15 grudnia 2013

Alice Montgomery - Harry Styles. Narodziny gwiazdy.

Piski i wrzaski fanek uwięzionych za kratami barierek ogłuszają, oślepiające flesze rażą w oczy. Piątka zwykłych chłopaków stoi na czerwonym dywanie. Wyluzowani, piękni, szczęśliwi. Do niedawna jeszcze nikomu nieznani, teraz rządzący światem mediów. A wśród nich wszystkich on jeden, ten, który spośród całej piątki zawładnął sercami największej liczby dziewcząt na świecie. Harry Styles. Uroczy i z pozoru niewinny. Nonszalanckim gestem poprawia burzę włosów opadających na oczy. Chwilę potem zostaje porwany przez tłum dziennikarzy. Każdy chce z nim porozmawiać. Każdy chce wyciągnąć z niego jak najwięcej informacji. Mało kogo obchodzą plany zawodowe zespołu zwanego One Direction. Wszyscy czyhają jedynie na pikantne szczegóły z życia najmłodszego członka grupy. 

Słyszę ciche, lecz wyraźne jęki niezadowolenia, płynące wprost do moich uszu. Podobno z moją psychiką wszystko jest okej, więc od razu zaznaczam, iż nie mam urojeń i/lub schizofrenii, i pomimo faktu, iż tak, słyszę drogi Czytelniku Twoje pojękiwanie, chociaż jesteś nie wiadomo jak daleko ode mnie (chyba, że o czymś nie wiem), nie musisz się o mnie bać. Mam wielką pewność co do Twojej reakcji na widok zamieszczonej obok okładki. Nie będę tłumaczyła dlaczego, bo skoro głośno wyrażasz swój przestrach i niezadowolenie, powinieneś wiedzieć, czym są one spowodowane. Ja wiem. I Ty też wiesz. Mało kto może pogodzić się z faktem, że tak, ta szanująca się, zdolna, sławna recenzentka (pierdoły opowiadam, wiem, ale to po to, by wzrosło napięcie) uwielbia prostacki, słodziutki zespół jakim jest One Direction. Ty, Czytelniku, nie możesz uwierzyć, przecierasz oczy ze zdumienia, a ja w tym czasie odprawiam dziki taniec do skocznego Live While We're Young. Opcja, iż po kryjomu marzę sobie, by spotkać tę znaną na całym świecie piątkę, stanąć przed nimi, i krzyknąć głośno Vas Happening?! nie mieści Ci się w głowie. A ja śmieję się z Twojej ignorancji. Śmieję się do łez. One Direction to zespół, który ma naprawdę oddanych miłośników. Jest to także zespół, który na każdym kroku spotyka się z rażącymi komentarzami na swój temat. Piątka gejów, która nie wygrała popularnego talent show, która zarabia krocie na sprzedaży dennych singli, która osiągnęła wszystko ładnymi buźkami. Nuda. Tego typu obraźliwe komentarze nikogo już nie zaskakują. Wszyscy się do nich przyzwyczaili. Nikt nie potrafi wymyślić niczego nowego. Wiele osób ukrywa swą sympatię do tego zespołu. Bo nie chcą być wytykani palcami, ludzie nie chcą, by się z nich śmiano. Fanką One Direction nazwać mnie nie można, ponieważ nie uznaję tego słowa. Jest lepkie i obrzydliwe. Bardzo wspieram chłopców w ich działaniu. Bo lubię ich muzykę. Tak, lubię. I wiesz co, szanowny Czytelniku? Świetnie mi się z tym żyje :).

Chłopcy z One Direction są maszynką do zarabiania pieniędzy. Kurami, które znoszą złote jaja. Dlatego wszyscy chcą wycisnąć z nich jak najwięcej, ile tylko się da. Być może jest to jedna z przyczyn, dla których zespół uważany jest bardziej za postać komercyjną niż za zespół zajmujący się tylko i wyłącznie muzyką. One Direction to prawdziwy fenomen - ich podobizny są na koszulkach, pościeli, biżuterii, ręcznikach. Mają własne lalki. W sumie, łatwiej byłoby wypisać, gdzie nie znajdziemy ich sylwetek. Skoro napęd marketingowy ruszył pełną parą, obudzili się także niespełnieni pisarze i dziennikarze, którzy zaczęli pisać książki na temat całego zespołu, jak i osobne biografie każdego z chłopców. Rynek wydawniczy został wręcz zalany historiami z życia Zayn'a, Loiusa, Niall'a, Liam'a i Harry'ego. Niektórzy drżą z oburzenia. Inni piszczą z zachwytu. A ja nie wiem co robić, stoję pośrodku szarpiącego się tłumu, i bezradnie rozkładam ręce. Biografie bardzo sobie cenię. Lubię poczytać o ludziach, którzy mnie fascynują lub po prostu, których darzę pewną sympatią. Lecz w mych oczach widać powoli rozwijające się szaleństwo, przerażenie, bo wbrew wszystkiemu, nie chcę, by cały rynek wydawniczy został zrujnowany przez directionomanię. Dlatego też do wszelkich książek dotyczących One Direction podchodzę bardzo ostrożnie. Gdy taka książka traktuje o całym zespole, jest świetnie, bo chociaż mam prawie stuprocentową pewność, iż nie dowiem się dzięki niej absolutnie niczego nowego, o czym nie miałabym wcześniej pojęcia, to miło jest jednak jeszcze raz przeżyć daną historię z całą grupą. Z rezerwą jednak podchodzę do solowych biografii, gdyż wywołują one we mnie pewien niepokój. Zaraz, chwila. Dlaczego autor skupił się tylko i wyłącznie na jednym z członków zespołu? Momencik, coś mi nie gra. Czyżby takowy autor uważał, że któryś z chłopców jest ważniejszy niż reszta? Nie może być. Myśli najróżniejszej treści krążą pod mą blond czupryną, w skupieniu marszczę czoło, i głęboko rozważam wszystkie za i przeciw, czy przeczytać tę książkę, czy może nie. Pomimo wielu wewnętrznych walk, w większości przypadków (zawsze) w końcu jednak mówię tak. Czasami, a nawet częściej niż czasami, po skończeniu danej lektury tłukę głową w znajdujący się nieopodal mojego domu ceglany mur. Podobnie było po przeczytaniu dzieła Alice Montgomery - Harry Styles. Narodziny gwiazdy. Od marzeń do One Direction. Co tam siniaki. Wewnętrzny ból jest gorszy.

Nie miałam specjalnych oczekiwań co do tej książki, bo jak już udało mi się wcześniej wspomnieć, większość książek traktujących o One Direction zostało napisanych li i jedynie po to, by na One Direction zarobić. Bardzo dużo zarobić. Wydawało mi się jednak, że będzie to interesująca lektura, bo być może autorka przedstawi nam krok po kroku działalność Harry'ego w branży muzycznej. No cóż, niestety, nic z tego. Po głębszych przemyśleniach, stwierdziłam, że tej książki nie powinno nazywać się biografią Harry'ego Stylesa, a raczej dziennikiem jego uwodzicielskich podbojów. Alice Montgomery nie przedstawiła czytelnikowi dzieciństwa Stylesa, nie pokazała jego walki o spełnienie marzeń. No ale po co to wszystko, skoro na talerzu, elegancko, mamy podane gdzie, kiedy, jak i dlaczego Harry spotykał się z tą, tamtą, i jeszcze inną dziewczyną/kobietą. Autorka zabawiła się w redaktorkę popularnego polskiego portalu internetowego, o wdzięcznej nazwie Pudelek. Na każdej kolejnej stronie swojego dzieła rozważa coraz to nowsze historie, często wykreowane przez media, by wzbudzić w fanach One Direction (i nie tylko) obrzydliwy szum; o których ona sama nie ma zielonego pojęcia. Montgomery co chwilę powraca do spraw, o których wspominała kilkanaście stron wcześniej, robi z tak naprawdę niczego tanią sensację, a co najbardziej irytujące, duma i gdyba nad najdrobniejszymi elementami związków Stylesa. Załamałam ręce, odrzuciłam książkę brutalnie w kąt, i nakryłam się aż po głowę puchową kołdrą. Nie chciałam mieć z tym światem nic wspólnego, już nigdy więcej.

Gdyby na dogłębnym analizowaniu związków Harry'ego Montgomery poprzestała, byłabym w stanie zacisnąć zęby, i przymknąć oko na ten wybornie niesmaczny wybryk. Gdyby. Bo, no cóż, autorka biografii posunęła się o krok dalej, i wspomniała również, niby mimochodem, o ciekawej relacji Stylesa z kolegą z zespołu, Louisem Tomlinsonem. Jest to niezwykle gorący temat, o którym ma pojęcie każdy szanujący się miłośnik zespołu. Chłopcy zdementowali wszystkie plotki, jednak media nie byłyby sobą, gdyby wciąż nie powracały do pikantnego tematu. Montgomery, a jakże, nie chciała być gorsza, i również ruszyła tym tropem. Czyn ten utwierdził mnie w przekonaniu, że Harry Styles. Narodziny gwiazdy to książka, która karmi się tanią sensacją, książka, która nie ma przybliżyć czytelnikowi życia najmłodszego członka zespołu One Direction, lecz jedynie zapewnić mu kiepskiej jakości rozrywkę przy poznawaniu coraz to nowszych spekulacji. W pewnych momentach Montgomery gubi się, i sama już nie wie, czy pisze biografię Stylesa, czy też całego zespołu; nie wspominając już o ciągłym, wręcz natarczywym zachwytom nad bujną grzywą Harry'ego. Bo przecież jego loczki są takie urocze. Takie słodkie, że oh ach. Czytając po raz setny o jego włosach, przewracałam oczyma, i cicho wzywałam imię Boga. Dlaczego. Och, dlaczego.

Nie ukrywam, jestem wielce rozczarowana lekturą tejże pozycji. Nie miałam wielkich oczekiwań co do dzieła Alice Montgomery, jednak liczyłam na kilka miło spędzonych chwil przy ciekawej, w miarę rzetelnej biografii Harry'ego Stylesa. Niestety, nie dane mi było chociaż raz westchnąć z zachwytu, nad czym niezwykle ubolewam. Jestem jednak w pełni przekonana, iż będzie to obowiązkowa lektura dla każdej niedoświadczonej jeszcze, nieznającej wielu prawd, fanki zespołu One Direction, a tym samym najmłodszego członka zespołu, Harry'ego. Bo któraż napalona fanka, po uszy zakochana w chłopcach, których nigdy nie widziała, odpuściłaby sobie lekturę tak wielkiego dzieła? Dobrze, przyznaję, w tym momencie trochę ironizuję, za co mocno przepraszam. Jestem jednak pewna, że będzie to zadowalająca lektura dla niektórych fanek zespołu, które zachwycą zamieszczone w środku kolorowe zdjęcia, które być może oplują mentalnie autorkę jadem, za spisywanie tak niegodziwych rzeczy - jak ja to uczyniłam; które powieszą sobie na ścianie, szafie (ewentualnie na czole), z czystą miłością, plakat Stylesa zamieszczony w środku książki. Z punktu literackiego, przesłanie i forma tej pozycji sięgają głębiej niż muł. Ale fankom się spodoba. Gwarantuję. Bo któraż by przepuściła okazję poczytania... Koniec, zamykam się. Dziękuję za uwagę. 

Ocena: 3/10

5 komentarze:

Hanna pisze...

Wchodzę w link z Twittera.
O, recenzja biografii Harry'ego!
Patrzę: 3/10.
Zaintrygowana czytam całą Twoją recenzję, a w pewnym momencie czuję zrezygnowanie i niedowierzanie. Mało nam brukowców na rynku? Myślałam, że biografia to opis życia danej osoby, a nie skupienie się na jej miłosnych podbojach. I jeszcze ten wątek Larry'ego... Chciałam zamówić tę książkę do recenzji, ale teraz już nie jestem tak przekonana.

PS A biografia Nialla jest tej samej autorki? Oby nie!

Pomarańczowa Pomarańcza pisze...

Dziękuję!
Jestem strasznie zadowolona, że nie kupiłam tej książki,a miałam na nią ochotę! jestem Directioner i miałam ja kupić jak tylko będe w Warszawie, ale dzięki Bogu jeszcze jej nie zgarnęłam. Strasznie jestem Ci wdzięczna, że to zrecenzjowałaś i nie musiałam wydawać kasy w błoto bo nie chce mi sie czytać gdzie się tylko da z kim był Harry, oczywiście interesuje mnie to ale na Boga chciałambym sie dowiedzieć czegoś o jego życiu, karierze, nie związkach. Świetny blog i zdecydowanie zostane stałą czytelniczką!
Pozdrawiam, Pomarańcza! :)

Asia Pałasz pisze...

Słucham 1D (nawet w tym momencie), ale jestem jedną z tych osób, które się do tego nie przyznają. Niestety nie mam ochoty wysłuchiwać obelg itp. Jak na razie jestem fanką innego zespołu i obelgi wobec niego. Przejdźmy do rzeczy. Pomimo że lubię ich muzykę, a nawet bardzo, nie chcę stać się tak naprawdę fanką. Wiem jakie są tego obowiązki, a samo przeczytanie tak dennej biografii prowadzi do chęci powieszenia się na strychu. Fani nie powinni interesować się ich życiem prywatnym, lecz muzycznym! I gdy widzę te głupie portale społecznościowe i co jest w nich napisane ostatnimi czasy na temat Harrego to aż mi niedobrze jest. Kogo to obchodzi z kim on śpi, a z kim nie? To jego życie, nie nasze. Ale przecież niektórzy ludzie tego nie rozumieją.... O matko, przepraszam, się rozpisałam. :P Ale na ten temat mogłabym sobie długo podyskutować. :D

Ps. Ich nowa płyta jest genialna. :)

Bestsellerka pisze...

Czytałam i zgadzam się z tobą. Jest to książka, którą wysoko ocenią zakochane w Harrym fanki. Jest moim zdaniem słaba, nie zawiera ciekawych informacji o nim. Rozczarowałam się.

girlwiththetune pisze...

Dokładnie tak! Mam takie same odczucia co do tej - skoro musimy to tak nazwać - książki. Miałam wrażenie, że czytam posklejane artykuły z pudelka czy innego kotka plotka. Po tym stwierdziłam, że nie kupie już niczego nieautoryzowanego tyczącego się chłopaków. Idalnie to wszystko ujęłaś! :)

Prześlij komentarz