14 lutego 2014

Jennifer Echols - Dziewczyna, która chciała zbyt wiele

Jedno wydarzenie zmienia diametralnie całe Twoje życie. Jedno wydarzenie sprawia, że stajesz się zupełnie inną osobą, niż byłeś do tej pory. Nie próbujesz powrócić do starych przyzwyczajeń, uznajesz, że zmiany czasami są w życiu potrzebne. Przechodzisz całkowitą przemianę, uczysz się na błędach własnych losów, budujesz wokół siebie mur, mur stworzony z bolesnych i trudnych wspomnień, które bronią Cię przed rzeczywistością dnia codziennego. Udajesz sam przed sobą, że nie jesteś już tą samą osobą. Nie przyznajesz się innym, że Twa dusza uwiera Cię od środka, krwawi. A Ty nic na to nie możesz poradzić. Próbujesz zapomnieć. Lecz nie umiesz. Starasz się stawić czoła światu, odpychając od siebie wszystkich, i wszystko. Długo tak nie pociągniesz. Przeszłości nie da się wymazać gumką do mazania, tak jak czynisz to z rysą pozostawioną przez ołówek na białej kartce. Przeszłość jest bolesna, lecz stanowi część nas samych. Musimy ją zaakceptować. Pomimo wszystko.

Meg pragnie uciec. Od wszystkiego. Od rodzinnego miasteczka, od szkoły, od rodziców. Ma dość rutyny. Chce zacząć żyć tak, jak tego chce. Pewnego dnia dziewczyna łamie prawo, i zostaje złapana przez policję. Trafia na niezwykle surowego stróża prawa, który postanawia dać jej nauczkę. John, bo tak się nazywa policjant, był świetnym uczniem, miał przed sobą wielkie perspektywy. Mógł iść do collegu. Ale postanowił zostać w rodzinnej mieścinie i chronić prawa. Kiedy pod jego skrzydła dostaje się Meg, ten postanawia uświadomić jej kilka niezwykle ważnych kwestii dotyczących życia. 

Bunt rośnie w każdym z nas, i objawia się w naszych czynach i słowach - prędzej, czy później, spotyka to każdego. Nie jesteśmy w stanie zapanować nad kłębiącą się wewnątrz nas złością na otaczający nas świat. Czasami w naszej głowie nagromadzi się tak wiele olbrzymich, szarych chmur, które zatykają prawidłowy przepływ myśli, że mamy ochotę wrzasnąć z frustracji na cały głos. Zjawisko buntu przejawia się głównie w okresie dorastania, kiedy to niezrozumiane powszechnie nastolatki buntują się przeciwko swym rodzicom i środowisku, w którym przebywają, i by zamanifestować swą odrębność od innych, czynią różne dziwne rzeczy. Na przykład ja, podczas swej nastoletniej chwili słabości, owinęłam sobie połowę włosów fioletową bibułą, wsadziłam te moje nieszczęsne włosięta do wrzątku, i trzymałam je tam przez około piętnaście minut, by potem, przez pół roku, łazić z pięknie odcinającą się od mojego naturalnego blondu, fioletową grzywką. Cóż, w tym momencie śmieję się z tego wybryku, jednak nie żałuję go ani trochę. Niezwykle miło wspominam tamten czas. Cóż, drogi Czytelniku, w tym momencie zapewne zastanawiasz się, czy aby na pewno wszystko z moją psychiką jest w porządku. Zapewniam, wszystko okej. Okres buntu delikatnie mnie zmienił. W pewien sposób zmienia on każdego nastolatka. Nie każdy jednak pokazuje światu, jak bardzo cierpi. Niektórzy trzymają swoje rozgoryczenie gdzieś głęboko w sobie, zamknięte na klucz, klucz, do którego nikt nie ma dostępu. Bunt przechodzi. Czasami trwa krócej, czasami dłużej. Jest dosyć ciekawym zjawiskiem, które obecnie, jako już osoba po, obserwuję z dość dużym zainteresowaniem. Dlatego tak bardzo ucieszyłam się, gdy Dziewczyna, która chciała zbyt wiele znalazła się w moim zasięgu. Nastoletniego buntu w tej powieści nie brak. Ucieszyłam się podwójnie, docierając podczas lektury do fragmentu informującego, iż głowę głównej bohaterki zdobią niebieskie fale. Od razu poczułam do niej wielką sympatię.

Z twórczością Jennifer Echols miałam do czynienia tylko jeden, jedyny raz, jakiś czas temu, przy okazji lektury Love Story, która to książka niezwykle przypadła mi do gustu. Wypełniona samymi miłymi emocjami, nieobrzydzona przesłodzonym wątkiem miłosnym, postanowiłam kontynuować swoją przygodę w dziełami tej amerykańskiej pisarki. Wybór kolejnej powieści, która wyszła spod pióra tej pani, nie był trudny, z powodu wyjaśnionego wyżej - zaintrygowała mnie fabuła powieści, opowiadająca o zbuntowanej dziewczynie, która pragnie uciec od swego codziennego życia. Dziewczyna, która chciała zbyt wiele zapowiadała się nad wyraz interesująco, dlatego też zasiadłam do jej lektury pełna optymizmu, z niezwykle miłym uczuciem wewnętrznego spokoju. Zapoznanie się z historią zapisaną na białych stronicach drugiej w mojej czytelniczej karierze książki Echols zajęło mi niewiele czasu, gdyż powieść ta napisana jest między innymi po to, by przeczytać ją szybko. Autorka posługuje się lekkim, momentami banalnym, niezwykle przejrzystym językiem, nie ubarwiając opowieści zbędnymi opisami, czy też przydługimi dialogami. Historia spisana w Dziewczynie, która chciała zbyt wiele jest prosta, łatwa do przetrawienia, jednak pełna nieoczekiwanych zakrętów, których potencjalny czytelnik absolutnie się nie spodziewa. W trakcie lektury myślałam, iż jest to zwykłe, lekkie czytadło, mające zapewnić jedynie rozrywkę; myślałam, że to miła i przyjemna lektura dla starszych nastolatek, które spragnione są coraz to nowszych opowieści o niezwykłych miłościach. Miłości w tej książce absolutnie nie brakuje. Ta powieść jest nią naładowana aż do granic możliwości, jednak, co najważniejsze, autorka wie, co znaczy słowo umiar. Nie jest zbyt słodko, zbyt lepko. Czasami i nuta goryczy zaprawia tę historię. Jest lekko, ale niebanalnie. 

Gdy dotarłam do połowy opowieści spisanej w Dziewczynie, która chciała zbyt wiele, wzdychnęłam cichutko, gdyż nawiedziła mnie nikła wizja rozczarowania. Pomysł autorki na fabułę niezwykle mnie zachwycił, jednak po jakimś czasie pojawiła się delikatna rutyna, która spowodowała mój chwilowy kryzys. Zanim jednak zdążyłam nabrać powietrza z powrotem w płuca, wir wydarzeń porwał mnie wraz ze sobą, i nie pozwolił aż do końca oderwać się od powieści. Mój chwilowy kryzys spowodowany był ciszą przed burzą, którą autorka z pewnością sobie doskonale zaplanowała, by uśpić czujność czytelnika, i w jednym momencie porwać go na fali gwałtownych wydarzeń. Spodobało mi się to, nie ukrywam. Chwilowa wątpliwość pozwoliła docenić mi piękno historii zawartej w Dziewczynie, która chciała zbyt wiele, dlatego też nie uważam tego nudniejszego fragmentu za wadę. Co więcej, nie jestem w stanie narzekać, gdyż w przypadku tej powieści obdarowana zostałam znakomitymi postaciami, które nieźle umilały mi czas. Główna bohaterka to przebojowa, harda dziewczyna, która umie postawić na swoim, dla której nie ma rzeczy niemożliwych, która wie, czego chce od życia. Nad jej głową wisi jednak wspomnienie przeszłości, wspomnienie niezwykle bolesne, od którego dziewczyna próbuje się odciąć, czego jednak nie potrafi zrobić. Meg jest bohaterką niezwykle pozytywną, bardzo charyzmatyczną, wyróżniającą się na tle reszty. Nie ukrywam, jak już wspomniałam wcześniej, jej włosy doprowadziły mnie do obłędu, i sama ich wizja jawiąca się w mojej wyobraźni, sprawiała mi przyjemność. Tuż obok Meg mamy przystojnego Johna, który zrezygnował ze wszystkiego, byleby móc strzec prawa w rodzinnym miasteczku, i nie pozwalać swym rówieśnikom niszczyć sobie życia. John to niezwykle zagubiona istota, która czyni swą misję z potrzeby serca, która jednak nie dostrzega dalszych perspektyw istnienia. Dla niego liczy się tylko tu i teraz, co będzie potem, nie jest ważne. Reszta bohaterów również została mocno nakreślona, postacie są kolorowe i niezwykle rzeczywiste, przez co cała historia staje się niesamowicie realna. Realna aż do bólu.

Padam na kolana, i chwalę niebiosa, ponieważ wątek romantyczny w Dziewczynie, która chciała zbyt wiele jest dość subtelny i przyjemny. Chociaż relacje, które następują pomiędzy Meg, a Johnem są dość przewidywalne, i czytelnik jest w stanie rozgryźć, na jakim etapie zapoznawania się będą za kolejne x stron, to jednak miło było obserwować powoli rodzące się między nimi, niezwykłe, uczucie. Co najważniejsze, autorka nie skupiła się w swej powieści wyłącznie na romansie dwójki młodych bohaterów, lecz na pierwszy plan wyrzuciła problemy natury egzystencjalnej Meg i Johna. Każdy z nich boryka się z innymi, osobistymi problemami, problemami, które utkwiły głęboko w nich samych, z którymi muszą walczyć każdego dnia, problemy spowodowane wydarzeniami z przeszłości. Dziewczyna, która chciała zbyt wiele, to książka, która wbrew pozorom nie jest sztampowym romansidłem dla spragnionych uniesień czytelniczek, lecz jest to książka, która poprzez dość lekki ton przekazuje odbiorcom pewne ważne życiowe kwestie, nad którymi czasem warto się zastanowić. Echols nie stworzyła arcydzieła, nie stworzyła książki wybitnej, jednak poprzez realnych, w miarę naturalnych bohaterów ukazała życiowe wartości, które trzeba docenić. W tej powieści ukazana jest wewnętrzna walka dwójki głównych bohaterów, którzy borykają się z bolesną przeszłością, i bliznami, które ona po sobie pozostawiła na ich duszach. Z pozoru banalna, lekka, niewymagająca historia, zawiera w sobie drugie dno, dno, które trzeba umieć odnaleźć, które trzeba zrozumieć. Nie tego spodziewałam się po tej powieści. Dlatego też jestem tak pozytywnie zdumiona. 

Jestem niezwykle zadowolona po lekturze tej powieści. Po pierwsze, upewniłam się, iż Jennifer Echols to faktycznie autorka godna najwyższej uwagi, która tworzy ze zwykłych, typowych młodzieżowych historii, opowieści głębokie, które dają do myślenia. Po drugie, ta konkretna historia, historia Meg i Johna zapewniła mi wiele emocji, i umiliła czas, jednocześnie zmuszając do refleksji nad niektórymi aspektami życia. Buntu w tej książce niemało, główna bohaterka to niezwykle porywcza osoba. I właśnie za to ją polubiłam. W końcu, po trzecie, nadal rozmyślam nad genialnością fabuły Dziewczyny, która chciała zbyt wiele. Niby nic szczególnego, a jednak. Niby nic ponad to, co było do tej pory, a ja jestem pod wrażeniem. Echols zgrabnie poprowadziła losy bohaterów, splatając ze sobą losy dwóch zagubionych w świecie istot, gdzie jedna z nich ma problemy z prawem, zaś druga tym prawem operuje na co dzień, i wymierza sprawiedliwość. Więcej takich chwytających za serce historii poproszę. Bardzo ładnie poproszę.

Ocena: 9/10

5 komentarze:

cyrysia pisze...

Książkę czytałam i również mnie urzekła. Świetna historia. Oby takich więcej.

monweg pisze...

Nie czytałam, ale biorąc pod uwagę recenzję i ocenę jaką wystawiłaś książce z chęcią przeczytam :)

Agnieszka D. pisze...

Tak czytam, i czyyyytam... Końca recenzji nie widać.. ale przecież tak dobrze mi się to czyta! Widzę, że zdanie na temat tej pozycji mamy bardzo podobne!

monalisap pisze...

Książka, która umila czas, a jednocześnie zmusza do refleksji, coś znanego w dobrej odsłonie- mam w planach tą pozycję i cieszę się z Twojej pozytywnej recenzji.

Meme pisze...

Po tak wyczerpującej i jakże zachęcającej recenzji zastanawiam się tylko jak zdobędę tą książkę, gdyż widzę, że wybija się ona zdecydowanie z gąszczu pozycji zalewających rynek wydawniczy.

Prześlij komentarz