnie, grzecznie, bez zbędnych szaleństw. Dzień w dzień przeklinam swą jakże romantyczną naturę, i sama przed sobą udaję, że nie jestem staroświecka, że wcale nie marzę, by wybranek mojego serca był prawdziwym dżentelmenem z krwi i kości, by zabiegał o mnie długo, i jakże wytrwale. Marzy mi się, by ludzie byli szlachetni, by wszystko miało swoje zasady. Realia dwudziestego pierwszego wieku przerażają mnie dogłębnie, wywołując dreszcze na całym mym ciele. Lecz znam pewien sposób, by choć na chwilę oderwać się od dzisiejszego brudnego, szarego świata. Dzięki powieściom napisanym przez absolutnie niepowtarzalne siostry Brontë, dane jest mi, co prawda na kilka godzin jedynie, przenieść się do świata, o którym skrycie marzę. Gdzie wszystko jest inne. Gdzie ludzie są inni. Gdzie ja sama, nie poznałabym siebie. Może to i dobrze. A może wcale nie. Cieszę się jednak, iż mam taką możliwość, bo niektórzy takowej nie posiadają. Nie umieją uciec od swych zakurzonych myśli, pełnych trosk i problemów. Od tego świata, który powinien wywoływać na naszych twarzach szerokie uśmiechy, a wcale ich nie wywołuje. Gdzie wszystko powinno być w większości dobre, nie zaś w większości złe. A ja mogę. I to doceniam. Jestem naprawdę szczęśliwym człowiekiem.

Trzymając kubek gorącego kakao w dłoni, zawinęłam się szczelnie kocem, i w świetle białych, choinkowych lampek, zawieszonych na jednej z różowych ścian mojego pokoju, rozpoczęłam lekturę jakże rozkoszną, lekturę powieści noszącej tytuł Villette, autorstwa bliskiej sercu memu Charlotte Brontë. Z ogromną radością przyjęłam, iż na kilka godzin znów znajdę się w tak bardzo umiłowanych przeze mnie realiach dziewiętnastego wieku. Po raz kolejny dane mi było na chwilę przeistoczyć się w prawdziwą damę, odzianą w bogato zdobioną koronkami suknię i eleganckie pantofelki, przyglądającą się z boku, zza kotary przedstawieniu, jakie dzieło Charlotte Brontë zapewniła swym umiłowanym czytelnikom. Czułam się doprawdy wspaniale, będąc w posiadaniu kolejnej już powieści najstarszej ze wszystkich sióstr. Nie zaprzątałam sobie niepotrzebnie głowy myślami wywołującymi trwogę, nie rozmyślałam niepotrzebnie nad sensem i problemem Villette, póki ta powieść nie została przeze mnie doszczętnie skonsumowana. Cieszyłam się na samą myśl, o rozpoczęciu tejże jakże wielce oczekiwanej przeze mnie lektury, i nie śmiałam mieć choć cienia wątpliwości, co do świetności leżącej tuż naprzeciw mych oczu książki. Twórczość sióstr Brontë naprawdę wiele mi dała, poszerzyła moje horyzonty, wznieciła jeszcze większy ogień w mym sercu, spowodowany miłością do dziewiętnastowiecznej kultury, i nauczyła cierpliwości, bo przez opowieści tych zacnych panien, pomimo ich dobrego smaku, momentami trudno jest przebrnąć. Z zarumienionymi policzkami, błyszczącymi oczyma, i drżącym sercem, powoli zaczęłam przepadać, pośród zadrukowanych stronic Villette. Tak bardzo chciałam przepaść do reszty, na zawsze. Przepadłam, lecz tylko na chwilę. A potem ze smutkiem musiałam ponownie zmierzyć się z rzeczywistością. 

Villette to prawdziwa uczta literacka dla wyobraźni, którą rozkoszować się będzie nawet najwybredniejszy konsument. Pełna zadumy, mądra, wartościowa opowieść o ciężkim życiu kobiety, która w jednym momencie traci wszystko, co dla niej najważniejsze. Bogata w błyskotliwe dialogi, szeroko rozbudowane, lecz niezwykle przyjemne opisy; stanowiąca wartościowy przewodnik po kulturze dziewiętnastowiecznych zachowań, napisana uroczym, pełnym klasy i bogactwa słownego językiem. Smakowałam tę powieść powoli, napawając się każdą kolejną stroną, a przyjemność czytania rosła z każdym przeczytanym, tak doskonale wyrafinowanym zdaniem. Wciąż uważam, iż literatura sprzed dwustu lat jest niepowtarzalna, i wciąż twierdzę, że nasze społeczeństwo, uboższe w tego typu lektury, byłoby niezwykle skromne, i mało wartościowe. Po raz kolejny mogę przyrzec, słowem recenzenta, że książki sióstr Brontë to nieodzowny element naszej kultury. Villette to książka bardzo głęboka, która wciąga czytelnika w swe ujmujące objęcia, i nie chce wypuścić, nawet w momencie, kiedy ów czytelnik, dawno już zamknął okładkę książki. Ta powieść nie tylko daje do myślenia, lecz również gwarantuje pewną wartościową przygodę, ukazuje ówczesne życie takim, jakim było ono naprawdę. Niecierpliwi czytelnicy mogliby zarzucić tej książce, iż jej fabuła, choć bardzo rozbudowana, rozwija się mozolnie, zaś samej akcji po prostu brak. Doświadczona lekturą innych powieści Charlotte oraz jej sióstr, śmiało rzec mogę, że jest to swoistego rodzaju pułapka, którą dziewczęta zastawiły na swych czytelników, sprawiając, że do końca wytrwają jedynie ci najznamienitsi, którzy zrozumieją sens ówczesnego żywota. Nie kryję zachwytu, jaki ogarnął mnie po przeczytaniu tej powieści, gdyż jest on niezwykle wygórowany. Nie bez powodu przecież. Villette to książka niesamowicie realistyczna, która bierze czytelnika w podróż w bardzo restrykcyjne realia. Przenieśmy się choć na chwilę do tamtych czasów, i nauczmy się być szlachetnymi i miłymi, nawet dla naszych wrogów. Bo to w ówczesnej kulturze podziwiam najbardziej. Ten chłodny dystans, którego tak bardzo brakuje w dwudziestym pierwszym wieku.

Panna Lucy Snow stanowiła wyborną towarzyszkę przygody, jaką zaserwowała mi lektura Villette. Nie mogłam nie polubić głównej bohaterki, pomimo jej znacznie nijakiego, i niewyraźnego charakteru. Polubiłam tę wyimaginowaną istotkę całym sercem, i nic złego zarzucić jej nie mogę. Kolejną zaletą twórczości sióstr Brontë są własnie postacie, które wszystkie trzy siostry wykreowały. Charlotte nie odstawała od Anne i Emily w umiejętności kreowania bohaterów. Dzięki barwnej gamie zachowań, wachlarzu pełnym osobnych, wyjątkowych osobowości, dogłębnie dane jest czytelnikowi poznać charaktery dominujące w dziewiętnastowiecznych realiach. Z lubością śledziłam coraz to nowsze poczynania kolejnych postaci, z których zdecydowana większość przypadła do mego, jakże wybrednego, gustu. Villette porusza problem trudnego żywota kobiet w dziewiętnastym wieku, kiedy to mężczyźni lub wyższe sfery, decydowały o płci pięknej. Lucy Snow jest doskonałym przykładem bohaterki, która pomimo swego utemperowanego charakteru, była w stanie wziąć życie we własne ręce, i pomimo kilku czyhających na jej szczęście trudności, udało jej się wieść życie, o jakim tylko marzyła: spokojne, lecz nie nudne. Pełne obowiązków, których wypełnianie sprawiało jej przyjemność. Mogła się spełniać zawodowo, rozwijać się. Charlotte stworzyła z głównej bohaterki kobietę skromną, lecz zdecydowaną. I właśnie to sprawiło, że Villette jest obecnie jedną z najdroższych memu sercu książek.

Lucy może i była zdeterminowana, na swój delikatnie nieżyciowy sposób, umiała sobie w życiu poradzić, jednak szczęścia w miłości nie miała. I niech mnie piorun trzaśnie za te słowa, to jednak nie cieszę się z tego powodu, gdyż jednym z moich ulubionych aspektów dziewiętnastowiecznych powieści są właśnie romanse, pełne namiętności, subtelności, i spokoju uczuć. W przypadku Villette nie dane mi było rozkoszować się tajemnicą zakazanego uczucia, kiedy dwójka młodych ludzi powoli się dociera, a świat wokół nich promienieje, pomimo tak wielu nieprzychylnych związkowi ludzi. Obeszło się tym razem bez mego jakże głośno kołaczącego serca, które z tego powodu jest pewnie wielce zadowolone. Zadowolona jednak nie jestem ja, bo przyznam, tak bardzo szczerze, że miałam wielką chęć na delikatną nutę romantyzmu. Ta niestety, nie została mi zaserwowana. Cóż jednak mogę rzec, trudno. Zaleta tego jest taka, iż nie zaprzątałam sobie myśli głupawymi miłostkami, a w pełni mogłam skupić się na towarzyskich i zawodowych perypetiach bohaterów, z różnych kategorii wiekowych. Jestem niesamowicie zadowolona po zapoznaniu się z tą jakże zacną lekturą, i już czuję tęsknotę za dalszymi losami mych nowych przyjaciół. Rozkosz ogarnęła mnie w pełni. Jestem szczęśliwa. Szkoda tylko, że więcej takich lektur nie będzie mi dane poznać. Bo dziewiętnasty wiek dawno się już skończył, a wraz z nim pasja, tkwiąca głęboko w powieściach z tamtego okresu. Smutne. Lecz cóż poradzić. Trzeba żyć dalej.

Ocena: 10/10


PREMIERA WZNOWIENIA KSIĄŻKI NAKŁADEM WYDAWNICTWA MG JUŻ POD KONIEC PAŹDZIERNIKA!

10 komentarze:

Catalinka pisze...

Kolejna cudowna okładka :). Styl Charlotte bardzo mi odpowiada, więc jestem przekonana, że będę tą historią zachwycona tak bardzo jak Ty :)

Lisa bellie pisze...

Ach, widzę, że kolejna wspaniała powieść sióstr Bronte. Sama jeszcze nie czytałam żadnej książki ich autorstwa, ale niektóre z nich czekają już na swoją kolej. Niedługo z jedną z nich się zapoznam i już cieszę się na świat tam przedstawiony. Uwielbiam te dziewiętnastowieczne klimaty i sama chciałabym choć na jeden dzień się przenieść w takie miejsce. "Villette" zapowiada się cudownie, na pewno kupię, gdy będę miała okazję :)

Anne18 pisze...

Muszę to mieć.

Amelia Grey pisze...

Jak na razie z literatury dziewiętnastowiecznej Anglii poznałam tylko Jane Eyre, ale chcę zdecydowanie więcej! Z chęcią więc przeczytam Villette;)

monalisap pisze...

Z wielką przyjemnością przeniosę się do tej epoki :)

Beata P. pisze...

Klimatyczna okładka książki... Lubię od czasu do czasu sięgnąć po dziewiętnastowieczną literaturę, zanurzyć się w ten świat i pomarzyć, jakby to było, gdybym to ja była na miejscu bohaterek powieści.
Podejrzewam, że i mi brakowałoby w "Villette" wątku romantycznego. To w końcu (przynajmniej dla mnie) nieodłączna część tego typu książek, tylko dodająca im uroku;)

Gabrielle_ pisze...

Uwielbiam XIX wiek, uwielbiam książki sióstr Bronte, więc na pewno nie przepuszczę premiery wznowienia tegoż tytułu. Dodatkowym plusem jest genialna (jak zawsze zresztą) szata graficzna, która pięknie będzie współgrać z pozostałymi książkami Bronte wydanymi przez to wydawnictwo, które to od pewnego już czasu zajmują swoje honorowe miejsca na jednym z moich regałów ;)

Patrycja Bajerczak pisze...

Piękna okładka. Z chęcią skuszę się na książkę. Recenzja brzmi zachęcająco i na dodatek to moje klimaty:)

Uwielbiam Twój styl pisania :)

miqaisonfire pisze...

Ależ przepiękna okładka... Książka w tej oprawie znajduje się na mojej liście "chcę przeczytać".

alicjamagdalena pisze...

Ale mnie zachęciłaś! bardzo chciałabym przeczytać :)

Prześlij komentarz