09 lutego 2014

Alexandra Monir - Poza czasem

Wyobraź sobie, że możesz zmienić przeszłość. Jednym tchnieniem przenieść się w czasy, które już się wydarzyły. Masz moc, jesteś zdolny, by sprawić, aby pewne wydarzenia potoczyły się zupełnie inaczej. Na co się decydujesz? Sprawisz, by ktoś zadrżał z rozpaczy, czy też namalujesz uśmiech na cudzej twarzy? A być może nie jesteś na tyle odważny, by zmienić cokolwiek. Obawiasz się katastrofy wynikłej ze zmiany istotnych zdarzeń. Może chcesz tylko przyjrzeć się pewnym wydarzeniom z boku, pragniesz odkryć, co naprawdę wydarzyło się lata temu, a o czym podręczniki od historii nam nie mówią; chcesz na własnej skórze przekonać się, jak na przestrzeni lat zmieniała się i ubarwiała mentalność ludzka. Czas rządzi się własnymi prawami, czas jest okrutny. Czas można jednak okiełznać. Nielicznym się to udaje. Ale się udaje. Nikt nie mówi, że nie. Bo wszystko jest możliwe. Wszystko. Trzeba tylko chcieć.

Michele Windsor od urodzenia mieszkała z matką. Były dla siebie najlepszymi przyjaciółkami. Ich życie niszczy tragedia, w wyniku której Michele zmuszona jest do przeprowadzki z rodzinnego Los Angeles do Nowego Jorku, do domu dziadków, których nigdy wcześniej nie poznała. W swej nowej sypialni dziewczyna odkrywa tajemniczy dziennik jednej ze swoich przodkiń, który zabiera ją w niesamowitą podróż do wczesnych lat dwudziestego wieku.

Każdy z nas ma w swej przeszłości zapisane choć jedno wydarzenie, którego bieg chciałby zmienić. Być może byłby to wybór odpowiedniej szkoły, nawiązanie pewnej znajomości, banalny zakup danej rzeczy lub związek z osobą, która wniosła do cudzego życia więcej smutku, aniżeli radości. Są takie zdarzenia, wcale nas niedotyczące, takie, które chcielibyśmy cofnąć, dotyczące ogółu ludzkości. Są takie, które chcielibyśmy wymazać, i takie, które chcielibyśmy jednak wprowadzić w życie, gdyż z jakiegoś powodu nam się to wcześniej nie udało. Możliwość zmiany biegu czasu, zmiany czyichś losów, wizja manipulowania cudzą lub własną przeszłością jest niesamowicie kusząca. Któż z nas nie chciałby chociaż na chwilę znaleźć się w innej epoce, zobaczyć na własne oczy pewne wydarzenie lub być częścią czegoś, co odegrało ważną rolę w historii całej ludzkości? Któż z nas nie marzył kiedyś o podróżach w czasie, o doświadczeniu czegoś nowego, o posmakowaniu powietrza, którym oddychali nasi przodkowie? Czas jest narzędziem surowym, który ma swoje wytyczne, i bardzo ogranicza życie ludzkie. Z czasem można się zgadzać lub nie, jednak, wbrew wszystkiemu, trzeba się mu podporządkować. Inaczej się nie da. No chyba, że znaleźlibyśmy jakiś tajemniczy, magiczny wręcz sposób na odbywanie podróży w czasie. Coś takiego zmieniłoby życie wszystkich ludzi. Zapytam jednak - na lepsze, czy na gorsze? Czy cofnięcie się w przeszłość, ciągłe zmienianie czegoś, co już się wydarzyło, nie zaszkodziłoby ludzkości? Z pewnością nie wpłynęłoby to dobrze na nasze życie. Co chwilę wszystko dokoła nas by się zmieniało. ktoś by coś kombinował, ktoś gdzieś majstrował, a na świecie zapanowałby chaos. Ale czy jednak ten dreszcz emocji, towarzyszący cofnięciu się w zamierzchłe lata, nie jest... ekscytujący?

Podróże w czasie to temat występujący w literaturze fantastycznej, temat, z którym osobiście miałam niezwykle mało do czynienia. Idea podróży między epokami, czy cofania się chociażby do dnia poprzedniego nigdy jakoś szczególnie mnie nie fascynowała, gdyż wychodzę z założenia, iż w życiu nie ma czego żałować, ma się je tylko jedno, uczymy się na błędach, a przeszłości i tak nie zmienimy. Nie ukrywam jednak, że gdyby zaoferowano mi jednodniową wycieczkę do epoki wiktoriańskiej, z pełnym pakietem w postaci wspaniałej sukni i ozdobnej parasolki, nie opierałabym się zbyt długo. Gdyby ktoś mi rzekł: ej, co ty na to, byśmy na kilka dni przenieśli się w lata osiemdziesiąte dwudziestego wieku?, energicznie potakiwałabym głową, gdyż w końcu dane by mi było poszaleć na koncertach moich idoli. Gdyby ktoś powiedział mi, że mogę cofnąć się w czasie, i naprawić swoje błędy z przeszłości, zaśmiałabym się mu w twarz, i rzekła, iż to są moje błędy, ja je popełniłam, i za nic na świecie nie zamierzam ich zmienić. Z pewnością istnieją na naszym świecie osoby, które umarłyby ze szczęścia, odkrywając, iż podróże w czasie są możliwe. Nie byłabym jedną z nich. Bo po pierwsze, gdybym umarła, nawet ze szczęścia, to po jakie licho mi te podróże w czasie? I tak byłabym już przecież martwa. Sama bym siebie nie wyprowadziła z grobu, nawet przy pomocy cofniętego czasu. Po drugie, gdyby faktycznie coś takiego było możliwe, na świecie zapanowałby absolutny chaos, i prędzej byśmy doprowadzili do katastrofy i światowej zagłady, aniżeli poprawilibyśmy jakość naszego bytu. Każdy człowiek chciałby zmienić coś w historii. Niekoniecznie swojej. Każdy by coś zmieniał, i w końcu zniszczylibyśmy sami siebie. Dlatego ja trzymam się z daleka od tego typu ekscesów. Jednak nie twierdzę, iż o podróżach w czasie nie jest miło poczytać w wybornej książce. Bo jest. Cholernie wybornie.

Poza czasem to książka, którą przygarnęłam w swe ramiona, gdyż... tak, spodobała mi się okładka. Stare przysłowie szanujących się Moli Książkowych mówi, żeby nie oceniać książki po okładce. Jednak lubię łamać zasady, a poza tym, jestem estetką, i niestety, czasami mój wzrok dobiera sobie lektury bez przedyskutowania decyzji z rozumem. Nie miałam pojęcia, o czym traktuje debiutancka powieść Alexandry Monir, zaopiekowałam się tą książką zupełnie bezmyślnie, jednak dzięki temu zdarzeniu utwierdziłam się w przekonaniu, iż moja bezmyślność czasami na coś mi się przydaje. Poza czasem to historia młodej dziewczyny, która w wyniku nagłych, tragicznych zdarzeń traci swe dawne, całkiem zwyczajne życie, i wkracza w świat zupełnie sobie nieznany, świat pełen tajemnic i sekretów, świat wielkiego, dumnego rodu, z którym do tej pory nie miała nigdy do czynienia. Michele, bo tak na imię ma główna bohaterka, to dziewczyna jak każda inna. Wychowała ją matka, w niewielkim domku. Matka była artystką, miała własną markę odzieżową, na której nie zarabiała wiele, która jednak była jej radością i źródłem skromnego utrzymania. Gdy pewnego dnia Michele trafiła pod skrzydła swych dziadków, bardzo zamożnych ludzi, jej świat wywrócił się do góry nogami. Naraz na głowę dziewczyny spadło wiele nowych sytuacji. Wir obowiązków i przywilejów pochłonął ją szybko, lecz Michele znalazła źródło ucieczki - odkryła, iż dzięki staremu notatnikowi potrafi przenieść się w przeszłość i nawiązać znajomości z nielicznymi członkami swej wielopokoleniowej rodziny. Pomysł na fabułę autorka miała genialny, niezwykle wyrafinowany. Monir w swej powieści nakreśliła historię młodej osoby, która znajduje się na życiowym zakręcie, która nagle odkrywa coś równie fascynującego, co i przerażającego. W doskonały sposób autorka bawi się z czytelnikiem, intrygując go coraz bardziej na każdej kolejnej stronie. Poznajemy Michele jako niczym nie wyróżniającą się z tłumu dziewczynę, która dzieli czas pomiędzy matkę, przyjaciół i szkołę. Chwilę później jednak Michele to dziewczyna odważna, zdeterminowana, dziewczyna, która nie boi się wyzwań, która na swój sposób pomaga swym przodkom osiągnąć sukces potrzebny do ziszczenia się ich losów, losów, które pozornie dawno już zapisały się na kartach historii, losów, które jednak w każdej chwili da się odmienić. Historia kołem się toczy, nic w niej nie jest zamknięte i skończone. To, że coś wydarzyło się kilkadziesiąt lat temu, nie oznacza, iż nie da się tego zmienić. Michele ma taką moc. Moc, która daje wiele możliwości, a która zarazem jest wielkim prowokatorem kłopotów. 

Debiutancka powieść Alexandry Monir napełniła mnie samymi dobrymi emocjami. Jest to powieść niezwykle subtelna, tajemnicza, momentami namiętna. Historia spisana w Poza czasem otuliła mnie niczym chłodna, aksamitna, jakże piękna tkanina. Wydawać by się mogło, iż jest to typowa książka dla młodzieży, książka służąca tylko i li relaksowi, książka, która ma bawić zmysły, a która nie wnosi nic szczególnego do naszego życia. Cóż, jest inaczej. Poza czasem to powieść, po którą sięgnąć może każdy, nie patrząc na wiek. Pomimo lekkości stylu autorki, jest on również niesamowicie plastyczny i niebanalny. Porównanie łatwości przyswajania czytanego tekstu z wchodzeniem noża w masło jest niezwykle idiotyczne, i uderzam się w twarz za taką myśl, jednak porównanie to jest dosyć adekwatne. Świat wykreowany przez Alexandrę Monir czaruje - z jednej strony mamy do czynienia z dzisiejszym Los Angeles i Nowym Jorkiem, miastami, które nigdy nie śpią, w których amerykańska młodzież wiedzie sielankowe życie; z drugiej strony cofamy się do wczesnych lat dwudziestego wieku, i obserwujemy coraz to bardziej postępujące zmiany w mentalności i obyczajach ówczesnej ludzkości. Michele jest niczym duch, gdy cofa się w przeszłość - widzą ją jedynie nieliczni, ci, którzy potrzebują jej pomocy. Bardzo spodobał mi się ten pomysł, gdyż dzięki niemu czytelnik dostrzega prawdziwy problem, któremu główna bohaterka ma zaradzić, nie ma rozdrabniania się na szczegóły. Jeśli chodzi o bohaterów, to powiem tyle, że chociaż nie są niezwykli, uderzający w pamięć i super extra mega (tfu!) kolorowi, to da się ich lubić. Główna bohaterka jest osobą niesamowicie sympatyczną, a co najważniejsze - niegłupią. Postać jej matki również zasługuje na uwagę - lubię takie dosyć ekscentryczne osoby, nie tylko w książkowym świecie. Poza czasem nie jest książką przewidywalną, za co dziękuję autorce. Wokół tej historii unosi się otoczka tajemnicy, nieprzeciętności. W tle zaś słychać jedynie upływający czas. Tik tak. Tik tak.

Poza czasem uzależniło mnie od siebie, i ilekroć razy próbowałam na chwilę oderwać się od lektury, w celu wykonania innej czynności, cała moja osoba próbowała powrócić do leżącego w oddali egzemplarza tej niezwykłej książki. Nawet teraz, kiedy przewróciłam już ostatnią kartkę owej magicznej historii, mam uczucie niedosytu, chcę więcej; jestem spragniona dalszego pobytu w świecie tej opowieści. Jedyną wadą Poza czasem jest niezbyt subtelny, trochę sztuczny i zbyt wyolbrzymiony wątek romantyczny, który podczas degustacji naniósł na moje kubki smakowe delikatny posmak goryczy. Gdyby jednak przymknąć oko na to niedociągnięcie, niedociągnięcie, które gdyby tak jak i cała historia, było osnute tajemnicą, byłoby perfekcyjne, i co najważniejsze, nie stanowiłoby wtedy niedociągnięcia, to wtedy można by okrzyknąć Poza czasem ideałem. Uczynić tego niestety nie mogę, jednak wciąż jestem pełna zachwytu, me serce spragnione jest dalszych emocji, zaś wyobraźnia domaga się poznania kolejnych przygód pewnej zwyczajnej nastolatki z Nowego Jorku, która weszła w posiadanie niesamowitego daru. Dawno już żadna powieść tak bardzo nie przypadła mi do gustu. Incredible.

Ocena: 9/10

8 komentarze:

cyrysia pisze...

Pięknie to wszystko opisałaś. Widać całe twoje serce włożone w tę recenzje. Ja tez już przeczytałam ,,Poza czasem'' i jestem ta pozycją oczarowana.

cyrysia pisze...

Pięknie to wszystko opisałaś. Widać całe twoje serce włożone w tę recenzje. Ja tez już przeczytałam ,,Poza czasem'' i jestem ta pozycją oczarowana.

Dusia pisze...

Zgadzam się z przedmówczynią, pięknie to opisałaś. Podróże w czasie to temat poruszany nieczęsto, być może ze względu na konsekwencje, które może wywołać nawet błahe posunięcie.

PS Wybrałam Cię do Liebster Book Award, jeśli masz ochotę, zapraszam :) http://moje-czytadla.blogspot.com/2014/02/liebster-blog-award.html

oxfordka pisze...

Czytam już drugą recenzję tej książki. Jednak dłuższa od drugiej i bardziej zachwalana. Coś w tym musi być :)

monweg pisze...

Świetna recenzja. Nota też wysoka. Nic tylko czytać :)

monweg pisze...

Nominowałam Cię do Liebster Bloga Award. Zapraszam :)
http://monweg.blog.onet.pl/2014/02/10/liebster-blog-award/

Aislynn pisze...

Co prawda spóźnione i na dodatek nie na temat posta ale życzę ci wszystkiego najlepszego z okazji urodzin :D

Meme pisze...

Też jestem zdanie, że powinniśmy się uczyć na błędach. Ale tak czytałam Twoją recenzję i z każdym akapitem przekonywałam się do tejże pozycji. Kto wie czy widząc ją, przejdę o niej wcale nie tak obojętnie, jak miałam zamiar to zrobić, czytając początkowe wersy Twojej opinii :)

Prześlij komentarz