01 września 2013

P.C. Cast + Kristin Cast - Ukryta

Stoisz przed lustrem, jednak nie widzisz swojego odbicia. Możesz jedynie sobie wyobrażać, co mógłby przedstawiać obraz wymalowany na tafli szkła. Uśmiechasz się do swojego wyimaginowanego ja, i jedynie w przestworzach własnej wyobraźni dostrzegasz błysk swych białych, ostrych kłów. Tatuaże rozciągające się po całej twarzy przykuwają Twój wzrok, a Ty jedynie delikatnymi ruchami przesuwasz po nich opuszkami palców, jakby w obawie, by nie uszkodzić misternego dzieła, którym Bogini ozdobiła Twą twarz. Wzdychasz ciężko, bo nie wiesz, co zaplanował dla Ciebie los. Od kilku miesięcy Twe życie to jedna wielka walka o przetrwanie, którą na razie udaje Ci się wygrywać. Ale kto wie, co będzie jutro. Bo jeśli wróg nie zrobi Ci krzywdy, może to uczynić Twoja własna natura, która jest nieobliczalna. Pod skórą zaszywa się cichy strach, który ostrzega przed najgorszym. A Ty go słuchasz, i czynisz wszystko, nie patrząc na innych, byleby tylko utrzymać się na tym świecie. Bo bardzo Ci na tym zależy. Choć sam nie wiesz, dlaczego...

Neferet nie zamierza się poddać, i wciąż sieje zło, nawet pomimo faktu, iż Najwyższa Rada Wampirów poznała w końcu jej prawdziwą naturę. Nierozłączne do tej pory bliźniaczki nie potrafią się dogadać, a Kalona, powrzechnie kojarzony jedynie jako potężny wróg, zostaje mianowany wojownikiem Tanatos. Zoey nie potrafi ufać już swoim zmysłom, gdyż patrząc przez kamień proroczy na Auroksa, zobaczyła coś, czego nie potrafi wytłumaczyć samej sobie. Jeśli zaufa własnej intuicji, może pokonać zło, lecz każda pomyłka może ją drogo kosztować. Każda pomyłka może sprowadzić na Dom Nocy zagładę.

Mogłabym twierdzić, że nie jestem miłośniczką wampirów. Mogłabym rzec, że te okrutne kreatury wcale mnie nie fascynują. Mogłabym, ale nie chcę. Albo raczej nie mogę, bo nie lubię działać przeciwko samej sobie. Fanką wampirów nie jestem, bo określenia fanka nie lubię. Ale darzę ogromną sympatią wszelakiego rodzaju krwiopijców. W sumie od zawsze. Jasne, moja miłość do tych istot została spotęgowana przez kultowy już Zmierzch oraz wszystkie inne powieści wampiryczne, z którymi się zapoznałam, będąc na fali wywołanej przez dzieło Stephanie Meyer. Ale od zawsze lubowałam się w historiach o Drakuli. I ta fanaberia chyba pozostała mi do dzisiaj, bo chociaż sezon wampiryczny dawno już wyszedł z mody, bo my, zatwardziali czytelnicy odstawiliśmy już wampiry do lamusa, to jednak lubię sięgnąć od czasu do czasu (lub troszkę częściej) na półkę z książkami, i chwycić w swe objęcia powieść traktującą o wampirach. Owszem, znudziły mi się już wszelkie opowieści o wampirzych nastolatkach, i marzę o porządnym horrorze z wampirami w roli głównej. Jednak dopóki nie dobiję się do drzwi samego Stephena Kinga, i osobiście nie poproszę go o napisanie mistrzowskiej powieści grozy, którą to grozę siałyby właśnie wampiry, to do tego czasu będę musiała się zadowolić niestety nędznymi ochłapami, które pozostały po zabójczej modzie na powieści o krwiopijcach. Smutek wielki mnie ogarnia, bo ja resztek zbierać po innych nie lubię, a mam wrażenie, że wszyscy wszystko już czytali. Mam jednak pewnego asa w rękawie, a tym asem jest seria Dom Nocy, autorstwa P.C. i Kristin Cast. Większość czytelników tego cyklu nie trawi. Niektórzy czytają go z przyzwyczajenia, no bo w końcu, wypada dokończyć czytać serię, którą rozpoczęło się kilka lat temu. Ale ja przygody Zoey i spółki kocham całym swym sercem. Od zawsze. Na zawsze. Kocham, i już. I chyba nigdy nie przestanę. Chociażby z uporu.

Nigdy nie twierdziłam, że Dom Nocy nie ma wad. Bo ma, i to wiele. Na wszelakiego rodzaju forach, fanpejdżach, czy po prostu blogach literackich mówi się od dłuższego już czasu o irytującym, będącym wręcz nie do zniesienia zachowaniu głównej bohaterki, Zoey. Gdybyś teraz mnie widział, drogi Czytelniku, ujrzałbyś na mej twarzy wypisany szeroki, lecz lekko ironiczny uśmiech. Ludzi denerwuje fakt, iż Zoey wciąż i wciąż bardziej przeżywa swoje romanse, aniżeli wszelkie wydarzenia, które mają miejsce w Domu Nocy. Główna bohaterka irytuje nawet najwytrwalszych, najbardziej zatwardziałych fanów tego cyklu. A ja po prostu wzruszam ramionami, i z beznamiętnym spokojem akceptuję wszelkie wybryki Zoey. Bo, co z tego, że swego czasu miała trzech facetów na raz, kto jej tego zabroni? Powiem wręcz więcej, niektórzy czytelnicy wręcz fantazjują na temat posiadania takiej ilości partnerów na raz, lecz po prostu nikt nie chce się do tego przyznać. Bo to wydaje się niemożliwe, nierealne, a poza tym - bardzo niestosowne. Tak, zazdrościmy bohaterom książkowym, że w ich życiu może zdarzyć się wszystko. Dosłownie wszystko. Pisarze mają bujną wyobraźnię, lubią bujać w obłokach, i przelewać na papier swoje najskrytsze pragnienia. No cóż, Dom Nocy pisany jest przez dwie kobiety, które należą do dwóch pokoleń. Kto wie, czy któraś z nich (a może nawet obie?) nie marzą o posiadaniu, chociażby przez chwilę, takiej ilości adoratorów? Wzdycham sobie i prycham, czytając wszelkie zarzuty, którymi obrzucana jest Zoey. Faktycznie, może nie jest ona bohaterką idealną, może nie grzeszy wysokim poziomem inteligencji, ale jest świetną dziewczyną, oddaną przyjaciołom, a do tego - znakomitą przywódczynią. Od dawna wywołuje ona u mnie uśmiech na twarzy. I co? Mam się przestać uśmiechać, bo momentami moja ulubiona bohaterka zachowuje się gorzej niż najzwyklejsza dziwka? Oj, nie. Ja za bardzo lubię się uśmiechać, by rezygnować z tej przyjemności z tak błahego, idiotycznego powodu.

Zastanawiam się, czy nie powinnam zostać w przyszłości adwokatem, ponieważ, jak widać powyżej, świetnie idzie mi bronienie istot, nawet tych nie mających prawa bytu w naszym, realnym świecie. Dom Nocy jest dla mnie serią, która zawsze będzie gościła w głębi mojego serca, a także i w mej głowie. Bo tak naprawdę od tego się wszystko zaczęło. Po przeczytaniu Zmierzchu uaktywnił się we mnie wampirski radar, który pomagał mi w wyborze dobrych, wampirycznych serii. Dom Nocy wzniecił moją miłość do tego typu powieści, a potem ją podtrzymał. Darzę ten cykl wielkim sentymentem, co nie onazacza jednak, że przymykam oko na wszelkie błędy, które pojawiają się w kolejnych tomach. Ukryta to już dziesiąta część serii. Można by było stwierdzić, że jeśli cykl zawiera dziesięć tomów, a w przygotowaniu są kolejne, to musi to być już niezła opera mydlana, przypominająca niemalże Modę na Sukces. No bo cóż może zdarzyć się na tylu zadrukowanych kartach? Komu by się chciało wymyśla coś sensownego? Sama przed sobą się nie przyznaję, lecz drżę z obawy przed lekturą każdej kolejnej części serii. Nie boję się o moich ulubionych bohaterów, nie boję się o zwroty akcji. Obawiam się jednak, by autorki nie zechciały mechanicznie pociągnąć do końca tego cyklu, byleby tylko zarobić na nim pieniądze, byleby tylko jakoś go skończyć, bo tak przecież wypada. Do tej pory, mogę przyrzec z ręką na sercu, nigdy nie zwątpiłam w talent pisarski P.C. i Kristin. Strach jest naturalnym odczuciem, któremu jednak nie wolno się poddać. Dlatego boję się każdej kolejnej części, ale nie wątpię w ich potencjał. Do tej pory się nie zawiodłam. Przeczytałam Ukrytą z zapartym tchem, i wciąż mogę śmiało rzec, że autorki tej serii mnie zaskakują. Wciąż bawię się doskonale, tak jak przy pierwszych częściach. Na krzywe spojrzenia innych nie reaguję. Dom Nocy to jedna z moich ulubionych serii, i czuję całą sobą, że już zawsze będzie jedną z tych naj. I jestem dumna z tego, że tyle lat wytrwałam z moimi ulubieńcami. Szmat czasu minął, a oni wciąż są ze mną. I to jest piękne.

Nie lubię w książkach nadmiernego używania kolokwializmów, przekleństwa mnie nie rażą, ale raczej pozwalam nimi operować jedynie Kingowi. Niestety, zarówno kolokwializmy, jak i przekleństwa, to ogromna domena serii Dom Nocy. Styl autorek jest momentami niezwykle rażący, jednak naprawdę, można się do niego przyzwyczaić, jeżeli tylko delikatnie przymknie się na to oko. Psuje on momentami pewne wybrane sytuacje, czasami mam także wrażenie, że autorki na siłę próbowały napisać swój cykl mega młodzieżowym językiem, popisać się jego znajomością, by książki trafiły do jak najszerszego grona nastoletnich, i tych trochę starszych, odbiorców. Jako zatwardziała miłośniczka tego cyklu, zwykłym machnięciem ręki traktuję niektóre, zwłaszcza błahe, niedociągnięcia Domu Nocy, chociaż, jak to ja, lubię sobie trochę popsioczyć pod nosem. Albo troszkę głośniej. Ukryta niczym nie odbiega od poprzednich tomów, tak jak i jej poprzedniczki, tryska wartką akcją i dobrze rozplanowaną fabułą. Braku pomysłów P.C. i Kristin zarzucić nie mogę, bo jak już wcześniej wspomniałam, wciąż mnie one zaskakują. Choć nie operują wygórowanym językiem, umieją doskonale przedstawić na zadrukowanych kartach emocje, które silnie wstrząsają czytelnikiem. Kolejne przygody moich ulubionych bohaterów wcale nie są gorsze, dlatego, że są nowe. Kolejne zagadki, kolejne intrygi, niesamowite zwroty akcji... Ech, powinni mi płacić za wykrzesywanie z siebie takiego entuzjazmu. Ale, żeby nie było. Ów entuzjazm jest jak najbardziej prawdziwy. Bo ja nie kłamię. Nie wciskami kitu. Więc tak, kochany Czytelniku, śmiało Ci mogę powiedzieć. Ukryta, jako dziesiąty już tom cyklu Dom Nocy, spisuje się wprost wybornie. To trzeba przeczytać. 

Czuję pod skórą pewien niepokój, którego nie umiem do końca zdefiniować. Zastanawiam się, co będzie, gdy Dom Nocy ujrzy swój koniec, a ja pozostanę jedynie z jedenastoma (na tę chwilę) powieściami, dumnie prężącymi się na półce, i wspomnieniami, które tak bardzo lubię układać sobie w głowie. Obecnie żyję od jednej części, do kolejnej, z niecierpliwością wyczekuję następnych tomów. A co będzie, gdy to wszystko się skończy? Co będzie, kiedy przygoda, którą rozpoczęłam kilka lat temu, jako niedoświadczona czytelniczka, pryśnie jak bańka mydlana? Nie chcę teraz o tym myśleć, bo czarna rozpacz zalewa moje już zranione serce. Na razie nie myślę, co będzie kiedyś. Jeszcze się nie żegnam z moimi ulubionymi bohaterami, chociaż wiem, że niedługo przyjdzie na to pora. Ale nie, jeszcze nie teraz. Wiem tylko jedno. Takich wampirów, jak tych z Domu Nocy, nie doświadczymy już nigdy. Oni są wyjątkowi, czasami w swej prostocie. Chociaż nieraz irytują, denerwują do ostatniego stopnia wytrzymałości ludzkiej, dają się lubić. Dom Nocy to seria, która popada w pewne schematy, jednak na tle innych powieści wampirycznych mocno się wyróżnia. I za to właśnie uwielbiam ten cykl. Za inność. Za niekończące się, lecz wciąż ekscytujące sploty wydarzeń. I za to coś, co sprawia, że z czułością spoglądam na okładki wszystkich tomów. Nigdy nie kochałam tak bardzo żadnej książki. 

Ocena: 10/10


„Naucz się polegać na sobie, żeby inni czuli, że mogą polegać na tobie.”

8 komentarze:

Regina K pisze...

King i wampiry? Dołączę się do Ciebie i razem będziemy się dobijać do jego drzwi. :D
Pamiętam ten dzień, kiedy sięgnęłam po "Naznaczoną"...rany, to było jak wczoraj,a tu tadam! 10. tom Domu Nocy. Nie oceniam tak wysoko jak Ty tej serii, ale również bardzo lubię te książki, od nich zaczęła się moja przygoda z czytaniem, także zawsze znajdzie się dla nich miejsce w moim serduszku :D

Anne18 pisze...

Czekałam na tę recenzję i się nie zawiodłam . Gratulacje bardzo emocjonalna, ale i dobra recenzja.

Nessie pisze...

Mam nadzieję, że w najbliższym czasie znowu powrócę do Domu Nocy, bo jak widzę kolejne części są wysoko oceniane :)

cyrysia pisze...

Ostatnio coraz częściej sięgam po tematykę wampiryzmu w literaturze, dlatego ogromnie się cieszę, że ,,Ukrytą'' odebrałaś tak entuzjastycznie. Teraz wprawdzie czytam inną książkę o wampirach ,,Krew to nie wszystko'', ale jak ją skończę, to będę pamiętać i o powyższej pozycji.

Amelia Grey pisze...

Pamiętam, że pierwsze dwa tomu naprawdę mi się podobały, potem już jakoś za bardzo mnie wkurzało wszystko i zatrzymałam się na 4 części. Z tą serią jest chyba tak, że albo się ją kocha albo nienawidzi. Ja jestem gdzieś po środku, więc może jeszcze kiedyś wrócę;)

Alice booksloovers pisze...

Dziwi mnie twoja wysoka ocena, ponieważ ja tego duetu nie lubię, ale to znak tego, ze kazdy ma inne gusta. Chętnie zaobserwuje i jezeli masz ochote to się zrewanzuj :)

Cassiel pisze...

Uwielbiam Dom Nocy tak samo jak Ty - sięgnęłam po tę serię jakoś od razu po wydaniu w Polsce pierwszej części i się zakochałam. Strasznie podoba mi się ten ich świat, i cały ten klimat - tatuaże, rytuały, zachowania typowe dla nastolatków. Tu wszystko jest takie inne, a jednocześnie podobne do naszego normalnego świata. Jest wkurzająco, ale u nas też przecież jest. Dawno nie sięgałam po kolejne części z tego cyklu i trochę głupio się z tym czuję, bo przecież to jedna z tych ulubionych. :) Pora to nadrobić ^^ A King ma chyba jakąś książkę o wampirach, o ile się nie mylę Miasteczko Salem?

Flora pisze...

Dobrze, że przypomniałaś mi o tej serii. Jestem na szóstym tomie i na razie bardzo mi się podoba :-)

Prześlij komentarz