04 lutego 2014

Libba Bray - Studnia wieczności

Walka o to, co dla nas najdroższe, jest niezwykle ciężka. Walczymy po to, by zatrzymać coś przy sobie, walczymy, by się nie poddać, walczymy, bo mamy w tym cel. Nikt nie lubi poważnych zmian, tych najbardziej gwałtownych. Zmiany są dobre, lecz tylko te, które potrafimy zaakceptować w głębi serca. Nie lubimy, gdy ktoś dyktuje nam, co mamy robić. Nie chcemy, by ktoś prowadził nasz los nie tak, jakbyśmy tego pragnęli. Złościmy się, gdy coś nie idzie po naszej myśli, irytuje nas każda napotkana przeciwność losu. Chcemy żyć według własnych zasad, zasad, które sami ustalamy. Być może życie nie jest bajką, jednak ma ono w sobie magię, którą należy umieć dostrzec. Magia nie zawsze jednak jest dobra. Z magii może narodzić się zło, które niszczy najpiękniejsze sny i marzenia. Bądźmy ostrożni. Uważajmy na nasze czyny. Żyjmy tak, by inni chcieli żyć naszym życiem.

W życiu Gemmy Doyle wydarzyło się naprawdę wiele, i wiele się zmieniło. Dziewczyna stwierdziła, że po pokonaniu Kirke jej problemy się skończą. Niestety, wbrew pozorom, strojenie się i bywanie na londyńskich salonach nie będą jedynymi troskami, które spadną na jej głowę. Wizje wciąż nawiedzają pannę Doyle, zaś ona sama ma poważne wątpliwości co do swych uzdolnień magicznych. Gemma musi uratować Międzyświat i swój świat przed mrocznymi skutkami wynikłymi z okrutnej historii Zakonu. 

Pewne historie zachowuję w swym sercu na zawsze. Istnieją takie opowieści, które przez cały czas krążą gdzieś w mojej głowie, od czasu do czasu wysuwając się na pierwszy plan, przypominając o sobie. Jedną z takich opowieści jest ta spisana przez Libbę Bray, autorkę trylogii Magiczny Krąg. Przez długie miesiące zbierałam się, by przeczytać pierwszą część historii, kiedy jednak poddałam się magii tego dzieła, przepadłam po uszy. Przepadłam po uszy w samej magii, która dzięki tej historii odrodziła się we mnie na nowo, i pozwoliła spojrzeć na otaczający mnie świat nieco łaskawiej. Przygody Gemmy Doyle i jej przyjaciółek stały się niezwykle drogie memu sercu. Połączenie czasów wiktoriańskich, na których punkcie mam obsesję, wraz z fantastycznym motywem, który zachwycił mnie dogłębnie, spełniło się wprost perfekcyjnie. Już po lekturze Mrocznego Sekretu zarzekałam się, że rzadko kiedy jakaś książka aż tak bardzo ryje się w mojej pamięci. Po zapoznaniu się z częścią drugą trylogii, Zbuntowanymi Aniołami, powtarzałam dokładnie to samo. Teraz, kiedy historia Międzyświata i jego problemów jest już za mną, kiedy wiem, jak potoczyły się ostateczne losy niezwykłych bohaterów, mogę jedynie powiedzieć, że drugiej takiej opowieści nie spotkam na swej życiowej drodze nigdy. Magiczny Krąg to trylogia wyjątkowa; trylogia, która absolutnie zawładnęła mym sercem i wyobraźnią.

Lubię historie o magii. Jednak na rynku wydawniczym jest ich tak wiele, że wpisując w Google hasło książki o magii, można dostać oczopląsu pod wpływem kolejnych wyskakujących okładek potencjalnych opowieści magicznych. Trzeba mieć szczęście, by trafić na tę jedną jedyną, naprawdę dobrą i wartą przeczytania. Cóż, mnie się to udało. O trylogii Magiczny Krąg głośno jest od dłuższego czasu. Większość znanych mi sympatyków książek ma lekturę wszystkich trzech tomów już dawno za sobą. A ja długo przekonywałam się do dzieł Libby Bray. Bardzo długo. Nie mam zaufania do tego typu historii, bo mam wrażenie, że wszystkie podobne zlewają mi się w jedną całość. Postanowiłam zaryzykować. Kto nie ryzykuje, ten nie żyje, nieprawdaż? Pochwalić się mogę, że ryzyko wyszło mi na dobre, gdyż już od pierwszej strony zachłysnęłam się magicznym światem, zwanym Międzyświatem. Historia uroczych młodych dziewcząt, wychowywanych w Akademii Spence na prawdziwe damy, urzekła mnie niesamowicie. Miłośniczką czasów wiktoriańskich jestem od zawsze, i wciąż powtarzam, cicho pod nosem, że urodziłam się w złych czasach; że moje życie byłoby perfekcyjne, gdyby zdarzyło się w dziewiętnastym wieku. Libba Bray dokonała niesamowitego zabiegu, mieszając ze sobą wiktoriański urok i dość dużą szczyptę magii - wyszła z tego opowieść niezwykła, pełna wdzięku, namiętności i subtelności. Czegoś takiego brakowało w czeluściach mojej wciąż spragnionej nowych historii wyobraźni.

Studnia Wieczności nie odstaje poziomem od swych dwóch poprzedniczek, a wręcz przeciwnie, jest dużo bardziej rozbudowana pod względem opisów jak i dialogów. W pierwszym momencie, kiedy zobaczyłam tę cegłę, złapałam się za głowę, lecz chwilę potem rozkoszowałam się już jej wybornym smakiem. Być może nie objętość świadczy o poziomie danej historii, jednak zdecydowanie lepiej czyta mi się takie opasłe tomiszcza. Trzecia część trylogii miała za zadanie wyjaśnić wszelkie niedokończone sprawy, miała odpowiedzieć na nurtujące pytania, które pojawiły się po lekturze poprzednich dwóch części. I tak też się stało. Libba Bray z klasą poprowadziła historię Międzyświata, nie zapominając o przyziemnych sprawach trzech przyjaciółek. Dla Gemmy, Felicity i Ann nastał ważny okres - dwie pierwsze lada moment mają zostać debiutantkami, mają chadzać na bale, plotkować i pić słabą herbatę w zacnym towarzystwie; ta ostatnia zaś ma zostać guwernantką, do roli której przygotowywała się od dłuższego czasu. I pewnie wszelkie plany dotyczące przyszłości trzech młodych dam zostałyby spełnione, gdyby nie magia, która zawładnęła ich życiem. Przyjaciółki musiały wszelkie ziemskie obowiązki odrzucić na dalszy plan, i zamiast martwić się, czy aby na pewno żadna z nich nie zachwieje się, idąc zaprezentować się Królowej Wiktorii, czy też nie popełni gafy podczas nauki swych przyszłych podopiecznych, dziewczęta zajęły się sprawami Międzyświata, które w końcu należało doprowadzić do końca. Studnia Wieczności to popis umiejętności pisarskich Bray, popis, który prezentuje nam autorka poprzez swoje lekkie pióro, subtelny, lecz niebanalny język, jakim się posługuje oraz doskonale skonstruowaną fabułę, która zaskakuje na każdym kroku. Jest magicznie i wyjątkowo. Po prostu.

Niesamowicie droga jest mi ta historia, głównie dzięki bohaterkom, które umilają każdą minutę spędzoną ze Studnią Wieczności. Na przestrzeni roku, kiedy to miały miejsce wszelkie zdarzenia, począwszy od przyjazdu odzianej w żałobną czerń Gemmy do Akademii Spence, aż po obecne wydarzenia, zmieniło się naprawdę wiele. Dziewczęta dorosły, doceniły całkiem nowe wartości; zrozumiały, że w świecie nie liczą się jedynie miłe uśmiechy, dobre maniery i dopiero co uszyta, nowa sukienka. Poprzez wszystkie wydarzenia, których trójka przyjaciółek była świadkiem w Międzyświecie, dziewczęta nauczyły się odróżniać dobro od zła, nauczyły się, jak zachować zimną krew nawet w najniebezpieczniejszej sytuacji. Kreacja bohaterek jest niezwykła - wszystkie trzy mają wyjątkowe charaktery, każda z nich jest inna od reszty. Nie są to pospolite, szare, zwyczajne dziewczęta, widzące jedynie czubek własnego nosa; jest to trójka młodych dam, które potrafią zadbać o siebie. Reszta postaci została wykreowana równie udanie, co zasługuje na wielkie uznanie czytelnika. Libba Bray po raz trzeci już pokazała mi, iż pomysły ma doprawdy fascynujące, i sypie nimi niczym asami z rękawa. Co chwilę na czytelnika czyha kolejna niespodzianka; nie ma chwil zwątpienia, nie ma chwil nudy. Jest wyraźnie, bardzo kolorowo. Świat przedstawiony został wybornie ukazany; zarówno Akademia Spence, jak i Międzyświat to miejsca doprawdy niezwykłe, pełne walorów, niebanalne. Niezwykle przypadła mi do gustu idea autorki, polegająca na ukazaniu trzech głównych bohaterek nie tylko jako uczennic i osób mających do czynienia z magią, lecz także jako osób z problemami, o różnych statusach społecznych - Fee, urocza i intrygująca, to skandalistka; Ann, cicha, lecz wielce utalentowana, skazana jest na los, jaki zaplanowało dla niej kuzynostwo; z kolei Gemma to inteligentna dziewczyna, zmagająca się z problemami rodzinnymi, jak i tymi natury czysto miłosnej. Studnia Wieczności to prawdziwa mieszanka uczuć i emocji, która nie daje czytelnikowi odsapnąć chociażby na chwilę. Wciąż chcemy wiedzieć więcej i więcej. To jak narkotyk. Najpiękniejsze uzależnienie.

Ale, ale. Gdyby cały czas było tak samo pięknie, to jednocześnie byłoby nudno. Przyuważyłam jeden mankament tejże powieści, i nie omieszkam o nim wspomnieć. Zakończenie. Ta historia miała skończyć się inaczej. Wszystko miało skończyć się szczęśliwie. Nie tak miało być. Wciąż czuję niedosyt, głód niewiedzy. Zakończenie zawiodło mnie, być może nie sromotnie, jednak boleśnie. Nie chcę Ci zdradzać, szanowny Czytelniku, końca tej historii, gdyż znienawidziłbyś mnie po stokroć. Ale wiedz, że chciałam, by było inaczej. Wszystkie zagadki zostały wyjaśnione, a i owszem. Pytania zyskały odpowiedzi. Lecz wciąż kołata mi się w głowie jedna myśl: dlaczego tak, dlaczego nie inaczej? Nie ja jestem autorką tej powieści, nie ja decyduję o jej zakończeniu. Ale czuję żal do autorki, że zakończyła tę piękną historię w ten właśnie sposób. Cóż, widocznie tak miało być. Taki był jej zamysł. Nie zamierzam go podważać. Jedno jest pewne - historia Akademii Spence, jej trzech wyjątkowych uczennic, Międzyświata, wiktoriańskiego Londynu, na długi czas pozostanie w mej pamięci, wyobraźni i sercu. Zawartość tych trzech cudownych książek, stojących dumnie wysoko na półce, stanowiła dla mnie czystą rozkosz, rozkosz, którą będę napawała się długi czas. Kiedyś powrócę do tej historii i odkryję tajemnice Akademii Spence na nowo. Kiedyś. I wtedy będzie równie pięknie, jak i za pierwszym razem.

Ocena: 9/10


„Ludzie mają w zwyczaju z całego serca wierzyć w fikcję, żeby móc ignorować prawdę, której nie potrafią zaakceptować.”

4 komentarze:

monweg pisze...

Chyba jestem zainteresowana tą pozycją książkową. Pozdrawiam :)

Weronika Z. pisze...

Muszę wreszcie przeczytać tą powieść! :)

weronine-library.blogspot.com

Aneta Wojtiuk pisze...

Sięgnęłam po inną książkę tej autorki i nie zaciekawiła mnie tak, jakbym tego chciała. Ale o tej historii wiele dobrego słyszałam, więc sięgnę po tę serię i sama dam się zaskoczyć i zauroczyć ;)

cyrysia pisze...

Obecnie mam ochotę na coś z gatunku fantastyki a ,,Studnia wieczności'' akurat mnie zaciekawiła, więc myślę, żeby dać jej szansę poznania skoro tak ją zachwalasz.

Prześlij komentarz