07 września 2013

Libba Bray - Zbuntowane Anioły

Delikatnie odgarniasz olbrzymią, miękką zasłonę, która uniemożliwia Ci podziwianie widoku rozciągającego się za oknem. Używasz całej swej siły, by choć trochę przesunąć połać materiału w dogodną Ci stronę. Gdy już wreszcie między falami szkarłatu pojawia się niewielka szpara, Ty wciskasz swój nos pomiędzy ciężki materiał, i z lekkim westchnieniem rozpoczynasz obserwację świata, który kryje się za cienką taflą szkła. Gdziekolwiek nie spojrzysz, wszędzie jest biało. Śnieg sypie się z nieba białym puchem, okruchami lecącymi z pierzastych, również białych, chmur. Zatapiasz wzrok w rozciągającej się przed Tobą eteryczności, i fantazjujesz na tematy najbliższe Twemu sercu. Zastanawiasz się, co by było, gdyby w Twym życiu nie pojawiła się magia. Magia, która sprowadziła Twe losy na nieznane tory, magia, przez którą przecierpiałeś tak wiele bezsennych nocy. Kątem oka dostrzegasz ruch. Rosnące nieopodal drzewa, będące zapowiedzią czającego się w oddali lasu, wywołują Twój niepokój. Ktoś kryje się w ich cieniu. Przeszywa Cię nagły dreszcz, jakby miliony igieł zaatakowały każdy punkt Twojego ciała. Szybko odwracasz się na pięcie, i biegniesz w stronę drzwi, po drodze chwytając ciepły płaszcz. Musisz sprawdzić, jakie niebezpieczeństwa czyhają wśród zakrywającego powoli ziemię białego puchu.

Nastał czas świąteczny, więc Gemma, Felicity i Ann opuszczają na krótki okres czasu Akademię Spence, i udają się do Londynu. Dziewczęta, które dwa miesiące wcześniej odkryły istnienie magii, wciąż przenoszą się do Międzyświata, by składać wizyty pozostawionej tam przyjaciółce - Pippie. Trójka przyjaciółek ma jednak zadanie do wykonania - muszą wspólnymi siłami odnaleźć zaginioną Świątynię. Poszukiwania nie idą im jednak najlepiej, dlatego też, ku pocieszeniu, zajmują się najzwyklejszymi, przyziemnymi sprawami - spotkaniami towarzyskimi, chodzeniem na przyjęcia, a także małymi miłostkami. Pewnego dnia, Gemma odkrywa, że w szpitalu, w którym pracuje jej brat, znajduje się niejaka Nell Hawkins, która wie, jak dotrzeć do tajemniczej Świątyni. Dziewczyna jest po przejściach, doznała straszliwej krzywdy, przede wszystkim psychicznej, w szkole, gdzie kiedyś pracowała nowa nauczycielka rysunku Gemmy.

Magii szukam codziennie w swym życiu, desperacko pragnąc, by zwyczajne abrakadabra faktycznie mogło zmienić moje losy. Szukam iskierek czarów w każdym zakątku, wszędzie, gdzie tylko może dotrzeć moja wścibska osoba. Nie lubię mówić o moich pragnieniach, nieczęsto wypowiadam się na temat tego, jak chciałabym, aby nasz świat wyglądał. Od czasu do czasu czynię jednak wyjątki, i szepnę komuś słówko albo dwa. Dawno nikomu się nie skarżyłam do ucha, dlatego właśnie teraz nadeszła ta chwila, drogi Czytelniku, i muszę się przyznać, z całym szacunkiem, że najbardziej bym w swym życiu pragnęła magii. Nie takiej, którą mogę odnaleźć w relacjach ludzkich, czy takiej, którą wytwarza dobra książka i duży kubek karmelowego frappuccino ze Starbucksa. Nie, mówię tutaj o takiej prawdziwej, pradawnej magii, do której potrzebne są zaklęcia, różdżki, czy różnej maści dziwne amulety. Marzy mi się, bym mogła szepnąć jedno słowo, a książki poukładałyby się na mych półkach w równe rzędy. Chciałabym krzyknąć, i ujrzeć drżącą ziemię. Pragnę zobaczyć dziwne światła emanujące z mych dłoni. Dziwne myśli chodzą po mej głowie, fantazjuję sobie często, ulepszam nasz świat, a serce skrycie mnie boli, bo nic nie jest takie, jakim być, według mnie, powinno. W tej chwili większość znanych mi osób popukałoby się po czole, niewerbalnie uświadamiając mi, że któryś przewód w mózgu mi się uszkodził, i że jak najszybciej powinnam skierować się na leczenie. Cóż, mój przypadek jest beznadziejny, i wątpię, by jakakolwiek pomoc przyniosłaby dobre skutki. Idąc ulicą zastanawiam się, co by było, gdybym nagle zaczęła lewitować, a siedząc na nudnej lekcji (o zgrozo!) matematyki, fantazjuję, co by uczynił mój nauczyciel, gdybym idąc do tablicy, tak po prostu zniknęła. Pragnę czegoś, co niemożliwe, i chociaż wiem, że moje życie nigdy nie będzie wyglądało tak, jak w tych wszystkich książkach, których się naczytałam - nie poddaję się, i... kreuję sobie sama dla siebie świat. Bo tak jest lepiej.

Tak mało jest magii w otaczającym nas świecie, że nie pozostaje nic innego, jak tylko usiąść, i zalać się rzewnymi łzami. Łez swoich jednak wiele już wylałam, więc alternatywą dla mnie jest zasiąść wygodnie, obojętnie gdzie, obojętnie kiedy, i pogrążyć się w lekturze książki, która o magii traktuje. Któż powiedział, że nie możemy poczuć magii na własnej skórze? Możemy. Wystarczy być posiadaczem dosyć rozbudowanej wyobraźni. Książek o magii jest wiele, naprawdę wiele na naszym rynku wydawniczym. Trzeba jednak umieć wyłowić prawdziwą perełkę, a mnie się to całkiem niedawno udało. Gdy Mroczny Sekret autorstwa amerykańskiej autorki, Libby Bray, wpadł w moje czułe objęcia, pełna byłam sceptycyzmu. Obawiałam się, że nie jest to powieść, która spełni wszystkie moje oczekiwania. A tych miałam naprawdę wiele. Kiedy jednak skusiłam się, i przewróciłam kilka pierwszych kartek, wiedziałam, że to jest coś, czego od dawna szukałam. Pierwszą część trylogii Magiczny Krąg wywołała u mnie emocje, których dawno nie doświadczyłam. Przepadłam w jej lekturze, jak kamień w wodę. I ciągle chciałam więcej. W końcu, książka się skończyła. Lecz moja obsesja nie. Dlatego, kiedy ugościłam w swych skromnych progach część drugą, Zbuntowane Anioły, z radości chciałam wyskoczyć przez okno. Sytuacja się powtórzyła, lecz tym razem obyło się bez mojej sceptycznej postawy. Przewracałam kolejne kartki z wypiekami na policzkach, ze szklącymi się oczami, z walącym sercem... Rany boskie, dlaczego brzmi to jak tania reklama japońskiej gumy do żucia? Nie ważne. Ważne jest to, że Zbuntowane Anioły powtórzyły genialny sukces Mrocznego Sekretu. A ja... Ja wciąż chcę więcej.

Uwielbiam dziewiętnastowieczne klimaty. I tu, zdradzę Ci, kochany Czytelniku, kolejne moje pragnienie. Czasami marzę sobie o życiu w dziewiętnastowiecznych realiach. Ówczesny styl, zasady, maniery, klasa... Ach, coś wspaniałego. Dlatego też tak bardzo chciałabym uścisnąć Libbę Gray, i móc jej podziękować, za zgrabne połączenie ze sobą dwóch światów w jedno. Otóż akcja Zbuntowanych Aniołów, tak jak i poprzedniej części, dzieje się w czasach, gdy to ojcowie wybierali pannom mężów, gdy na ulicy można było spotkać jedynie elegancko ubranych dżentelmenów, i oszałamiająco odziane damy, gdy wszystko było zupełnie inne, niż dzisiaj. Trylogia Magiczny Krąg ma swój własny, niepowtarzalny klimat, który delikatnie spowija nasze zmysły, pozwalając nam samym rozkoszować się wydarzeniami zapisanymi na białych kartach. Niezwykle zasmucił mnie fakt, iż mniejsza część akcji Zbuntowanych Aniołów dzieje się w umiłowanej przez mą osobę Akademii Spence. Rozchmurzyłam się jednak, kiedy akcja przeniosła się na ulice miasta dla mnie niezwykłego, miasta, które jest mi pisane od urodzenia, miasta, jakim jest Londyn. To tam własnie zmierza Gemma, Felicity i Ann, by pobyć z rodziną, wśród świątecznego rozgardiaszu. Można by było wnioskować, że skoro dziewczęta udały się na odpoczynek, to i my winniśmy odpocząć od lektury, zmniejszając swe wymagania co do powieści, i dając bohaterom, a także samym sobie, odsapnąć. Nie tędy droga, jak się okazuje. Otóż przygody przyjaciółek tak naprawdę nabierają rozpędu dopiero tam, na oblodzonych, śliskich ulicach, wśród gęsto padającego śniegu. Bray po raz kolejny pokazała klasę, i doskonale rozplanowała fabułę, dzieląc ją pomiędzy Akademię Spence, Londyn, oraz tak bardzo umiłowany przez dziewczęta Międzyświat. Jest kolorowo, chwilami bajecznie. Ale groza również odgrywa w tej powieści swoją rolę. I tym razem nie gra zaledwie epizodu, lecz pełnoetatową rolę.

Autorka w Zbuntowanych Aniołach przybliża czytelnikowi obraz codziennego życia trzech dziewcząt, które wiodą poza Akademią Spence. Bohaterki pokazane są z nieco innej strony, możemy bliżej poznać ich charaktery. Jest trochę bardziej rodzinnie, niż w poprzedniej części, a wszystko za sprawą nowych postaci - rodzin Gemmy i Felicity. Z chęcią czytałam o kolejnych balach, na które wybierały się dziewczęta, z lubością malowałam sobie w wyobraźni obraz coraz to nowszych kreacji, w których występowały. Gdybym nie wspomniała o rzeczy dla mnie bardzo istotnej, jaką jest, pożal się Boże, wątek romantyczny, czułabym się zobowiązana przypalić sobie palce u dłoni żelazkiem. W Mrocznym Sekrecie wątku romantycznego jako takiego nie było, więc nie miałam za dużo o czym dyskutować. W tej części jednak, Gemma otwiera przed czytelnikiem swoje serce. Dziewczyna, całkiem przypadkiem, poznaje bogatego, bardzo przystojnego Simona, który niestety nie grzeszy bystrością. Romantyzm, jak na tamte czasy, jest całkiem ładnie rozbudowany, bo chociaż o pocałunkach nie ma mowy, a o całej reszcie miłosnych poczynań można zapomnieć, to jednak romans jakiś się kroił. Wszystko dzieje się powoli, ładnie, subtelnie. Można by powiedzieć, że Gemma znalazła mężczyznę, z którym do końca swoich dni byłaby szczęśliwa. Lecz raczej nie będzie, czego przyczyną jest serce głównej bohaterki, które ciągnęło jej uczucia w zupełnie odwrotną stronę. Kartik - egzotyczny, nieujarzmiony, momentami arogancki chłopak, który na swój sposób pomagał Gemmie. Nie wiem, jak to się dzieje, że bohaterki powieści zawsze lecą na tych bad boys, złych chłopców, jednak nie chcę wnikać, bo gdybym sama miała się wypowiedzieć na ten temat, mogłabym napisać dwudziestopięciotomową encyklopedię, a i tak nie zawarłabym tam wszystkiego, co bym chciała przekazać. Dlatego też, potraktujmy miłostki Gemmy milczeniem. Nie wnikajmy. Cieszy mnie jednak fakt, iż te miłostki, niewątpliwie wywołujące palpitacje serca naszej bohaterki, mnie nie obeszły prawie wcale. Nie czekałam, aby wątek miłosny się rozwinął. Potraktowałam go bardzo chłodno, bez zbędnych emocji. I chyba wyszło mi to na dobre.

Ogarnęła mnie chwila zadumy, po której stwierdziłam, że po tym całym Londynie, i po wątku romantycznym, i tym strojeniu się naszych trzech przyjaciółek można by wnioskować, że magia uszła z ich życia, pobiegła daleko, zawodząc głośno w las, i już nigdy nie powróci. Tak się jakoś stało, że czytając Zbuntowane Anioły bardziej skupiłam się na detalach, aniżeli na magicznej stronie życia dziewcząt, i tak to właśnie się zakodowało pod mą złotą czupryną. Uświadomiłam sobie, właśnie w tej chwili, że pomimo wszystkich beztroskich chwil, od których zaroiło się życie dziewcząt, magia wciąż przy nich była, a niebezpieczeństwo czyhało na każdym kroku. W pewnym momencie jednak sielanka się skończyła, a przyjaciółki trafiły po raz kolejny do Międzyświata, gdzie czekały na nie nowe niebezpieczeństwa. I wtedy jakby odżyłam, obudziłam się z długiego zimowego snu, i z nową energią rozpoczęłam poznawanie innego wymiaru. Towarzystwo miałam wyborne, bo wszystkie trzy przyjaciółki są bliskie mojemu sercu. Cieszyłam się, że już drugi raz dane mi było przeżywać z nimi wszystkie smutki i radości. Zbuntowane Anioły delikatnie uśpiły moją czujność, zaserwowały kilka godzin wspaniałej przygody, a także sprawiły, że jeszcze bardziej zapragnęłam magii w swoim życiu. Bo tak to właśnie ze mną jest. Czytam o czymś, czego pragnę, by mieć tego pod dostatkiem, skoro moje życie nie chce mi tego dać, a kiedy myślę, że już mam tego wystarczająco, i kończę lekturę, chcę tego czegoś dwa razy bardziej, niż chciałam wcześniej. Moja logika mnie zaskakuje każdego dnia. Cóż poradzić.

Ocena: 10/10


„A jeśli zło tak naprawdę nie istnieje? Jeśli zostało wymyślone przez nas i w rzeczywistości musimy walczyć tylko z własnymi ograniczeniami? Jeśli to tylko ciągła bitwa między naszą wolą, pragnieniami i decyzjami?”

8 komentarze:

Irena Bujak pisze...

Zastanawiam się nad tą serią i zastanawiam, ale po tym co piszesz to kończę z tym i biorę się za jej nabywanie ;)

Pauline Veronique pisze...

Też fantazjuję i ulepszam w myślach świat... (chyba zbyt często). Odrobina magii byłaby w sam raz! Co do książki, brzmi bardzo interesująco i sięgnę na 100% :)

Gabrielle_ pisze...

Opisywana przez ciebie książka należy do jednej z najbardziej lubianych przeze mnie serii książkowych, tak więc cieszę się, że również tobie przypadła do gustu. Podczas czytania twojej recenzji uświadomiła sobie jak dawno do niej nie wracałam i że koniecznie muszę to czym prędzej nadrobić! :)

Agnieszka D. pisze...

Zgadzam się *_* A tom III również nieziemski, ale jak na zakończenie sądzę, że mógłby być lepszy :)

Klaudia Sowa pisze...

Z pewnością muszę przeczytać, właśnie takich książek poszukuję!

miqaisonfire pisze...

Bardzo fajnie i zachęcająco napisana recenzja. Z chęcią przeczytam tę książkę.

FC Zuzia pisze...

Jak narazie przeczytałam jedną część i byłam zachwycona. Jak widać 2 utrzymała poziom, więc szybciutko biegnę do biblioteki!

Macy M. pisze...

Bardzo lubię czytać Twoje recenzję. Również i recenzję o ZBUNTOWANYCH ANIOŁACH przeczytałam z przyjemnością. I chętnie zapoznam się z treścią tej pozycji.


PS Nominowałam twój blog, więcej informacji na http://myworld-ofbooks.blogspot.com/2013/09/the-versatile-blogger-award.html

Prześlij komentarz