26 września 2013

Samantha Shannon - Czas Żniw

Zaświaty kojarzą się nam z miejscem, w które rzekomo ma udać się nasza dusza po śmierci ciała. Każda religia daje nadzieję na życie pozagrobowe, w każdej Zaświaty przyjmują formę miejsca, gdzie będziemy żyć wiecznie, na zawsze szczęśliwi. Co jeśli Zaświaty to tak naprawdę miejsce wcale niezwiązane z życiem pośmiertnym, do którego może udać się nasza dusza w każdej możliwej chwili? Obalanie pewnych stereotypów czasami przynosi ogromny ból, a co za tym idzie, szok. Zastanówmy się jednak, czy faktycznie wszystko jest takie, jak sobie wyobrażamy, czy raczej, idealizujemy, dla dobra ogółu. Być może tak naprawdę wcale nie znamy otaczającego nas świata, mamy zamglone na prawdę oczy, i boimy się dostrzec czegoś, co na tę chwile pozostaje dla nas niewidzialne. Być może gdzieś istnieje coś, o czym pojęcia nie mamy, co obala nasze wszelkie teorie. Inny świat, inny wymiar, będący zarazem częścią naszych realiów. Nie znasz samego siebie. Nie znasz swoich możliwości, nie wiesz, do czego jesteś zdolny. Nigdy nie zauważyłeś, że różnisz się od innych? Że dostrzegasz coś, czego inni nie widzą?  Uważają Cię za osobę dziwną. Lecz Ty wcale nie jesteś dziwny. Jesteś wyjątkowy, bo posiadasz coś, czego nie mają inni. Niejeden chciałby posiąść Twój dar, wykorzystać go do własnych, niecnych celów. I tak może się stać. Więc uważaj. Miej się na baczności. Bo czas żniw nadchodzi wielkimi krokami. 

Jest rok 2059. Dziewiętnastoletnia Paige Mahoney włamuje się do ludzkich umysłów, by pozyskać ważne informacje dla swojego szefa. Dziewczyna jest nocnym wędrowcem, co oznacza, że największym przestępstwem, jakie popełnia, jest to, że żyje. Pewnego dnia w wyniku niefortunnych zdarzeń Paige zostaje uprowadzona do Oksfordu, kolonii karnej, której istnienie przez dwieście lat owiane jest tajemnicą. Władzę oraz pieczę sprawować nad nią będzie Naczelnik, Małżonek krwi, mężczyzna poświęcony władczyni rasy Refaitów, rasy rządzącej nowym miejscem pobytu Paige. Aby przeżyć, dziewczyna musi dostosować się do panujących tam zasad. Złamanie ich grozi natychmiastową egzekucją.

Zaczęłam gwałtownie kiwać głową, w lewo, i w prawo, w akcie niedowierzania. Przysiadłam z nogami podciągniętymi pod brodę, i kiwałam się w przód, i w tył, niczym psychicznie chore dziecko, które nie może zaakceptować sytuacji, w której właśnie się znalazło. Może i moje czyny wcale nie były nietrafione, bo ja sama po prostu nie dowierzałam, co dzieje się z moim życiem. Od kiedy tylko sięgam pamięcią, science fiction było dla mnie gatunkiem niezwykle przebrzydłym, na który nie chciałam marnować ani sekundy mojego jakże cennego żywota. Kilka spotkań z tego typu książkami trwale uszkodziło moją psychikę, także zraziłam się niezmiernie, i poprzysięgłam, sama przed sobą, że nigdy, przenigdy, po ten gatunek już nie sięgnę. Nigdy nie mów nigdy - to cenne przysłowie po raz kolejny doszło do głosu w moim życiu, i w tym przypadku, również się sprawdziło. Chciałam walczyć sama ze sobą, próbowałam za karę przypalić sobie dłonie żelazkiem (pewien domowy skrzat nauczył mnie, iż jest to jedna z lepszych metod ukarania samego siebie), jednak jestem osobą zbyt delikatną, by wyrządzać sobie krzywdę. Masochistką jestem, owszem. Sama sprowadzam siebie na złą drogę, i działam przeciw mojemu własnemu ja. Science fiction miało nigdy nie zagościć w moim różowym królestwie. Ale działając pod wpływem impulsu, pozwoliłam, by Czas Żniw wylądował w moich objęciach. Nie wiedziałam, z jakiego gatunku wywodzi się ta opowieść. Lecz kiedy wydrukowany na okładce napis, oświadczył mi, iż rzecz dzieje się w 2059 roku, wyrzuciłam książkę z ramion i krzyknęłam w popłochu. Wzdrygnęłam się gwałtownie, i poczęłam uderzać swym odzianym blond czupryną łbem o ścianę, mrucząc pod nosem same nieładne słowa. Dałam się oszukać, bo podobno autorka tejże powieści, Samantha Shannon, porównywana jest do mojej bogini, J.K. Rowling. Dałam się skusić. Zrobiono ze mnie idiotkę. Chciałam magii, dostałam sci-fi. Wzdychnęłam głęboko, i schyliłam się po leżącą na panelach książkę. Skoro już zagościła u mnie, powinnam była dać jej szansę. Z obrzydzeniem wypisanym na twarzy, przewróciłam pierwszą stronę. I powróciłam po świata rzeczywistego po kilku pięknych godzinach, kiedy za oknem nastawał już świt. Patrząc sennie na pierwsze promyki wschodzącego słońca, uświadomiłam sobie, jak bardzo myliłam się co do tej książki.

Czas Żniw to książka, która zaskakuje na każdym kroku. Choć fabuła wydaje się być przewidywalna, wcale taka nie jest. Obawiałam się, iż moja wszechmocna wyobraźnia sama wykreuje sobie zakończenie, które jakimś cudem okaże się trafne. Nic z tego. Debiutancka powieść Samanthy Shannon to powieść niezwykle dobrze skonstruowana, która jest powiewem świeżości na dzisiejszym rynku wydawniczym. Chociaż akcja książki dzieje się w 2059, co oznacza, iż autorka wybiega daleko w przyszłość, nie oznacza to, że jesteśmy skazani na typową historię z gatunku science fiction. Żadnych robotów, żadnych kosmitów. Może myślę dość stereotypowo, jednak to właśnie z tymi elementami kojarzy mi się tenże gatunek. Jakaż była moja radość, kiedy okazało się, że owszem, rzecz dzieje się w dalekiej przyszłości, jednak autorka zamiast na kreowaniu świata, takim, jakim mógłby być za te kilkadziesiąt lat, skupiła się bardziej na wątkach fantastycznych, tworząc nowe zasady działania świata, nie zapominając jednak o uzdolnieniach, powiedzmy, magicznych, większości bohaterów. Tajemnicze mikstury, sekretne właściwości, zdolności czysto surrealistyczne - to mogę nazwać fantastyką. Dlatego też Czas Żniw czytało mi się tak dobrze. Wsiąknęłam w tę powieść niczym kamfora, przepadłam na kilka cudownych godzin, pochłaniając w tempie natychmiastowym gęsto zadrukowane strony. Czytało mi się świetnie i szybko, gdyż Samantha operuje językiem niezwykle lekkim, lecz niebanalnym. Widać, że doskonałą rozrywką jest dla niej zabawa z piórem. Pisze, próbuje, kombinuje. Testuje swoich nowych czytelników, kreuje obrazy piękne, niezwykle rzeczywiste, choć tak bardzo nierealne w naszym obecnym życiu. Dziewczyna ma ogromny talent, i chociaż porównanie do J.K. Rowling jest niezwykle śmiałe, po części muszę się z nim zgodzić. Po lekturze Czasu Żniw czuję niedosyt, chcę więcej. A wciąż utrzymujący się głód lektury, pomimo jego częściowego zaspokojenia, jest wyznacznikiem poziomu danej opowieści. W przypadku książki Shannon, poziom ten jest niesamowicie wysoki.

Świat wykreowany przez Samanthę Shannon jest niezwykły. Autorka misternie zadbała o każdy detal świata, w którym nic nie jest oczywiste. Społeczeństwo podzielone jest na dwie grupy, tych, którzy posiadają nadnaturalne zdolności, i tych, którzy wiodą normalne, standardowe życie, bez zbędnych efektów specjalnych. Tajemnicze miejsce, do którego trafia główna bohaterka, ukrywane jest przez dwieście lat. Tam odbywają się Żniwa, mające na celu dostarczenie do Oksfordu pewnej ilości osób z wyjątkowymi zdolnościami. Reżim jest tam ogromny, każdy walczy o przetrwanie. Jak to się zwykle dzieje w powieściach tego typu, główna bohaterka, Paige, jest osobą, która musi zmienić zasady panujące w nowym miejscu pobytu. To ona będzie miała największe umiejętności, to ona będzie najodważniejsza, ona spróbuje ratować siebie, i innych. Może i faktycznie, jest to trochę oklepany zabieg, jednak dzięki narracji pierwszoosobowej, możemy jeszcze lepiej zagłębić się we wszystkie wydarzenia, co dynamizuje akcję. Polubiłam Paige, chociaż nie tak od razu pałałyśmy do siebie sympatią. Z początku jej osoba mnie irytowała, wydawała się nijaka; kiedy jednak dziewczyna trafiła do Oksfordu i pokazała hardość ducha, nawiązała się między nami nić głębszego porozumienia. Bohaterowie stanowią kolorowe jednostki, które nadają smaku całej powieści. Autorka stworzyła odrębny świat, tak bardzo różny od naszego. Ukazała w nim selekcję życiową - przeżywają tylko najsilniejsi. Jest to swoistego rodzaju antyutopia, która otwiera czytelnikowi oczy na wiele spraw. Przedstawiony został reżim, który zabarwiony nutą fantastyki ma dawać czytelnikowi rozrywkę, jednocześnie dając wiele do myślenia. Bo co by było, gdyby to nas spotkała taka sytuacja? Gdybyśmy to my wpadli w szpony tak okrutnego świata? Kto tak naprawdę by przetrwał? Warto o tym choć chwilę pomyśleć. Niczego nie można przecież przewidzieć.

Podczas gdy autorka zarzuca nas swoimi coraz barwniejszymi pomysłami, my możemy rozkoszować się emocjami, które tak silnie są w Czasie Żniw zobrazowane. Cieszy mnie fakt, iż debiutancka powieść Samanthy nie jest li i jedynie opowieścią mającą zapewnić czytelnikowi chwilową rozrywkę, lecz naładowana jest mnóstwem uczuć, które wbijają się niczym małe szpilki w duszę odbiorcy. Nie jest obojętnie, lecz niezwykle emocjonalnie. Autorka prócz umiejętności tworzenia niezwykle plastycznej fabuły, i ciekawych postaci, posiadła umiejętność, dzięki której czytelnik przepada w lekturze powieści, zaczytuje się w niej z przyjemnością wypisaną na twarzy, i wciąż pragnie więcej i więcej. Samantha snuje swą opowieść poprzez prawie pięćset stron, pięćset naprawdę wyjątkowych stron, na których zdarzyć może się po prostu wszystko. Znajdzie się miejsce na odwagę i honor; na magię i  ludzkie wartości; na przyjaźń, a nawet i na miłość. Czas Żniw to książka, która głęboko zapada zarówno w pamięć, jak i w serce. I chociaż przewróciłam ostatnią kartkę już jakiś czas temu, to świat wykreowany przez pewną młodą, debiutującą pisarkę wciąż nie daje mi spokojnie spać. Nie mogę przestać o nim myśleć. Bo Czas Żniw nie tylko przyciąga całą naszą uwagę, nie tylko zapewnia rozrywkę i mieszaninę najróżniejszych emocji. Ta opowieść przede wszystkim intryguje. I do samego końca stanowi zagadkę, której nie da się ostatecznie rozgryźć. 

Ocena: 10/10


PREMIERA 6 LISTOPADA!

10 komentarze:

Agnieszka T pisze...

Uwielbiam takie klimaty i historie, tylko powiedz mi jak mam wytrwać, po Twojej recenzji do 06.11?

kasandra_85 pisze...

Zaintrygowałaś mnie swoją recenzją. Już dopisałam ją do swojej listy zakupowej:)

cyrysia pisze...

Rzeczywiście ta książka intryguje i twoja recenzja również. Teraz mam wprawdzie dużo innych pozycji do nadrobienia ale jak się z nimi uporam to pomyślę o ,,Czasie żniw''.

Patrycja Bajerczak pisze...

Słyszałam, że książka jest dobra, ale żeby aż tak? Wow! Jestem zaskoczona. Teraz muszę ją mieć :)

Paulina Ch. pisze...

Właśnie napisałam swoją opinię o tym tytule i postanowiłam, że dopiero teraz tutaj zajrzę i zobaczę, co masz do powiedzenia. Widzę, że też jesteś zachwycona i wcale się nie dziwię, bo książka jest bardzo dobra ;) Sama jestem nią oczarowana i nie mogę wyjść z podziwu, że tak młoda, w sumie niedoświadczona jeszcze osoba, mogła stworzyć tak fajną historię ;)

Catalinka pisze...

póki co jakoś nie mogę się wciągnąć, ale jeszcze 400 stron przede mną, więc jestem dobrej myśli :)

Agnieszka D. pisze...

Kocham <3 Ta książka to odkrycie roku normalnie!

Sheri S. pisze...

O jenki! To aż takie cudeńko jest! Czekam niecierpliwie na premierę.

Pinko pisze...

Wow, bardzo ciekawa recenzja- aż nabrałam smaka na książkę ;3
Ten motyw nocnych wędrowców widziałam w jakimś horrorze, ale trochę zmodyfikowany ;d

madziusia pisze...

Jestem świeżo po lekturze "Czasu żniw". Przyznam, że podchodziłam do niej z pewną rezerwą, jednak w gdzieś głębiej liczyłam na ciekawą lekturę. I taką się okazała:)
Świetnie oddałaś jej klimat:)
Pozdrawiam.

Prześlij komentarz