23 marca 2014

Colleen Houck - Klątwa tygrysa. Wyzwanie

Niektóre decyzje, które podejmujemy, są niezwykle ciężkie. Czasami musimy zrezygnować z własnego szczęścia, jeżeli wiemy, że wkrótce może ono przynieść więcej trosk, aniżeli radości. Podejmowanie decyzji jest niezwykle ważnym aspektem życia każdego człowieka, czasami błądzimy w naszych wyborach, czasami są one trafne, czasami sami sobie wyrządzamy krzywdę. Nikt nie jest jednak doskonały, każdy popełnia błędy na ścieżce własnego losu. Istnieje jednak taka zasada, według której, niczego, co się w naszym życiu wydarzyło, z naszej czy cudzej inicjatywy, nie wolno żałować. Wszystko ma swoją przyczynę, nic nie dzieje się przypadkiem. Nasze życie to pasmo coraz to nowszych wzlotów i upadków. Każdy z nas musi upaść na dno, by móc się od niego odbić. Dlatego, podejmując decyzje, nie rozważajmy, czy są one dobre czy złe. Czas pokaże, jak bardzo zaplątaliśmy nasze losy.

Kelsey wraca do domu, gdzie planuje wieść normalne, pozbawione zbytnich ekscesów, życie. Próbuje zapomnieć o swojej miłości, Renie, którego opuściła z rozsądku. Dziewczynie nie dany będzie jednak powrót do normalnego życia - po powrocie w rodzinne strony czeka ją niespodzianka zorganizowana przez pana Kadama. Kelsey niedługo będzie odpoczywać od gorących Indii - wkrótce będzie musiała tam powrócić, by po raz kolejny stanąć do walki z ciemnymi siłami. Niebezpieczeństwo czyha na każdym kroku. Czy i tym razem uda jej się uratować siebie i swoich przyjaciół? 

Dawno już w moim życiu nie wystąpiło zjawisko nurtującego pragnienia sięgnięcia po kolejną część z serii. Zazwyczaj kończę jedną powieść, a za jej potencjalną kontynuację biorę się dopiero wtedy, kiedy jakimś cudem wpadnie ona w moje ręce, tudzież po prostu spadnie mi ona z półki na stopę, wywołując koszmarny ból i okrzyk zdumienia, a przy okazji, przypomina o swoim istnieniu. W przypadku dzieł Colleen Houck sytuacja ma się nieco inaczej, gdyż jeszcze przed zakończeniem lektury pierwszego tomu, już kiwałam się w przód i tył, niczym osoba cierpiąca na syndrom sierocy, z niecierpliwością oczekując momentu, kiedy dane mi będzie zajrzeć pod okładkę drugiej części. Klątwa Tygrysa urzekła mnie niesamowicie, porwała w swe objęcia, i długo nie chciała wypuścić. Dzieło Houck wymalowało na mej twarzy szeroki uśmiech, zarazem czyniąc mgłę w mym umyśle, gdyż będąc pod wpływem indyjskiej historii, nie dane mi było myśleć całkowicie trzeźwo. Dawno żadna książka nie doprowadziła mnie do tak wielkiego obłędu, podobno szaleństwo wymalowane w mych oczach było doprawdy przerażające. Lecz sprostowując, to nie szaleństwo, a miłość, zagościła w mym umyśle, wyobraźni, sercu. Miłość do pełnej emocji i przygód powieści, która na chwilę zmieniła moje życie.

Ledwo zamknęłam Klątwę Tygrysa, a już zjawiłam się przy regale wypełnionym książkami, i spojrzałam ku górze, by dostrzec kolejną część mojej ostoi. Po krótkiej chwili zadumy, wyszłam z pokoju, i przytargałam ze sobą drabinę, by móc sięgnąć po Wyzwanie. Rzuciłam się na tę powieść niezwykle łapczywie, i po kilku krótkich godzinach, po raz kolejny miałam okropny zamęt w głowie i zastanawiałam się, co dalej będzie działo się z moim życiem, bo halo, skończyłam już drugą część, i nadal czuję niedosyt. Lektura drugiej części różniła się nieco od zapoznawania się z pierwszym tomem. Przy moim pierwszym spotkaniu z opowieścią o niesamowitym tygrysie, drżałam z emocji, pełna niepewności, na mych policzkach jawiły się rumieńce wywołane przez emocje towarzyszące lekturze. W przypadku Wyzwania mój obłąkany stan się poprawił, i nadmierna ekscytacja zakończyła swą egzystencję. Kiedy czytałam Klątwę Tygrysa, wszystko było dla mnie nowe, świeże, niesamowicie absorbujące. Teraz, weszłam w dobrze mi już znany świat, gdzie przywitałam się z moimi dobrymi znajomymi, i kontynuowałam baczną obserwację przygody, która rozpoczęła się w części poprzedniej. Wyzwanie, choć niezmiernie przypadło mi do gustu, nie wywołało u mnie tak wielkich emocji, jak Klątwa Tygrysa. Przez chwilę zastanawiałam się nad zjawiskiem rutyny, jednak szybko odegnałam od siebie tę myśl, i powróciłam do lektury. Opowieść dalej się ciągnie, nadal jest niesamowicie, lecz zaczyna się robić zbyt... swojsko?

Wielbię Colleen Houck za jej niezwykłą inwencję twórczą, za wszystkie pomysły, które spisała na zadrukowanych kartach. Motyw Indii, dwóch tygrysów, i dziewczyny, która łączy ze sobą, scala, wszystkie elementy, jest niezwykle fascynujący. W poprzedniej części bardzo ceniłam sobie fakt, iż autorka postawiła na rozwój wątku fantastycznego, zaś wątek romantyczny pozostawiła gdzieś w tle, tak, że stanowił miły dodatek, lecz figurował na dalekim drugim planie. W przypadku Wyzwania sytuacja ma się niestety trochę inaczej, gdyż pomimo kilku zawirowań, które sprawiły, że ukochany Kelsey nie pojawia się przez dłuższy czas na kartach powieści, na prowadzenie wychodzi jego brat, Kirshan, który jest zainteresowany główną bohaterką w równym stopniu, co i Ren. W pewnym momencie zaczyna się z tego robić melodramat, i czytelnik, zamiast skupić się na kolejnych trudach, które czyni Kelsey, by odwrócić starożytną klątwę, skupia się na miłosnych zawieruchach, których prowoderem jest młodszy brat Rena. Robi się nieco lepko, zbyt słodko, i niesmacznie. W pewnym momencie przez moją głowę przebiegła nurtująca myśl, czy ja aby na pewno czytam kontynuację tak doskonałego dzieła, które tak głęboko zapisało się w mym sercu. Zdezorientowana spoglądałam co chwilę na okładkę, z rozczarowaniem stwierdzając, iż niestety, nie zaszła żadna pomyłka. Przez wątek romantyczny Kelsey-Kirshan, niezwykle ucierpiały dialogi, które w pewnych fragmentach przyprawiają o ból głowy, i wywołują jęki rozpaczy. Niektóre teksty bohaterów brzmią jak tanie gadki nastolatków z popularnych młodzieżowych seriali, co jest niezwykle przykre. Houck na chwilę się zapomniała, i poleciała w komercję. Chciałabym jej to wybaczyć, jednak nie wiem, czy jestem aż tak miłosierna. Cóż, zobaczymy, co zaprezentuje w kolejnej części.

Być może zabrzmi to kontrowersyjnie, jednak podczas czytania drugiej części Klątwy Tygrysa, co chwilę robiłam porównania do drugiej części Zmierzchu Stephenie Meyer, a mianowicie Księżyca w Nowiu. Żeby wykazać podobieństwo między tymi dwoma powieściami, musiałabym niestety, mój drogi Czytelniku, ostro zaspojlerować Ci fabułę Wyzwania, czego czynić nie będę, gdyż nie lubię odbierać nikomu radości z poznawania nowej książki. Jednak faktycznie, motywy w obu powieściach są podobne, ukochany znika gdzieś daleko, a na jego miejsce pojawia się inny facet, równie czarujący, lecz zarazem zupełnie inny. Podobieństw jest mnóstwo, co zbytnio mnie nie dziwi, gdyż gdzieś przewinęła mi się przed oczyma informacja, że Houck pisała swe książki zainspirowana ogromnym boomem na dzieła Meyer. Inspiracja inspiracją, jednak wolałabym, żeby autorka Klątwy Tygrysa postawiła na swój własny potencjał, i tworzyła według własnej inicjatywy, gdyż wyobraźni i kreatywności jej nie brakuje. W Wyzwaniu nadal mamy do czynienia z niezwykle intrygującym światem Indii. Bohaterowie, chociaż ci sami, nieco wydorośleli. Wydarzenia, które niedawno miały miejsce w ich życiu, nieco ich zmieniły. Kelsey powoli wkracza w dorosłe życie. Wszystko się zmienia. Jednak wyjątkowość postaci nadal pozostaje ta sama. 

Wyzwanie nadal stanowi wyborną ucztę literacką, pełną obrazowych opisów, bogatą w intrygującą fabułę, napisaną lekkim, plastycznym językiem. Niestety, mały chochlik wkradł się do umysłu autorki, i odwrócił jej uwagę od katastrofy, która rozpoczęła swój powolny rozwój na łamach powieści. Przymykam jednak oko na pewne sprawy, gdyż jestem niesamowicie ciekawa, co wywiąże się z obecnej sytuacji w kolejnym, trzecim tomie. Druga część stanowi słabszą kontynuację swej poprzedniczki, lecz każdemu zdarzają się wzloty i upadki, dlatego też nie spisuję talentu pisarskiego Houck na straty, i nadal wierzę, iż jest ona w stanie wyczarować coś niesamowitego, niepowtarzalnego. Jej popisy pisarskie dopiero mają swój początek, czekam więc, optymistycznie nastawiona, na kolejną dawkę. Pierwszą częścią Colleen mnie oczarowała, drugą nieco zbiła z tropu. Co będzie dalej? Czas pokaże.

Ocena: 7/10


„...pokonanie siebie i swoich słabości to większy sukces niż pokonanie wielotysięcznej armii.”

5 komentarze:

J. pisze...

Pierwszej części jeszcze nie czytałam, ale znajduje się ona już od dawna na mojej liście do przeczytania. Druga część jakoś mnie nie kusi...

Liss Carrie pisze...

Jeżeli chodzi o "Klątwę tygrysa" to mam z nią problem. Czasami widzę gdzieś okładkę i mówię sobie "Na pewno przeczytam!", a czasami jest na odwrót. Chyba zaczekam aż pierwsza cześć pojawi się w bibliotece i wtedy zmierzę się twórczością pani Houck :)

Bestsellerka pisze...

Już od dłuższego czasu przymierzam się do przeczytania tej serii, ale mimo chęci nie było okazji. Może niedługo się uda ;)

http://bestseller-s.blogspot.com/

Agnieszka D. pisze...

A ja się jeszcze z pierwszym tomem nie zapoznałam... Wstyd :P

MarcelinaCzyta pisze...

Mam mieszane uczucia. Nie wiem, czy zabierać się za tę serię. Słyszałam o niej już niejednokrotnie i zawsze zastanawiałam się kiedy będzie mi dane ją przeczytać. Teraz nie wiem, pierwszy tom to jak sama piszesz coś świetnego, a co z resztą? Czy warto? Być może spróbuję, trzeba zaryzykować. ;) Pozdrawiam, Marcelina

marcelinaczyta.blogspot.com

Prześlij komentarz