07 stycznia 2014

Marissa Meyer - Saga Księżycowa: Cinder

Powiada się, że inność jest cechą wyjątkową. Wyróżnianie się z tłumu zdecydowanie jest zjawiskiem ciekawym, co nie zawsze oznacza, że dobrym. Ludzie obawiają się inności, nie lubią spotykać na swej życiowej drodze czegoś, co jest im nieznane, czegoś, czego nie mogą pojąć. Inność jest oryginalna, jednak zazwyczaj kończy się wytykaniem palcami, i szeptaniem przez nieznanych nam ludzi po kątach. Oczywiście, miło jest mieć świadomość, iż nie jesteśmy tacy sami jak ci wszyscy szarzy ludzie, mieszający się w jeden ponury tłum. Ale często musimy ukrywać nasze specjalne ja, by nie stać się pośmiewiskiem. Bo niektórzy mogą nie zrozumieć inności. Mogą stać się o nią zazdrośni, bo i tak bywa. Dlatego też, ostrożnie. Nie chwalmy się na wszystkie strony, że jesteśmy lepsi, bo coś nas wyróżnia. Ludzie mogą to źle przyjąć. Ale nie wolno też się ukrywać. Kiedy przyjdzie odpowiedni czas, pokażmy to, co nas wyróżnia. Stwórzmy z tego naszą dumę, i nie wstydźmy się samych siebie. Bo inność jest niezwykłą cechą, nawet jeśli wszyscy dokoła myślą inaczej.

Cinder nie jest zwykłą dziewczyną. Jej ciało w pewnym procencie składa się z części metalowych, co robi z niej cyborga, a zarazem obywatela drugiej kategorii. Dziewczyna mieszka wraz z macochą i dwiema przybranymi siostrami w Nowym Pekinie, w którym rozproszyła się straszliwa, zabójcza zaraza. Jej przeszłość jest niejasna, dziewczyna nic nie pamięta z życia przed operacją, podczas której to stała się cyborgiem. Cinder jest mechanikiem, zna się na maszynach jak nikt inny, jest najlepsza w swoim fachu. Pewnego dnia w jej życiu pojawia się książę. Ten dzień powinien być najszczęśliwszym w jej życiu, jednak takim nie jest, gdyż właśnie wtedy na dziewczynę spada cały świat. Cinder dowie się wiele nowych, istotnych rzeczy o swoim istnieniu. Wielkie tajemnice wyjdą na jaw.

Zawsze uwielbiałam bajki i baśnie. Jako mała dziewczynka, znajdywałam zaciszny kąt, i wlepiałam wtedy jeszcze niewielkie, jasnozielone ślepia w zadrukowane karty, ozdobione przepięknymi malunkami. Historia o Kopciuszku stanowiła jedną z moich ulubionych. Zarówno ta baśniowa wersja, jak i disneyowska, zagrzały w moim sercu szczególne miejsce. Bajki są przepiękne, bo choć zła w nich nie brak, zawsze wygrywa dobro. Często to wszystko wydaje się takie łatwe, takie banalne. Do głowy przychodzi nam myśl, dlaczego tak się nie dzieje w prawdziwym życiu. Dlaczego, pomimo tak wielu krzywd, które zgotował nam los, gdzieś za rogiem nie czeka książę na białym rumaku, by zwalczyć groźnego smoka, a potem zabrać nas do cudownego zamku, byśmy żyli długo, i szczęśliwie? I odwrotnie, dlaczego na mężczyzn w naszym świecie nie czekają przepiękne królewny, zamknięte w wysokiej wieży, czekające tylko na odpowiedni moment, by rzucić swemu wybawcy długi pukiel złocistych włosów, by ten mógł się po nich wspiąć, i uratować damę z opresji? Magia w naszym szarym, codziennym życiu istnieje, uwierz mi, Czytelniku. Trzeba jedynie umieć ją dostrzec. Bajki nauczyły mnie jednego: że warto marzyć. Warto jest mieć marzenia, i dążyć do ich spełnienia. Dzięki bajkom dowiedziałam się również pewnej ważnej rzeczy: każdy z nas może poprowadzić swoje życie tak, jak chce. Trzeba tylko chcieć. I uwierzyć w coś, co być może wydaje się absurdalne. Zamknijmy oczy, nauczmy się patrzeć na świat sercem. Wtedy dostrzeżemy magię tkwiącą w każdym jego zakątku.

Cinder chciałam przeczytać już od dawna. Pośród tysięcy książek, szukałam nietypowej, niebanalnej historii, która by mnie w sobie rozkochała. Powieść Marissy Meyer sprawiała wrażenie książki, której potrzebowałam. Długo jednak było nam ze sobą nie po drodze, i nie, Czytelniku, nie pytaj dlaczego. Po prostu, tak wyszło, zrządzenie losu. Wargi drżały mi za każdym razem, gdy czytałam gdzieś w czeluściach internetu kolejną pozytywną recenzję mojej wymarzonej powieści. Płakałam niemalże, gdyż pustka w mym sercu coraz boleśniej dawała o sobie znać. Aż pewnego razu, niezwykle wrażliwa na me uczucia osoba postanowiła dać mi prezent. Uwielbiam prezenty, dlatego też dzielnie powzięłam się do rozrywania kolorowego papieru, który otaczał kryjącą się wewnątrz niespodziankę. Kiedy po kilku dłuższych chwilach (ekspertem w rozrywaniu papieru świątecznego nie jestem i nie będę, uprzedzam), moim oczom ukazała się dobrze mi znana okładka, zapiszczałam z radości. W końcu Cinder znalazło się w mych czułych objęciach, nareszcie dane nam było zawrzeć ze sobą znajomość. Szczęśliwa byłam ogromnie, gdyż już od samego początku, od samych zapowiedzi wyczuwałam wielki, naprawdę ogromny potencjał tej książki. Nie lubię myśleć zbyt optymistycznie, moją życiową zasadą jest hasło, iż lepiej się pozytywnie zaskoczyć, niż gorzko rozczarować. Lecz tym razem byłam pełna optymizmu. I wiesz co, szanowny Czytelniku? Nie myliłam się.

Powieść autorstwa Marissy Meyer to niesamowita historia, pełna głębokich uczuć, historia, której motywem przewodnim jest... inność. Główna bohaterka, Cinder, to dziewczyna, która należy do drugiej kategorii obywateli, gdyż jest cyborgiem - jej ciało w pewnym stopniu składa się z metalowych części. Cinder żyje w Nowym Pekinie, w którym panuje śmiertelna zaraza, na którą nie wynaleziono jeszcze antidotum. Dziewczyna niewiele wie o swojej przeszłości, obecnie mieszka ze swoją macochą - opiekunką prawną, oraz dwiema siostrami. Zarówno macocha, jak i jedna z sióstr nienawidzą Cinder - jak widać, mamy tutaj niemalże klasyczne przedstawienie historii o Kopciuszku. Autorka niezwykle zauroczyła mnie swoimi niezwykłymi pomysłami - nie dość, że stworzyła istoty, z którymi w literaturze do tej pory nie mieliśmy raczej styczności, to jeszcze ubrała wyjątkową bohaterkę, wyjątkowego cyborga, w dobrze znaną większości opowieść o Kopciuszku, który to nękany był po śmierci ojca przez macochę i dwie okrutne przyrodnie siostry, dla których to stanowił nie członka rodziny, lecz członka służby. Marissa Meyer posypała pomysłami niczym asami z rękawa. Nie umiem inaczej nazwać tej historii jak uroczą. Bo chociaż występuje w niej naprawdę wiele zła, to ja osobiście odebrałam tę historię jako bajkową. Ciepło i wyjątkowość opowieści zawładnęły całą moją wyobraźnią. Dawno już nie czytało mi się żadnej książki tak lekko, tak przyjemnie, jak właśnie Cinder. Lubię, gdy historia, którą autor przedstawia czytelnikowi w książce, nie daje spokojnie spać, kiedy ta historia nadal jest obecna w głowie, pomimo zakończenia lektury. Taka historia rzuca swój niesamowity czar. Taka historia jest, co tu dużo mówić, wyjątkowa.

Rzadko się zdarza, bym całym sercem pokochała głównego bohatera opowieści, z którą zapoznaję się w danym momencie. Jestem czytelniczką dosyć wybredną, często kręcę nosem nad wyimaginowanymi postaciami, i naprawdę trudno jest mi dogodzić. Jakże banalnie zabrzmi, kiedy wyznam, iż Cinder pokochałam całym swoim sercem. Cinder to niezwykle ciekawa postać, postać dosyć nietypowa, jednocześnie idealnie wpasowująca się w rolę bajkowego Kopciuszka. Mocny charakter dziewczyny pozwolił jej przeżyć kilka lat pod upokarzającymi rządami opiekunki prawnej. Dziewczyna nie potrzebowała wielu przyjaciół, by nie czuć się samotną - wystarczył jej pewien pocieszny robot oraz jedna z przybranych sióstr, która wcale nie uważała Cinder za gorszą od reszty społeczeństwa. Kiedy w życiu dziewczyny pojawił się Kai, następca tronu, przyszły cesarz, wiele spraw uległo zmianie, owszem, jednak nie gwałtownej. Marissa Meyer w dosyć nieoczywisty sposób poprowadziła wątek romantyczny, którego tak de facto, w prawdzie nie ma. Autorka z uśmiechem na twarzy podarowała czytelnikowi kilka sytuacji, w których wszystko wydaje się oczywiste, a chwilę potem już takim nie jest, gdyż akcja skręca na zupełnie inny tor, niż można było przypuszczać. Chytra z niej osoba, przyznaję. Udało się jej mnie oszukać, gdyż byłam pewna zakończenia. A potem się zdziwiłam, że zaraz, halo, coś jest nie tak, coś idzie nie po mojej myśli. Fabuła Cinder jest świetnie rozplanowana, czytelnik nie ma chwili wytchnienia, nie ma chwili, w której mógłby się nudzić. Kolejne wątki zaskakują, szokują, wyprowadzają daleko w pole. A wszystko to ujęte jest gładkim, bardzo plastycznym i ciekawym językiem. Co mi niezwykle przypadło do gustu, to fakt, iż Marissa nie skupiła całej swej uwagi jedynie na osobie Cinder, lecz zadbała również o resztę postaci, nie tylko w główną bohaterkę tchnęła życie. Świat przedstawiony, który wykreowała Meyer jest, jak wszystko w tej powieści, wyjątkowy i niezwykły. Autorka przedstawiła w swej powieści alternatywną wizję naszego świata, świata, na którym pojawiły się cyborgi oraz roboty, świata, który w dużym stopniu uległ mechanizacji, świata, któremu wojną grozi niezbyt sympatyczne społeczeństwo zamieszkujące Księżyc. Z pozoru banalne rzeczy, banalne sytuacje przeradzają się w coś głębszego, coś co sprawia, że czytelnik odczuwa ciągły głód ciekawości, i wciąż spragniony jest nowych informacji. Nie rzucam słów na wiatr, dlatego, uwaga: Marissa Meyer ma talent. Ogromny talent, który nie dość, że posiada, to jeszcze umie się nim doskonale posługiwać.

Gdybym miała wytknąć choć jeden, najdrobniejszy błąd tej powieści, nie umiałabym. Nie chcę mówić, że Cinder to książka idealna, bo przecież mawiają, że na tym świecie nic idealnego nie ma. Trudno, nie będę słuchać się czyichś mądrych słów: powieść Marissy Meyer to Arcydzieło przez duże A. Nie boję się o tym mówić, bo jest to książka, która zagościła w moim sercu na długie lata, a być może, na zawsze. Pokochałam tę historię całą sobą, pokochałam główną bohaterkę, pokochałam wykreowany przez Meyer świat. Ta książka jest słodkością dla mojej wyobraźni, prawdziwą magią. Historia dziewczyny-cyborga pozwala oderwać się od naszego świata codziennego, i przenosi nas w ekscytujący świat Nowego Pekinu, gdzie wszystko jest inne, gdzie pomimo szerzącej się straszliwej zarazy, ludzie cieszą się swoim życiem. Elektryzująca nuta fantastyki, niesamowita opowieść o trudach bycia innym od reszty, piękna historia o poświęceniu w imię dobra. Cinder to współczesna wersja Kopciuszka, wersja bardzo urozmaicona, jednak równie piękna, co i oryginał. Jestem pozytywnie zdumiona tą powieścią, i cóż, chcę więcej. Jedna z piękniejszych książek, jakie kiedykolwiek dane mi było przeczytać w mym jeszcze krótkim życiu. Jeden z najpiękniejszych cudów goszczących w mojej wyobraźni.

Ocena: Arcydzieło

„Łatwiej jest przekonać innych o swojej urodzie, jeśli samemu nie ma się co do niej wątpliwości. Lustra mają jednak nieprzyjemny zwyczaj przekazywania prawdy.” 

8 komentarze:

Agniecha pisze...

Oj tak... ja osobiście uwielbiam historię Kopciuszka, więc jak tylko usłyszałam o Cinder... Od razu stwierdziłam, że muszę to mieć. Zresztą uwielbiam wszystkie baśnie więc jak dla mnie taka nowoczesna ich wersja jest jak spełnienie marzeń. Osobiście czytałam ją już dawno temu, ale pamiętam, że tak jak Ty pokochałam główną bohaterkę. Ostatnio bardzo często się zdarza, że to drugoplanowe postaci są bardziej wyraziste, a tutaj udało się zachować jej pierwszoplanowość. Poza tym historia jest tak niesamowicie wciągająca, że ma się ochotę tylko siedzieć i czytać. Nowy Pekin czarujący. W ogóle, ta książka jest elektryzująca, ale też i wzruszająca. Uwielbiam :)

Anonimowy pisze...

Też czytałam tę książkę, jest cudowna. Przeczytałam jednym tchem, bo nie można się od niej oderwać. Polecam również drugą część! :)

monweg pisze...

Mimo, że nie jestem już od dawna nastolatką bardzo lubię wszelką baśniowość i fantastykę na pograniczu z baśnią. Bardzo zainteresowała mnie Twoja recenzja. Z ogromną ochotą sięgnę po tę książkę. Pozdrawiam :)

Weronika Z. pisze...

Czytałam dwie części tej serii, teraz czekam, aż wyjdzie trzecia. Nie spodziewałam się tak dobrej powieści, ale jak widać - u mnie dobra książka nadchodzi w niespodziewanym momencie.
Polecam Ci przeczytanie tomu drugiego, bo jest równie dobry jak tom pierwszy.
Pozdrawiam Serdecznie,

weronine-library.blogspot.com

monalisap pisze...

Po takich zachwytach muszę sięgnąć, zwłaszcza że lubię czytać wersje Kopciuszka i obiecałam sobie sięgnięcie po książki z gatunku fantastyka.

Patrycja . pisze...

Gdy po raz kolejny weszłam na twojego bloga, byłam ciekawa, czy jest na nim coś nowego. Miłym zaskoczeniem było, że jednak coś było. Kolejna ma myśl- jaka książka zostanie przez Ciebie zrecenzowana. Nie czytałam tej książki. I raczej nie przeczytam w najbliższym czasie. Postanowiłam wrócić do klasyk, moim skromnym zdaniem, literatury. Jednak przeczytawszy tę recenzję, wiem, jaka kolejna książka znajdzie się w moich rękach.
Dziękuję Ci za to.
Pozdrawiam.

Aleksandra Luna pisze...

Tak sobie właśnie dumam od dawna czy ją kupić, czy ją przeczytać. Widzę, że jednak warto. Ale nie wiem czy w najbliższym czasie uda mi się ją złapać, bo portfel trochę cierpi. :(

Aislynn pisze...

Słyszałam wcześniej o tej książce, ale nie miałam w ogóle ochoty jej czytać. Aż do teraz, gdy przeczytałam twoją recenzję :D Uwielbiam takie powieści, które są ucztą dla wyobraźni.

Prześlij komentarz