08 marca 2014

Constance Briscoe - Brzydula. Historia niekochanej

Na świecie dzieje się naprawdę wiele złych rzeczy, których my jednak nie dostrzegamy. Świat skupia się jedynie na błahych, nieistotnych jednostkach, podczas gdy ogrom ludzi cierpi, nie tylko wewnętrznie. Ludzie stali się obojętni na krzywdę innych, jesteśmy zimni, i interesują nas jedynie nasze własne sprawy, które, nie oszukujmy się, często są podwładnymi wartości pieniądza. Nie umiemy rozróżnić dobrych rzeczy od złych, mamy klapki na oczach, boimy się zareagować, bo przecież zły los innych mógłby skupić się także na nas samych. Puste myślenie o nieistotnych wartościach jest domeną naszego społeczeństwa. Martwimy się o coś, co nie posiada w świecie szczególnej wartości, zasłaniamy zaś oczy na widok czyjegoś nieszczęścia. Dlaczego tak się dzieje? Co się z nami stało? Cóż, sami musimy udzielić sobie na te pytania odpowiedzi. Nikt inny za nas tego nie zrobi. Tylko my znamy prawdę.

Constance Briscoe to dziewczynka, która w swym dzieciństwie przeżyła prawdziwe piekło. Bita i maltretowana przez matkę, wciąż poniżana i wyzywana od najgorszych. Nie mogła normalnie żyć, nie miała na kogo liczyć. Nikt nie chciał pomóc jej wydostać się z tak masakrycznej sytuacji. Lecz jej wewnętrzna siła nakazywała jej walczyć, przez co dziewczyna wygrała walkę o swój los. Wygrała, nie pozwalając własnej rodzinie zepchnąć się na samo dno.

Po przewróceniu ostatniej kartki Brzyduli przez długi czas siedziałam na skraju łóżka, i tępym wzrokiem wpatrywałam się w znajdującą się naprzeciwko mnie różową ścianę, gdyż lektura tejże powieści nasunęła mi dość sporo refleksji. Milczałam chwilę lub dwie, układając myśli, próbując się pogodzić z informacjami, które napłynęły do mej głowy wraz z treścią Brzyduli. Wiem, że nasz świat nie jest najdoskonalszy, wiem, że dzieje się na nim okropnie wiele zła. Jednak nie miałam pojęcia, że historie podobne do tej opisywanej przez Constance Briscoe, mają faktycznie miejsce wśród nas. Wciąż nie mogę wyjść z głębokiego szoku po tym, co przeczytałam na zadrukowanych stronicach tej książki. Okrucieństwo. Tak jednym słowem mogę nazwać historię małej dziewczynki, która w swym dzieciństwie zaznała tyle zła, ile prawie żadne z nas nie pozna przez całe swoje życie. Nie jestem najwrażliwszą osobą, jeśli chodzi o krzywdę ludzi, jednak podczas kolejnych scen z życia maltretowanego dziecka, łzy perliły się w kącikach mych oczu, zaś serce krajało się na samo wyobrażenie tylu strasznych czynów. Gdy w końcu dotarło do mnie, że Brzydula jest powieścią autobiograficzną, zduszony krzyk wyrwał się z mych ust. To się działo naprawdę. Ta makabra miała swe miejsce w naszym świecie kilkadziesiąt lat temu. Długo przyjmowałam ten fakt do wiadomości. Do tej pory nie chce mi się wierzyć, że rodzona matka jest w stanie tak zrujnować życie swojemu dziecku. Mówi się, że słowa wyrażają wszystko. W tym przypadku jednak nawet one nie są na tyle zdolne, by opisać tragizm tej sytuacji.

Brzydula trafiła w moje ręce przypadkiem. Czasami będąc w większych supermarketach, zdarza mi się zajrzeć na dział książkowy, gdzie często organizowane są różne wyprzedaże. Pewnego razu, grzebiąc wśród przecenionych stosów, dostrzegłam niezwykle estetyczną okładkę. Spojrzałam na tytuł i skrzywiłam się, gdyż przywiódł mi on na myśl pewną prostacką tvnowską produkcję. Postanowiłam jednak przekonać się, cóż to takiego wpadło mi w oko, i przewertowałam kilka stron. Zaintrygowana paroma przeczytanymi zdaniami, wzruszyłam ramionami, i wrzuciłam książkę do koszyka. Po powrocie do domu, odłożyłam Brzydulę na półkę i na małą chwilę o niej zapomniałam. Parę dni później jednak przypomniało mi się, iż przytachałam ostatnio do domu jakąś wartą uwagi powieść, i szukając jej wzrokiem, zastanawiałam się, co też autorka będzie chciała przekazać mi w swej całkiem dobrze zapowiadającej się historii. Zasiadłam wygodnie do lektury, i rozpoczęłam konsumpcję. Po chwili oczy me latały po kolejnych stronicach z prędkością światła. Nie wierzyłam w to, co czytam. Nie chciałam wierzyć. Przypomnę, wtedy jeszcze nie miałam pojęcia, iż trzymam w dłoniach powieść autobiograficzną. Moje przerażenie ludzkim okrucieństwem sięgnęło wysokiego stopnia, ja zaś co chwilę kręciłam w niedowierzaniu głową. Nie chciałam przyjąć do wiadomości, iż takie historie są dla niektórych codziennością.

Mówi się, że każda matka kocha swoje dzieci. Jakżeby mogło być inaczej? Pociechy to największy skarb rodzicielek, skarb, za który one same są w stanie oddać najcenniejszą wartość - życie. Jak więc można wytłumaczyć zachowanie matki Constance, która nie tylko zaniedbywała swą córkę (otaczając przy tym opieką pozostałe rodzeństwo dziewczynki), lecz także poniżała ją, nie pozwalała normalnie żyć, a przede wszystkim - krzywdziła psychicznie i fizycznie? Constance w swym dzieciństwie przeżyła wiele okrutnych chwil, czego skutkiem było nocne moczenie się. Koło się zataczało, gdyż dziewczynka czyniła to z nerwów w obawie przed matką, jej matka zaś karała ją między innymi za ciągłe brudzenie pościeli. Tego, co działo się w domu dziewczynki, nie da opisać się słowami, gdyż zwykła, żyjąca w miarę przyzwoicie osoba, nie mieści w swej głowie tak wielkiej dawki makabry, jaką było wczesne życie Constance. Niewielu z nas ma jakiekolwiek pojęcie o tym, że takie sytuacje miały, mają, i będą miały miejsce w domach na całym świecie, nawet w tych domach, których rodziny wyglądają na jak najbardziej przyzwoite. Główna bohaterka powieści, a zarazem jej autorka, swą niedolę przeżyła w ubiegłym, dwudziestym, wieku. Uwierz mi, drogi Czytelniku, od tamtej pory nic na świecie się nie zmieniło. Może prócz tego, że w dzisiejszych czasach matka prędzej czy później pojawi się, wezwana, w szkole dziecka, gdyż w innym wypadku siły wyższe zareagowałyby wszczęciem dochodzenia dotyczącego sytuacji rodzinnej ucznia. Ale zostawienie małego dziecka w pustym domu, bez opieki, z nakazem płacenia mu opłat, i egzekwowaniem tego polecenia? Nie, to nie mieści się w mojej głowie. To dla mnie zbyt wiele.

Brzydula to niesamowicie smutna i brutalna opowieść o życiu małej dziewczynki, która od najmłodszych lat musi nauczyć się liczyć jedynie na siebie, która pozbawiona domowego ogniska i przychylnych sobie ludzi, musi żyć w świecie, w którym, mogłoby się wydawać, nie ma dla niej miejsca. Jestem pełna podziwu dla tej małej istoty, iż zniosła tak wiele krzywd, i pomimo tak wielu ran zadanych - ciału i duszy - nie poddała się, i walczyła o swoje - o ciepłe miejsce do spania, o wykształcenie, aż w końcu - o prawo do normalnego życia. Brzydula napisana jest dosyć lekkim, lecz niebanalnym językiem, językiem, który być może nie czaruje, jednak rzetelnie stawia przed czytelnikiem realne fakty. Fabuły, akcji i bohaterów oceniać nie będę, gdyż autorka na te elementy wpływu nie miała - zostały one napisane przez los. Muszę jednak wspomnieć o bardzo ciekawej konstrukcji książki, gdyż po zakończeniu historii dziewczynki, następuje epilog, w którym w postaci dalej ciągniętej opowieści, ukazany jest proces, który wszczęła matka Constance Briscoe, twierdząca, iż fakty zawarte w Brzyduli są nieprawdziwe i zmyślone. Niezwykle spodobał mi się ten pomysł, i byłam bardzo zaskoczona po odkryciu tego, dość sporego, zapisu. Osobiście, bardzo się cieszę, iż Briscoe odnalazła w sobie siłę na przekazanie światu historii swego okrutnego dzieciństwa, dzięki czemu wielu ludziom na świecie otworzyły się oczy na nieszczęście innych. Podziwiam Constance za odwagę, której wielkie ilości musiała w sobie mieć, pisząc tę powieść. Coś niesamowitego, naprawdę.

Constance Briscoe popełniła wstrząsającą powieść, która każdemu z nas da wiele do myślenia. Tragedię dziejącą się na łamach tej historii potęguje fakt, iż wszystkie wydarzenia zaistniały naprawdę, w rzeczywistości, kilkadziesiąt lat temu. Książkę czyta się dobrze, jednak osoby wrażliwe na ludzką krzywdę powinny uzbroić się w kilka opakowań chusteczek higienicznych, gdyż podczas niektórych fragmentów, łzy ciekną po policzkach ciurkiem nawet tak wielkim znieczulicom, jak ja. Briscoe absolutnie zawojowała mój umysł, i nadal nie jestem w stanie pozbyć się tej historii z głowy. Brzydula wstrząsnęła mną ogromnie, i bardzo chciałabym, abyś Ty, mój Czytelniku, również zapoznał się z tą trudną, bardzo brutalną opowieścią o dziewczynce, którą własna rodzina skazała na potępienie. Warto jest zapoznać się z tym dziełem, naprawdę. Daje wiele do myślenia. I pomaga docenić życie, jakkolwiek trudne by ono nie było. Wszystkie przeciwności losu da się zwalczyć. Wystarczy jedynie mieć w sobie wolę walki.

Ocena: bez oceny


„W końcu, gdy szczęście zapuka do moich drzwi, będę czekała. Otworzę drzwi i powiem: " Gdzieś ty było...” 

10 komentarze:

Agniecha pisze...

Oj tak. Nie dziwię się, że nie chciałaś wystawić konkretnej oceny, bo ciężko jest oceniać coś takiego. Ciężko jest poddawać analizie wydarzenia, które przeżyła autorka. Prawdą jest jednak, że jest to chyba najbardziej wstrząsająca historia, jaką przyszło mi czytać. Autentycznie płakałam podczas lektury niedowierzając w to wszystko. Dlatego też u mnie dostała najwyższą notę.

Pozdrawiam

cyrysia pisze...

W sumie nie lubię zbytnio smutnych, brutalnych opowieści, ale powyższa książka wyjątkowo wzbudziła moje zainteresowanie i chce ją koniecznie poznać.

Irena Bujak pisze...

Polecam Ci książki Cathy Glass, są równie wstrząsające jak ta. Przynajmniej tak mi się wydaje bo tej jeszcze nie miałam okazji czytać. Ale to zmienię.

Natalia Z pisze...

NIe wiem, co o niej myślęć.
Być może po nią sięgnę, gdy będę mieć okazję :)
Pozdrawiam i zapraszam for me :3

monweg pisze...

Z chęcią zapoznam się z tą książką. Na razie zapisuję.

Magda Jeziorek pisze...

Z przyjemnością sięgnę po tę książkę :)
http://myawesomebooks.blogspot.com/

miqaisonfire pisze...

Myślę, że mogłabym spokojnie zaryzykować i przeczytać tę książkę.

Meme pisze...

Takie swoiste świadectwa ludzkiego życia są niesamowitymi historiami, zdecydowanie wartymi przeczytania, które często sprawiają, że nachodzące nas refleksje, motywują do innego spojrzenia na własne życie :)

Sylwuch pisze...

Niestety wielu rodziców nigdy nie powinni nimi być, ponieważ swoim zachowaniem wyrządzają niewyobrażalnie ogromną krzywdę dla swoich pociech. "Brzydula" czeka na mojej półce i na pewno sięgnę po nią prędko.

Patrycja Obara pisze...

Świetna recenzja :) na pewno w najbliższym czasie spróbuję przeczytać, aczkolwiek nieco się obawiam po tym co napisałaś, bo łatwo się wzruszam, dziękuję za recenzję :)

Prześlij komentarz