22 listopada 2013

Alessandro D'Avenia - Biała jak mleko, czerwona jak krew

Życie to zjawisko niezwykle ulotne. Nim zdążymy się zorientować, może rozwinąć swe skrzydła, i wymknąć się nam z pod kontroli. Życie jest delikatne. Bardzo łatwo można je złamać. Szybko się kruszy. Życie to największe dobro, jakie dostaliśmy od kogoś tam, z góry. Często nie umiemy docenić czegoś, co mamy, doceniamy to dopiero, gdy przyjdzie nam to stracić. Kierujemy się emocjami, które barwią nasze życie. Jesteśmy pustymi białymi kartkami, które w każdej kolejnej chwili zapełniają się kolorami. Smakujmy ten dar, ten nazwany życiem. Ceńmy go, póki możemy unosić się na jego fali. Bo kiedyś może być za późno. Kiedyś możemy nie zdążyć z cichym szeptem na ustach, który mówi dziękuję. Dziękujmy za życie, bo kiedyś może go braknąć. 

Leo, młody chłopak, całe swoje życie opisuje kolorami. Niedawno się zakochał. Miłość płynąca z jego serca do pięknej, ognistowłosej Beatrice ma kolor najgłębszej czerwieni. Ten kolor mają również jego marzenia. Niebieski, kolor nieba, to jego przyjaciółka Silvia, która ratuje go zawsze z największych tarapatów. I zawsze przy nim jest. Leo nie lubi bieli. Uważa, że jest to kolor smutny, kolor pustki i samotności. Barwy przeplatają się w życiu młodego chłopca, otaczają go ze wszystkich stron, podczas gdy on sam próbuje rozwikłać jedną wielką, cudowną, płomienną tajemnicę. Tajemnicę miłości.

Delikatnym ruchem nacisnęłam klamkę, i otworzyłam drewniane drzwi. Rozległ się głośny stuk moich obcasów, co zbyłam wyuczonym milczeniem. Zazwyczaj moje wielkie wejścia są trochę bardziej spektakularne, jednak tym razem trafiłam do miejsca szczególnego, gdzie pomimo mojego notorycznego łamania ustalonych zasad, chciałam tych zasad dopilnować. Trafiłam do krainy, którą odwiedzam sporadycznie, która w moim życiu nie jest mi do niczego potrzebna, która jednak czasami ratuje mą delikatną skórę. Weszłam do biblioteki, miejsca, które jest mi obce. Nie lubię dzielić się z innymi ludźmi moimi papierowymi dziećmi, a co dopiero pożyczać cudze bachory, dlatego też urządzam w mym różowym zaciszu swoją własną biblioteczkę. Od święta jednak zdarza mi się dotrzeć do miejsca, gdzie nawet ja zachowuję ciszę i spokój, wcale nie w obawie przed karcącym wzrokiem bibliotekarki, lecz dlatego, że inaczej nie umiem. Ten jeden jedyny raz zapomniałam wrzucić do mej brązowej torby z frędzlami książki, ten jeden jedyny raz pozostawiłam w domu cały mój świat. Czekało mnie okienko, całe czterdzieści pięć minut siedzenia w oczekiwaniu na kolejną lekcję. Nie lubię marnować czasu, bo czas jest cenny. Czasu wciąż mi brakuje, doba jest za krótka, szanuję darowany mi czas, i lubię wykorzystywać go maksymalnie. Dlatego też w kryzysowej chwili postanowiłam podreptać do szkolnej biblioteki, która wypełniona jest zjawiskowymi cudami. Przewiesiłam się przez ladę odgradzającą mnie od książek, i ignorując natarczywy wzrok bibliotekarki rozpoczęłam studiowanie tytułów wypisanych na grzbietach najbliżej znajdujących się książek. Mój wzrok przykuła oliwkowo zielona barwa. Dojrzałam tytuł. Nie musiałam długo się przekonywać, po jakie dzieło sięgnąć. Niekulturalnie wskazałam palcem na przyuważoną książkę, i poprosiłam miłą panią, by mi ją podała. Ciekawość rozpaliła mnie od środka. Biała jak mleko, czerwona jak krew miała stanowić mą towarzyszkę rozmyślań i wyobrażeń przez następne czterdzieści pięć minut.

Zabrałam książkę ze sobą do domu. Nie byłam w stanie się z nią rozstać. Nie umiałam powiedzieć żegnaj, dopóki nie dowiedziałam się, jak kończy się historia Le'a, który świat widzi przez pryzmat kolorów. Główny bohater to normalny chłopiec, którego całym światem są znajomi, szkoła, piłka nożna oraz... jedzenie z Mc Donalds'a. Jego życie jest aż do bólu zwyczajne. Do pewnego momentu. Do momentu, w którym nastolatek posmakował na swych ustach słowo miłość, kiedy zorientował się, że właśnie to słowo opisuje jego uczucia co do pewnej rudowłosej dziewczyny, która codziennie mija go na szkolnym korytarzu. Miłość była pierwszym przełomem w życiu chłopca. Drugim przełomem była białaczka. Okrutna choroba, z która przyszło zmierzyć się jego wybrance serca. Nagle cały świat Le'a przybrał chłodne barwy, cały świat przysłoniły wszystkie odcienie bieli. Bo biel to ból. Biel to strach. Biel to niepewność. Biel strachu i czerwień miłości pomieszały się, tworząc na nowo życie młodego mężczyzny. Nagle wszystko przestało być ważne. Kolejny gol w meczu z najbardziej znienawidzoną drużyną przestał cieszyć. Jedzenie z ulubionego fast fooda zaczęło smakować inaczej, gorzej. Nagle wszyscy przestali go rozumieć. Leo przeszedł swoistego rodzaju metamorfozę. Zaczął doceniać to, co go otacza. Za punkt honoru wyznaczył sobie uratować ukochaną dziewczynę. Postanowił, że zrobi dla niej wszystko. Niestety, nic nie jest tak proste, jakim się czasami wydaje. Śmierć często wygrywa potyczki z życiem. Śmierć zbiera ogromne żniwa, żniwa okrutne i niesprawiedliwe. I nikt z nas nie jest w stanie temu zapobiec. Taki już nasz smutny los.

Nie jestem najwrażliwszą osobą na świecie, nie płaczę na każdej komedii romantycznej, nie wzruszają mnie pewne sytuacje, które wywołują łzy u innych. Swego czasu miałam gorszy okres, który sprawił, że łzy ciekły mi ciurkiem nawet po obejrzeniu Dziennika Bridget Jones. Ten okres dawno już minął, jednak w pewien sposób mnie zahartował. Zawsze śmiałam się, że bardziej wzrusza mnie zagubiony pies, niż śmierć człowieka. Dalej się z tego śmieję. Lecz nie dziś, nie teraz, nie po lekturze Biała jak mleko, czerwona jak krew. Boję się śmierci. Śmierć mnie przeraża. Nie chcę o niej myśleć, i nie umiem. Boję się chorób. Boję się nieszczęścia. Czasami, kiedy czarne myśli napływają do mej głowy, zachowuję się jak takie wystraszone światem małe zwierzątko, którego widok sprawia, że chce się je przytulić, nakarmić, adoptować. Zaopiekować się nim. Przypuszczam, że takie uczucia żywiły wobec mnie osoby, które widziały mą zacną osobę zaraz po zakończeniu lektury dzieła Alessandr'a D'Aveni. Książka ta potrząsnęła mną, uderzyła mocno w policzek, i rzekła, żebym przestała przejmować się drobnostkami, bo moje problemy to żadne problemy. Wiele młodych osób uważa, że na szkole kończy się życie. Że tylko ona się liczy. Nieprawda. Gdy przyjdzie nam zmierzyć się z czymś dużo cięższym, na przykład z chorobą, wtedy wszelkie nasze troski związane z edukacją staną się dla nas niczym. Lubię mówić, że człowiek docenia coś dopiero wtedy, gdy przyjdzie mu to stracić. I to jest prawda. Smutna, ale prawda. My, wciąż zabiegani ludzie, goniący za sławą, sukcesem, pieniędzmi, nie doceniamy największego daru, który dostaliśmy - życia. I może brzmi to obrzydliwie filozoficznie, może sobie mędrkuję, jednak mówię poważnie. Nauczmy się kochać życie. Bo mamy je tylko jedno.

Mój wścibski nos musi dotrzeć wszędzie, jestem głodna informacji. Dlatego też tak niezwykle uradował mnie fakt, iż Biała jak mleko, czerwona jak krew napisana jest z punktu widzenia głównego bohatera, dzięki czemu całą sytuację można poznać z bliskiego, bardzo bliskiego bliska. Chłopak często ulega emocjom, jest wrażliwy i czuły. Tak jak każdy zwyczajny nastolatek, ma problemy z rodzicami i znajomymi. I z miłością. D'Avenia stworzył subtelną opowieść o młodym człowieku, który w ciągu kilku chwil musi dorosnąć. Jest to książka niezwykle ciepła, bardzo uczuciowa. Szczera, prawdziwa. Autor nie czaruje czytelnika skomplikowaną fabułą; udowadnia, że czasami w kilku prostych sytuacjach można zawrzeć magię życia. Śmierć jest szokiem. Zwłaszcza śmierć młodej osoby, która jeszcze do niedawna przejmowała się jedynie błahymi problemami, która wiodła spokojne życie, z ogromnymi perspektywami na przyszłość. Biała jak mleko, czerwona jak krew nie jest książką smutną - przynajmniej ja jej tak nie odebrałam. Jest to trudna, bardzo piękna opowieść o młodzieńczej miłości, która w gwałtowny sposób zostaje przerwana. Bardzo podobają mi się bohaterowie, których wykreował D'Avenia - są wyraźni, dobrze nakreśleni - momentami idealnie wtapiający się w tło fabuły. Chociaż język, którym posługuje się autor nie jest szczególnie wyszukany, jest ciekawy w odbiorze. Książka zaczyna się niewinnie. Lecz z każdą kolejną stroną nabiera żywiołu. Biała jak mleko, czerwona jak krew to eteryczna opowieść o dorastaniu, o życiu i śmierci. Opowieść okrutna, lecz niezwykle urocza.

Trudno mi będzie zapomnieć o tej historii. Czuję pewien niedosyt, jednak przewiduję, iż jest on zamierzonym celem autora. Historia Leo i Beatrice kończy się w pewnym momencie, lecz jest to koniec niezwykle swobodny, przewidywalny, wywołujący wstrząs. Pozwala dopowiedzieć sobie kilka kolejnych słów do całej opowieści. Mówi się, że młodzi ludzie nie są zdolni do prawdziwej miłości. Ta książka udowadnia, że jest inaczej. Bardzo spodobał mi się fakt, iż autor prócz prowadzenia głównej historii, pozwolił sobie w tle zahaczyć o takie problemy jak przyjaźń i rodzina. Mieszają się one ze sobą, stanowiąc jedynie warstwę ochronną głównego wątku, lecz będąc równie ważną istotą książki, co i główna opowieść. Biała jak mleko, czerwona jak krew to opowieść delikatna i krucha, niczym szkło. Ale tak jak i szkło, w promieniach słońca tworzy tęczę, która jest nadzieją. Wszystko co brudne i matowe zostaje przysłonięte błyskiem kolorów. Białe życie mieni się milionem odcieni. Nawet w najgorszych momentach, tych najbardziej tragicznych, które zmieniają nasze życie na zawsze, nie wolno zapominać o nadziei. Bo ona umiera ostatnia. 

Ocena: 8/10


„Tak to już jest na tym świecie, że nie zauważa się tego, co ma się najbliżej”

6 komentarze:

Karolka pisze...

Oh, co za recenzja!
Książkę mam na półce i czuję... że muszęmuszęmuszę po nią jak najszybciej sięgnąć <3

Klaudyna Maciąg pisze...

Pięknie opowiadasz o tej niezwykłej książce. Czytałam ją dawno temu, jeszcze przedpremierowo, a do dzisiaj siedzi mi w głowie. Jedna z najpiękniejszych książek mojego życia, zdecydowanie.

Regina K pisze...

Uwielbiam tę książkę i taaak się cieszę, że Ci sie spodobała! <3

Irena Bujak pisze...

Och, aż mnie dreszcze przechodziły jak czytałam recenzje... Pięknie, po prostu pięknie ;)
Jak dobrze, że mam ją na półce ;)

J. pisze...

Brzmi świetnie :). Podoba mi się zwłaszcza ten pomysł z kolorami.

Okładka też śliczna.

K jak Książka pisze...

młodzi ludzie są zdolni do miłości jak najbardziej i wiele pozycji to pokazuje. miłość jest dla każdego. pozdrawiam dodaje do obserwowanych ;D

Prześlij komentarz