28 grudnia 2013

Blue Jeans - Ucisz mnie pocałunkiem

Czy marzyłeś kiedyś o miłości, miłości takiej jak na filmie? O miłości, która być może jest skomplikowana, jednak zawsze kończy się happy endem, która jest powodem wielu problemów i zmartwień, która jednak uskrzydla i wywołuje przysłowiowe motyle w brzuchu? Miłość jest trudem, z którym walczymy każdego dnia, a zarazem największą przyjemnością, jakiej możemy doznać na naszej krótkiej życiowej ścieżce. Miłość jest drogowskazem, który kieruje nasze życie na właściwe tory, który pokazuje, w którą stronę mamy iść, by osiągnąć pełnię szczęścia. Jednak miłość to uczucie niezwykle bolesne, które krzywdzi dogłębnie. W prawdziwym życiu nic nie jest takie magiczne, jakim wydaje się być na tych wszystkich komediach romantycznych, które oglądamy dla poprawy humoru. Cierpimy z miłości, a by o niej zapomnieć, skupiamy się na wyimaginowanych losach bohaterów, którzy również zmagają się z problemami podobnymi do naszych. Miłość to uczucie absolutne. Jest powodem największych euforii, a zarazem rani najboleśniej. Czasami gubimy się, i nie wiemy, czy w naszym przypadku miłość jest tym dobrym, czy złym uczuciem. Wiemy jedno. Jakkolwiek by nie było, miłość na stałe rządzi naszym życiem.

Paula wyjechała do Londynu na pierwszy rok studiów, a Alex pozostał w Hiszpanii, by tam skupić się na pisaniu drugiej części swej bestsellerowej powieści. Rozłąka jest wielką przeszkodą dla młodej pary, przeszkodą, która coraz bardziej zaczyna im ciążyć. Obydwoje będą musieli podjąć ważną decyzję dotyczącą ich związku. Nie tylko oni mają kłopoty - dawne Suguski również wplątały się w miłosne zawieruchy, ich świat każdego dnia staje na głowie. Wkraczanie w dorosłość wcale nie jest takie proste, jak się wszystkim wydawało.

Jestem jedną z tych wielce ambitnych osób, które niezwykle szanują zjawisko czasowe, bo czas jest cenny, i wykorzystują go w każdym procencie. Dlatego też, często, a prawie zawsze, zabieram ze sobą książkę, którą aktualnie czytam, do szkoły, i pomiędzy kolejnymi ploteczkami o tamtej beznadziejnej spódnicy i tym, że pan X wcale nie spojrzał w tę stronę, w którą powinien był, przewracam następne strony, i zagłębiam się w świat trochę inny od tego, który mnie wówczas otacza. Zazwyczaj nie wychodzi mi to zbyt dobrze, bo ledwo zdążę przeczytać jedną stronę, to już ktoś krzyczy z drugiego końca korytarza, że tak, właśnie teraz ma do mnie wielce naglącą sprawę. Cóż mogę poradzić, smętnie zamykam okładkę powieści, i wzdycham teatralnie, by wszyscy dokoła mnie dostrzegli me jakże wielkie cierpienie. Nigdy raczej nie mam problemu z pokazaniem okładki książki, którą aktualnie czytam, a zazwyczaj muszę to czynić, gdyż widok człowieka czytającego nadal jest zjawiskiem niezwykle fascynującym, dlatego też co trzecia przechodząca osoba musi zerknąć, cóż tak bardzo mnie w tych zadrukowanych kartach zaintrygowało, że wolę wypalać wzrokiem dziurę w papierze, aniżeli przez bite pięć/dziesięć/dwadzieścia minut obserwować przechodniów, tak bardzo mi już przebrzydłych. Pewnego razu jednak napotkałam problem, problem wagi ciężkiej, gdyż w rękach mych spoczywała książka Ucisz mnie pocałunkiem. Tytuł ten nie jest najambitniejszy pod słońcem, dlatego też chowałam się w dokładnie wyselekcjonowanych ciemnych kątach, by nikt nie przyuważył, jaką to głupotkę sobie przyswajam. Zabawa w chowanego nic nie zdziałała, i tak mnie znaleźli. Kazali pokazać sobie tytuł, a ja zaczęłam się tłumaczyć że yyy, eee, ekhem, no. Skończyło się na dziwnych spojrzeniach. Na szczęście, nikt jeszcze nie sprzedał do szkolnej gazetki gorącego newsa, że ta szanująca się recenzentka czyta jakieś ścierwo dla ludzi o małym rozumku. Przynajmniej na razie. 

Po Ucisz mnie pocałunkiem postanowiłam sięgnąć, gdyż z reguły wytyczam sobie cel, by wszystkie serie, tudzież trylogie, jakie rozpocznę, powinnam przeczytać do ostatniej części. Z niesmakiem spojrzałam na czekający na mnie, złośliwie się uśmiechający trzeci tom przygód hiszpańskich nastolatków. Wzniosłam ręce ku niebiosom, i zawołałam do Tego Tam na Górze, dlaczego mnie tak kara, za co to wszystko. Dwie poprzednie części serii napisanej przez Blue Jeans'a zapadły mi w pamięć jako okropnie słodkie, lepiące się historyjki o problemach miłosnych młodzieży dwudziestego pierwszego wieku, problemach, których tak naprawdę problemami nazwać nie można. Stado facetów uganiało się za jedną dziewczyną, ona nie wiedziała którego z nich wybrać, jej koleżanki wzdychały do kogoś tam jeszcze innego, a ja w międzyczasie wykupowałam w aptece kolejne recepty na środki uspokajające. Moje zdumienie sięgnęło zenitu, kiedy dowiedziałam się, iż autorka tejże opery mydlanej jest tak naprawdę autorem - moja wiara w płeć brzydką została zachwiana. Nie żebym twierdziła, że faceci nie mogą być romantykami, bo mogą, owszem, i takiego właśnie wypatruję gdzieś w gęstym tłumie (...), ale tworzenie we własnej głowie tego typu historyjek to jedno, a spisywanie ich na papier, czy też na stronę internetową, jak to czynił Blue Jeans, to drugie. Zrezygnowana, pełna zwątpienia, zasiadłam wygodnie na sofie, i rozpoczęłam trzecią i ostatnią drogę krzyżową w moim wykonaniu. I tu spotkała mnie niespodzianka, bo obyło się bez biczowania słodyczą.

Chociaż lubię sobie ponarzekać, i obrzucić błotem książkę lub dwie, w porywach do dziewięciu, to w przypadku Piosenek dla Pauli i Czy wiesz, że Cię kocham?, zawsze zaznaczałam, że pomimo ogólnej beznadziei obu tych powieści, czytało mi się je lekko i przyjemnie. Pomimo wszelkich wad, które im wytknęłam, przyznałam, że obie te książki stanowiły dla mnie niezłą rozrywkę, gdyż pozwoliły mi się wyłączyć, i skupić na głupiutkich problemach bohaterów; odmóżdżyły mnie. Chociaż do Ucisz mnie pocałunkiem podchodziłam z wielkim zwątpieniem, w głębi ducha cieszyłam się na tę parę godzin wytchnienia, absolutnego wyłączenia się. Teraz, kiedy jestem już po lekturze ostatniej części trylogii, śmiało mogę powiedzieć, że chociaż zawsze będę tę serię wyzywać od najgorszych, najgłupszych i najprymitywniejszych, to jednak Blue Jeans sprawił mi frajdę, pisząc te książki. Ucisz mnie pocałunkiem zaskoczyło mnie absolutnie, gdyż miałam wrażenie, iż wraz z głównymi bohaterami, dorósł także autor. Nie obyło się oczywiście, bez typowych dla niego pustych dialogów, przesłodzonych wydarzeń; niektóre momenty były tak nierealne, tak frustrujące, że miałam ochotę płakać i bić głową o mur; lecz, co zaskakujące, muszę przyznać, że styl pisania autora poprawił się, chociaż niewiele, to jednak różnica, jak dla mnie, jest widoczna. Blue Jeans w ostatniej części swej trylogii skupił się na bardziej dorosłych problemach, problemach realnych - takich jak rozłąka pomiędzy dwójką zakochanych, którzy nie mogą wytrzymać bez siebie dnia ani godziny, których dzielą tysiące kilometrów. W Ucisz mnie pocałunkiem nie ma dziecinnego zastanawiania się, którego faceta wybrać, nie ma sztucznych podchodów, by zdobyć czyjeś serce, nie ma dziwnych związków przyrodniego rodzeństwa. Jest czysto i klarownie, chociaż nadal słodko. Lecz ta słodycz jest słodka. Nie zaś przesłodzona.

Bardzo spodobał mi się fakt, iż autor wprowadził do książki nowych bohaterów. Znajomi Pauli z Londynu, jak również współpracownicy bibliokafejki Alexa wnieśli do książki powiew świeżości i urozmaicili fabułę. Jeans próbował trochę utemperować słodycz swej powieści delikatnym wątkiem kryminalnym (?) z Miriam w roli głównej, jednak nie wyszło mu to na dobrze. Zbyt wyolbrzymił pewne sprawy, zaś z dziewczyny zrobił ofiarę społeczeństwa. W pewnych momentach sytuacja robiła się tragikomiczna. Ucisz mnie pocałunkiem zyskało w moich oczach dzięki retrospekcji, którą posłużył się autor. Niezwykle przypadło mi do gustu, iż każdy kolejny rozdział przedstawia czytelnikowi sceny z życia obecnego lub przeszłego. Dzięki temu w dogodny sposób mamy szansę poznać przeszłość bohaterów. Ach, bohaterowie. Z nimi gryzłam się najbardziej. Do tej pory byli oni nierealni, wyidealizowani, doskonali. W trzeciej i ostatniej części serii idealność się kończy, a zastępuje ją zwykła szara rzeczywistość. Jak już wspomniałam, bohaterowie dorośli. Stali się poważniejsi, zaczęli mieć inne priorytety. Lecz wciąż, gdzieś tam w środku, pozostali tymi samymi, słodziutkimi, lukrowanymi dziećmi. Dlatego też z przyjemnością całą swą uwagę skupiłam na nowej postaci, jaką jest Pandora, nazywana przez Alexa Pandą. Ciekawa sylwetka - niezwykle zagubiona, zaniepokojona otaczającym ją światem dziewczyna, która podkochuje się w swoim ulubionym pisarzu. Szkoda, że jej wątek nie został dopracowany do końca. Mogło z tego wyjść coś wielkiego - zamiast tego, Jeans skupił się na pojednaniu kochanków w rozjeździe. Smutne i przewidywalne.

Cóż, moje wrażenia po lekturze Ucisz mnie pocałunkiem zaskoczyły wszystkich, a przede wszystkim mnie samą. Nie uważam, iż jest to książka genialna - bo wcale taka nie jest. Z trudem mogłabym rzec, iż jest to książka dobra. Lecz ostatnia część trylogii stworzonej przez Blue Jeans'a ma swoje zalety. Przede wszystkim, spośród wszystkich trzech części, właśnie ostatnia zyskała najwięcej w moich oczach. Twórczość hiszpańskiego autora nie jest górnolotna, jednak zaspokoi wszelkie pragnienia tych, którzy mają ochotę na lekką, banalną opowieść o miłosnych problemach nastolatków. Odmóżdżenie i ucieczka od codziennych trosk gwarantowane. Dużo jadu włożyłam w wypowiedzi na temat książek o przygodach Pauli i jej przyjaciół - jednak seria ta z pewnością na jakiś czas utkwi w mej głowie, bo, chociaż prymitywna, w pewien sposób przypadła mi do gustu. Ucisz mnie pocałunkiem jest najmocniejszym elementem całej trylogii, za co dziękuję niebiosom, bo chociaż gorzej być nie mogło... nie, jednak mogło. Ale nie było. Na szczęście. Przecierpiałam wiele bóli głowy podczas lektury wszystkich trzech części. Klęłam jak szewc, wyzywając od najgorszych bohaterów. Histerycznie szlochałam z niemocy. Ale, podsumowując, wyszło mi to na dobre. Bo bywało źle. Ale i tak będę miała miłe wspomnienia dotyczące tej trylogii. Amen.

Ocena: 6/10

6 komentarze:

Hanna pisze...

Przepraszam za brak polskich znakow, komentuje z telefonu. A mowia, ze to zwykle pierwsza czesc jakiejkolwiek serii jest najlepsza. Tu sie okazuje, ze nie jest. Autor zaskoczyl czytelnikow, chociaz nie wiem, czy ktos bylby tak wytrwaly, by tak jak Ty dokonczyc czytac tak przeslodzona trylogie... Polskie recenzje szczegolnie pierwszego tomu byly w zdecydowanej wiekszosci negatywne, a oni pisza, ze to bestseller.

Ale wiesz co... Moze kiedys bym sie odmozdzyla z ta seria :). Kto wie, moze, ugh, mi przypadnie do gustu...

Macy M. pisze...

Planuję przeczytać tą książkę i byłam ciekawa, czy są w niej jakieś zmiany na lepsze. Z twojej recenzji wynika, że są, więc spokojnie mogę zacząć się za nią rozglądać.

Uwielbiam czytać twoje recenzje.
Pozdrawiam, Macy

PS Będzie mi miło, jeśli zerkniesz i do mnie na http://myworld-ofbooks.blogspot.com/ :)

cyrysia pisze...

Sporadycznie sięgam po nowe serie, gdyż mam sporo innych zaległych cykli, ale w przypadku powyższej chyba zrobię wyjątek, bo osobiście lubię takie ckliwe, sentymentalne, romantyczne historyjki o miłości, dlatego mam nadzieję, że w moim przypadku owa seria przypadnie mi do gustu znacznie bardziej niż tobie.

Weronika Z. pisze...

Mi się tak sobie ta seria podobała, jednak przyznam, że miło mi się ją czytało :)

weronine-library.blogspot.com

Flora pisze...

Na razie mam dosyć tego typu historyjek, chyba za dużo naoglądałam się ostatnio komedii romantycznych i przez to takie nastawienie ;-) Pozdrawiam!

Joanna S. pisze...

Ja nie cierpię takich historyjek, czasem się skuszę, a potem żałuję :)

Prześlij komentarz